volupte 05.02.15, 20:20 No to BFG ma około 2mld. w plecy tylko na tym SKOKU , który nastepny w kolejce.biznes.onet.pl/wiadomosci/kraj/sad-oglosil-upadlosc-skok-wolomin/q3c9w Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
alistair-p Re: SKOK 05.02.15, 20:27 Chyba Bierecki już nie lubi Jarosława K. Ciekawe co mu się niechcący "wypsnie" przed wyborami.Nawet kredyt PiS bierze w PKO BP. Odpowiedz Link Zgłoś
volupte Re: SKOK 05.02.15, 20:32 Nie lubi , bo Jaro sie przestraszył tej wielkiej afery i odciął się od tej znajomości:-) Odpowiedz Link Zgłoś
13kisiel Re: SKOK 05.02.15, 20:34 a co Ewa K.miała ochotę na pieniądze ze Skoków Odpowiedz Link Zgłoś
alistair-p Re: SKOK 05.02.15, 20:38 Tam już większość kasy rozkradli specjaliści powiązani z PiS.Pogadaj z Sasinem,on z Wołomina. A kasa patriotycznie wyprowadzona do Luksemburga. Odpowiedz Link Zgłoś
mara571 Piotr P. to znajomy prezydenta 05.02.15, 20:38 "Za wyłudzeniami setek milionów złotych ze SKOK Wołomin stać miał Piotr P., były oficer WSI. Przez wiele lat gdziekolwiek się zjawiał, wybuchała afera finansowa. Do aresztu trafiło właśnie całe kierownictwo potężnego, drugiego co do wielkości, SKOK Wołomin z zarzutami współudziału w przydzieleniu co najmniej 200 pożyczek podstawionym osobom. Byli wśród nich bezrobotni, bezdomni, a pożyczki dostawali kilkumilionowe (POLITYKA 43). A za wszystkim stać ma Piotr P. Ten sam, którego w innej sprawie oskarżono właśnie o uczestnictwo w wyłudzeniu 116 mln zł z banku PKO BP i – w jeszcze innej – zlecenie pobicia wiceszefa Komisji Nadzoru Finansowego. Blondyn, wysokie czoło, dobre druciane oprawki okularów. Elegant. Rocznik 1963. Syn właściciela warsztatu budowlanego i położnej, z 9-letnim doświadczeniem w WSI. Do niedawna otwierał wystawy z brzozami biało-czerwonymi, finansowane przez SKOK. Uczestniczył w produkcji filmów, np. jak „Bitwa Warszawska” czy „Sierpniowe Niebo – 63 dni chwały”. W 2012 r. formalnie odwołano go z rady nadzorczej SKOK Wołomin – ale fizycznie można go było spotkać w banku. Ludzie myśleli, że jest dyrektorem. Jednego dnia brylował w smokingu w foyer Teatru Narodowego, witany z honorami na premierze filmu o Powstaniu Warszawskim, a innego w obskurnej knajpie w Wołominie, niedaleko siedziby SKOK Wołomin, spotykał się z miejscową bandyterką. Nim w kwietniu tego roku trafił do aresztu w sprawie wyłudzeń, zdążył jeszcze zlecić pobicie wiceszefa Komisji Nadzoru Finansowego, zajmującego się bezpośrednio kasami SKOK. To Polityka.pl Teraz bedzie ciekawiej: Piotr P. jest jednym z bohaterów słynnego „Raportu o WSI” Antoniego Macierewicza. Jako agent wywiadu wojskowego kapitan P. specjalizował się w inwigilacji polskiej prawicy. Po odejściu ze służby w połowie lat 90. został mózgiem fundacji Pro Civili, która pośredniczyła w wyprowadzeniu ponad 381 mln zł z Wojskowej Akademii Technicznej. Proceder odbywał się w czasie gdy ministrem obrony był Bronisław Komorowski, uwikłany w biznesowe relacje z wojskowymi służbami. Aresztowany niedawno Piotr P. robił także w podwarszawskim Ursusie. Piotr P. zainicjował tam działalność grupy kilkudziesięciu spółek, skupionych dzisiaj wokół Celtic Property Development, która przejęła kontrolę nad terenami dawnej fabryki traktorów. Prokurentem Maddy Investments, podmiotu blisko współpracującego z tą grupą jest Tadeusz Komorowski, syn polskiego prezydenta. Może prokuratura zbada działalność P. i wołomińskiej spółdzielni wojskowej również w tym kontekście? wgospodarce.pl/informacje/17775-wolominskie-sluzby-inwestycyjne Pierwsze informacje o przestępczej działalności wołomińskiej spółdzielni trafiły do Komisji Nadzoru Finansowego w 2012 roku. Przekazała je Kasa Krajowa SKOK, wskazując na rażące nadużycia i uchybienia w działalności finansowej Wołomina. KNF zignorowała jednak ten raport i nie podjęła żadnych działań. