antyk-acap
08.07.14, 09:25
Szlak bojowo-biznesowy
Henryk Kulczyk nie miał motywu by kochać Polskę Ludową. Będąc jeszcze nastolatkiem zatrudnił się jako goniec w niemieckiej firmie handlowej. Podczas wojny wstąpił do Armii Krajowej, po awansie miał swój oddział, z którym walczył na Pomorzu. Po wojnie wrócił do rodzinnego Wałdowa koło Sępólna Krajeńskiego na Pomorzu. Był producentem kwiatów, założył hurtownię i skup owczej wełny. Wyjechał jednak do Niemiec, ponieważ ścigano go wysokimi domiarami podatkowymi.
W latach 70-tych był w RFN jednym z najlepiej ustosunkowanych Polaków. Był założycielem Klub Polonijnych Kupców i Przemysłowców, działał również we wpływowej Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. Został przedstawicielem amerykańskiej firmy logistycznej SeaLand, wówczas jednej z największych na świecie, pioniera przewozów kontenerowych. Największe pieniądze zarabiał jednak na sprzedaży do polski maszyn rolniczych i imporcie na zachód runa leśnego.
Henryk Kulczyk, był jednym z najlepiej ustosunkowanych Polaków w Berlinie
Henryk Kulczyk, był jednym z najlepiej ustosunkowanych Polaków w Berliniearchiwum Inter-Polkom
– Trzeba dużo pracować, a swą pracę kochać. Tylko wtedy można osiągnąć sukces. W zasadzie wszystko mi się udało. Oczywiście, miałem trochę szczęścia. Bez niego jest o wiele trudniej . To szczęście miałem także w czasie wojny, gdy walczyłem w szeregach AK na Pomorzu – opowiadał o sobie Henryk Kulczyk w jednym z nielicznych wywiadów. Udzielił go w 1984 roku magazynowi Inter-Polcom – to nieistniejące już pismo izby zrzeszającej firmy polonijne.
Pierwsi prywaciarze PRL
Interkulpol założony w 1982 roku przez Henryka i Jana był jedną z pierwszych firm polonijnych w Polsce. Swój wspólny biznes prowadzili w Komornikach k/Poznania. Produkowali na eksport drewniane domki weekendowe, akumulatory i środki czyszczące, w tym pastę BHP, z której tak żartował Kulczyk senior.
Sugerowano, że Henryk Kulczyk sprzyjał reżimowi PRL, bo 1982 roku na zjeździe Polsko-Polonijnej Izby Przemysłowo-Handlowej krytykował międzynarodowe sankcje gospodarcze nałożone po wprowadzeniu stanu wojennego. Nigdy bardziej niż dziś nie czuliśmy się związani z Macierzą w potrzebie i zdeterminowani na przyjście jej z taką pomocą gospodarczą, na jaką nas stać (…) Te postawy nakazywały wam tu siedzącym Polakom - z Australii, USA, Anglii, Kanady i z Polski podejmować rezolucje przeciwko restrykcjom gospodarczym, podjętym przeciwko Polsce w pobudkach politycznych - mówił cytowany przez magazyn Inter-Polkom.
Wkrótce potem generał Wojciech Jaruzelski przyznał Henrykowi Kulczykowi Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. – Interesy w tamtych czasach to ciągle lawirowanie. A co miał mówić? Trzeba było negocjować z władzą kontyngenty i pozwolenia. Członkowie izby korzystali ze stałych paszportów i mogli kupować benzynę bez kartek. Musieli przedstawiać się jako potrzebni reżimowi – komentuje dziś znajomy Henryka Kulczyka, biznesmen z Warszawy.
Dodaje, że jako „pomoc gospodarczą” Henryk Kulczyk rozumiał wysłanie do polski tony lekarstw i medykamentów o łącznej wartości 8 milionów marek zachodnich. Wyłożył też kilkaset tysięcy niemieckich marek na budowę Centrum Zdrowia Dziecka w Berlinie Zachodnim.
Jak widać, nie taki straszny ten Kulczyk jak go malu... opisują.
Jak dla mnie nie ma w tym nic strasznego.