Dodaj do ulubionych

Kaczor wygrał - rekordu nie będzie

10.10.04, 19:29
No i dopiął Kaczor swego, nie było bicia rekordu w seksie na akord. Brawo
Kaczor :) Warszawa nie potrzebuje takiej "sławy".
Obserwuj wątek
    • venus99 Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:25
      Pan Prezydent Kaczyński dał niedawno jednoznacznie do zrozumienia,że powodem
      jego decyzji był fakt,że organizatorzy nie zaprosili go do rozpoczęcia kolejki.
      Ja go rozumiem.
      • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:32
        venus99 napisał:

        > Pan Prezydent Kaczyński dał niedawno jednoznacznie do zrozumienia,że powodem
        > jego decyzji był fakt,że organizatorzy nie zaprosili go do rozpoczęcia kolejki.
        > Ja go rozumiem.

        Venus, to, że jakiś niski facet sprzątnął Ci sprzed nosa bilecik nr1, to jeszcze
        nie znaczy, że to był Kaczor:)
        • venus99 Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:40
          to,że ty być może musisz płacić za te przyjemności nie znaczy,że inni też.
          wyluzuj trochę bo zaczynasz się upodobniąć do swoich pacjentów.
          • kataryna.kataryna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:45
            venus99 napisał:

            > to,że ty być może musisz płacić za te przyjemności nie znaczy,że inni też.



            To do siebie ta nauka? Bo to Ty swoją miarą sądzileś.

            "Pan Prezydent Kaczyński dał niedawno jednoznacznie do zrozumienia,że powodem
            jego decyzji był fakt,że organizatorzy nie zaprosili go do rozpoczęcia kolejki.
            Ja go rozumiem."

          • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:46
            venus99 napisał:

            > to,że ty być może musisz płacić za te przyjemności nie znaczy,że inni też.

            O czym mówisz, bo w TV mówili, że jeszcze mają za to dostać pieniądze. Venus,
            czyżby chcieli Cię wych.jać, że tak powiem:)?

            > wyluzuj trochę bo zaczynasz się upodobniąć do swoich pacjentów.

            Ja luzować nie muszę tylko dlatego, że uśmieszku nie zauważyłeś, o Ty mój guru
            luzaków.
    • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:25
      kataryna.kataryna napisała:

      > No i dopiął Kaczor swego, nie było bicia rekordu w seksie na akord. Brawo
      > Kaczor :) Warszawa nie potrzebuje takiej "sławy".


      Jedyne wyjście, jakie pozostaje Gadzinowskiemu, to zorganizować takie
      przedsięwzięcie pod parasolem immunitetów i w taki sposób wyrazić swój sprzeciw.
      Być może Joanna i koledzy z SLD zgodziliby się wziąć udział w wczymś takim.
      A Kaczor, trzeba przyznać, jest świetny. Ostatnio słyszałem, że jakiś nielegalny
      klub zamknął, którego wszyscy bali się ruszyć od kilku lat.
      • Gość: odstrzałkaczorów Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 20:31
        Kaczor jest miekka pipa bez charakteru.
        Ugiął się pod naciskiem katolickiego kleru.
        Teraz może jechac na pielgrzymkę do Czestochowy.
        Bo prezydenture w Rzeczpospolitej ma już z głowy.

        Niech żyje sex heteroseksualny !
        • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:34
          Gość portalu: odstrzałkaczorów napisał(a):

          > Kaczor jest miekka pipa bez charakteru.
          > Ugiął się pod naciskiem katolickiego kleru.
          > Teraz może jechac na pielgrzymkę do Czestochowy.
          > Bo prezydenture w Rzeczpospolitej ma już z głowy.

          A ja myślę, że jest wręcz przeciwnie.

          > Niech żyje sex heteroseksualny !

          A ten manifest to z jakiej okazji:)?
        • kataryna.kataryna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:38
          Gość portalu: odstrzałkaczorów napisał(a):

          > Kaczor jest miekka pipa bez charakteru.
          > Ugiął się pod naciskiem katolickiego kleru.


          Co za bzdura :) Kościół się nawet nie zdążył na ten temat wypowiedzieć a Kaczor
          już zabronił. Ale według postępaków miał sie pewnie ugiąć pod naciskiem
          alfonsów z Pink Pressu.



          > Teraz może jechac na pielgrzymkę do Czestochowy.
          > Bo prezydenture w Rzeczpospolitej ma już z głowy.


          Na pewno. Dla wyborcy to podstawowe kryterium.


          > Niech żyje sex heteroseksualny !



          • marcepanna kosciol w sprawie Kaczora 10.10.04, 20:46
            gdybym ja byla purpuratem tez bym sie nie wypowiadala w sprawach Pink Biznesu i
            Pink Zawodow

            w koncu co tu do ko0mentowania bez osmieszania sie i po diabla nadawac rozglos
            tak debilnemu przedsiewzieciu ?
      • kataryna.kataryna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:34
        goniacy.pielegniarz napisał:

        > kataryna.kataryna napisała:
        >
        > > No i dopiął Kaczor swego, nie było bicia rekordu w seksie na akord. Brawo
        >
        > > Kaczor :) Warszawa nie potrzebuje takiej "sławy".
        >
        >
        > Jedyne wyjście, jakie pozostaje Gadzinowskiemu, to zorganizować takie
        > przedsięwzięcie pod parasolem immunitetów i w taki sposób wyrazić swój
        sprzeciw
        > .



        A propos sprzeciwów, pamietasz jaką aferę rozpętały feministki w sprawie
        plakatu reklamowego Radia 94? A w tej sprawie siedzą cicho. Hipokrytki.


        > Być może Joanna i koledzy z SLD zgodziliby się wziąć udział w wczymś takim.



        Joanna na pewno :) Nie bez powodu stylizuje się na podstarzałą nimfomankę.
        Chociaż nawet ona może nie mieć ochoty na Gadzinowskiego.


        > A Kaczor, trzeba przyznać, jest świetny. Ostatnio słyszałem, że jakiś
        nielegaln
        > y
        > klub zamknął, którego wszyscy bali się ruszyć od kilku lat.



        Kaczor się nie boi niepopularnych decyzji, chociaż wiadomo, że media po nim
        pojadą za zablokowanie tego rekordu.
        • marcepanna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:43
          bardzo watpie aby media wyolbrzymialy taki tyci tyci wklad kaczora w normalnosc
          i nie sadze aby to byla niepopularna decyzja (choc tez sadze ze sluszna)
          seks w takim wydaniu zawsze jest marginalna sprawa
          przeciez ten rekord to nie to samo igrzyska olimpijskie
          bez przesady

          przeciez nikt normalny nie pojdzie na taka impreze w wieczorowym stroju wiec i
          jej braku nikt nie odczuje poza garstka zbokow i dresiarzy
          • venus99 Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:49
            panowie - bądźmy poważni - akurat to nie ma nic wspólnego z sexem.na takie
            rzeczy lecą małolaty albo niewyżyci impotenci.
            przecież chodzi tylko o pretekst do zaatakowania kaczora którego aktywnośc
            odbiega od rzeczywistych problemów miasta.
            nikt tej imprezie nie zrobił takiej reklamy jak głupi kaczor. w dodatku za
            darmo.
        • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:51
          kataryna.kataryna napisała:


          > A propos sprzeciwów, pamietasz jaką aferę rozpętały feministki w sprawie
          > plakatu reklamowego Radia 94? A w tej sprawie siedzą cicho. Hipokrytki.

          Plalaty widziałem w internecie. A afera była ostra, z tego co pamiętam.

          > > Być może Joanna i koledzy z SLD zgodziliby się wziąć udział w wczymś taki
          > m.
          >
          >
          >
          > Joanna na pewno :) Nie bez powodu stylizuje się na podstarzałą nimfomankę.
          > Chociaż nawet ona może nie mieć ochoty na Gadzinowskiego.

          Nie kuś:)

          >
          > > A Kaczor, trzeba przyznać, jest świetny. Ostatnio słyszałem, że jakiś
          > nielegaln
          > > y
          > > klub zamknął, którego wszyscy bali się ruszyć od kilku lat.
          >
          >
          >
          > Kaczor się nie boi niepopularnych decyzji, chociaż wiadomo, że media po nim
          > pojadą za zablokowanie tego rekordu.

          Nie wydaje mi się, żeby po nim przejechali. Oczywiście pomijając jakieś lewackie
          wypociny typu NIE czy Trybuna.
          • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 21:00
            goniacy.pielegniarz napisał:


            > Nie wydaje mi się, żeby po nim przejechali. Oczywiście pomijając jakieś lewacki
            > e
            > wypociny typu NIE czy Trybuna.

            Ciekawe czy Szyszkowska coś na ten temat wysmaży w T.
            • marcepanna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 21:04
              nie sadze zeby sie ktos z tytulem profesorskim babral w takiej tematyce, rownie
              dobrze moznaby pisac o owsikach w g...
              taka tematyka w sam raz dla internautow a nie dla ludzi z tytualmi naukowymi
              w koncu szyszkowska tyle jeszcze jarzy
              • goniacy.pielegniarz Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 21:07
                marcepanna napisała:

                > nie sadze zeby sie ktos z tytulem profesorskim babral w takiej tematyce, rownie
                >
                > dobrze moznaby pisac o owsikach w g...
                > taka tematyka w sam raz dla internautow a nie dla ludzi z tytualmi naukowymi

                No, ale ja bym jej do takich zwykłych ludzi to może nie zaliczał. Może raczej do
                niezwykłych.

                > w koncu szyszkowska tyle jeszcze jarzy

                ...
                • marcepanna Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 21:26
                  zreszta kto czyta szyszkowska? juz predzej pilcha sie czyta
    • szpikulec1 Tez konkurs:) 10.10.04, 20:27
      Osiecka Agnieszka

      Konkurs palenia fajek w Bostonie

      Zjechali panowie
      fajkę palić.
      Lord, rzecz jasna, był między nimi,
      szyn rzeźnika o zmiętej twarzy,
      Flip
      i Flap,
      a także
      potoczny Murzyn.
      Mam i ja gdzieś na spodzie
      tę możliwość spokoju,
      niesienie ciszy,
      potulność snu.
      Widzisz,
      jak oczy mrużę,
      milczę grzecznie,
      ładnie jem.
      Jestem jak baba w babie:
      Jedna,
      ta wierzchnia -
      w panice nieustannej...
      W rzeczach grzebie,
      liść drze,
      gna
      w rozczochranym pędzie.
      Lecz już ta druga
      i trzecia,
      i czwarta
      nić przędzie,
      sieć suszy,
      pierścień miły do ust tuli,
      oknem patrzy.