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła wówczas śledztwo w sprawie wołomińskich oszustw kredytowych lecz na wniosek osoby prywatnej. Rok później doniesienie do tej samej prokuratury złożyło Ministerstwo Finansów. Z informacji Radia RMF FM, które jako pierwsze podało wtedy tę informację wynikało, że jednemu z klientów Wołomin wypłacił kilka milionów złotych kredytu, biorąc pod zastaw działkę na Mazowszu wartą zaledwie 30 tys. zł. „Pieniądze nigdy nie zostały oddane” - podkreślała krakowska rozgłośnia. W połowie kwietnia tego roku doszło do brutalnego pobicia Wojciecha Kwaśniaka, wiceszefa KNF. Według nieoficjalnych informacji Radia Zet miało to związek z audytem przeprowadzonym przez Komisję, podczas którego potwierdziły się informacje Kasy Krajowej SKOK i doniesienie sprzed dwóch lat Ministerstwa Finansów. „KNF ustaliła, że Wołomin miał udzielać kredytów pod zastaw działek o znacznie niższej wartości niż kwota pożyczki. Później te kredyty nie były spłacane” - podało Radio Zet. Cała sytuacja wygląda tak, jakby Kwaśniak został pobity za to, że przekazał wrażliwe informacje organom ścigania. Jednak rzecznik gorzowskiej prokuratury Dariusz Domarecki zaprzecza i twierdzi, że KNF nie przekazała do Gorzowa żadnych informacji na temat kredytowych nadużyć w Wołominie. Nie zmienia to jednak faktu, że tydzień po tym krwawym incydencie nagle okazało się, że własne śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim. Gorzowscy śledczy mieli wpaść na wołomiński ślad zupełnie przypadkowo, podczas postępowania dotyczącego wyłudzania kredytów z gorzowskiego oddziału PKO BP. Śledczy z Gorzowa zlecili aresztowanie wiceprezes Joanny P. i Piotra P., byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych i członka Rady Nadzorczej SKOK Wołomin. Joanna P. usłyszała zarzut działania na szkodę firmy, natomiast Piotr P. zarzut udziału w wyłudzaniu kredytów. Obojgu zarzucono też udział w zorganizowanej grupie przestępczej, Piotr P. dodatkowo jest podejrzany o kierowanie grupą. Zarzuty w tej sprawie usłyszało już 41 osób. Pytanie, dlaczego prokuratorzy z Gorzowa zaatakowali Wołomin akurat teraz? Czekali na dogodny moment, zbliżające się wybory? Możliwe. Możliwe też, że Gorzów został zaangażowany w całe postępowanie ze względu na bezpieczeństwo warszawskich śledczych i wiszącą w powietrzu wojnę z Wołominem. Gorzów to przecież miasto na drugim końcu Polski, dużo mniejsze od Warszawy. Łatwiej tam kontrolować potencjalne zagrożenia i... media. Temat tabu Pod koniec października funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) na polecenie gorzowskiej prokuratury aresztowali kolejnych szefów wołomińskiej spółdzielni. Tym razem za kraty trafili prezes Mariusz G. i jego zastępca Mateusz G. Usłyszeli zarzuty działania na szkodę firmy oraz działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Według śledczych, za wiedzą podejrzanych, podstawione osoby przedkładały podrobione zaświadczenia o zatrudnieniu i wysokości zarobków oraz akty notarialne stanowiące zabezpieczenie pożyczek i