warka_strong
26.10.04, 12:54
Niejaki Rokita przygotowuje swój tyłek do wygodnego fotela premiera. Był już
raz w jego pobliżu. Ciekawqe, czy wrzód, jaki z tamtego okresu pozostał na
jego tyłku pozwoli mu rozsiąść się w nim wygodnie?
"Jak, kiedy i dlaczego władze Polski same sobie zezwoliły na rozdrapywanie
państwowego majątku. I co wtedy robił Rokita.
Po wyborach parlamentarnych 2005 r. władzę nad Polską dostać ma Jan Maria
Rokita, premier z Platformy Obywatelskiej. Rokita zapowiedział, że chwyci nas
w cugle, państwem szarpać będzie jak Piłsudski. Sam Rokita jednak wspomógł
rozrastanie się pierwszych komórek rakowych nieuczciwości i prywaty w
Rzeczypospolitej Pomrocznej, które zamierza wycinać
teraz, gdy przerzuty są już zbyt rozległe.
Działo się to w grudniu 1992 r. i w styczniu 1993 r. – blisko 12 lat temu.
Prezydentem Polski był wówczas Lech Wałęsa, obecnie emeryt. Premierem Hanna
Suchocka z Unii Wolności – teraz ambasador przy Watykanie. Ministrem – szefem
Urzędu Rady Ministrów J.M. Rokita – wszechmocny silny człowiek przy
Suchockiej. Marek Barański napisał w „NIE”, że minister przemysłu Wacław
Niewiarowski, któremu podlega państwowa w większości spółka handlu bronią
Cenzin, użył swoich wpływów dla prywaty. Będąc jeszcze wiceministrem i
reprezentantem w Cenzinie skarbu państwa ratował firmę, która pod prezesurą
jego zięcia prowadzi market w Gorzowie. Handlarze bronią wspomogli kapitałem
deficytowy sklep spożywczy. Jak się potem okazało, przepompowali tam około 13
mld ówczesnych złotych (1,3 mln na dzisiejsze pieniądze).
(...)
Czymś niezwykłym nie była oczywiście sama prywata ministra. Po raz pierwszy
jednak i jedyny winowajca ją potwierdził. Wina ministra nie budziła więc
wątpliwości. „NIE” zażądało od premier Suchockiej dymisji jej ministra.
Gadaliśmy do ściany. Suchocka – jak to powiadał jej prezydent Wałęsa – ani me,
ani be, ani kukuryku.
(...)
8 lat później „Gazeta Wyborcza” przypomniała tę aferę (Witold Gadomski,
„Interesy pana N.”, nr 35 z 2001 r.). Uzyskała wypowiedź od zwierzchniczki
Niewiarowskiego w rządzie. Była premier Suchocka, dla swej pobożności i
mądrości zwana przez „NIE” parafianką, powiedziała, że kilkakrotnie zwracała
się o wyjaśnienie... do partii, której Niewiarowski był przedstawicielem w jej
rządzie – Stronnictwa Ludowo-Chrześcijańskiego. Partia odpowiadała, że zarzuty
wobec Niewiarowskiego są pomówieniami. To jej widocznie wystarczyło. Ta sama
pobożna Suchocka „Super Expressowi” powiedziała co innego: Nie miałam pojęcia,
że mój minister jest uwikłany w jakieś podejrzane interesy. Jestem zaskoczona.
„Naszemu Dziennikowi” kłamała zaś, że docierały do niej słuchy, ale nie były
to żadne konkrety.
Przyboczny minister premier Suchockiej i silny człowiek w rządzie Jan Maria
Rokita po wyborach 2005 r. ma być premierem. Zapowiada, że obejmie władzę w
Polsce, aby oczyścić politykę z wszelkiej nieuczciwości. „Wyborczej” w 2001 r.
ten czyściciel oznajmił, że afery Niewiarowskiego w ogóle nie pamięta.
Widocznie nie była dla niego ważna."
www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=4333
Taak, wspomnienia to miła rzecz. Zwłaszcza, gdy innych uważa się za złodzieji.