Dodaj do ulubionych

"Cena naiwności" przedruk

IP: *.polkomtel.com.pl 27.06.01, 12:51
Cena naiwności

W kontekście nasilających się sporów co do negocjacji Polski z Unią Europejską,
warto zwrócić uwagę na najnowszy numer magazynu "Unia&Polska" (wyd. internetowe
na stronie MSZ). To prounijne pismo dopuściło ostatnio na swoje łamy głosy
wręcz obrazoburcze dla wyznawców budowy superpaństwa na Starym Kontynencie.

Obietnice bez pokrycia

Społeczeństwo polskie w dużej mierze czuje się oszukane przez naszych
euroentuzjastów, którzy, jak się okazało, składali do tej pory obietnice bez
pokrycia. Bruksela, zamiast spodziewanych dotacji i profitów, egoistyczne
realizuje swój interes, starając się zepchnąć w negocjacjach państwa
kandydackie na pozycje wasalne.
Krzysztof Popowicz w artykule "Nie chcę do Unii Europejskiej" tak pisze na
łamach magazynu "Unia&Polska": "Coraz częściej państwa kandydujące stają się
zakładnikami interesów państw członkowskich. Interesów tak mało istotnych, w
porównaniu z przedsięwzięciem zjednoczenia Europy, że trudno nie czuć w takiej
sytuacji nie tyle podenerwowania i złości, ale po prostu krępującego
zażenowania".
O ile można się zgodzić z pierwszą częścią wypowiedzi Popowicza, bo
rzeczywiście interesy państw członkowskich Unii (szczególnie Niemiec)
postawione zostały w negocjacjach na pierwszym miejscu, to dziwić się należy
oburzeniu autora. Bo jakież to inne interesy, jeśli nie poszczególnych państw
członkowskich, miałaby reprezentować Unia? Głupia wiara w liberalne,
kosmopolityczne hasła jest dobra dla naiwnych (powiedzmy: polityków polskich).
Wśród wielkich graczy na niwie globalnej liczy się po prostu egoistycznie
definiowany interes.
K. Popowicz jest przerażony, że "wybitni politycy europejscy" pod płaszczykiem
wielkich słów wprowadzają nowy podział Europy na lepszych i gorszych.
Pisze: "Państwa członkowskie, stosując swoisty kidnaping, uznały bez większych
skrupułów, iż można na bezrobociu, biedzie i zacofaniu niektórych regionów
robić interesy. Brak politycznej wyobraźni, egoizm, są niestety naszymi
partnerami przy stole negocjacyjnym. Z takimi partnerami trudno negocjować,
wszelkie racjonalne argumenty przestają być zrozumiałe, nie mówiąc o szukaniu
konsensusu, a tym bardziej o zawieraniu porozumień".
Można przypuszczać, że autor powyższego artykułu podzielał wiarę wielu naszych
polityków, że Unia Europejska to "dobry wujek", który zasypie Polskę dobrobytem
i koncesjami. Tymczasem w negocjacjach z imperium liczy się tylko siła, a tej
Polska nie ma, gdyż najnormalniej w świecie nie chciała jej zgromadzić. Bo siła
nie tylko musi się definiować w militariach czy gospodarce. Za siłę można uznać
geograficzne położenie, atutem może być dostęp Unii (lub jego brak) do
czterdziestomilionowego rynku zbytu, jakim jest Polska. Siła rodzi się w
długotrwałej pracy nad pomnożeniem dóbr materialnych i moralnych narodu, a nie
w nachalnej wyprzedaży wszystkiego, co wartościowe (łącznie z suwerennością) i
oczekiwaniu na unijne dotacje. Wreszcie, siła wiąże się nierozłącznie z realną,
konsekwentną polityką zagraniczną, zakotwiczoną w precyzyjnie zdefiniowanym
interesie narodowym kraju.
Politycy polscy pozbawieni tego wszystkiego, nakierowani na integrację z UE za
wszelką cenę, chcieli osiągać sukcesy w negocjacjach z Brukselą. Unia doskonale
wie, że jako państwo nie zbudowaliśmy alternatywnego programu rozwoju Polski,
jesteśmy zatem od Unii w sposób całkowity uzależnieni.