      Rekord palenia fajki
      wynosi jak dotąd
      tu i teraz
      minut sto dziewiętnaście!
      Cóż to dla mnie,
      gdy oddech uspokoić
      w Nowym, na przykład, Dworze...
      Czemuż wiec wiodę
      życie jesiotra
      lub wędrownego śledzia?
      Czemuż jak pociąg - widmo
      ledwie staję na przystankach?
      Flaszkę -
      w plecaku dźwigam?
      .....Alboż to jednak się godzi
      majdan rozkładać na byle stacji,
      dzieci w taksówkach rodzić,
      łoże słać
      u stóp wiatru,
      nająć lokatora,
      welon narzucić jak płaszcz -
      z samego tylko zmęczenia?...
      Precz,
      chytrzy pielęgniarze!
      Niech się już toczy moja łódka
      i niech się serce tłucze na dnie
      jak nie dobita rybka!
      Za parę ładnych dni
      wszak dobrnę do ciepłych krajów:
      Do twoich oczu,
      rąk
      i słów.
    • Gość: jj Re: Kaczor wygrał - 812 go przeleciało ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 20:28
      Nowy rekord, brawo panie Kaczor.
    • yossarian18 Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 20:30
      Kaczyński ma u mnie plusa:)))
    • szpikulec1 Można jebura zyskać wieniec złoty! 10.10.04, 20:36
      Aleksander Fredro
      Sztuka Obłapiania

      Pieśń I
      Śpiewaj o Muzo, jakiemi przymioty
      Można jebura zyskać wieniec złoty!
      Śpiewaj rozkosznie pełna ognia Feba!
      Niech pozna Naród, jak jebać potrzeba!
      Wiem ja to wprawdzie, że nie jesteś rada,
      Gdy ci o huju rozprawa wypada.
      Lecz nie bądź tego-ć Panieneczko gładka,
      Abyś czasami nie wypięła zadka
      Na łechtające prośby Apollina,
      Pana Niebianów, cnego skurwysyna;
      Lub rozczulona jego wdzięcznem pieniem
      Nie nagrodziła palca poruszeniem.
      Różne są gusta to nikt nie zaprzeczy,
      Wiem o tem.. Ale wróćmy się do rzeczy.

      Ach śpiewaj Muzo! Jeszcze cię powtornie
      Proszę i wzywam i błagam pokornie.
      No... i cóż? Milczysz i odwracasz oczy?
      Wzgardzasz haniebnie mój zapał ochoczy?
      Jebał-że cię pies, moja Panno droga!
      Bez ciebie znajdę, gdzie Parnasu droga!
      Kpię z twej pomocy, gniewu się nie boję,
      śpiewać potrafię i już lutnię stroję!
      Głoszę więc sztukę, której liczne światy
      Ciągle hołdują niepomnemi laty,
      Sztukę jebania, z której to użycia
      Tryska zdrój czysty rozkoszy i życia.
      Próżno w niej, próżno, Młodzieńcze zuchwały,
      Dostąpić zechcesz pierszeństwa i chwały.
      Kiedy twa pyta palcami wytarta,
      By się wyprężyć, musi być podparta,
      A jajca zwiędłe, co ci długo wiszą,
      Często po piasku hieroglify piszą!

      Cóż wróżyć patrząc na te ściągłe boki,
      Na ową nogę, jak bambus wysoki?
      Łydka okrągła, co ją niby zdobi,
      Tę rękawnicznik za talara robi.
      I choć wyłożył dość miękkimi kłaki,
      Oko dostrzeże szwu twardego znaki.
      Twoja twarz blada, żółtem powleczona,
      Wymazuje cię z cnych Jeburów grona.
      Idź młody starcze, pókiś jeszcze żywy,
      Ognie tęgiemi wzmacniać korozywy.
      Smaruj maściami podrętwiałe członki,
      Albo dla świata staraj się małżonki!

      Hoży Junaku krwawego rumieńca,
      Ty dostać możesz czcigodnego wieńca!
      Portka opięta, co ledwie nie pryska,
      Lubieżne formy walnie ci wyciska;
      Półdupki pełne, jak gdyby toczone,
      Łydki tęgiemi żyłami plecione,
      W kroku narzędzie, choć go ręka tłoczy,
      Bezwolnie ściąga niewiniątek oczy.
      Są to najpierwsze trwałości zasady,
      Przy nich potrzebne doświadczenia rady!

      Niechaj twa kuśka, chcąc być bez przywary,
      Cali dwanaście dobrej trzyma miary.
      Od urojenia powinna być wolna.
      Po-cóż ma myśl ją podnosić swawolna?
      To miękkohuja chwalby jest przyczyna.
      Gdy mu wiatr nadmie lub spełni uryna,
      Pokazać pytkę w dowód oczywisty,
      Jak jeszcze tęgi i jak zamaszysty.
      Ale gdy jesteś bliski już rozprawy,
      Niechaj cię nagle wzruszy ogień żwawy,
      I niepotrzebny kobiecej pomocy
      Bindę postawi w jeborodnej mocy.
      Jako cięciwa od baszkirskiej dłoni,
      Silno ciągnięty twardy łuk nakłoni,
      Gdy już grot ostry w powietrze wyrzuci,
      I w miejsce pędem niezocznym powróci,
      Siłą rozchwiana spokojnie nie staje,
      Chwilę się trzęsie i dźwięki wydaje
      Tak to potężnie wyprężona kucha
      Ręką swawolną ciągnięta od brzucha,
      Puszczona... uciąć powinna z łoskotem,
      A pępek tylnym odezwać się grzmotem.

      Przy dupie twarde, niezbyt wielkie gały,
      Niechaj się trzymają jak muszla u skały.
      Na tym kolorze niemałe zalety
      (Przynajmniej wierzyć tak każą kobiety).
      Każdy z swych członków człek chętniej utraci,
      Jak ony worek nikczemny z postaci.
      Jęczał Abelard żywota ciąg cały,
      Że mu okrutnie oberżnięto gały.
      Wolałby cierpieć bez ręki lub nogi,
      A Zeloizie dogodzić niebogi,
      Która nieszczęsna trąc dupą o ścianę,
      Płakała ciągle stratę ukochaną.

      W jajcach zbiór rozkosz od natury dany
      Pamiętaj bratku nie jest nieprzebrany.
      Pstrykaj obficie, nie oszczędzaj zdroju,
      Lecz tam, gdzie warci są tego napoju.
      Mało użyje lubieżności daru,
      Kto jej nie tłumiąc nagłego pożaru,
      Na lada kurwę obceś się pakuje,
      Kiwa się, kiwa, na końcu popluje.
      Z ohydą wyjmie korzeń zapieniały,
      I niesie prędko zapocone gały
      Dwakroć zanurzać do zagrzanej wody,
      Chroniąc się z strachem od jakowej szkody.
      Klnie swe zapały, gdyż szybko wychodzi;
      Miejsce rozkoszy obrzydzenie rodzi.
      A odebrane fałszywe pieszczoty
      Często przepłaca długiemi kłopoty.

      O! jakie żale widok ten nie wznieci
      W dzień upłyniony drugi albo trzeci!
      Gdy ręka cisnąc grzeszące narzędzie
      Perłę zieloną z kanału dobędzie!
      Przybywaj wtedy rano medycyny!
      Zielem dopomóż pędzenie uryny!
      Zapisuj hojnie konfekta chłodzące,
      Proszki, orżadki boleści gojące!
      Łykaj biedaku te nowe potrawy.
      Unikaj długo skaczącej zabawy,
      By krople zsiadłe przez różne spacery
      W jajcach nadętych nie wzięły kwatery.
      Wino i ponczyk, co wesołość daje,
      Straszną, o Nieba, trucizną się staje.
      Jak serce bije, jakie drżenie ciała,
      Gdy potrzebujesz nagle urynała!
      Drepcesz na miejscu i zgrzytasz zębami,
      świat cały w gniewie przeklinasz djabłami,
      Przysięgę czynisz być mądrym Sokratem,
      Już nie obłapiać, zrobić się kastratem.
      Jaka zaś przykrość, gdy ci sny zwodnicze
      W nocy rozkoszy wystawią słodycze!
      Budzi cię w bolu ostateczna chwila,
      Kiedy się żyła skurczona wysila,
      Rzyga sok mętny, piekąc zdarte rany,
      A ty dopychasz i sykasz w przemiany.

      Chceszli nieważnie zbyt mocnemi leki
      Trypra zatrzymać uporczywe ścieki
      W pachwinie bombon gwałtownie narywa,
      Sześć niedziel w łóżku boleść cię twa skrywa.
      Cyrulik z brodą co nie chcą doktory
      Płytkiem żelazem zgala ci kędziory.
      Jako botanik naturę śledzący
      Prątek zasadzi kwiat obiecujący,
      Pilnie podlewa, umacnia, podpiera,
      I co dzień pączka lubego wyziera
      Tak kataplazmem, co ci boki grzeje,
      Ty patrzysz, kiedy griczoł się zbieleje,
      Kiedy z pomocą chirurgicznej ręki,
      Wyzionie sapor boleści i męki.

      Nie tu się kończą sromotne kłopoty,
      Co człek kupuje za swój pieniądz złoty!
      Szankier gorliwy więcej działa szkody,
      Gdy główkę ściągnie piekącymi wrzody.
      Wtedy się karmisz pigułki srebrnemi,
      Smarujesz ciało maściami tęgiemi,
      Usta cię świerzbią, a ząb zaś przy zębie
      Jako klawisze latają po gębie.
      I szczęście, jeśli przy końcu leczenia,
      Nie trza złotego kupić podniebienia.

      Kończę już stawić te straszne obrazy,
      Byś do jebania nie powziął odrazy.
      Jeb, Młodzieńcze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,
      Ze świecą kurwie patrzeć między nogi.
      Soki cytryny zapuść jej do piczy,
      Pewnie ma france, jeśli zasyczy.
      Jak zaś wysuniesz twardy członek z dziury,
      Tę, co go kryje, naciąg trochę skóry,
      Napuść, co strzyma, gorącej uryny,
      Aby spłukała niepewne jebiny.

      Nie bądź znów tchórzem, by sobie nie szkodzić
      (By nóg nie połamać, nie trzebaby chodzić).
      Nie czciej płci dwojga lubieżne zapały,
      Co jako prawe Niebo ludziom dały,
      Nowym Narcyzem połączyć sam w sobie.
      Niejeden młodzian w cichej nocy dobie,
      Na łechtającym rozciągnięty puchu,
      Stwardniałą żyłą szlufuje po brzuchu;
      Chce się odurzyć różnemi sposoby,
      Że się dotyka kochanej osoby.
      Pierś, brzuszek, udka, wszystko przed myśl staje,
      Te pieścić, owe trzymać mu się zdaje;
      Poduszkę ściska i z spoceniem czoła,
      Kończy palcami co myślą nie zdoła.
      Lecz cóż..? gdy resztę posoki wyrzyga,
      Wnet w nim zbudzona natura się wzdryga,
      Żałuje krzywdę, co zdziałał w swym rodzie,
      Płacze i jęczy... próżny żal po szkodzie!
      Ach nieposzukuj podobnej zabawy!
      Skutek jej bywa cierpiący i krwawy.
      Hańby zbyt wiele i żadnej zalety,
      A nadewszystko nie cierpisz kobiety!


    • szpikulec1 Piesn II "Można jebura zyskać wieniec złoty! " 10.10.04, 20:38
      Pieśń II

      Powiedz Naturo, bom ja nie jest w stanie,
      Przez jakie skryte dowcipu nadanie
      Każde stworzenie, jeno wiek dojrzały,
      Miłosnych pieszczot znajduje bieg cały?
      Jak wie, bez nauk, gdzie szukać potrzeba,
      To, co dla rozkosz utworzyły Nieba?

      Tak Staś i Kasia, młodziuchni oboje,
      Między krzewiny pasąc trzody swoje,
      Chcąc w chłodzie spocząć w niewinnej zabawie
      Usiedli razem na zielonej trawie.
      Zaczęli z figli łechtanie wzajemne,
      Co im się zdało bardzo być przyjemne;
      Z tego całusek przyszedł jak niechcący,
      Później zaś trochę, że to w dzień gorący,
      Oboje z wolna z szat się obzierają...
      Dziwią się sobie, głaszczą, obzierają.
      O zadziwienie! Wszak dziurkę ma Kasia,
      A w temże miejscu kołek u Stasia.
      I nie wiem czemu te macanki długie
      Sprawiły, jedno że wlazło na drugie.

