Gość: Bankier
IP: 216.233.75.*
11.03.04, 14:43
Polska na równi pochyłej
Doc. dr Marcin Kowalski
„Reforma struktury światowego systemu finansowego jest z pewnością jedną z
najpilniejszych i najpotrzebniejszych inicjatyw” (Jan Paweł II)
www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=publicystyka&nr=2004030413008
Najprostsza droga do zniewolenia NARODU wiedzie poprzez zawładnięcie jego
kredytem, a nieuchronnym skutkiem stosowania "pieniądza zadłużonego", czyli
opartego o obcy kredyt jest wzrost cen, podatków i deficytu budżetowego.
Rodzą się pytania: Czy mamy możliwość wyjścia z pętli rosnącego zadłużenia?
Otóż mamy, pod warunkiem, że odzyskamy nasze suwerenne prawo do tworzenia
pieniądza w sposób nie-zadłużony. Decyzja w tej sprawie należy do Parlamentu,
a wykonanie do Rządu.
Czy Polska ma suwerenne prawo do zaprojektowania narodowego systemu
finansowego? Nie ma! Miała takie prawo 80 lat temu. Dziś pomimo uroczystych
obchodów 80-lecia założenia Narodowego banku Polskiego, nie jest on już ani
Narodowy, ani Polski. Dlaczego? NBP jest ogniwem w łańcuchu obezwładniającym
Naród Polski przez Bank Światowy będący narzędziem zniewalania narodów,
kierowany przez międzynarodową finansjerę, w dominującym stopniu opanowaną
przez "wybrańców boga". Bo ludzie, których wybraliśmy do parlamentu by nas
reprezentowali oddali swe uprawnienia w stosunku do najżywotniejszej sprawy –
systemu monetarnego – sferom interesów realizującym politykę obcą dobrobytowi
własnej ludności, oddali nas w niewolę.
Jesteśmy więc więźniami we własnym domu, pod wrogą okupacją, pod batem
kolejnych prezesów NBP: Hanny Gronkiewicz-Walz i Leszka Belcerowicza.
W pęta międzynarodowej finansjery, oszukawszy Naród, weszły dobrowolnie rządy
Mazowieckiego i Bieleckiego. Próbował się z nich wyrwać rząd Jana
Olszewskiego, jednakże – połączone siły liberałów obalając go w "nocnym
zamachu", jeszcze mocniej pęta te zacieśniły. Obecnie zrzucając
odpowiedzialność za całkowity upadek wielu sfer życia narodu będący skutkiem
tych pęt, próbuje się obrócić gniew narodu na znienawidzony komunizm. Nie
mówi się jednak narodowi prawdy – nie podaje przyczyn ich nędzy, dalszego
upadku i całkowitego zniewolenia.
Musieliby, podobnie jak to zagwarantował Grabski 80 lat temu, zrezygnować z
możliwości coraz większego bogacenia się kosztem narodu, a tego dobrowolnie
nie uczynią. Nie twierdzę wcale, że prezesi banku nie-polskiego i inni ludzie
na świeczniku są wszyscy automatycznie przekupni, choć jest wielu bardzo
podatnych na pokusę łapówki. Istnieją przecież również inne, bardziej
subtelne sposoby skłaniania ludzi do konformizmu wobec jakiejś polityki.
Fotel ministerialny, lub inne intratne stanowisko na ogół wystarcza, aby
uśmierzyć każdą tendencję do przeciwstawienia się władcom. Członek gabinetu –
niezależnie od przynależności partyjnej – szybko zdaje sobie sprawę, że
korzyści płynące z zajmowanego stanowiska może czerpać tylko dopóty, dopóki
stosuje się do aktualnej polityki zdrady narodowej. Zdając sobie z tego
sprawę, instynktownie staje się apologetą i obrońcą tej polityki i jej
przedsięwzięć, a w dowód wdzięczności za swe przywileje, gotów jest na ogół
wychodzić ze skóry, aby służyć, podtrzymywać i umacniać pozycję finansowego
establishmentu.
Narzędzia do zniewalania
Głoszona zasada nienaruszalności wkładów pieniężnych, za którą "stwarza się"
kredyt finansowy jest wygodną zasłoną dla polityków obezwładniających narody.
Banki wcale nie pożyczają złożonych w nich pieniędzy. Udzielając kredytów
dokonują jedynie zapisów w rejestrach, zaś wszystkie pieniądze ludności
znajdujące się w obiegu stanowią długi wobec banków. Zarządzającym bankami
bardzo jest na rękę szczególne udogodnienie w tworzeniu kredytu i stopniowe
wpędzanie narodu w sieć zadłużenia. Tworzą one drogo sprzedawany "kredyt
finansowy", w oparciu o "kredyt rzeczywisty" tworzony przez społeczeństwo.
O stopniu wpędzania narodów w sieć zadłużenia niech świadczą liczby: w ciągu
ostatnich 50 lat długi społeczeństw świata w stosunku do banków wzrosły
przeszło 10-krotnie i prawie w całości są one własnością tych banków.
Sprawujący władzę w państwie wypuszczając Państwowe Obligacje Skarbowe, które
są narodowymi kwitami zastawnymi oddają dobra narodu pod zastaw bankom, w
zamian za użyczanie nam NASZEGO WŁASNEGO "kredytu finansowego". Czy w naszych
czasach niewiary w cuda w świecie fizycznym, można znaleźć większy dziwoląg
od tych instytucji, które jakoby pożyczają pieniądze, lecz ich nie pożyczają?
One je po prostu tworzą, a gdy się im te pieniądze zwraca – unicestwiają je.
Instytucjom tym udało się zrealizować tym samym niemożliwy cud. Nie tylko, że
dostają coś za nic, ale jeszcze otrzymują z tego tytułu niekończące się
odsetki. Odsetki spłacane w postaci kredytu – tym razem rzeczywistego,
tworzonego w ciężkim trudzie przez naród. Przystąpienie do takiego systemu
finansowego przez obce narodowi polskiemu rządy oznacza, że wszystkie owoce
ciężkiej pracy narodu polskiego odprowadzane są za granicę do pławiących się
w luksusie międzynarodowych rekinów, a naród coraz bardziej pogrąża się w
nędzy i rozpaczy. Dowodem na to jest co roku większe obciążenie budżetu
państwa spłatą odsetek.
Gdyby nie istniała możliwa do przyjęcia alternatywa dla bankierskiego systemu
zadłużenia i opodatkowania, nie pozostawałoby nic innego, jak pogodzić się ze
stoicką rezygnacją z szybkim rozkładem, załamaniem cywilizacyjnym i
degradacją ludzkiego życia do poziomu niewolnictwa i zadłużeniowego
zniewolenia. Lecz taka możliwa do przyjęcia alternatywa istniej! Nawet
najbardziej finansowo ortodoksyjne umysły nie będą oponować wobec
stwierdzenia, że najwyższe uprawnienie tworzenia pieniędzy przynależy rządowi
państwowemu. Wszak Władysław Grabski zaproponował reformę systemu
finansowego, a Parlament ją uchwalił, bez potrzeby zgody
międzynarodowej finansjery! A tymczasem prezesi NBP działają wbrew zaleceniom
polskiego rządu, na przykład drukują polskie pieniądze za granicą, utrzymują
wysoką stopę procentową wkładów złotówkowych, umożliwiają transfer dewiz za
granicę itp. Działają w interesie międzynarodowej finansjery i spekulatorów.
Są nawet przez te kręgi honorowani licznymi nagrodami.