infomozg
11.10.11, 21:25
Nie da się, bo one obiektywnie istnieją, tak jak grawitacja. Choćby nie wiem jak długo i gorliwie Michnik z Żakowskim przekonywali, że nad tą akurat przepaścią nie ma ciążenia, gdy w nią skoczysz spadniesz na pysk i się zabijesz.
A za te czteroletnie radosne zapusty właśnie przychodzi rachunek. Odtrąbiony już przez Rostowskiego przyszłoroczny budżet można sobie wsadzić tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę gdyż zakłada 4% wzrostu PKB, a dobrze będzie jeśli osiągniemy choć 2%. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko obietnicę ograniczenia deficytu do 2,9% w 2012 r. złożoną przez ministra przed KE to w budżecie zabraknie, lekko licząc, 15 mld złotych. Problem w tym, że nie bardzo jest skąd je wziąć. Rezerwy demograficznej już nie ma. Zabranie reszty z OFE wywoła nawet skowyt skrajnie prorządowego Lisa, który wtedy zacznie chronić interesy swoich przyrodzonych oligarchicznych panów. No chyba, że zostawi się w OFE tylko prowizję, co może kiedyś byłoby śmieszne, ale teraz może się naprawdę przytrafić. Jednak nawet tak idiotyczne rozwiązanie budżetu nie zbilansuje. Na prywatyzację, choćby najbardziej złodziejską, też nie bardzo mamy w tych okolicznościach co liczyć , bo nikt tego nie kupi. W dodatku sztucznie napompowana złotówka leci na łeb i już niebawem powiększy nasz dług publiczny powyżej 55%, o ile już nie jest wyższy a jedynie przykryty kreatywną księgowością. Nawet jeśli rząd wyciągnie te 300 mld z UE (kaktus mi prędzej wyrośnie) to i tak, przy do tego stopnia napiętym budżecie, nie będzie ich jak wydać.
Co więc się wydarzy? Cięcie wydatków, zamrażanie pensji, podwyżki VAT, PIT i CIT. Jedyne pocieszenie, że ta katastrofa budżetowa w pewnym stopniu walnie też w okrągłostołowych oligarchów bogacących się tylko na kokosowych interesach z państwem.
I nic nie zmienią szyderstwa, że niby "prezes dokonałby cudu", które się tu zaraz pojawią.