mao111
22.04.10, 10:17
“Prezydent Lech Kaczyński od 10 kwietnia nie żyje. Powoływanie się na jego
wolę przez jakąkolwiek grupę wybrańców jest nieprzyzwoitością”.
Czytam w “Gazecie Wyborczej” i oczom nie wierzę. Czyżby autor felietonu Paweł
Wroński nie wytrzymał wreszcie i zdobył się na tak fundamentalną rozprawę z
przedsięwzięciami swojej gazety? I wydrukowali mu to?
Przecież tydzień temu na jej łamach korowód “autorytetów” wszelkiego
autoramentu od artystów po polityków dowodził, jak bardzo Lechowi Kaczyńskiemu
będzie na Wawelu niewygodnie, jak bardzo mijałoby się to z jego wolą i jak
bardzo sam by przeciw temu protestował. Wspomniani autorzy występowali w
imieniu Lecha Kaczyńskiego, przeciw niecnym knowaniom jego brata, który zmusił
kardynała Dziwisza do podjęcia decyzji o pochowaniu pary prezydenckiej w
katedrze wawelskiej.
Nie pierwszy to raz. Podobni im na tych samych łamach występowali w imieniu
nieżyjącego Jana Pawła II, nawołując do hurtowego odpuszczenia niewyznanych
grzechów w myśl głównego przykazania ich nowej ewangelii, które brzmi: idź i
grzesz nadal, wszystko i tak będzie ci odpuszczone.
Zaraz jednak sprawa się wyjaśniła. Nie chodzi o niezwykły przypływ
nonkonformizmu Wrońskiego. Wręcz przeciwnie. Wspomnianymi uzurpacjami autor
“Wyborczej” się nie zajmuje, natomiast potępia naukowców apelujących do
marszałka Komorowskiego o niepodpisywanie ustawy o IPN, przeciw której był
prezydent Kaczyński. Zostawmy Wrońskiego – przecież nie poświęcałbym mu
felietonu – i jego argument, że w samolocie zginął również zwolennik ustawy
Adam Rybicki, jakby cokolwiek miało to do rzeczy.
Uzasadnienie naukowców jest oczywiste. Jeśli tragiczny wypadek oddał całą
władzę w ręce partii rządzącej, to demokratyczna przyzwoitość, a nie litera
prawa, która wszystkiego nie może ująć, nakazywałaby umiar. Wybory
prezydenckie za dwa miesiące. Jeśli Komorowski zostanie prezydentem, może
podpisać ustawę bez zmrużenia oka. Widać jednak, że ci, którzy z IPN cały czas
walczyli, uznają, że każda okazja jest dobra, aby spacyfikować tę instytucję.
Bardzo się muszą bać.