Gość: kazik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.09.04, 09:26
Kiedy Kaczyński nazwał SLD mafią to były wielie achy i ochy, że przesada.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040930/kraj/kraj_a_3.html
Polowanie na szefów warszawskiej firmy Kolmex? Jedna bomba zniszczyła wczoraj
biura zarządu. Druga - dom człowieka związanego z kierownictwem spółki.
Niegroźnie ranny został dyrektor handlowy Wojciech Kamiński. Policja uważa,
że tylko dzięki zbiegowi okoliczności nikt nie zginął.
Bomba wybuchła na siódmym piętrze wieżowca Kolmeksu w centrum Warszawy,
niemal dokładnie przed drzwiami prezesa Jana Błaszczuka. W momencie
eksplozji, o godz. 13., nie było go w biurze. Błaszczuk wraz z siostrą
kontroluje Kolmex i kilkadziesiąt innych firm.
Z informacji "Rz" wynika, że jego działalnością interesuje się ABW i CBŚ.
Według NIK przejął kilkanaście spółek należących do skarbu państwa. Budżet
stracił na tym ponad 40 milionów złotych. Kolejne 330 milionów złotych
straciły przejęte firmy. Działalność Błaszczuka, czyli drenaż firm, często
kończyła się ich upadłością. Na bruk trafiali zwalniani pracownicy w całej
Polsce. Policja nie wyklucza, że za zamachem może stać jeden z nich.
Na miejscu eksplozji niespodziewanie pojawił się wczoraj po południu
wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Andrzej Brachmański (SLD). -
Minister sprawuje konstytucyjny nadzór nad policją - wyjaśniał enigmatycznie
Jarosław Skowroński, rzecznik MSWiA. - To normalne, że pojawia się w takich
miejscach.
Kolmex uchodzi za firmę związaną z SLD. Jedną z osób urzędujących w
zniszczonym biurze jest Jan Chaładaj, do niedawna członek klubu
parlamentarnego SLD (dziś niezrzeszony, usunięty z SLD za "głosowanie na
cztery ręce"). Chaładajowi nic się nie stało: jest w Genewie na zjeździe
europejskich parlamentarzystów.
Tuż po wybuchu warszawską Wolę sparaliżowały gigantyczne korki. Niemal
natychmiast na miejsce dotarły wozy strażackie, policja i karetki pogotowia.
Ewakuowano pracowników biurowca. Część z nich utknęła na piątym piętrze, bo
drzwi otwierały czytniki elektroniczne. Ewakuowano też mieszkańców
okolicznych domów, w sumie kilkaset osób.
- Najprawdopodobniej to bomba domowej roboty - tłumaczył oficer stołecznej
policji. - Zamachowiec ukrył ją w biurze w reklamówce schowanej za fotelem i
kanapą. Meble osłabiły falę uderzeniową i dzięki temu przechodzący obok
pracownik przeżył - mówił jeden z oficerów, który był na miejscu.
Zamachowiec podłożył bombę w strzeżonym biurowcu pełnym ludzi
(C) BORYS SKARŻYŃSKI
Pirotechnicy, którzy badali miejsce wybuchu, podejrzewają, że ładunek mógł
być odpalony drogą radiową. Z informacji "Rz" wynika, że funkcjonariusze
policji przesłuchujący pierwszych świadków zorientowali się, iż w domu
letniskowym osoby powiązanej z szefami Kolmeksu może dojść do kolejnego
wybuchu. Nie zdążyli mu jednak zapobiec.
Niemal dokładnie godzinę po eksplozji pierwszej bomby kolejna zniszczyła dom
w miejscowości Nowy Radzic pod Łęczną w Lubelskiem. - Nikt nie ucierpiał -
poinformował Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej policji. Ładunek podłożony
pod balkonem naruszył jego konstrukcję.
Do późnego wieczora nie były znane żadne bliższe szczegóły drugiego zamachu.
Nieoficjalnie wiadomo, że domek należy do Piotra B. Jak podała PAP, mężczyzna
jest powiązany z właścicielami Kolmeksu.
Zdaniem NIK szef Kolmeksu Jan Błaszczuk jest zamieszany w jedną z
największych afer prywatyzacyjnych ostatnich lat. Razem ze swoją siostrą za
pośrednictwem Grupy Inwestycyjnej (kilkunastu powiązanych ze sobą firm)
przejął on kilkanaście spółek skarbu państwa. W czasie kontroli NIK (jej
wyniki ujawniono w lipcu tego roku) wyszło na jaw, że urzędnicy z
Ministerstwa Skarbu i urzędów wojewódzkich, którzy odpowiadali za
prywatyzację, przymykali oko na to, że Błaszczukowie nie zamierzają rozwijać
prywatyzowanych firm. W rzeczywistości chodziło im jedynie o wyprowadzenie
majątku przejmowanych jednostek. Wiele z "wydrenowanych" firm upadło, a na
bruk trafiły setki ich pracowników.
Większość niekorzystnych prywatyzacji została przeprowadzona w czasach, gdy
ministerstwem skarbu państwa kierował Wiesław Kaczmarek. Jan Chaładaj, dziś
jeden z szefów Kolmeksu, jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki
był w latach 90. bliskim współpracownikiem Kaczmarka.
Kontrola NIK nie była wcześniej zaplanowana, a jej wyniki zaskoczyły Izbę.
NIK zawiadomiła o nieprawidłowościach m.in. ABW i CBŚ. Policja nie wyklucza,
że motywem zamachu może być zemsta byłego pracownika jednego z upadłych
zakładów. Inna hipoteza mówi o porachunkach na tle finansowym albo usiłowaniu
wymuszenia haraczu.
Szefowie Kolmeksu twierdzą, że nie mają pojęcia, kto stoi za zamachem. - Nie
wiem, kto mógł nam podłożyć bombę - mówi "Rz" Jan Chaładaj, który w tej
chwili jest na posiedzeniu Unii Parlamentarnej w Genewie. Sugeruje, że w
ostatnim czasie jego spółka "mogła komuś nadepnąć na odcisk": - Może ktoś się
przestraszył stabilnej, bogatej firmy? Próbujemy wejść w ropę i gaz, w obrót
paliwami z Rosją i Ukrainą. To się może nie podobać.
To nie pierwszy raz, gdy wokół Jana Chaładaja wybuchają bomby. Kiedy jego
żona pracowała w polskiej filii Kodaka, w jej firmie jednego dnia w dwóch
oddziałach spółki w Warszawie też wybuchły podłożone ładunki. - Konkurencja,
bali się nowych technologii - twierdzi Chaładaj, który w latach 1993 - 1996
był dyrektorem w Kodaku.
Kolmex to była PRL-owska centrala handlu zagranicznego, która żyje dziś z
handlu wagonami i sprzętem kolejowym. Jest właścicielką biurowca w centrum
Warszawy (to właśnie w nim wybuchła bomba). Jest uważana za firmę pozostającą
w orbicie wpływów SLD. Tu - od handlu wagonami z ZSRR - karierę zaczynał
jeden z najbogatszych Polaków Aleksander Gudzowaty. Oprócz Chaładaja z
Kolmeksem związany jest inny polityk SLD, Maciej Leśny. Leśny, były
wiceminister infrastruktury (nadzorujący kolej), a wcześniej wiceminister
gospodarki, w latach 2001 - 2002 zasiadał w radzie nadzorczej Kolmeksu.
Ostatnio Kolmex starał się o kontrakty w Iraku.
Wojciech Cieśla, Bertold Kittel
E.P., DAW, A.H.B.