      Któż go nauczył twardym członkiem władać?
      Któż ją nauczył nóżęta rozkładać?
      Rzecz wprawdzie dziwna niemało nas mami
      Ale zważając szczerze między nami,
      Po cóż mam wchodzić w tych dziejów przyczynę?
      Wiem tylko, że jak uchwycę dziewczynę,
      Której dupiny i cycka odrasta,
      Kuśka mi staje obłapiam i basta!

      Jednakże należy to wiedzieć, że piczy
      świat nasz uczony trzy gatunki liczy:
      Cybulka, która prawie pępka bliska
      Smrodka, ta podle dupnego siedliska
      Trzecia chamajda, czyli też środkowa,
      Ta ni wprzód idzie, ni się na tył chowa.
      Pierwszych w krainach południowych dużo;
      Bardzo północnym rodom drugie służą;
      Rozsądne Polki trzecich się trzymają,
      Jednak i niemi nieźle wyrabiają.

      Prawiczki teraz, w te zepsute czasy,
      Dzielić wypada na dwie różne klasy:
      Jedne czystemi będą u was zwane,
      Które ni palcem zostały przetkane,
      Ni guwernantki jędrnym klitorisem,
      Ni się łechtały pod czułym Dafnisem;
      Ani też szpicla, lubego Azorka,
      Nie znają dotąd wyprawność jęzorka;
      I w takim stanie niewinność ich cała,
      Jak kiedy na świat matka je wydała.

      Drugie, co chociaż nie znają sprężyny,
      Co na mężatki przerabia dziewczyny,
      Idąc naprzeciw prawidłom natury,
      Co tylko schwycą, wpychają do dziury;
      I nie przestając lubieżnej swawoli
      Na palcu, kiedy quotidiankę goli,
      Silą myśl jeszcze, jakie materjały
      Lepsze być mogą. To woreczek mały,
      Gorącą kaszą sprężysto nadziany,
      To świeca gruba, to burak nadziany,
      To chustka cienka, gdy się w pytkę złoży,
      Dzielnie na przemian piździnie chędoży.
      Te narcyzkami nazywać się mają
      I praw niewiele mężczyznom zadają.

      Pierwsza zaś czysta, choć tej bardzo rzadko,
      Gdy się przytrafi, by ją złupić gładko,
      Słuchaj młodziku, jak w mądrym sposobie,
      Ciężkich mozołów można ulżyć sobie!
      Nasmaruj łojem twój członek stwardniałym
      Gdyż śliski prędzej wlizie w obwód mały,
      I bez preludjów ruszaj Panie Bracie!
      Połóż prawiczkę na dużym warsztacie,
      Wałek lub czapkę pod dupę się kładzie,
      Ażeby piczka była na pokładzie.
      Gdy tego nie masz, połóż dwa kułaki,
      Gdzie się zazwyczaj pizda tyka sraki.
      Pączek otwarty sklniąc się czystym sokiem
      Będzie dla ciebie pomrugiwał okiem.
      Wtedy o ścianę nogami zaparty,
      Nie tracąc czasu na dziecinne żarty,
      Dżgnij go a dziewka ogłosi cię zuchem,
      Krzyk i huczny pierd jednym dając duchem.

      Ci, co nie lubią działać w tym zawodzie,
      Lub którym duży brzuch jest na przeszkodzie,
      Siadając biorą na siebie prawiczkę
      I jakby na pal nadziewają piczkę.
      Niebezpieczeństwo takie w tem zachodzi,
      Że jak zbyt nagle kusica ugodzi
      I przedrze błonę i otworek piczny
      Dowód tęgości, ów pierd impetyczny,
      Może lenistwo ukarać hultaja,
      Dać kontuzję i okopcić jaja.
      A co najgorzej, trafia się przypadek.
      Gdy prostopadle nie przyciska zadek,
      Że się w bok kuśka zwichnie i nachyli
      Wtedy i puszkarz, chociaż się wysili,
      Wziąwszy po stronie, nie da jej cel prawy.
      Bo to nie lufka mój Panie łaskawy!
      Więc z krzywą kuśką musisz potem chodzić,
      I do niej krzywej dupy wynachodzić.

      Cała obłapka z dwóch części się składa;
      Z tych krocie różnych sposobów wypada.
      Pierwsza część jest ta, w której sama siła
      Zmysłów początek i koniec sprawiła.
      W drugiej nie tylko ciało się porusza,
      Lecz lubieżności używa i dusza.
      Słowem, bym nie wlazł w czcze rozumowanie,
      Z którego może wyjść nie byłbym w stanie,
      Z którego szczerze kpi świata połowa,
      Bo rozumować moda już nie nowa.
      Powiem tak krótko: Jeden ma gust taki,
      Że mu niemiłe wszystkie koperczaki;
      Lubi wygodnie wypiździć dziewczynę,
      Nie pytając nigdy o przyczynę,
      Czy te fawory przez miłosne żądze
      Sprawione, czyli przez lube pieniądze.

      Inny zaś twierdzi: By czuć należycie,
      Trzeba w obłapie postępować skrycie;
      Kochać się, miewać trudności tysiące,
      A tak nie zgasną pragnienia gorące.
      Jeden i drugi może w tem nie błądzi,
      Bo nie ma prawa, gdzie tylko gust rządzi.

      Leon powiada, że niema rozkoszy,
      Jak na dziwce kiedy kto przepłoszy,
      Wstrzymać tchnienie, czekać wśród ciemnoty,
      Póki dokończyć nie można roboty.
      Lub jaka radość w północnej godzinie,
      Wleźć do pokoju po małej drabinie,
      Słuchać ze strachem pośrodku jebania,
      Czyli Argusa nie słychaś stąpania.
      I gdy się ruszy ktokolwiek na schodzie,
      Jednem skoczeniem być z piętra na spodzie.
      Tak ostrożność i trochę bojaźni
      Nibyto żądze powiększa i drażni,
      Ale być pono lepiej niedrażniony,
      Jak do się wracać batem przepłoszony.

      Tłusty zaś Dorant przeciwne ma zdanie:
      Nielubię mówi nasze wielkie panie;
      Dupy wystygłe a żądania wiele;
      Jeszcze całując usta sobie zbielę,
      Albo też czasem nos różem zczerwienię;
      I zawsze trzeba zważaś na skinienie.
      To: Ach mon Ami! jeb mnie na szezlągu;
      To na kanapie, krześle, to na drągu;
      Tu źle, tam znowu-m. ciężki na berżerce;
      To na łożnicy zanadto się wiercę.
      I choć człek oślą naturę przybiera,
      Ona się przecie o niedosyć spiera.
      A jebał-że pies te romanse modne!
      Raz spróbowałem ale niewygodnie.
      Na wsi ja wolę, gdy w lesie lub sadzie
      Jurna dziewica na trawie się kładzie;
      A ja zwalę się na nią jak na łoże.
      I ciasną dupę od ucha do chędożę.

      Ta Dorant wprawdzie nieźle rzecz dowodzi,
      Jednak lenistwo nadto go uwodzi.
      Ja także lubię wieśniacze dziewczęta;
      W nich zdrowie, piękność i natura święta.
      Ale trudności potrzeba niewiele,
      Bo kwiat jest już zwiędły, gdy się sam już ściele.
      W ciemnym przysionku czekałem czasami,
      Jak na przesmyku, ukryty za drzwiami,
      I pokojówkę, gdy wyszła przypadkiem,
      Wiodłem ze sobą, schwyciwszy ukradkiem.

      Ej Panie..ej pfe..kto nadejdzie...Panie!
      Szepcze, a jednak i chwili nie stanie,
      Lecz idzie w miejsce upatrzone wprzody,
      Na jaki murek lub na ciemne schody.
      Tam gniotąc usty o ścianę opieram,
      Lekką spódniczkę z koszulką poddzieram...
      Już me kolana między kolanami...
      Pieszczę się trochę z ciepłemi udkami,
      Z małym kędziorkiem, który każdy lubi,
      Co swą gęstwinkę aż na brzuszku gubi...
      Nareszcie w krzyżach robię się wypięty,
      By zamach z dołu potężniej był wzięty...
      Ach.. ach już sunę, już mi jajca dzwonią...
      I gdy miłośnie jedną chwytam dłonią
      Cyckę sprężystą, co wesoło buja,
      Drugą pakuje sterczącego huja.
      Żwawo dopycham... wznoszą się westchnienia...
      Moje rozkoszy jej zaś głos sumienia.
      Bo chociaż sama tęgo dupą chwieje,
      Wciąż woła: Ej! pfe! ej to się źle dzieje!

      Żważajcie-ż teraz wy ludzie zepsuci,
      Goście wśród miasta z czeluści wyzuci,
      Jak we wieśniaczce natura jaśnieje,
      Jak w jebcu biedna woła: źle się dzieje.
      Widzieć się daje najczystsza jej dusza.
      Mówcież więc, mówcież, czy choć jedna przecie,
      Czy choć raz jeden dama w waszym świecie,
      W środku zbyt czułej jebliwej roboty,
      Dozna cokolwiek sumienia zgryzoty?
      Nie! Jeszcze zawsze wierzgając
      Gniewliwie mówi: Dopychaj mon Ami!.
      I tylko wtenczas pewnie ej pfe! woła,
      Gdy ją kto jebać już więcej nie zdoła.

    • szpikulec1 Pieśń III 10.10.04, 20:39
      Pieśń III

      Tu gdzie malarskiej zgromadzenie sztuki,
      Kosztowne czerpać będziemy nauki;
      Z uwagą stojąc przed każdym obrazem,
      Postrzeżmy łatwo złe i dobre razem.
      Do których żądza ogólna jebania
      W różne sposoby ród ludzki nakłania.
      W jak nieprzebrane wynalazki można
      Jak często miła i jak często zdrożna
      Jakie postawy, jakie skutki sprawia
      Wszystko z napisem penzel nam wystawia.

      Stąd więc zacznijmy.- Widzę Pigmaliona,
      Własne swe dzieło przyciska do łona...
      Kładzie się, gniecie nieczułe marmury,
      I rani pytę wyszukując dziury;
      Ledwie odpocznie, ledwie się oddali,
      Wnet z nowym ogniem w zimne uda wali,
      Które posoką smaruje obfitą.
      Że zaś ten luby posąg był kobietą.
      Chociaż kobietą z twardego kamienia.
      Na szturm kusicy przecie dał znak tchnienia.
      Już Galatea piękność z czuciem łączy,
      Żyły się znaczą. Krew się po nich sączy.
      Pierś się porusza..serce równo bije.
      Wzrok błądzi..słowem..Galatea żyje!
      Bierze za gały snycerza hultaja
      I pierwsze słowa wymawia: To jaja!
      Potem cudownie gdy członkami włada,
      Na pierwszy marmur co jej w rece wpada,
      Jakby swój rozum wskazując z pospiechem:
      To już nie jaja zawoła z uśmiechem!
      Dalej postrzegam rozmaite wzory,
      Jak się sprawiają ponure klasztory.
      Tam samołożnik wrogiem płci niewieści
      Przeciw naturze męską dupę pieści;
      Albo ich zgraja razem się weseli,
      Gdy każdy siebie między dwóch rozdzieli.
      Tak Ksiądz Prowincjał chędoży Przeora,
      Przeor Kwestarza, a Kwestarz Lektora,
      Lektor Laika, Laik zamaszysty
      Najlepiej dosiadł grzbietu Organisty.
      Tak jak odyniec z mocnym szumem wzdycha,
      I Braciszkowi sromotnie dopycha.
      Braciszek w końcu tnie Zakrystyjana.
      Chwieje się razem tłuszcza wpół-pijana,
      I w miarę ruchu dupy Prowincjała
      Każdego włazi i wyłazi pała.
      A Ksiądz Predykant przy kuflu z wiśniakiem.
      Trze resztę flaka gorącym kułakiem.
      Na drugiej stronie mniszki bojaźliwe
      Jak mogą sprawę małpują jebliwą.
      Tu albo godmisz w ich dłoniach się miga,
      Łechce i na czas mleczne zdroje rzyga,
      Albo litośnie jedna siostrze drugi
      Wprawionym palcem wyrządza usługi.
      Tam przeorysza półtoraczna w zadzie
      Twardy klitoris między uda kładzie
      Swej Nowicjantce, co prężeniem ciała
      Serdecznie by go nadsztukowaś chciała;
      A cztery cycek że razem zdziwione
      Na tę i ową podają się stronę.

