witek.bis
06.10.16, 12:27
Mało kto ten przepis zauważy. Na ulice polskich miast na pewno nie wylegną tłumy, by z tym przepisem walczyć. A przecież, choć taki niepozorny, stanowion konstytucję nowego pańtwa - Rzeczpospolitej Prokuratorskiej, w której prokurator będzie mógł pokasować te wyroki, które mu się nie spodobają.
Zmianę w procedurze karnej, która na to pozwala, rząd PiS przemycił w nowelizacji ustawy o skardze na przewlekłość postępowania, którą w środę Sejm skierował do dalszych prac. Przepis (art. 344a kpk) brzmi: "Sąd na wniosek prokuratora przekazuje mu sprawę w celu uzupełnienia śledztwa lub dochodzenia. (...) Jeżeli wniosek (...) został złożony w postępowaniu odwoławczym, sąd odwoławczy, przekazując sprawę prokuratorowi w celu uzupełnienia śledztwa lub dochodzenia, uchyla zaskarżany wyrok".
Gdyby taki przepis obowiązywał pół roku temu, nie trzeba by angażować prezydenta do uwolnienia Mariusza Kamińskiego od wyroku skazującego za prowokację w Ministerstwie Rolnictwa. Wystarczyłby do tego prokurator. Nowelizacją zyskuje on prawo, by w każdej fazie postępowania karnego przed uprawomocnieniem się wyroku - a więc także po wydaniu wyroku w pierwszej instancji - wycofać akta sprawy "do uzupełnienia" materiału dowodowego. Jeśli sprawa trafi do sądu odwoławczego, a prokurator zechce "uzupełnić" akta, sąd odwoławczy będzie musiał uchylić wyrok pierwszej instancji. A więc to nie sąd, ale prokurator zdecyduje o tym, czy wyrok ma się ostać, czy nie.
wyborcza.pl/1,75398,20796881,prokurator-kasator.html