pies_na_czarnych
19.03.17, 19:53
Znowu Misiewicz. Pod koniec roku moze znaleźć sie na liscie najbogatszych ludzi w Polsce.
Europarlament sprawdza, czy polscy eurodeputowani PiS, PO i PSL zatrudniali asystentów, którzy byli jednocześnie pracownikami partii - informuje "Newsweek". Sprawa może zakończyć się zwrotem pieniędzy.
Służby finansowe europarlamentu wszczęły audyt wobec obecnych i byłych europarlamentarzystów - informuje "Newsweek". Zdaniem unijnych urzędników, polscy politycy mieli zatrudniać na etatach asystentów, którzy tak naprawdę byli pracownikami partii. Unijne prawo tego zabrania. W efekcie europarlament może wezwać polityków do do zwrotu pieniędzy. W przypadku niektórych asystentów wypłaty wynagrodzeń zostały wstrzymane.
Według "Newsweeka", wyjaśnienia muszą złożyć teraz politycy PiS: Ryszard Legutko, Beata Gosiewska (miała zatrudniać Bartłomieja Misiewicza), Zbigniew Kuźmiuk, Tomasz Poręba (miał zatrudniać makijażystkę Jarosława Kaczyńskiego i pielęgniarkę Jadwigi Kaczyńskiej), Marek Gróbarczyk, a także europosłanka PO Barbara Kudrycka i polityk PSL Jarosław Kalinowski.
Europarlament wysłał do parlamentarzystów pisma. Czy to oznacza, że będą musieli zwrócić pieniądze? – Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.