      Siostra Barbara przy wieczornej porze,
      Gdy pienia głosi za kratą, na chorze,
      Zwolna jej z tyłu, sunąc od kolana,
      Podłazi korzeń Księdza Kapelana.
      Poznała zaraz śpiewaczka zbyt rada
      Z jakiego klucza śpiewać jej wypada.
      Tak więc wyraźnie dupą pokazuje,
      I Alegretto żwawo intonuje;
      Mocne Stokato w trele potem zmienia,
      A na westchnieniu kończy swoje pienia.

      Warte uwagi i te mniejsze dzieła.
      Patrz! jak się kurwa figlarnie wypięła!
      Żołnierz na straży, oparty na broni,
      Jak od niechcenia kuśką piczę goni!
      Szynkarz w piwnicy obłapia gosposię,
      Dziarski ekonom na świeżym pokosie,
      Na piecu kucharz opasłego lica,
      Dragon na siodle, na dyszlu woźnica.
      Każdy jak może i jak mu wypadnie,
      Jednak każdemu do twarzy i ładnie.
      Tutaj widziemy, jak myśliwiec młody
      Gwałci dziewczynę nadobnej urody;
      Napróżno krzycząc swoich skarbów broni,
      Nikt nie usłyszy wśród lasów ustroni.
      Młodzieniec ręce krępuje rękami,
      Usta zatyka swojemi ustami,
      Po bujnej trawie suwa się z nią wkoło,
      Walczy jak z wężem, aż zapocił czoło.
      Nareszcie dosiadł; jubka już podnięta,
      Jednak uciecha jeszcze mu zamknięta.

      Lecz otóż podle postrzec nam się daje,
      Co się z dziewczyną na trzwniku staje.
      Już się nie zżyma ze siły opada
      I drżące uda niechcący rozkłada.
      Zważając przecie na mdłych jej źrenicach,
      Na pięknych mocniej zrumienionych licach,
      Pierwszej rozkoszy czucie się maluje,
      I jeszcze większe na przyszłość rokuje.

      Tu zaś w zamtuzie miękkohuj wybladły
      Wśród nagich kurew trze członek opadły.
      Jedna go mydli, pienią mu się gały,
      Druga rózgami ścina zadek cały,
      Trzecia schwyciwszy upaloną świecę
      Pcha postyliona w zawiędłą dupnicę;
      Reszte, przez różne sztuczki i łechtania,
      Pragną go przywieźć do stanu działania.
      Lecz choć kuś wstanie, na nic się nie nada,
      Bo wnet się chwiej i na dół opada.
      Ach! Otóż dzieło Picciniego ręki!
      Co za dokładność, co za liczne wdzięki!
      Jaki rys lekki, jak łagodne cienie,
      I jakie trafne figur ułożenie!
      Jest to szczęśliwy Sułtan w swym seraju.
      Piękne dziewice z różnych części kraju
      Długim szeregiem dwie zajmują strony.
      Patrz! zbiór uczuciów w twarzach wyrażony!
      Oko się iskrzy pod ciężką powieką,
      Lice rumieńce nie kryją, lecz pieką;
      Usta ich napół otwarte i drżące
      Z wzruszonych piersi zioną tchy gorące;
      Na każdej widać radość i cierpienie,
      Każda z nich czeka na lube skinienie.
      środkiem Bisurman wolnym chodzi krokiem.
      Chustka w ujęciu bystrem miga okiem;
      Z szarawarami huj mu się szamocze,
      A pełne jajo z radości dygocze.
      Nareszcie staje...ręka podniesiona...
      Zadrżały wszystkie...Chustka już rzucona
      Jak smolna kłoda do żaren przytknięta.
      W tej samej chwili ogniem jest objęta,
      I puszcza strumień skwierczącej żywicy
      Tak jędrna psiocha wybranej dziewicy
      W słodkiej nadziei iskrę swą znachodzi...
      Tleje i szparę szkarłatną rozwodzi.
      Malarz ten widok, co nam zmysły drażni,
      Wolał zostawić mocy wyobraźni.
      Gdzież bowiem penzel lub pióro określi
      Mnogie sposoby niewstrzymanej myśli?
      Lecz dał ciąg dalszy. I w tem malowaniu
      Sułtan już leży na miękkim posłaniu.
      Na nim wpół naga Turczynka szczęśliwa
      Bez odpoczynku białą dupą kiwa;
      I choć trzy razy słabła i ożyła,
      Sterczy wciąż jeszcze bisurmańska żyła.
      Przy tej zabawie ku większej wygodzie
      Jeden z eunuków stojący na przodzie
      Fajkę mu trzyma; drugi skrobie w pięty,
      Trzeci miednicą i szczotką zajęty.

      Cudny obrazie! malarstwa ozdobo!
      Cenić i rozstać nie mogę się z tobą.
      Przyjdzie czas, chociaż wiekiem oddalony,
      Że w pierwsze miejsce będziesz przeniesiony.
      Jeno gust dobry ludziom przetrze oczy.
      Tysiąc kopistów wkoło cię otoczy.

      Ta duża ściana widzę tylko mieści
      Znanych nam dawno sposobów czterdzieści.
      Ale nad wszystkie ten najlepiej wolę,
      Tęgi Sarmata w pełnej zboża szopie
      Jebie dziewicę na owsianym snopie.
      Nie ma tam figli, które świat dziś chwali;
      Jebie, jak sławnie przodkowie jebali.
      Jego działanie jak natura czyste
      A całą sztuką narzędzie sprężyste.

      Tobie Młodziku taka moja rada:
      Tego sposobu trzymać się wypada!
      Nie zerwiesz krzyżów, nie osłabisz nogi,
      I jebać będziesz aż w grobowe progi.


    • szpikulec1 Piesn IV 10.10.04, 20:40
      Pieśń IV

      O wy najczulsze małżeńskie pieszczoty!
      O lubieżności ręką dana cnoty!
      Cóż cię wystawić, cóż ci zrównać może ?
      O jaka rozkosz! ubarwione łoże
      Zająć radośnie przy kochanej żonie...
      Tonąć w słodyczach na jej czystym łonie...
      Myślą się bawić, że jej posiadanie
      Jedne dać mogło prawdziwe kochanie.
      Że nikt na tem kształt dłoni swej nie wspiera,
      Który niejeden oczami pożera.
      Ach! czemuż sytość z postacią posępną
      Później się staje prawie nieodstępną?
      Czemuż ten zapał niknie i zimnieje,
      I jak żar w deszczu tylko słabo tleje?
      Nie nim to zwykle kuś bywa podjęty;
      Lecz będąc w nałóg powoli wciągnięty,
      Napół pęcznieje jeno błysną zorze,
      I przez sen prawie zbitą niwę orze.

      Jako wódz w sztuce biegły i uczony,
      Chociaż ponurą nocą otoczony,
      Byle dowiedzieć zdołał się nazwiska
      Jednego punktu swego stanowiska,
      Wie, jak pagórków, jak lasów daleki,
      Gdzie drogi, ścieżki, gdzie brodziste rzeki
      Tak mąż pracowity przebudzon w łożnicy,
      Gdy rękę kładzie na swej połowicy,
      Wie, gdzie ma znaleźć piersi natłoczone,
      W jaką do gaju obrócić się stronę;
      Wszędzie na pewne wiedzie swoje kroki,
      A wie najlepiej, jak wąwóz głęboki.

      Lecz ten, co wdzięków zakrytych pomrokiem
      Nie zna i przebiec nie jest w stanie okiem,
      Ten nie gromadzi uczuciów przyjemnych,
      Pytając o nie powabów tajemnych
      Dłonią, co sunie po pulchnym okroju
      Wśród pojącego zmysłów niepokoju.
      Czasem ją zwolna między piersi mieści,
      Albo spuszczając z półkręgiem się pieści,
      Nawet ciekawie schodzi na kolana....
      Głaszcze, powraca gdzie strona nieznana,
      I na ostatku w rozczulenia porze
      Kładzie się spocząć na ciepłym kędziorze.
      A wyobraźnia stokrotnego czoła
      Tworzy mu piękność, jakiej pragnąć zdoła.

      Gdy jednostajność przykrzy nam się wszędzie,
      Niechaj odmiana godłem naszem będzie!
      Ona rozkosze niezliczne nam poda;
      Ale przy tejże niech stanie wygoda.
      Nie idź się starać, by w długich zachodach
      Wyrznąć panienkę na ciemnych gdzie schodach,
      Przyczem do domów wsuwając się skrycie,
      Można po grzbiecie dostać należycie.
      Nie idź po dachach do cudzej małżonki,
      Gdzie w chłodne nocy zimne wnosisz członki,
      Gdzie męża postać, gorsza od upiora,
      Zawsze nie w miejscu pokazać się skora.
      Pełna goryczy, zazdrości i gniewu
      Trwoży cię nawet wśród rozkosz wylewu.

      Ale w pewności, bez zgiełku, obawy,
      Używaj słodkiej jebucznej zabawy.
      I illuzyja, bóstwo dobrotliwe,
      Niech swemi kwiaty przeplata prawdziwe;
      Gdy nagość rzeczy nie nęci nas szczerze,
      Ona niech wtedy miejsce jej zabierze.

      Lecz może, żebyś pamiętać chciał rady,
      Zaraz cudzemi wesprę je przykłady.

      Zważaj, jak Wacław prawym idąc torem
      Staje się wszystkim doskonałym wzorem
      W ciągłym traktacie z przemyślną Szaicho;
      Ona dostarcza, on wygala cicho
      Dziewczęta młode lub z konwiktu wzięte,
      Lub w pańskim domu na służbę przyjęte;
      Lub też wiesniaczki wabiącej urody,
      Co w miasto noszą mleko lub jagody.
      Taką dziewczynkę wieczór pokryjomu
      Wierna służąca wprowadza do domu.
      Wnet ciepła kąpiel odświeża jej wdzięki...
      Włosy się trefią od fryzjera ręki....
      Wodki pachnące, przemysłu dar rzadki,
      Piczkę ściskają i wzmacniają zadki.
      A po gorącym i miłym napoju,
      Z prawdziwą żądzą idzie do pokoju,
      Gdzie co węch łechce, co tylko zmysł bawi,
      Wszystko na wybór wzrokowi się stawi.
      Dosyć tam wstąpić, a człek mimowolnie
      Najspokojniejszy pomyśli swawolnie:
      Cóż się z dziewicą w łożnicy tam dzieje?
      - Wygląda, pała, trzęsie się i zieje.
      Niechaj więc jeszcze niecierpliwie czeka,
      My na Wacława spojrzyjmy z daleka.