Polska wasalem

Jak zatem wygrywać dla Polski negocjacje? K. Popowicz dobrze zdiagnozował, że
czym innym dla Brukseli było przyjęcie bogatych krajów skandynawskich i
Austrii, czym innym jest wprowadzenie biednych państw środkowoeuropejskich,
które stoją, trzeba to przyznać szczerze, na pozycjach raczej z góry
przegranych. A przecież trzeba pamiętać, że Unia po poszerzeniu składałaby się
już nie z piętnastu, ale z trzydziestu krajów.
Popowicz pisze: "Nikt nie miał na tyle wyobraźni i odwagi, by powiedzieć, że do
nowej sytuacji nie tylko my, ale również Wspólnoty powinny się dostosować". I
rzeczywiście - kraje kandydujące muszą dostosować swoje prawo, gospodarkę,
edukację, ekologię itp., do zasad, które ustalił bogaty Zachód. Nie ulega zatem
wątpliwości, że zasady te będą służyły bogatym, a nie biednym kandydatom. Czy
ktoś słyszał, aby kraje Unii, chcąc się integrować z nowymi obszarami,
dostosowywały jakąś dziedzinę życia do wymagań swoich partnerów? A jeśli nie,
to procesy dostosowawcze są absolutnie jednostronne i nie mają nic wspólnego z
partnerstwem. Oznaczają ni mniej ni więcej tylko zrzeczenie się ogromnych
obszarów suwerenności przez państwa kandydujące. "Żądając jednostronnych
dostosowań od krajów kandydujących (...) - pisze Popowicz - Unia de facto
próbuje wepchnąć przyszłą zjednoczoną Europę, złożoną niemal z trzydziestu
państw, w dzisiejszą małą Unię piętnastu". Zatem przyszłe imperium będzie miało
swoje centra decyzyjne, ale również swoje peryferie, kolonie i swoich wasali.

Droga donikąd

W podobny sposób całą sprawę negocjacji przedstawia na łamach "Unia&Polska"
Klaus Bachmann w artykule "Alternatywa, której nie ma". Komentując stan
negocjacji Polski z UE pisze: "To, czy będzie okres przejściowy w swobodzie
osiedlania się dla obywateli krajów kandydujących (...) w najmniejszym stopniu
nie zależy od negocjacji UE z Polską. (...) Zależy to tylko od negocjacji
między Niemcami a Hiszpanią. Ale Hiszpanii z kolei nie zależy na tym, aby
Polakom załatwić wolny dostęp do unijnego rynku pracy, lecz na podbiciu ceny za
ich zgodę na niemiecki postulat. Podobnie będzie z innymi drażliwymi
problemami. Być może rządowi polskiemu wydaje się, że to on negocjuje z Unią
Europejską warunki polskiego członkostwa. W rzeczywistości negocjują państwa
członkowskie między sobą".
Bachmann twierdzi, że małe państwa, takie jak Litwa, Łotwa, Estonia, Węgry i
inni zdały sobie z tego sprawę i szybko godzą się na warunki Brukseli, aby czym
prędzej i na każdych warunkach znaleźć się w Unii. Twarde stanowisko Polski
niczego tu nie zmieni, dlatego Bachmann namawia Polaków do pójścia tą samą
drogą.
Niemiecki publicysta zapomina, że inna jest wielkość Estonii, inna Polski, inne
mamy sąsiedztwo, inne granice, a więc i inne interesy. Pójście drogą totalnych
ustępstw może się dla nas zakończyć tragicznie. Jeśli zatem ktokolwiek ma choć
trochę politycznego rozumu w głowie, ten powinien podjąć próbę budowy
alternatywnego programu polskiej polityki zagranicznej, do czego namawia na
łamach wspomnianego magazynu "Unia&Polska" Zbigniew Wawak. Na tej drodze
ostatnie dwanaście lat zostało kompletnie zmarnowane, wszak jak Polska długa i
szeroka powtarzano nieustannie: "Nie ma zbawienia poza Unią". Nic nie wskazuje
na to, aby można było mówić o generalnym odwróceniu tej tendencji.

Demokracja nie dla wszystkich

Swoisty stan niepokoju wprowadził do naszego establishmentu wynik irlandzkiego
referendum, odrzucającego traktat z Nicei. Wydaje się, że powinna to być dla
nas kolejna nauczka, jak wydawałoby się akceptujące UE społeczeństwa dbają o
obronę swojego narodowego interesu. Z drugiej strony warto się przyjrzeć, jak w
UE szanuje się wolę społeczeństwa, wyrażoną wszak w demokratycznym głosowaniu.
Już mówi się, że wynik referendum nie jest dla Brukseli wiążący, a referendum
powtórzy się za dwa lata, tak aby jego wynik był już po myśli biurokratów
unijnych. Jak to się ma do demokracji, tak mocno w Unii podnoszonej, i to
wielokrotnie niemalże do rangi wartości najwyższej? - wytłumaczyć to mogą tylko
posługujący się dla nikogo niezrozumiałą logiką euroentuzjaści.
Zatem stan stosunków Polski z UE nabiera nieciekawych kolorów. Nie znaczy to
niestety, że rządzący Polską wyciągają z tego dostateczne wnioski. Politycy
uspokajają, minister Kułakowski obiecuje, że nadal będzie negocjował.
Aleksander Kwaśniewski na łamach magazynu "Unia&Polska" wzywa: "Być może Unia
Europejska nie
Obserwuj wątek
    • Gość: Europa Re: ciąg dalszy IP: *.polkomtel.com.pl 27.06.01, 12:53
      Demokracja nie dla wszystkich

      Swoisty stan niepokoju wprowadził do naszego establishmentu wynik irlandzkiego
      referendum, odrzucającego traktat z Nicei. Wydaje się, że powinna to być dla
      nas kolejna nauczka, jak wydawałoby się akceptujące UE społeczeństwa dbają o
      obronę swojego narodowego interesu. Z drugiej strony warto się przyjrzeć, jak w
      UE szanuje się wolę społeczeństwa, wyrażoną wszak w demokratycznym głosowaniu.
      Już mówi się, że wynik referendum nie jest dla Brukseli wiążący, a referendum
      powtórzy się za dwa lata, tak aby jego wynik był już po myśli biurokratów
      unijnych. Jak to się ma do demokracji, tak mocno w Unii podnoszonej, i to
      wielokrotnie niemalże do rangi wartości najwyższej? - wytłumaczyć to mogą tylko
      posługujący się dla nikogo niezrozumiałą logiką euroentuzjaści.
      Zatem stan stosunków Polski z UE nabiera nieciekawych kolorów. Nie znaczy to
      niestety, że rządzący Polską wyciągają z tego dostateczne wnioski. Politycy
      uspokajają, minister Kułakowski obiecuje, że nadal będzie negocjował.
      Aleksander Kwaśniewski na łamach magazynu "Unia&Polska" wzywa: "Być może Unia
      Europejska nie jest tworem idealnym, ale jest najlepszym z możliwych - dla
      Polski i dla Europy. W tym duchu powinniśmy dalej pracować, wykazując
      wytrwałość, cierpliwość (...)". (A. Kwaśniewski, Przed Wielkim
      Finałem, "Unia&Polska"). Wydaje się jednak, że aby przekonać Polaków, unijno-
      liberalna nowomowa już nie wystarczy. Nie wystarczy bowiem zaklinanie, że
      uczestniczymy w wiekopomnym procesie, że wkraczamy do demokratycznego raju.
      Jeśli chce się Polaków do czegokolwiek przekonać, trzeba dziś mówić językiem
      konkretów, a te na pewno nie przemawiają na korzyść naszego członkostwa w Unii.
      Cieszy fakt, że polskie społeczeństwo zaczyna myśleć w dużym stopniu w sposób
      realny. Smuci, że nie idzie za tym postawa naszych polityków. Wylewane raz za
      razem kubły z zimną wodą zza zachodniej granicy jeszcze nie ostudziły u
      większości establishmentu euroentuzjastycznych nastrojów. Może trzeba, aby do
      realizmu przywołał polityków naród w wyborach parlamentarnych, a szczególnie
      zabierając jednoznacznie głos w referendum w sprawie integracji z UE. Oby
      jednak nie było już wówczas dla Polski za późno.
      Mieczysław Ryba

      Zaczerpnięte ze strony www.naszdziennik.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka