man_sapiens
19.05.17, 08:33
Załóżmy, że mieszkasz w niewielkim miasteczku. Na rynku jest apteka, która ma ceny prawie dwukrotnie wyższe niż apteki w mieście (30km dalej). Ty masz pieniądze, które chciałbyś zainwestować, twój szwagier skończył właśnie studiować farmację i szuka pracy, jesteś właścicielem lokalu na rynku nadającego się na aptekę.
Do niedawna:
zakładasz aptekę w swoim lokalu, powierzasz jej kierowanie szwagrowi. Ceny macie niskie, zmusza to także istniejącą aptekę do obniżenia cen. Skutek: powstała nowa firma, twój szwagier i parę farmaceutek ma pracę, pacjenci płacą mniej.
Za rządu pisiewiczów:
Apteki nie otworzysz, bo nie studiowałeś farmacji a nie ma znaczenia że chcesz tylko zorganizować firme i powierzyć ja fachowcowi.
Jesteś uparty, kończysz te studia. Nie otworzysz apteki, bo w twoim miasteczku jest za mało mieszkańców.
Burmistrz miasta przyjął stu uchodźców i ilość mieszkańców pozwala na otwarcie apteki. Nie zrobisz tego, bo twój lokal jest bliżej niż 1km od istniejącej apteki.
Właściciel istniejącej apteki może dalej spokojnie zdzierać skórę z kupujących leki, nikt mu nie podskoczy.