      Ten od wieczerzy wykwintnej zaczyna,
      Kończy zaś wety na butlu węgrzyna.
      Potem się zbliża skrycie do świątyni,
      Gdzie go wygląda pieszczotów bogini.
      Wsuwa się w łoże i osłonę zdziera...
      Miłe na wdzięki tysiączne poziera...
      Po toku ciała zwolna ręką błądzi...
      Tutaj załechce, a tam ogień zrządzi.
      Prosi dziewczyna drżąca z rozpalenia,
      By skończył, by chciał zgasić jej płomienia;
      I białą dłonią chwyta dziryt twardy,
      Który nieczuły potrząsa szczyt hardy.
      A gdy palcami objąć go nie zdoła,
      Znowu o litość na Wacława woła.
      On na to głuchy, bardziej ją rozpala,
      Niby zaczyna i wnet się oddala;
      Trzy razy tęgo przyłożona kucha,
      Trzy razy nagle odjeta od brzucha,
      W końcu, gdy widzi żądze w samej mierze,
      Głaszcze..spogląda, do jebca się bierze...
      Wznosi jej nogi, kładzie na swe ramię,
      Wymierza huja..i wstrzymuje w bramie.
      Lecz spodnia dupa sama się przytyka
      I po cynadry całego połyka.
      W wolnem wzruszeniu przerywanie sapią,
      Jajca z tętentem o półdupce chlapią,
      A natężonych biódr silnym zaporem
      Przytkany kędzior splata się z kędziorem.
      Rozchwiane ciało tylko co się miga,
      Brzuch dupę, dupa brzuch bez przerwy ściga.
      On jeśli cofnie, tem mocniej dopycha,
      Ona wypięta wierci się i wzdycha.

      I już dwa razy jak zmiękła natłokiem
      Jędrna macica zarzygała sokiem,
      Gdy dzielny jebur przez miłe łechtanie
      Poznał, że bliskie miłości wylanie.
      Wtenczas, o Sztuko! niebios drogi darze!
      Jakże cię uczcić pieniem się odważę!
      I czyż wystarczy chęci mojej zbytek
      Kreślić twą wielkość, dobroć i pożytek?
      Wtenczas, słuchajcie..jak nieczuła skała
      Huja zatrzymał, aż picza zadrżała
      Tak odpoczywa, w uważaniu czeka,
      Słucha, jak sapor nazad w jajca ścieka.
      A gdy już czuje nadeszłe ochłody,
      Na nowo idzie w jebliwe zawody;
      Twardo piłuje, aż pod serce łechce,
      Wtedy zaś staje, kiedy mu się zechce,
      Woli podległy, ale nie potrzebie,
      Godzinę całą albo więcej jebie.
      Nareszcie widząc, że się już morduje,
      Rusza, dopiera, drży i deszarżuje.

      Młodzieńcze! twój kuś na ten obraz miły
      Dżarso powstaje wśród niezgniętej siły.
      Oby ci zawsze dotrzymywał wiernie!
      Obyś rwał kwiaty, nie znając co ciernie!
      A gdy osiągniesz wieniec znakomity,
      W tem z prac moich wezmę plon obfity.

      Może prawidła ode mnie rzucone,
      Kto inny lepiej przez pienia uczone
      Nauczyć zdoła, obszerniej oznaczy,
      I z przyjmnością jaśniej wytłumaczy.
      Mnie jednak, choć-em słabym wierszem kreślił,
      Chwała zostanie, żem o dobrem myślił.
      Teraz, gdy ta myśl obu nas przejęła...
      Chodźmy obłapiać na skończenie dzieła!



    • Gość: wrocek Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.04, 20:42
      nie ma basi jeszcze?
      cos z wawy kiepskie polaczenie chyba zlapala.
      ciezkie jest zycie aktorki...
    • szpikulec1 Mężczyzno! Wiele zależy od ciebie 10.10.04, 20:44
      Tadeusz Żeleński-Boy
      Nowoczesna Sztuka Chędożenia

      Księga I
      Wspieraj mnie Muzo, jak ongi przed laty
      Wspierałaś Fredrę, kiedy poematy
      Pisał o piczce, sławiąc jej przymioty,
      Radząc jak można zdobyć wieniec złoty
      Jebura! Muzo, śpiewaj mi jak Fredrze,
      Niech pieśń twa w mózg mój się wwierci i wedrze,
      Niechaj całego uchwyci mnie w sidła,
      Abym przez Fredrę rzucone prawidła,
      e Sztuki Obłapianiaś czy też Pizdolonyz,
      Nowoczesnymi mógł opiewać tony.
      Gdy zechcesz milczeć jak Fredro bez ciebie,
      Dam sobie radę i niech pies cię jebie.
      Czego ci życzył i on, gdyz jak głupie
      Cielę milczała... ergo mam cię w dupie
      I już ubierać w poetyckie pienia
      Tę Nowoczesną sztukę chędożenia
      Zaczynam oto... Panowie i panie!
      Niech wszyscy wiedzą o tym, że jebanie
      To nieprzebrana wiedza, że to sztuka
      Iluż to mężczyzn w chędożeniu szuka
      Jedynej tylko chwili, aby zmysły
      Móc zaspokoić, gdy zaś chuj obwisły
      Nie może więcej chędożyć, niestety,
      Do spierdolonej wstręt czuje kobiety.
      Ileż to kobiet, ach ileż, któż zliczy,
      Pragnąć dogodzić tylko swojej piczy,
      We własnych nawet myślach się nie przyzna,
      Że tylko chujem jest dla nich mężczyzna,
      Że cała radość w twardej, długiej pycie,
      A nikt nie myśli o tem, że współżycie
      Kobiet i mężczyzn, tej odwiecznej spółki
      Nie od jedynej zależy pierdułki,
      Że chodzi o to, aby on i ona,
      Czy kochankowie, czy też mąż i żona
      Zakuci w wieczne małżeństwa okowy
      Zawsze dla siebie mieli pociąg płciowy.
      Mężczyzno! Wiele zależy od ciebie,
      Gdy chuj twój mądrze i z perfidią jebie,
      Zawsze się cipka do niego przywiąże
      I choć przypadkiem przy tym zajdzie w ciążę,
      Jednak wspaniałych wciąż pomna chędożeń
      Nie będzie płakać: Ach, ze mną się ożeń!
      Jak czynią panny, gdy je rozprawiczy
      Głupi mężczyzna, lecz ci swojej piczy
      Użyczać będzie ciągle, bez ustanku,
      Choćby twą miała zostać utrzymanką!
      O! nie tak łatwo obchodzić się z piczą,
      Niełatwo zdobyć ją, choć zasadniczo
      Każdą poteczkę jednak można zdobyć.
      Tylko... znać trzeba przeróżne sposoby!
      Więc jeśli gust masz ku nietkniętej szparce
      Wsadzić kutasa młodej pensjonarce,
      By ją na fale życia popchnac szersze,
      Musisz na sztuki ją brać czy na wiersze,
      Lub jako malarz sławić wdzięki śliczne,
      Wmawiać, że ciałko ma fotogeniczne,
      Które do filmu, aż się całe prosi.
      Niechaj przy tańcu czuje, jak się wznosi
      Twój twardy kutas, gdy niby niechcąco
      Wasze kolana splotą się i trącą.
      Potem znów dużo o jej fotografii
      Mów, że nikt w świecie lepiej nie potrafi
      Oddać jej wdzięków wspaniałych na kliszy,
      Że takie ciałko nie mroków i ciszy,
      Lecz światła żąda i że bez zawodu
      Mogłaby zostać gwiazdą Hollywoodu;
      Gdyby swe światu ukazała piękno
      W podziwie wszystkie narody uklękną.
      Wtedy bądz pewny, żeś złamał jej serce,
      Wnet się u ciebie zjawi w kawalerce
      I po przedwstępnych słowach spyta skromnie
      Ach... co też sobie pan pomyśli o mnie?
      Wówczas już działać z tą skromną dziewczyną
      Może za ciebie... gramofon i wino.
      Do tanga śliczna muzyka ją skusi,
      Przy czym ci kutas twardo sterczeć musi
      Tak, aby czuła się jak pod sprężyną.
      Potem całusów parę, potem wino,
      Potem znów taniec, w którym cicho, skrycie
      Podrażnij trochę niechcąco jej cyce,
      To całą dłonią, to tylko palcami,
      Nóżkę jej ściśniesz między kolanami;
      Na dół prowadząc jej rączkę co w dłoni
      Wciąż dzierżysz, nagle przytkniesz chuja do niej
      I wtedy... nie rób nic już z tego sobie...
      Zapyta ona A fe! Cóż pan robi?
      I... trzymać będzie już kutasa w ręce,
      Lub skromnie spuści oczęta dziewczęce,
      I rączkę cofnie, by za moment mały
      Niby przypadkiem, znowuż dotknąć pały.
      Wtedy już możesz, odważnie i śmiało,
      Choć delikatnie, rozebrać tę małą
      Choć już nie możesz powstrzymać swej pyty,
      Co chwila wpadaj w szalone zachwyty
      I mów jej Gdyby Srokowski cię mała
      Zobaczył, zanim napisał Kult ciała, ?Kult
      Byłby w wspanialsze słońce ubrał formy.
      Tymczasem zdejmij dziewczęce reformy
      I gdy ustami wśród drobnych utarczek
      Podrażnisz szyjkę jej świeżą i karczek
      Zdejmij koszulkę! Gdy ją w całej krasie
      Nagości ujrzysz, pomyśl o kutasie!
      Szelki rozepnij nieznacznie, by spodnie
      Nie gniotły chuja, aby mógł wygodnie
      Przez otworzone jednym szybkim gestem
      Guziki, cipce zawołać: tu jestem.
      Wtedy najczulsze szepcąc zdania,
      Nie zostaw chwili do opamiętania
      Lecz całuj, całuj ją całą jak wściekły,
      By pocałunki paliły ją, piekły.
      Usta i oczy, okolice brzuszka
      Leciutko przy tym nadgryzaj jej uszka
      Bo są kobiety, co dla tej pieszczoty
      W ogień by poszły, w czasie tej roboty
      Pomnij byś twardą i sterczącą pałką
      Wciąż się katulał po jej nagim ciałku.
      Potem, gdy cała będzie już jak wrzątek,
      Ustami zbliżaj się do jej cycątek
      I tu zatrzymaj się długo. Dokoła
      Wędruj ustami, tak jak krąży pszczoła
      Dokoła kwiatu, zanim jej użyczy
      Kielich najsłodszej wspaniałej słodyczy.
      Wszędzie zatrzymuj się na moment krótki,
      Lecz gdy różowe wezmiesz w usta sutki
      Pomnij, że one właśnie są kielichem
      Dającym słodycz, więc w natchnieniu cichem
      Ssij je namiętnie i długo, czasami
      Najdelikatniej gryząc je zębami.
      Nie myśl, że wtedy w tej rozkosznej męce
      Mają bezczynnie spoczywać twe ręce.
      Jedną podtrzymuj całowane cyce,
      Mnij je i głaskaj, drugą poślij skrycie
      Tam gdzie figowy liść noszą aniołki.
      Wplataj palcami się między kędziorki,
      Które skrywają cipkę pensjonarki,
      I wskazującym palcem zwierzchu szparki
      Zacznij poruszać! Wtedy twa bogini
      Bez namawiania sama tak uczyni,
      Aby twój kutas znalazł się w jej ręku,
      Tarmosić zacznie nim silnie panienka,
      Więc bacz gdy czujesz, że sperma już goni
      Z jajec, byś wyrwał go wtedy z jej dłoni,
      I się nie spuścił przedwcześnie za chwilę
      Jej rączka sama wróci ku twej żyle.
      A teraz, kiedy przepyszne jebanie
      Masz zapewnione, gdy już czeka na nie
      Jej drżąca piczka... Tu się cała sztuka
      Zaczyna: Bo jeśli tytułu nieuka
      Nie pragniesz zyskać, a chcesz tę dziewczynę
      Nie raz chędożyć, kwadrans czy godzinę,
      Lecz chcesz by twoją została kochanką,
      Nie myśl tym razem jeszcze o... jej wianku.
      Choćby ci kutas wściekał się i palił,
      Głupiec na pannę cielskiem wnet się wali
      I już nie bacząc czy płacze, czy krzyczy
      Jego bogdanka, cipkę rozprawiczy.
      I cóż za korzyść? Gdy do wąskiej szpary
      Wejdzie od razu kutas dużej miary,
      Dziewczę nabierze wstrętu choćby z bólu
      Do dalszych pieszczot. Ci co tak pierdolą
      I z psychologią wcale się nie liczą,
      Niech pożegnają się z tą młodą piczą.
      Pójdzie już ona pod innego chuja,
      Co namiętności lepiej w niej rozbuja!
      Ty zaś gdyś mądry, wiedz o tym mój panie,
      Że skarbem kobiet bywa zaufanie.
      Kiedy dziewica ciebie się ni boi,
      Kiedy ci ufa, choć czuje, że stoi
      Kutas ci ciągle, kiedy wie tym samym,
      Żeś ni brutalem nie jest ani chamem,
      Że jej nie gwałcisz, chociażbyś mógł zgwałcić,
      Wtedyś ją zdobył naprawdę! Już kształcić
      Możesz ją dalej w miłości arkanach,
      Aż przewertujesz calutki almanach
      Kiedy po pierwszym seansie do domu
      Przyjdzie to dziewczę, ni hańby, ni sromu
      Nie będzie czuło, ni wstydu, ni żalu,
      Przeciwnie, myśli jej ciebie pochwalą,
      Jaki on grzeczny, rycerski, przymilny
      Ach, ileż w sobie on woli ma silnej,
      Że mnie nie zgwałcił, choć mu pyta stała,
      Ach gdybym była tak przedtem wiedziała,
      Że nie koniecznie mężczyzn bać się trzeba,
      I że nie każdy pragnie zaraz jebać,
      Byłabym przedtem już była u niego
      Ileż rozkoszy może być bez tego
      Rozprawiczania, jak je pospolicie
      Zowią mężczyzni... jak przykrym jest życie!
      Dumna więc z tego, że dotąd prawiczką
      Jeszcze została... i bawiąc się piczką,
      Zasypia pewna, że od niej zależy,
      Kiedy ci odda ją i śni, że dzierży
      Twego twardego kutasa w rączętach.
      Tymczasem ty już trzymasz ją w swych pętach,
      Bo po raz drugi już zupełnie śmiało
      Przyjdzie do ciebie, jakby rozumiało
      To samo przez się! Wtedy rozbieranie
      O wiele łatwiej już pójdzie, lecz dla niej
      Miej niespodziankę (zawsze coś nowego
      Lubią kobiety) więc się do
    • szpikulec1 cd Księga II, Sztuka Chędożenia 10.10.04, 20:46
      Księga II

