indeed44
17.01.12, 17:09
Pytam wszystkich - jak byście się zachowali na miejscu biednego, młodziutkiego dowódcy A. Protasiuka, w sytuacji jeśli:
- do kabiny wchodzi stewardessa i mówi "nie zdążą".
- do kabiny wchodzi dyrektor protokołu i w odpowiedzi na waszą informację, że w Smoleńsku nie ma warunków do lądowania, mówi "będziemy próbować ( do skutku )".
- ten sam dyrektor na waszą informację, że samolot ma za mało paliwa, żeby "do skutku" mówi "no to mamy problem" wychodzi i więcej się nie zjawia.
- zamiast niego pojawia się wasz przełożony, który widzi, że łamiecie przepisy i tak sobie stoi obok was w tym kokpicie i nic nie mówi... *
Co byście zrobili, pomimo tego, że kilka minut wcześniej omawialiście z załogą próbne podejście i odlot na lotnisko zapasowe w przypadku niesprzyjających warunków?
Panie kpt. Protasiuk, panie Władysławie Protasiuk wraz z żoną - nawet jeśli wasz syn dostanie prokuratorskie zarzuty ( może tak się stać, pilot Casy został pośmiertnie oskarżony ) ja osobiście ze swej strony tego chłopaka wewnętrznie rozgrzeszam. Oczyszczam go z wszelkich win, bo uważam, że wasz syn chciał dobrze - wyczuł ciążące na nim jako na dowódcy, milczące oczekiwanie pasażerów i to niewyartykułowane żądanie ( choć nie powinien ) spełnił.
Los sprawił, że zginął, a wraz z nim wszyscy obecni na pokładzie, jednak moim zdaniem główna moralna odpowiedzialność za to, co się stało, spoczywa na tych, którzy mając świadomość, że naraża siebie i innych na niebezpieczeństwo, do łamania obowiązujących przepisów go nakłonili, lub go od tego zamiaru nie odwiedli.
Łączę wyrazy szczerego współczucia z powodu śmierci syna.
* - syt. hipotetyczna