kredytów na nieruchomościach o znacznie zawyżonej wartości. W ten sposób w Wołominie zaciągnięto ponad 200 pożyczek, dzięki którym wyprano w sumie ponad 300 mln zł. Taką historię przedstawił mediom 31 października na konferencji prasowej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki. Całość trwała 10 minut (wybrani dziennikarze dostąpili zaszczytu indywidualnych rozmów z prokuratorami prowadzącymi śledztwo). Domarecki sam z siebie nawet się nie zająknął, że w tle wołomińskiej afery przewijają się wydarzenia i postacie, których ekspozycja rzuca zupełnie nowe światło na całą sprawę i pokazuje, że to nie pierwsze tego typu przedsięwzięcie w ich wykonaniu. Chodzi m.in. o działalność byłych oficerów WSI w fundacji Pro Civili. Przyparty do ściany pytaniami na ten temat prokurator, zareagował dość nieoczekiwanie: - Nie wykluczamy, że w przyszłości nasze śledztwo obejmie także inne obszary działalności Piotra P. - odpowiedział gorzowski rzecznik, po czym błyskawicznie zakończył oficjalne spotkanie z dziennikarzami. Służbowe relacje z ministrem Dlaczego Dariusz Domarecki tak szybko uciął temat? Nie wiedział co powiedzieć, czy wręcz przeciwnie - był zorientowany? Otóż, aresztowany przez gorzowską prokuraturę Piotr P. to były agent Wojskowych Służb Informacyjnych w stopniu kapitana. Specjalizował się w inwigilacji prawicy, był bliskim współpracownikiem płk. Aleksandra Lichockiego (ostatniego szefa Zarządu I WSW) oraz płk. Marka Wolnego (ostatniego szefa Oddziału II w Zarządzie III WSW), który według naszych ustaleń był także jednym z członków wołomińskiej spółdzielni. Z publikacji tygodnika „Newsweek” wynika z kolei, że w Wołominie działał także Adam Ch., związany niegdyś z WSI bohater Odpowiedz Link Zgłoś
mara571 Re: Piotr P. to znajomy prezydenta cd. 05.02.15, 20:40 Jednak to Piotr P. dzielił i rządził w Wołominie. Według „Newsweeka” „był tak ważny jak prezydent i premier razem wzięci. (…) Na mieście szeptano, że w SKOK Wołomin siedziało stare WSI”. Z naszych ustaleń wynika, że pozycja i niebywały respekt, którymi cieszył się P. w wołomińskiej organizacji, wynikały wprost z roli, którą odegrał w życiu po życiu WSI. Gdy w 1995 roku odszedł ze służby, związał się z fundacją Pro Civili, mającą pomagać b. funkcjonariuszom państwowym. To właśnie temu podmiotowi poświęcone zostały obszerne fragmenty Raportu o WSI, który w 2006 roku opracowała Komisja Weryfikacyjne pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, ówczesnego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Z treści tego dokumentu wynika, że Piotr P. zasiadł w Radzie Fundacji, zaś jego żona – Elżbieta, weszła do zarządu. Pro Civili była całkowicie kontrolowana przez byłych oficerów WSI (w tym m.in. przez płk. Marka Wolnego) i współtworzyła sieć spółek wykorzystujących Wojskową Akademię Techniczną do nadużyć finansowych (wyłudzenia podatku VAT, kredytów na pod zastaw nieruchomości o zawyżonej wartości etc., fikcyjnych transakcji) przekraczających w latach 1996-2000 kwotę 381 mln zł. Jedną z najbardziej spektakularnych malwersacji było wyłudzenie z banku PKO BP co najmniej 100 mln zł. Niewykluczone, że to właśnie tę sprawę badała gorzowska prokuratura trafiając potem na trop SKOK-u Wołomin. Działalność fundacji zakończyła kontrola skarbowa w Wojskowej Akademii Technicznej. W lipcu 1999 r. prokuratura i UOP rozpoczęły śledztwo. W 2000 r. padły pierwsze zarzuty dla pracowników WAT. Prowadzone przez