      T e wszystkie rady tylko się do piczek
      Stosują młodych, naiwnych prawiczek.
      Jeśli zaś zdobyć chcesz wianek niewieści
      Panny, co lat ma około trzydzieści,
      I co o wszystkim na pamięć wie wiele,
      Tę brać już musisz nie na duperele,
      Poezje, artyzm, zawracanie głowy,
      Lecz na poważne, celowe rozmowy.
      Tej zacofanej pannie tłumacz przeto,
      Że nigdy nie chciałbyś zostać kobietą,
      Że my mężczyzni nieograniczoną
      W miłości wolność mamy, i że żoną
      Dopiero panna musi zostać, aby
      Miłości poznać przecudne powaby,
      Że życie dziewcząt musi być przeklętem,
      Gdy każą czekać jej z temperamentem.
      Aż mąż się zjawi! Że w wdzięki bogata
      I krwią kipiąca, nieraz długie lata,
      Czeka daremnie tęskniąc nieustannie
      Ach, gdybym panną byłś Tak mów tej pannie
      Najmłodszych lat bym nie zmarnował wcale
      Jeszcze tam znajdzie się w niej jakieś aleś,
      Lecz już przyznała tobie rację w duszy,
      Już, choć się burzy, i w niej coś się kruszy
      A nuż się nigdy nie doczekam męża?
      Pomyśli sobie i wnet przezwycięża
      Swą dawną skromność. Podczas jej wahania
      Niech twa wymowa czary jej odsłania
      Cudnej miłości. Słów pięknych nie żałuj
      A przytem tul ją i całuj i całuj.
      A gdy obejmiesz ją, niech dobrze czuje,
      Że warto z twoim zapoznać się chujem.
      Niech stoi ciągle, kiedy ją przyciskasz,
      Na tym nie stracisz nigdy, jeszcze zyskasz.
      W tym bowiem wieku panna jest jak słoma,
      Chuj twój zaś iskrą, gdy pieszczot łakoma
      Czuje tę iskrę pod sobą, już płonie.
      Stęskniona cipka tęskni i lgnie do niej.
      Pamiętaj o tem, że ma lat trzydzieści,
      Że kilkanaście lat już się w niej mieści
      Za męskim członkiem straszne pożądanie,
      Że wprawdzie kutas jest nowością dla niej,
      Bo przez wstyd cipki mu swej nie oddała,
      Lecz o jebaniu masę już słyszała;
      Wie przecież dobrze od swych koleżanek,
      Jakim jest jednej mąż, drugiej kochanek,
      I ile razy który, którą pieści,
      Tak łatwo wierny jest umysł niewieści
      Że jedna drugiej wierząc w przyjaśń wielką,
      Skrycieś wyjawi tajemnicę wszelką,
      Tej pannie przeto, nie samą mądrością
      Imponuj, ale najbardziej męskością.
      Niech ciągle chuja czuje ta panienka,
      Mów, że ją ciągle nosiłbyś na rękach,
      Że twych rywali siekałbyś, szatkował,
      Że wciąż byś pieścił ją i wciąż całował.
      Gdy trochę zmięknie z całkiem skromnym gestem
      Pod jakimkolwiek zaproś ją pretekstem
      Do pomieszczenia swego, powód płytki
      Może być całkiem, niby masz zabytki
      Jakieś po dziadkach: wazę, porcelanę,
      Czy coś innego, sposoby to znane,
      Ale konieczne, to pewne jest bowiem,
      Że oglądanie ani jest jej w głowie,
      Że wie dokładnie co jej proponujesz.
      I gdy dojrzała już się wtedy czuje,
      Aby móc ulec (o czem i ty panie
      Masz chyba przedtem wyrobione zdanie),
      Przyjdzie do ciebie! Wówczas już jej ciało
      Do ciebie pewnie będzie należało,
      Gdy próg przekroczy Już jakbyś ją jebał,
      Lecz i tu wiele ostrożności trzeba,
      Gdyż ją traktować musisz i jej szparkę
      Tak jak młodziutką całkiem pensjonarkę,
      O której w pierwszym czytałeś rozdziale.
      Zapomnij wtedy o dzikim zapale,
      Nie bądz gwałtowny, za męski, za szybki.
      Za pierwszym razem jej stęsknionej cipki
      Nie rozprawiczaj, niechaj jeszcze pości,
      A gdy kutasa już w rzeczywistości
      Nie z opowiadań pozna... jaki długi
      Twardy i piękny, nawet już w dzien drugi,
      Przyjdzie do ciebie... wtedy już nie czekaj,
      Tylko ją pieść, całuj, troszkę niby zwlekaj,
      Lecz że się wściekać będzie już jej picza,
      Najdelikatniej piczę rozprawiczaj.
      Ona już sama, wstydliwie, pomału,
      Szepnie ci czule ach, ach, bierz mnie całąś.

    • szpikulec1 Ksiega III 10.10.04, 20:47
      Księga III

      Jeszcze jest w końcu kobiet trzy rodzaje.
      Z tymi się jednak radę łatwiej daje.
      Przeważnie z nimi bywa proces krótki,
      Są to: mężatki, wdowy i rozwódki.
      Zacznę od pierwszych, bo to najtrudniejsze,
      I z wszystkich kobiet najniebezpieczniejsze,
      Jako że w trójkę flirt jest zwykle przykry.
      Tu trzeba prawo stosować mimikryś
      Jak u owadów, ten sposób, mój panie,
      Sposób wspaniały to... upodobanieś
      Polega na tym, że kiedy już spotkasz
      Mężatkę, której przewspaniała potka
      Podoba ci się w myślach, gdy ją jebać
      Pragniesz koniecznie, na gwałt, wtedy trzeba
      Zmienić się całkiem, aż do niepoznania.
      Musisz jej wszelkie znać upodobania,
      Zwyczaje, gusty, marzenia, nawyczki,
      Ile mniej więcej trzeba dla jej piczki
      Namachów machnąć i wszystkie zwyczaje
      Przejąć na siebie, niechaj jej się zdaje,
      Że nie istnieje na świecie mężczyzna,
      Który tak na niej dokładnie się wyzna
      Jak ty, że wspólne macie wszystkie gusta,
      Że ją oceniasz (kobieta jest pusta
      Każda), że rację przyznasz jej co rzadko
      U mężczyzn bywa i w każdym wypadku
      Wierz jej, że mąż jej nie rozumie wcale,
      Kochaj jej koty, kapelusze, szale,
      Kobiety tego słuchać bardzo rade,
      Potrój w jej mężu każdą małą wadę,
      Którą u niego spostrzegła i tobie
      Opowiedziała, wzdychaj przy tem sobie,
      Aby myślała, żeś ty inny zgoła...
      Mów, że pracować chciałbyś w pocie czoła
      Jak chłop u pługa, jak byk, czy też wałach,
      By ona wszystko u stóp swoich miała!
      O przyjaciółkach jej, tak chytrość każe,
      Mów, że we wszystkim nie jest im do twarzy
      I mów, (choć nieraz bierze cię cholera)
      Że tylko ona z gustem się ubiera.
      W ten sposób jeno bardzo zatwardziała
      Mężatka nabrać by ci się nie dała.
      Są to wyjątki, a tych bardzo mało,
      W małżeństwie przecież szybko z ideału
      Mąż się zwyczajnym staje śmiertelnikiem,
      Wady ma każdy, i on ma pewnikiem,
      Lecz te co przedtem nieznaczne się zdają,
      W małżeństwie szybko się wyolbrzymiają
      I wnet w pożycie wprowadzają zamęt.
      Choćby największy mąż miał temperament,
      Nie będzie jebał co dzień własnej żony,
      Musiałby bardzo być ograniczony
      Lub niewybredny, gdyby na obiedzie
      Proszonym, zawsze brał na przykład śledzie,
      A pozostawił szynki czy sardynki.
      O chuja proszą się śliczne dziewczynki
      I obiecują dać rozkosz bez miary,
      A on ma wkładać go do jednej szpary?
      Gdyby zaś nawet ochoty nie zdradzał,
      Ograniczona jest kutasa władza.
      Gdy wręcz przeciwnie, cipka rozbudzona
      Zawsze i wszędzie jest nienasycona.
      Jeśli zaś twoja wybrana mężatka
      Tęskni za chujem, bo jej mąż nie zatka
      Codziennie piczki lub by choć bez zdrady
      Odkrywa w mężu swym przeróżne wady,
      A w tobie widzi ideał, sumienie
      (Które u niewiast nie jest w wielkiej cenie)
      Łatwo oszuka i wnet będzie twoja.
      Jeśli mężatkę masz już w swym pokoju,
      Nie stosuj mojej poprzedniej metody,
      Tej do prawiczek, pensjonarek młodych;
      Kiepem byś został, a to przykro przecie,
      Nie przyszła by już nigdy za nic w świecie
      Znowu do ciebie, zowiąc cię idiotą.
      Wiedz, że jedynie przyszła do cię po to,
      Abyś ją jebał, że innych zamiarów
      Nie miała Jebał tak jak pułk huzarów,
      Jak byk, jak ogier. Gdy więc próg przekroczy,
      Możesz jak wariat, jak dziki przyskoczyć,
      Wpół ją uchwycić, wbić się w usta, w wargi,
      Nieczuły wcale na fałszywe skargi:
      Com ja zrobiła?... Co pan myśli sobie!
      Całuj ją strasznie i pieść cyce obie,
      Ale przez suknie... Jest wielka różnica
      W postępowaniu tu, a przy dziewicach.
      Prawiczka, jeśli już próg twój przestąpi,
      Oglądać ciałka tobie nie poskąpi,
      To dla niej nowość, coś jak u bachora
      Z przeciwną płcią zabawa w doktora,
      Albo zabawa druga: W tatę mamę,
      Kiedy się dzieci pozostawi same.
      Mężatka jeszcze niby z swem sumieniem
      Walczy, chce gwałtem, abyś miał ją w cenie,
      Więc też na pózniej zostaw rozbieranie.
      Kutasa widzieć, to nie nowość dla niej.
      Ty wolisz także wpierw jebać niż patrzeć,
      Szepcąc jej w uszko słówka jak najrzadsze,
      I wciąż całując oczy, usta, uszka,
      Nieznacznie zbliżaj się ciągle do łóżka.
      Ona nie powie na to nic, bądz pewny,
      Całusów dając tobie deszcz ulewny,
      Potem od razu ją przewróć na łożę,
      Lub na kanapę, co wygodniej może,
      Suknia do góry, spodnie na dół, szybko,
      Minutę tylko pobaw się jej cipką
      I jeb jak wściekły, jeśli zaś mój miły
      (A to potrzeba) masz ku temu siły
      Gdy raz się spuścisz nie wyjmuj kutasa.
      Niech ci nie mięknie całkiem, lecz niech hasa
      Dalej w poteczce, niech zostanie w środku,
      Aż znów stwardnieje i obracać potkę
      Zacznie na nowo wówczas z spermy strugą
      Nową poczekać możesz bardzo długo;
      Jeśli poczujesz, że już z jąder goni,
      Wyjmij kutasa i przytrzymaj w dłoni
      Potem znów wracaj i wal z całej siły
      Dla dziewic krótki stosunek jest miły,
      Bo jest bolesny, lecz dla doświadczonych
      Cipek najlepszy byłby nieskończony.

