l_zaraza_l
26.01.15, 18:40
Budowa Stadionu Narodowego w Warszawie zakończyła się w 2011 r. Oficjalne otwarcie odbyło się równo trzy lata temu, ale NCS Rozliczenia, czyli państwowa spółka podlegająca ministerstwu sportu, która miała rozliczyć budowę, dalej działa. A jej pracownicy co miesiąc dostają pensję – średnio po ok. 10 tys. zł. Firma rocznie kosztuje podatników 5,5 mln zł, mimo że zatrudnia tylko… pięć osób.
Na dodatek, przy pięcioosobowej firmie działa czteroosobowa rada nadzorcza.
Jest to specjalnie powołana spółka, działająca niezależnie od NCS, czyli firmy zarządzającej stadionem.
Prezesem NCS Rozliczenia w ubiegłym roku został Lech Witecki, który wcześniej pełnił obowiązki dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ówczesny premier Donald Tusk odwołał go na wniosek byłej wicepremier i szefowej ministerstwa infrastruktury Elżbiety Bieńkowskiej. Witecki był p.o. dyrektora, ponieważ nie był w stanie zdać egzaminu na urzędnika służby cywilnej. Dwa razy go oblał.
wiadomosci.wp.pl/kat,130496,opage,4,sort,15,title,Stadion-Narodowy-ma-trzy-lata-a-spolka-nadal-go-rozlicza-Pensje-po-10-tys-zl,wid,17207113,wiadomosc.html#opinie
Ile jest jeszcze takich spółek? Ile jest przeróżnych kółek rolniczych, agencji elewarów?
Ile kasy wylewa się z tego państwa przeróżnymi OFE, SKOKami, frankami, MDMami, Ambergoldami czy eldoradem chwilówek, których kwestii od ponad dwóch lat nasze drogie państwo nie jest w stanie uregulować?
Pisząc o założycielach Baltic Money dotarliśmy do informacji, że spółkę pomagał zakładać księgowy Pomocnej Pożyczki, zasłużony działacz opozycji.
A przecież Skarbiec działa ponad 10 lat!
A jak tak czytałam o tym niesamowitym fachowcu, który dwa razy oblał egzamin to przypomniała mi się opowieść o innym:
Choroba dwubiegunowa w fazie remisji. Naprzemienne epizody depresji i manii - taką diagnozę zaledwie rok temu postawili biegli psychiatrzy. Ale człowiek, który z tego powodu nie mógłby realnie oceniać rzeczywistości, kierował gigantyczną samorządową spółką - Kolejami Śląskimi. Jest więc rzeczywiście chory, czy ta choroba to sposób na uniknięcie odpowiedzialności karnej?
Marek Worach byłby pewnie prezesem Kolei Śląskich do tej pory, gdyby nie horrendalny bałagan, jakiego narobił w ostatnich dniach przy zmianie rozkładów jazdy. I wtedy wybuchła bomba. Okazało się, że marszałek śląski Adam Matusiewicz miał go powołać na stanowisko bez obowiązkowego konkursu. Ale na tym nie koniec.
Wyszło na jaw, że Marek Worach ma swoim koncie sprawy karne. Przed sądem odpowiada za niegospodarność - miał kupić w poprzedniej firmie, którą zarządzał, sprzęt wart 144 tys. zł za... 1,5 mln zł! Nie odprowadzał też za pracowników składek ZUS, który naliczył mu za to 600 tys. zł kary.
wiadomosci.onet.pl/slask/psychicznie-chory-czlowiek-szefem-kolei/evb4j