prokuratury cywilną i wojskową odrębne śledztwa objęły związanych z Fundacją „Pro Civili” kpt. rez. Piotra P. (uważanego za mózg całego przedsięwzięcia) i płk. rez. Marka Wolnego (jego kontakty umożliwiały działalność na bardzo szeroką skalę). W trakcie tych postępowań ustalono, że firmy powiązane z „Pro Civili” były „pralnią pieniędzy”, które mogły pochodzić z nielegalnej działalności grup przestępczych. Większość utraconych przez WAT kwot została wyprowadzona poza polski system bankowy. Według ustaleń Urzędu Ochrony Państwa z fundacją powiązani byli m.in: Andreas Edlinger - uważany za przedstawiciela mafii włoskiej, pruszkowski gangster Jarosław Sokołowski ps. „Masa” czy powiązany z obcym wywiadem, międzynarodowy przestępca, handlujący bronią Igor Kapylow vel Patrick Castello. W 2000 roku chore struktury Wojskowej Akademii Technicznej zaczął piętnować dr Krzysztof Borowiak, cywilny dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON. Bronisław Komorowski, wtedy szef resortu obrony odwołał Borowiaka ze stanowiska, argumentując swoją decyzję „ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracowniczych” (po latach walki przed sądem udowodnił, że został zwolniony niesłusznie i uzyskał od MON odszkodowanie). Czy to oznacza, że ówczesny minister obrony narodowej, a dzisiejszy prezydent akceptował działalność byłych oficerów WSI z fundacji „Pro Civili” a Wojskowej Akademii Technicznej? Odpowiedzi na to pytanie zdaje się udzielać „Wprost”, cytując materiały źródłowe WSI, które miały posłużyć Komisji Weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza do stworzenia raportu o tych służbach. W wydaniu tygodnika nr 34/214 czytamy : „Wojskowe Służby Informacyjne, które odpowiedzialne były za kontrwywiadowczą osłonę technologii rozwijanych w ramach projektów badawczych na WAT, same przekazywały je w obce ręce. Odpowiedzialność za to ponosi nie tylko ówczesny szef WSI, ale także były szef MON. Bronisław Komorowski w sposób szczególny traktował wszystkie kwestie związane z WAT i interesami uczelni.” Jaki mógł mieć motyw przyszły prezydent RP? Wdzięczność? Fatalna lokata w parabanku Według „Raportu o WSI”, którego autorzy powołują się na „Notatkę służbową” WSI z 14.04.1995 r., Bronisław Komorowski z przyjacielem, znanym opozycjonistą Maciejem Rayzacherem w latach 1991-92 inwestowali spore pieniądze, jak na owe czasy w dość szemrany interes. Powierzyli w sumie 260 tys. zachodnich marek niemieckich płk Januszowi Paluchowi, który prowadził wśród wysokich rangą oficerów polskiego wojska nielegalny parabank. Wiosną 1992 r. „Bank Palucha” nagle zbankrutował. Komorowski i Rayzacher usiłowali bezskutecznie odzyskać zainwestowane pieniądze przy pomocy firm detektywistycznych. Wtedy Komorowskiemu, wówczas wiceministrowi obrony, postanowił przyjść w sukurs kontrwywiad WSI, który skutecznie pomagał odzyskiwać pieniądze oszukanym przez Palucha generałom. W aktach WSI nie ma jednak informacji, czy powiodły się próby odzyskania zainwestowanych pieniędzy Komorowskiego i Rayzachera utopionych w „Bank Palucha”. Brakuje też informacji, skąd tak dużą sumę posiadali. Nie wiadomo też, jak zakończyło się rozpracowanie Komorowskiego, które prowadziły wówczas Wojskowe Służby Informacyjne. Czy to właśnie te relacje zainicjowały późniejszy, przyjazny wręcz stosunek Bronisława Komorowskiego do Wojskowych Służb Informacyjnych (był jedynym posłem Platformy Obywatelskiej, który w maju 2006 roku głosował przeciw likwidacji WSI)? Trudno powiedzieć. Odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy także w raporcie Komisji Weryfikacyjnej z 2006 r. Możliwe, że odpowiedź jest zawarta w słynnym aneksie do tego raportu ale tego się nie dowiemy ponieważ został on utajniony. Tak czy inaczej ślad bliskich, niekoniecznie służbowych relacji Bronisława Komorowskiego z WSI jest ewidentny. Ale trudno jednoznacznie stwierdzić, czy grupa byłych oficerów WSI na czele z Piotrem P. korzystała z parasola ochronnego Bronisława Komorowskiego najpierw w Pro Civili, a potem w SKOK-u Wołomin. Z informacji, do których udało nam się dotrzeć wynika, że po awanturze na Wojskowej Akademii Technicznej, byli oficerowie WSI mogli przenieść swoje aktywa właśnie do wołomińskiej spółdzielni. Tam mieli się czuć bezpiecznie, bo Wołomin od lat znajdował się w sferze wpływów wojskowych służb (co innego Pruszków, który podpadał pod wywiad cywilny). Dlatego w Wołominie Piotr P. miał się zorganizować na nowo i uruchomić dużo bardziej wyrafinowaną, na poły legalną działalność (machlojki wołomińskich gangsterów miały stanowić zaledwie margines tego interesu). Kapitan P. mocno wszedł w rynek warszawskich nieruchomości. Uroczystości rocznicowe SKOK-u Wołomin uświetniały swoją obecnością tuzy polskiej polityki i ekonomii. Z Mariuszem G. spotkał się między innymi Dariusz Rosati - były sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR na SGPiS (obecnie SGH), a pod koniec lat 80. uczestnik prac Komisji ds. Reformy Gospodarczej. Rosati należał też do grona doradców ekonomicznych premiera Mieczysława Rakowskiego, członków Rady Nadzorczej Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) oraz Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI). wgospodarce.pl/informacje/17775-wolominskie-sluzby-inwestycyjne Odpowiedz Link Zgłoś
alistair-p Re: Piotr P. to znajomy prezydenta cd. 05.02.15, 20:45 Liczył,że można się "ułaskawić" za 25 000zł. Zapomniał że już nie ten prezydent. Odpowiedz Link Zgłoś
jabbaryt no to który SKOK wybrać 05.02.15, 21:25 Zamierzam w ciągu najbliższego roku spłacić resztę kredytu frankowego i pożegnać się z banksterami. W sumie na kredycie frankowym zarobiłem ale do banku straciłem wszelkie zaufanie. Teraz jest pytanie który SKOK jest w miarę bezpieczny? Mam nadzieję że nie we wszystkich rządzi bezbieka? Odpowiedz Link Zgłoś
taniarada Re: no to który SKOK wybrać 05.02.15, 21:41 Nie ma takiego Polska jest krajem rządzonym przez zachodnią agenturę. Nawet wielu b. agentów komunistycznej SB i sami oficerowie SB, służący wcześniej KGB i interesom ZSRR przejenaczyli się na służbę CIA i Mosadowi. (za Jelcyna na masową skalę handlowano teczkami agentów KGB z bloku wschodniego, najwięcej przejęli teczek Mossad i CIA.Przecież wielu agentów SB, WSI, kontrwywiadu nie zostało ujawnionych, ponieważ przeszli ,,pozytywną” weryfikację i oni nadal są agentami służb. Pełną lustrację wraz z otwarciem teczek agentów bezpieki komunistycznej zablokował Pis i ich Prezydent. Najzdolniejsi z nich – byłych sowieckich agentów, którzy się przewerbowali jeżdżą na zloty Grupy Bilderberga i na Komisję Trójstronną (Olechowski, Belka), albo jak Czempiński (oficer wywiadu SB) otrzymują najwyższe odznaczenia USA za zasługi dla CIA. Inni agenci SB zostają szefami jewro-parlamentu. A hasbara wciąż udaje, że w Polsce “ściga” ruską razwiedkę. To zwłaszcza PiS i Kaczyńscy wciąż głośno krzyczeli i krzyczą, że Polską rządzi ruska agentura nie ,,widząc” rzeczywistych agentów z Mossadu i CIA, BND czy MI5 nie widząc, kto rozgrabił majątek narodowy, kto zadłużył Polskę, kto przejął banki, rozbroił armię, czyje wojska okupują Polskie terytorium. Odpowiedz Link Zgłoś
piq jesteś jednak tępy, mara, bo powołujesz się... 05.02.15, 23:43 ...na szmatę "wgospodarce", w której 80% udziałów ma spółka Apella (20% ciocie Karnowskie), która z kolei jest w 100% własnością Biereckiego, czyli SKOKów. Czyli, baranino, cytujesz źródło wypowiadające się WE WŁASNEJ SPRAWIE. Czyli zajmujesz 90% wątku skopiowaniem wywodu krętaczy na własny temat. Krętacze ci mają na koncie próbę przekupienia blogera Urbasia, który pierwszy zaczął pisać o upadających SKOKach, a kontakt nawiązała jedna z cioć Karnowskich. Urbaś ma dowody. Stuknijże się zatem w pustą czaszkę, proletariuszu intelektualny i przestań zapełniać przestrzeń kopiami tekstów. Do tekstów daje się linki, chuliganie, a nie wkleja w całości. I spadaj, boś bezdennie jest ciemny. Odpowiedz Link Zgłoś
x2468 Re: jesteś jednak tępy, mara, bo powołujesz się.. 06.02.15, 00:44 "Inwigilacja prawicy" to właśnie to czego najbardziej bała się rodzina Kaczyńskich i spółka. To dlatego tak bardzo im zależało na przejęciu i zniszczeniu tzw szafy Lesiaka czyli archiwum z aferami wtedy nietykalnych Kaczyńskich i ich partnerami w krętactwach. Również dlatego pod hasłami rozliczenia WSI Macierewicz zajął się tak gorliwie niszczeniem archiwów i świadków z służb specjalnych.I wreszcie dlatego Macierewicz tak szybko z Smoleńska pędził do Warszawy. Chodziło o to aby dokumenty kompromitujące Kaczyńskich i spółkę nie wpadły w niepowołane ręce. Dzisiaj mamy spokój. Widać misja Macierewicza odniosła sukces. Szafa Lesiaka przepadła bez śladu i dzisiaj nikt o niej nawet nie wspomni, WSI rozpirzone, dokumenty zabezpieczone w prywatnym(?) archiwum Macierewicza. Odpowiedz Link Zgłoś
mara571 ciekawa metoda, ale jakos mic dobrze znana 06.02.15, 09:04 widze, ze na tym forum bede miala wiernego czytelnika. Szkoda tylko, ze czyta wybiorczo i odpowiada po chamsku. Moj pierwszy link prowadzi do portalu polityka.pl (nalezacego do POLITYKA Sp. z o.o. S.K.A.) Wyglada na to, ze o wyczynach ludzi WSI moga teraz pisac wylacznie media z prawej i lewej strony, a prorzadowe musza milczec. Mnie osobiscie szczegolnie dziwi milczenie Bianki Mikolajewskiej, ktora zawsze dysponowala dobrym dostepem do materialow o Skokach. Podam nastepne linki do polityka.pl: www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1600217,1,afera-za-afera-z-piotrem-p-w-tle.read www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1596407,1,skok-wolomin--przymusowe-pozyczki.read Z tego ostatniego artykulu wynika, ze ABW dostala informacje juz w grudniu 2010. "ABW notatkę z rozmowy z Adamem B. przesłała prokuraturze żoliborskiej, ta odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, stwierdzając, że opowieść Adama B. jest mało wiarygodna. Adam B. pisał więc dalej alarmujace listy – do prokuratury okręgowej. Tym razem sprawę przydzielono prokuraturze w Wołominie, a ta z dopiskiem „pilne” wysłała do SKOK pytanie, czy Adam B. w ogóle brał pożyczkę i co z nią się dzieje. Odpowiedź nie nadchodziła jednak tygodniami, a gdy wreszcie przyszła, to z adnotacją, że pożyczka była, ale została spłacona w całości. Pomimo że wymagana była dopiero druga rata z 57 zaplanowanych, ściślej 29 kwietnia o 17.34, w