    • szpikulec1 Księga IV 10.10.04, 20:48
      Księga IV

      Zostały jeszcze rozwódki i wdowy.
      Z nimi najłatwiej u nich chleb gotowy.
      Jak stare jakieś powiada przysłowie,
      Łatwiej jak innym zawrócić im w głowie.
      Jeśli w dodatku twa piękna wybrana
      Jakiś czas dłuższy nie była jebana,
      Łatwo ją zdobyć, każda bowiem potka,
      Gdy już dostała raz chuja do środka,
      Tęsknić już będzie za nim całe życie,
      Zawsze o twardej marzyć będzie pycie.
      Wyjątek tylko stanowią kobiety,
      Które to, zdarza się nieraz niestety,
      Głupcy mężczyzni do chuja zrazili.
      W najsubtelniejszej bowiem właśnie chwili
      Dla kobiet, w nocy poślubnej jak chamy
      Rozprawiczali brutalnie swe damy,
      Brudząc nikczemnie szaty ideałów,
      Jakby w małżeństwie czasu mieli mało,
      Aby swe żony nauczyć tęsknoty
      Za męskim członkiem, tu nie mówię o tych,
      Gdyż te zrażone są na całe życie,
      Lecz inne wszystkie marzą o tym skrycie,
      O tęgich chujach, które by jebały
      Samotne cipki ich przez żywot cały.
      Przy wdowach przeto, jako też rozwódkach,
      Nić się sympatii bardzo łatwo utka,
      I choć mimikryś także trzeba prawo
      Stosować do nich, lecz z jebania sprawą
      Najmniej się zawsze miewa ceregieli
      Ze wszystkich kobiet, czasem tylko strzeli
      Którejś do głowy, aby się opierać,
      Myśl taka jednak nigdy nie jest szczera,
      Ni długotrwała, zawsze chuj ją nęci,
      Bo jej poprzedni pozostał w pamięci.
      Grożą ci wprawdzie, lecz wyjście możliwe
      Masz jeszcze, żadnej bowiem nieszczęśliwej
      Wtedy już nie ma, przeciwnie, ty schnącej
      Z tęsknoty cipce, w sprawie tryskającej
      Przyniosłeś szczęście.

    • szpikulec1 Morał 10.10.04, 20:49
      Morał

      Najważniejsza rada,
      Którą na koniec dlatego wykładam:
      Nie chodz do kurwy, chociażbyś z pragnienia
      Usychał, tego czarciego nasienia
      Unikaj zawsze, choćby kapucyna
      Przyszło ci urżnąć, z nimi nie zaczynaj.
      Wiedz, że kloaką jest kurewska potka,
      Że chuja wsadziłbyś jak do wychodka,
      Bo każdy, nawet najwstrętniejsze chuje,
      Jak do kanału, z chuja do niej pluje,
      A chuj twój godny jest chyba salonu.
      Jakżebyś potem mógł puścić się z żoną
      I do jej czystej, rozkosznej poteczki
      Wsadzać brudasa, co z śmierdzącej beczki
      Pił świńską rozkosz. Z tej ohydnej misy
      Wyniesiesz trypry, szankry, syfilisy,
      I jako człowiek będziesz upodlony.
      Czy dla kochanki, czyli też dla żony
      Tak dla mężatki, jak dla wdowy, panny,
      W czystości chowaj chuja nienagannej,
      Myj więc go co dzień, by się ser nie tworzył,
      A będziesz zdrowo i długo chędożył.

      Tadeusz Żeleński-Boy
      Nowoczesna Sztuka Chędożenia






    • szpikulec1 Pozostajemy w "temacie" czyli 10.10.04, 20:52
      Stanisław Trembecki
      Przypadek Siostry Starszej Opowiedziany Siostrom Młodszym

      Miłość się w każdym odzywa człowieku
      I mnie rozkosznym zajęła powabem.
      Uważcie siostry, jak w młodym wieku
      Cnota dziewczyny jest naczyniem słabem.

      Już dochodziłam do owej lat pory,
      Gdzie krew burzliwa miesza sen spokojny,
      Już nawet wzniósł się kędziorek dość spory
      Znak niezawodny bliskiej z cnotš wojny.

      Gdy raz po nudnem nocy przepędzeniu
      Wesołym myślom oddaję poranek,
      W samem najczulszem myśli poruszeniu
      w łóżku bez świadków schodzi mnie kochanek.

      Była to właśnie miłości godzina,
      Którą swem drżeniem serce wybijało.
      W ten czas najdziksza widnieje dziewczyna
      Tak, jak się z moją hardš cnotą stało.

      W skromnej na pozór lecz czułej postaci
      Najprzód swe usta do mej posłał ręki,
      Klął się, że na tem cnota nic nie straci,
      Że tylko przyszedł wielbić moje wdzięki.

      Od rąk do piersi śmiałość swą przenosił
      I tem mi jeszcze nie kazał się trwożyć,
      Przysięgał, płakał, mordował i prosił,
      By mógł swe usta do moich przyłożyć.

      Czuły był, hoży, zabawny i młody,
      A co największa, ode mnie kochany,
      Nie mogłam mu tej odmówić nagrody,
      Która się stała hasłem mej przegranej.

      Skoro zuchwalec do mych ust przyskoczył
      I pełne ognia dał pocałowanie,
      Całą mą duszę swym tchem przeistoczył,
      Głos ustał, serce biło nieprzerwanie.

      A gdy bez siły widział mnie być cale,
      Szacunek, względy odrzucił na stronę,
      Pozwolił sobie uchylić zuchwale
      Reszty powabów ostatniš zasłonę.

      Co to za widok, kiedy wszystkie cuda
      Stanęły w oczach chciwego kochanka,
      Z jednego ciała dwie najbielsze uda,
      Dwie pełne piersi, brzuszek i kolanka.

      Ach! Z jak lubieżną chęcią i zapałem
      Z każdym z osobna kawałkiem się pieścił,
      Jakże nad całem zdumiewał się ciałem,
      Jak wszędzie oczy, ręce, usta mieścił.

      Myślałam: biedny! Niech się sobie bawi,
      jeszcze on w niczym cnoty nie obraził,
      Wtem obcy jakiś widok mi się strawi,
      Który mnie nagłym wskroś strachem przeraził.

      Lubo kotara cień wkoło rzucała,
      Dostrzegłam jednak postać jakby ptaka,
      Ale odmienną w dalszym składzie ciała
      Szyję czy ogon na kształt pasternaka.

      Gdy się ciekawie przypatruję z boku,
      Widzę, że stoi zapalczywa sztuka
      śniada, brodata i o jednym oku,
      Tak właśnie, jak nam malują kałmuka.

      W takie narzędzie ów zdrajca przybrany
      Drze się; gdzie? po co? miarkujcie siostry:
      Do raju zerwać owoc zakazany,
      Zepsuć mężowi smak w łożnicy ostry.

      Przystęp do tego rozkoszy ogrodu
      Ciasny był, lecz on zręcznie się zawijał,
      Podważał dršgiem furtkę mojš z przodu,
      Jam rozumiała, że mnie na pal wbija.

      Ciężko wyrazić krzyk, strach i ból srogi,
      Skakało serce, trzęsła się kotara,
      Tu mi zemdlone gdy roztoczył nogi,
      Wetknął i ze łbem wielkiego tatara.

      Jak tylko wkradł się w mój czuły zakątek,
      Ból ustał, lubość zmysły me posiadła,
      Tam to poznałam rozkoszy poczštek,
      Ledwo się dusza z ciała nie wykradła.

      Wtem on junaczek, co to ognie lube
      W mem niecił łonie, co pląsał, co skakał,
      Jakby już swą przewidział zgubę,
      Czułemi łzami nagle się rozpłakał.

      Po tych łzach wraca, patrze ośmielona,
      Wyszedł, lecz byście zdumiały się panny,
      Smutny, pokorny, główka nachylona,
      Słaby, spocony, właśnie jakby z wanny.

      Przez litość, że mi tyle czucia sprawił
      I krótką rozkosz tak srogo przypłacił,
      Chwytam go z lekka, by się ni zadławił
      I reszty życia w mych palcach nie stracił.

      Ledwo w mej dłoni kilka minut pobył,
      Od wdzięcznej ręki pogłaskany mile
      Na dawną postać, moc i wzrost się zdobył,
      A ja bojazni już nie miałam tyle.

      Chłopiec, co umie serca dziewcząt chwytać,
      Wie, że nas tylko krok pierwszy kosztuje,
      Ani o resztę nie potrzeba pytać,
      śmiało tam idzie, gdzie raz przetoruje.

      I ów swawolniś, co w palcach mych ożył,
      Nowych powtórnie dokazywał cudów,
      Wpadał, przebijał, cofał się i srożył,
      Na koniec biedny poległ wpośrzód udów.

      Zdradził mnie psotnik, lecz wdowiec bogaty,
      Chcąc zażyć słodkich pierwiastków dziewicy,
      Kupił mą rękę za znaczne intraty
      I dwa dni głupiec męczył się w łożnicy.







