homosovieticus
20.05.04, 10:38
Był to przełom sierpnia i września 1991 roku; niedługo po puczu Janajewa.
Stałem w kuluarach rosyjskiego parlamentu i słuchałem, jak Baburin -
przeobrażony właśnie z demokraty w wielkoruskiego szowinistę - tłumaczył
dziennikarzom: „Jeśli słusznie odrzucamy dziedzictwo rewolucji bolszewickiej,
to odrzućmy także absurdy leninowskiej zasady o »Prawie narodów do
samostanowienia «. Przed bolszewikami - kontynuował Baburin - nie było żadnej
Ukrainy ani Białorusi; nie było Litwy ani Łotwy, nie było też Polski. Były
gubernie i kraj przywiślański. Do tego dzisiaj powinniśmy powrócić”.
Słuchałem tego z rozbawieniem - każdy kraj ma takich szaleńców, na jakich
zasłużył. Dziś nie jestem już rozbawiony. Lepper, który jeździ do Moskwy, by
podlizywać się Baburinowi, to bardzo ponura - choć też mająca w sobie coś z
farsy - powtórka z historii.
Ja wiem: Baburin nie jest Katarzyną II, a Lepper nie jest targowiczaninem
Szczęsnym Potockim czy Ksawerym Branickim. Ale o tamtych i o nim powiedzieć
można to samo - bezwstydni zaprzańcy."
Zamiast komentować zapytam tylko :
A komu podlizywał się wtedy Autor komentarza,kiedy sam do Moskwy jeździł?
Czyżby już wtedy Obywatelowi Adamowi było wolno wiecej niż dzisiaj Lepperowi?