kasie, gotówką, zapłacono wszystko co do grosza: 3 mln 431 tys. zł z małym ogonkiem." Sprawie tajemniczych kredytow juz wlasciwie wlasciwie juz leb ukrecono. W Warszawie. A sprawę prowadziła już Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, w której wiceprezes SKOK Wołomin zeznała, że „pożyczka w kwocie 3 mln zł to nie jest w SKOK ewenement. Bank ma aktywa w wysokości ponad 1 mld zł. Jednemu członkowi Kasy można udzielić pożyczki do 10 proc. aktywów. W tej skali te 3 mln zł to nie jest jakaś szczególna kwota, w każdym razie – nie taka, która wymaga jakichś nadzwyczajnych procedur sprawdzających”. I tyle. Bo też prokuratura odkryła fałszywe operaty działek przedstawianych jako zastaw, fałszywe zaświadczenia o zatrudnieniu i płacach. Kierownictwo SKOK odpowiadało wówczas, że przecież wszystkie te pożyczki są spłacane w terminie. No, może poza pożyczką samego Roberta G. – ale to ma związek, jak tłumaczono, z jego „czasowym odosobnieniem”, czyli w sumie rocznym pobytem w areszcie. Odkryto, że wszystkie pożyczki wzięte czy to przez biednego kelnera, bezrobotnego, czy alkoholika o ksywie Koniu – spłacane były przez jedną i tę samą firmę – zarejestrowaną w Nikozji, stolicy Cypru, ale mającą udziały w jednej czy drugiej małej polskiej firmie. Prześledzono powiązania między firmami i osobami, które wystawiały zaświadczenia o zatrudnieniu słupów. W jednej z nich znaleziono byłego członka rady nadzorczej SKOK. To były oficer WSI, któremu Antoni Macierewicz poświęcił część rozdziału w swoim raporcie, włączając go do grupy oficerów, którzy przed wielu laty zawarli przestępcze porozumienie, by wspólnie robić przekręty z wyłudzeniem VAT. Sprawa była swego czasu głośna, choć żaden akt oskarżenia z tego nie powstał. Oficer występuje jako skazany, ale tylko za składanie fałszywych zeznań. Okazał się też udziałowcem firmy, na której konto Adam B., jak zapamiętał, zadysponował przelew tych 3,4 mln zł pożyczki. Tej, od której śledztwo się zaczęło. Jednak finalnie akt oskarżenia, wysłany do sądu w Wołominie w lipcu 2012 r., objął tylko Roberta G., jego siatkę naganiaczy oraz grono słupów. Pod koniec 2013 r. odbyła się praktycznie tylko jedna rozprawa. Obrońca Roberta G. (a miał dwóch) zaproponował dobrowolne poddanie się karze, bez procesu. Prawie wszyscy oskarżeni zrobili tak samo, poza trzema – w tym Jakubem B., tym, który spłacił gotówką te 3,4 mln zł pożyczki za Adama B., gdy już sprawą zainteresował się prokurator. Sędzia zarządził 15 minut przerwy, po której i ta trójka zmieniła zdanie. Tak więc obyło się bez procesu, zeznań, pytań, drążenia, skąd Jakub B. miał pieniądze na spłatę i kim byli szefowie, do których wydzwaniał pełen uniżoności Robert G. Robert G. poprosił o karę 2,5 lat więzienia, zaliczono mu areszt, na poczet grzywny zabrano te 530 tys. znalezione u niego w mieszkaniu, i może starać się o przedterminowe zwolnienie. Wszyscy inni dostali kary w zawieszeniu. Adam B., który zupełnie nic z tego nie miał, a rozpętał całą aferę, dostał pół roku w zawieszeniu na dwa lata." Gdyby nie ten Gorzow Wielkopolski. Odpowiedz Link Zgłoś
religijnych.uczuc.obraza Anwad reklamowała na forum SKOK Wołomin 06.02.15, 08:37 ciekawe ile dostałą za to od wsioków. Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: Piotr P. to znajomy prezydenta 06.02.15, 09:27 Gdzie się człowiek nie obejrzy, tam PiS i jego zaplecze przez WSI zinfiltrowany - no co za niefart... Odpowiedz Link Zgłoś