    • Gość: autor Szanowny Szpikulcu.. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.04, 20:54
      ..fajnie, lecz wirtualnie
      Pchasz się tu na afisz.
      Ralnie nie potrafisz?
      • szpikulec1 Przyjacielu idz do zrodla : 10.10.04, 20:57
        Przyjacielu idz do zrodla :

        www.polskiinternet.com/polski/rozr/poezja.htm
        pzdr
        vin
        • chilum Re: Przyjacielu idz do zrodla : 10.10.04, 21:03
          No i dobra.
          Dałeś link i już.
          Po co wklejasz kilometry textu?
          Link wystarczy


          --
          " Talk is cheap "
          • szpikulec1 Re: Przyjacielu idz do zrodla : 10.10.04, 21:06
            Z czystej i nie wymuszonej uprzejmosci, podaje tez teksty.

            Rozluznij sie, idz do zrodla Przyjacielu, albo czytaj na forum, masz wybor.

            pzdr
            vin
    • szpikulec1 Coś tam mruczy babsztyl stary. 10.10.04, 20:54
      Aleksander Fredro
      Baśń o Trzech Braciach i Królewnie

      Mrok wieczorny - babcia siwa
      przy kominku głową kiwa.
      Nos jak haczyk, - okulary,
      Coś tam mruczy babsztyl stary.
      Snuje bajdy niestworzone,
      O królewnie Pizdolonie,
      O trzech braciach jak niewielu,
      O matuli ich z burdelu,
      Opowiada stare dzieje...
      A na dworze wicher wieje.

      Siądzcie społem panny, smyki,
      Młodojebce, stare pryki
      I nadstawcie dobrze uszy!
      Choć na polu śnieżek prószy.
      W domu ciepło i wygodnie...
      Zostaw pan w spokoju spodnie!
      Bo zawołam zaraz Mamy!...
      Sza! Uwaga! Zaczynamy!

      Za morzami, za rzekami,
      Za lasami, za górami,
      Żył przed bardzo wielu laty,
      Król potężny i bogaty,
      Dobrotliwy, szczodrobliwy,
      Ale bardzo nieszczęśliwy,
      Ciągle smutny i zmartwiony
      Z winy córki Pizdolony,
      Co choć bardzo piękna, miła,
      Lecz nadmiernie się kurwiła.

      A dawała bez wyboru
      I rycerzom, panom dworu,
      I kucharzom, i kuchcikom,
      Giermkom, ciurom, pisarczykom,
      Na leżąco, na stojaka,
      W dupę, w cycki i na raka.
      Czy na dworze, czy w salonie,
      Czy w klozecie, czy na tronie,
      W każdej chwili, w każdym czasie
      Wciąż myślała o kutasie.

      Próżno mówił jej król stary,
      Że we wszystkim trzeba miary,
      Nie wypada bowiem pannie
      Dawać dupy bezustannie.

      Na nic się to wszystko zdało,
      Wciąż jej chuja było mało
      I na całym króla dworze
      Nikt chędożyć już nie może.
      Wszyscy byli rozjebani.
      Nawet księżą kapelani.
      Raz ją tak swędziała dupa.
      Że zgwałciła aż biskupa,
      A gdy ten ją zdupczył marnie
      - Poszła dawać pod latarnię.

      Aż do tego doszło wreszcie,
      że z burdelów wszystkich w mieście
      Od kurewskiej całej nacji
      Przyszły kurwy w delegacji.
      Ta najbardziej rozjebana,
      Padłszy przed nim na kolana,
      Z trudem tłumiąc rzewne łkanie
      Rzekła: Królu nasz i Panie!
      Ty panując od lat wielu
      Ojcem byłeś dla burdelu.
      Burdelowy cech upada
      Kurwom grozi dziś zagłada!
      Upadają obyczaje!
      Twoja córka dupy daje!
      Na ulicy bez pieniędzy,
      Przez co wpycha nas do nędzy.
      Nikt nas dziś już nie pierdoli,
      Bo darmochę każdy woli!
      A więc najjaśniejszy panie,
      Sprawiedliwość niech się stanie!

      Król na łzy kurewskie czuły,
      Kazał dać ze swej szkatuły
      Każdej kurwie po dukacie...
      Po czym zamknął się w komnacie
      W nocy zaś przywołał swego
      Astrologa nadwornego,
      By ten patrząc w gwiezdne szlaki
      Znalazł wreszcie sposób jaki,
      By królewnę można było
      Dobrowolnie, czy też siłą
      Wrócić znów do cnoty granic,
      A gdy to się nie zda na nic,
      Niech przynajmniej w swojej sferze
      Obłapników sobie bierze...

      Więc astrolog wziąwszy lupę,
      Zajrzał raz królewnie w dupę,
      Dwakroć cyrklem pizdę zmierzył,
      Po czym zamknął się w swej wieży.
      Tak był w pracy pogrążony,
      Taki przy tym roztargniony,
      że szukając prawdy na niebie
      W roztargnieniu srał pod siebie.
      Kręcił, wiercił teleskopem,
      Wreszcie wrócił z horoskopem
      I rzekł: Smutną wieść, niestety
      objawiły mi planety,
      Że królewny nic nie wstrzyma.
      Na jej szał lekarstwa ni ma!
      Chyba, że się znajdzie jaki,
      Tęgi jebak nad jebaki,
      Który ją tak zerżnie pięknie,
      Że królewnie picza pęknie!
      Żywym ogniem się zapali,
      Na kawałki się rozwali.
      Wtedy będzie pizdolona
      Z czaru swego wyzwolona!
      I znów stanie się prawiczką
      Z malusieńską, ciasną piczką.

      Król, choć płakał ze zmartwienia,
      Zamknął córkę do więzienia,
      By się więcej nie puszczała.
      Tam codziennie dostawała,
      Prócz świetnego utrzymania,
      Tysiąc wiec do brandzlowania,
      Wazeliny beczkę całą.
      Lecz jej tego było mało.
      Ciągle płacze, ciągle krzyczy:
      To za mało dla mej piczy!

      Wszystkim było ogłoszone
      Że kto zbawi Pizdolonę
      Ten dostanie ją za żonę
      I podzieli się królestwem
      by raz skończyć z tym kurestwem...

      Więc zjeżdżają się jebacze,
      Czarodzieje, zaklinacze,
      I rycerze, królewicze,
      By królewnie zerżnąć piczę!
      Każdy swoich sił próbuje,
      Lecz choć tęgie mieli chuje
      Na nic się to wszystko zdało,
      Bo królewnie wciąż za mało.

      Król gdy widział co się dzieje
      Stracił całkiem już nadzieję,
      Płakał, martwił się dzień cały
      Aż mu jaja posiwiały
      Bo już siwy był na głowie.

      A tymczasem heroldowie
      Wieści dziwne rozgłaszali
      Coraz dalej, dalej, dalej...
      Aż dotarły hen daleko,
      Gdzie za siódmą górą, rzeką,
      Stała sobie mała chatka,
      W niej mieszkała stara matka
      Wraz z synami swymi trzema,
      Którym równych w świecie nie ma.

      Każdy dzielny, tęgi, zwinny,
      ale każdy z nich był inny
      I w tym nie ma nic dziwnego:
      Każdy z ojca był innego,
      Bo w młodości swojej czasie
      Matka strasznie puszczała się.
      Była stróżką przy burdelu
      I kochanków miała wielu.

      Syn najstarszy miał chuj długi
      I gruby na kształt maczugi,
      A po bokach jego były
      jak postronki - grube żyły,
      Jakieś sęki, jakieś guzy -
      Jaja miał jak dwa arbuzy!
      A że ciągle mu bez mała
      ta ogromna pyta stała,
      Chujogromem go nazwano.

      Pizdoliza nosił miano
      Syn następny, bo lizanie
      Stawiał wyżej nad jebanie,
      I nie było mistrza w świecie,
      Co by sprostał mu w minecie.

      Cieszą matkę takie dzieci,
      Lecz niestety - smuci trzeci,
      Który rodu był zakałą,
      Bo miał kuśkę całkiem małą,
      A cieniutką na kształt glizdy
      I nie palił się do pizdy.
      Dobrze, gdy z matczynej woli
      Raz na miesiąc popierdoli.
      A że mało tak obłapia,
      Bracia mieli go za gapia.
      No i matka nawet czasem
      Nazywała go Głuptasem.

      Tak im słodko życie idzie,
      Ani w zbytku, ani w biedzie.
      Starsze bowiem dwa chłopaki
      Zarabiali w sposób taki,
      że pobożne, starsze panie
      Brały ich na utrzymanie.
      A i matka, chociaż stara,
      Też dawała za talara.
      Tylko trzeci syn - wyskrobek
      Wypinał się na zarobek.
      Że nie udał się niewiastom,
      Dawał dupy pederastom
      I ku wielkiej matki złości
      Nie brał nic od swoich gości...

      Tak im się więc dobrze żyło,
      I wygodnie, dobrze, miło.
      Aż dotarła i w ich strony
      Wieść o losie Pizdolony.
      Na zarobek więc łakoma
      woła matka Chujogroma
      I tak rzecze: Ty, mój synu
      Id?! Dokonaj tego czynu!
      Gdy spierdolisz Pizdolonę
      To dostaniesz ją za żonę.
      Pół królestwa twoim będzie!
      Tak królewskie brzmi orędzie."

      Syn usłuchał rady matki.
      Zaraz włożył czyste gatki.
      Wymył chuja - i bez zwłoki
      Ra?no ruszył w świat szeroki...
      A gdy przybył do stolicy,
      Zaraz poszedł do ciemnicy
      Gdzie się świecą, rozkraczona,
      brandzlowała Pizdolona.

      Pyta dębem mu stanęła,
      Więc się ostro wziął do dzieła
      I za pierwszym sztosem leci
      Błyskawicznie drugi, trzeci,
      Czwarty, piąty - aż nareszcie
      Wyrżnął sztosów tysiąc dwieście
      I utracił siłę całą -
      Lecz królewnie wciąż za mało!
      Tak był potem osłabiony,
      Że zleść nie mógł z Pizdolony,
      Aż musiały dworskie ciury
      ciągnąć go za dupę z dziury,
      I zanieśli omdlałego,
      Do szpitala zamkowego.
      A królewna ciągle krzyczy,
      Że to mało dla jej piczy!

      Prędko, prędko baśń się baje,
      Nie tak prędko kutas staje,
      Baśń się baje, czas ucieka,
      Chujogroma matka czeka,
      W końcu martwić się zaczyna -
      Że nie widać skurwysyna...

      Aż ją doszły straszne wieści...
      Powstrzymując łzy boleści,
      Pizdoliza do się wzywa
      I w te słowa się odzywa:
      - Bratu, rzecz to nie do wiary,
      Nie powiodły się zamiary.
      Kutas zmarniał mu, niestety -
      Id? więc ty, spróbuj minety!

      I Pizdoliz wnet bez zwłoki,
      Ruszył prędko w świat szeroki.
      W końcu zaszedł do stolicy.
      Tam się udał do ciemnicy,
      Gdzie się świecą, rozkraczona,
      Brandzlowała Pizdolona.

      Zaraz ją za piczę łapie
      I minetę tęgo chlapie
      Język jego na kształt węża
      To się spręża, to rozpręża,
      To się wije jak sprężyna,
      W pizdę wwiercać się zaczyna,
      To po wierzchu, to od środka.
      Kręci na kształt kołowrotka,
      To się zwija znów jak fryga,
      że gdy patrz
    • nowy.oszolom.z.radia.maryja Re: Kaczor wygrał - rekordu nie będzie 10.10.04, 22:02
      Wygraliśmy!! ład i porządek zatryumfował! gorszyciele pokonani! Alleluja!!
      Chwała Panu Najwyższemu! AMen!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka