Gość: Jan
IP: 206.204.190.*
14.07.04, 10:32
Spienięży każdy kawałek metalu, nikogo się nie boi, a jak trzeba, to potrafi
solidnie przyłożyć konkurentowi. Przy odrobinie szczęścia dogada się z szefem
skupu, który weźmie od niego wszystko. Oto portret polskiego złomiarza.
Wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą, wydzierżawić miejsce na
plac, postawić prowizoryczną budę i do woli skupować złom. Tylko tyle. Nie ma
żadnych regulacji prawnych i koncesji.
"Kradzieże złomu są dużym problemem, ale żadne z ministerstw nie bardzo chce
się do tego przyznawać" - mówi Marek Ziółkowski z biura prasowego
Ministerstwa Gospodarki. Wczoraj przez ponad godzinę szukał w ministerstwie
osoby, która mogłaby z "TŚ" na ten temat porozmawiać. Bez rezultatu.
Pewnym pocieszeniem jest przyjęta przed miesiącem ustawa, która ma za zadanie
ograniczyć złodziejski proceder. Pytanie tylko, dlaczego tak późno.
Lawinowe kradzieże metalu wygenerowało bardzo wysokie bezrobocie. Dla wielu
osób jest to jedyne źródło utrzymania, dla innych wygodny sposób na życie.Dla
złomiarza nie ma żadnej świętości. Dla szefa skupu również.
Na blisko 30 działających skupów w Katowicach, aż jedna czwarta bierze od
klienta, to czego nie powinna: kable telekomunikacyjne, klapy studzienek
kanalizacyjnych itp. Kto nie wierzy, niech odwiedzi np. jeden ze skupów złomu
w Katowicach-Ligocie. Najlepiej pomiędzy godziną 15 a 20. W ilości
zatrzymywanych, podejrzanych o kradzieże metalu pogubili się już nawet stróże
prawa. Nie ma statystyki, która odzwierciedlałaby to zjawisko.