palnick
13.01.13, 18:13
Czy zauważyliście, że wystarczy, żeby polityk zaczął (z dowolnych powodów) nawijać tak jak życzy sobie salon i już jest:
celebrytą, ekspertem politycznym, ciekawym rozmówcą, człowiekiem wartym kontraktów, autorytetem, synem marnotrawnym wartym przytulenia do łona lub nadzieją na polityczną przyszłość?
Ostatnio spotkało to Qnia (...do wora, wór do jeziora) oraz konwojującego ryngraf celem doręczenia Pinochetowi. Wcześniej Yes,Yes,Yes'a.
Podobnie było za okupacji :-)