hummer
31.01.13, 10:43
Ciekawa analiza gowinizmu w IV RP.
www.sld.org.pl/aktualnosci/3981-miller_moj_gowin_nazywal_sie_borowski.html
Wiedząc do czego doprowadził Borowski (obecnie Gowin), PO czeka jedno. Zniknięcie z Polskiej Sceny Politycznej.
"Mój Gowin nazywał się Borowski. Radzę więc premierowi: dość złudzeń. Tych pięćdziesięciu posłów przekroczyło swój Rubikon, już wiedzą, że można to zrobić. I nie czują się z tym źle, przeciwnie - są z siebie dumni , wybili się z tłumu. Co z tego wyniknie? Nic i bardzo dużo jednocześnie.
Nic, bo ideą, która spaja PO, jest bycie przy władzy. Do końca kadencji Sejmu jeszcze trzy lata, a nie ma takiego posła, który dobrowolnie chciałby skrócić swoją parlamentarną karierę. Nie inaczej rozumie swój interes minister sprawiedliwości i jego frakcja twardogłowych. Przedterminowe wybory nie są na rękę również premierowi, lecz jego sytuacja jest najtrudniejsza - musi jakoś z tego wybrnąć. To nie jest łatwe, ale Donald Tusk jest bogatszy o moje doświadczenie. W moim gabinecie, jednocześnie w rządzie i w opozycji chciał być PSL. Pisz, maluj, jak dziś grupa Gowina. Wyprosiłem ich, ale zapłaciłem słoną cenę - straciłem sejmową większość. Przed każdym głosowaniem trzeba było iść z opozycją na różne kompromisy. To bardzo osłabia rząd i premiera osobiście. Gdy zaś przywódca słabnie, partnerzy wybiegają myślami w przyszłość - czy warto z nim trzymać? Zrazu zachowują pozory, bo przecież, choć przywódca jest osłabiony, to nie obezwładniony. Ale cudów nie ma, koniec zbliża się nieuchronnie. Choć więc premier powinien Gowina zdymisjonować, to tego nie zrobi. PO będzie kruszeć od środka i to raczej Gowin, gdy uzna, że już czas, ogłosi, że to on znalazł kamień filozoficzny."
Ciekawe z jakiego ugrupowania wystartuje Tusk w następnych wyborach? Z Ruchu Palikota? :)