basia.basia
03.07.04, 11:37
http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/07.03/Magazyn/2801/2801.html
fragmenty:
Publicystyka 03-07-2004
BOGDAN WASZTYL
Świat poniżej pasa
O co chodzi gejowskim działaczom - o tolerancję czy o powszechną akceptację?
Ma być głośno. O to głównie chodzi organizatorom marszów gejów i lesbijek. Od
dawna mają swoje kluby, gdzie mogą się swobodnie spotykać, na ulicach
wielkich miast nikt nie wytyka ich palcami, nie zakazuje się im zakładania
stowarzyszeń, podejmowania pracy, zawierania umów cywilnoprawnych, mają
pełnię praw obywatelskich, a jednak czują się dyskryminowani. Dlatego
wychodzą na ulice. Petycje rzadko kto czyta, o marszu wszyscy usłyszą. O ile,
oczywiście, towarzyszy temu skandal.
W tym roku skandale udają się znakomicie. O homoseksualistach jest głośno.
Przez najbliższe lata ma być jeszcze głośniej. W nagłośnieniu żądań
organizacji gejów i lesbijek znakomicie pomógł krakowski Marsz Tolerancji,
który po raz pierwszy odbył się w tym mieście i warszawska Parada Równości,
która po raz pierwszy od trzech lat się nie odbyła. Na paradę nie zgodził się
Lech Kaczyński, prezydent stolicy, zapewne dlatego, że krakowska impreza
zakończyła się bójką chuliganów i piłkarskich kibiców z policją. Kaczyński
uznał, że prawo obywateli do bezpieczeństwa jest ważniejsze od prawa
mniejszości do manifestowania swych poglądów.
(...)
Najdłuższa wojna III RP
Nie o sam marsz w Krakowie chodziło, ale o spektakularne rozpoczęcie
najdłuższej batalii w III Rzeczypospolitej, przy której długotrwałe targi o
aborcję wydadzą się niewinną igraszką. W wyniku tej batalii społeczeństwo ma
się podzielić wedle stosunku do mniejszości seksualnych, a certyfikaty
tolerancji i europejskości rozdawać będą właśnie działacze gejowskich
organizacji. Jeśli ktoś zaakceptuje legalizację związków homoseksualnych (i
wynikające z tego liczne, kolejne postulaty) - zostanie uznany za światłego
Europejczyka. Jeśli nie - będzie uchodził za mieszkańca ciemnogrodu i
duchowego spadkobiercę faszystów, człowieka, który nie rozumie demokracji,
nie wie, czym jest wolność i nie umie z niej korzystać. Jeśli
homoseksualistom - a właściwie ich organizacjom - uda się poprzez światłe
elity (do których oni sami będą rozdawali bilety wstępu) doprowadzić do tego,
że nietaktem będzie się przyznać, iż nie akceptuje się wszystkich roszczeń
mniejszości seksualnych i jest się przywiązanym do tradycyjnego modelu
rodziny, osiągną swój cel. Zupełnie nieważne w tym kontekście wydaje się to,
że wymuszanie na siłę akceptacji społeczeństwa nie jest najlepszym
rozwiązaniem. Ważne, by było skuteczne, podobnie jak w Ameryce Północnej, w
Australii i zachodniej Europie.
(...)
Polskie mniejszości seksualne są bardzo ugrzecznione, bo dopiero rozpoczynają
długi marsz. W 1998 roku nieliczni polscy geje zdecydowali się pokazać
publicznie. Dziś już się nie wstydzą i mają coraz mniej obaw.
Żądają "poszerzenia przestrzeni publicznej dla siebie", bo są znaczącą
częścią społeczeństwa. Biorąc udział w imprezach współfinansowanych przez
państwo (pieniądze na Marsz Tolerancji i Dni Kultury Gejowskiej wysupłał
m.in. pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn), utyskują, że
Polska jest krajem homofobicznym, w którym mniejszości seksualne są
dyskryminowane. Nie domagają się jeszcze prawa do adopcji dzieci przez pary
homoseksualne, ale nie wykluczają tego w przyszłości.
Prowokacja nade wszystko
Trudno oprzeć się wrażeniu, że krakowska prowokacja udała się znakomicie.
Imprezę poprzedziła histeryczna dyskusja, bowiem pierwotny termin Marszu
Tolerancji wyznaczono na dzień, w którym miała odbyć się procesja św.
Stanisława, co wzbudziło liczne protesty. Protesty budził też sam marsz.
Organizatorzy wydawali się zdziwieni postawą przeciwników. Ich rzecznik,
Tomasz Szypuła z Kampanii Przeciw Homofobii (nagrodzony przez władze Krakowa
za "walkę o godność człowieka"), wielokrotnie tłumaczył, że marsz gejów tylko
przez przydadek przypadł na ten sam dzień, co procesja. Zdecydowanie jednak
bronił prawa homoseksualistów do demonstracji. - Chcemy wyrazić poparcie dla
idei wolności, demokracji i tolerancji - tłumaczył. - Nie rozumiem, dlaczego
katolicy mogą organizować procesje, a geje i lesbijki, którzy są takimi
samymi obywatelami, nie mają prawa do swojego święta.
W przypadek jednak trudno uwierzyć, wiedząc, jak prężne i świetnie
zorganizowane jest to środowisko oraz jak świadomie posługuje się retoryką i
socjotechniką. Kraków był najlepszym miejscem do tego, by wywołać emocje i
rozpętać histeryczną dyskusję, a tym samym zwrócić uwagę na mniejszości
homoseksualne w Polsce.
(...)
Jeszcze przed rozpoczęciem krakowskiego marszu jego organizatorzy zwrócili
się do przeciwników imprezy z prośbą o "przestrzeganie wartości
chrześcijańskich, na które często się powołują". Już samo wezwanie
przeciwnicy marszu mogli uznać za prowokacyjne - antyklerykałowie pouczają
ludzi związanych z Kościołem, co przystoi, a co nie przystoi chrześcijanom.
Nie mogły też ostudzić emocji oskarżenia o nawiązywanie do faszyzmu i
nawoływanie do przemocy kierowane pod adresem przeciwników marszu. Efekt?
Młodzież Wszechpolska, zwolennicy Ligii Polskich Rodzin, niezrzeszeni,
chuligani i kibice zablokowali legalny marsz, który trzeba było rozwiązać
zanim doszedł do celu. Na maszerujących spadły jajka i kamienie.
(...)
Działacze polskich organizacji gejowskich i lesbijskich nie muszą wytyczać
nowej drogi. Podążają szlakiem utartym przez kolegów z Zachodu. A tam z
powodzeniem zastosowano manewr wymyślony przez lewicowe elity, które
poszukiwały skutecznego oręża w walce z prawicą i tak długo obrzucały ją
mianem faszystów, nazistów, że udało im się zakorzenić w powszechnej
świadomości skojarzenie faszyzmu z prawicowością. Dziś na Zachodzie mało kto
zastanawia się, dlaczego mianem neofaszystów nazywa się skrajnie prawicowe
organizacje, podobnie jak mało kto zastanawia się nad tym, dlaczego o tym,
czy ktoś jest tolerancyjny i rozumie istotę wolności, ma decydować stosunek
do mniejszości seksualnych, a certyfikaty tolerancji wydają gejowskie
organizacje. Wystarczy dobrać odpowiednią retorykę i odpowiednio często jej
używać, korzystając przy tym z socjotechniki. Więc działacze gejowscy
dobierają. Przed laty o nawoływanie do nienawiści próbowali nawet oskarżyć
bp. Tadeusza Pieronka, teraz homofobami nazwali członków Platformy
Obywatelkiej, a Młodzieży Wszechpolskiej zarzucili nawiązywanie do
faszystowskich idei. Złożyli też sporo doniesień do prokuratury o stosowanie
agresji słownej oraz nawoływanie do przemocy.
Bojownicy o tolerancję
Charakterystyczne dla liderów mniejszości homoseksualnych jest stosowanie
podwójnej miary - innej dla nich, innej dla reszty społeczeństwa. Gdy ktoś
śmieje się z homoseksualistów, mamy do czynienia z "niedopuszczalną agresją
słowną", gdy działacze gejowscy bulwersują, prowokują czy obrażają większość,
odwołując się niesłusznie do historycznych porównań, po prostu głoszą swe
poglądy, do czego mają prawo. Potępiają wszystkie akty agresji wymierzone w
ich środowisko i łatwo znajdują usprawiedliwienie dla własnej agresji,
zrzucając winę na ofiary.
(...)
Wzór tolerancji Szymon Niemiec, rocznik 1977, twórca Międzynarodowego
Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce, organizator
pierwszej w Polsce Parady Równości, rzecznik prasowy Antyklerykalnej Partii
Postępu Racja (czy antyklerykalna działalność oznacza tolerancję dla innych
poglądów?). Dziennikarz "Polityki" znalazł na jego stronie internetowej
zdjęcie, na którym w przebraniu Chrystusa z koroną cierniową na głowie
naśladuje ukrzyżowanie oraz rekomendacje stron ze zdjęciami z gejowską
pornografią (po publikacji rekomendacje, jak i zdjęcie zostały usunięte ze
strony - przyp. B.W.). Sam Niemiec pisze o sobie: "Zostanę tutaj. Bo mnie
potrzebujecie. Potrzebujecie