Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
01.05.02, 12:53
Jak tak się napatrzyłem od niedzieli na lament spowodowany sukcesem wyborczym
Le Pena, to zaraz odniosłem wrażenie, że już gdzieś i to całkiem niedawno coś
takiego widziałem. Podobnie było po tym, jak Wolnościowa Partia Joerga Haidera
w Austrii doszła do władzy. W Unii Europejskiej zaczęli się wtedy bardzo
złościć. Nie inaczej też media i postępowe, i cywilizowane zareagowały u nas na
umiarkowany sukces wyborczy Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Z tą różnicą, że
polityczne trzęsienie ziemi na naszym podwórku było bardziej barwne
(TaLigowie, "dzikie zwierzęta", lepenopodobni...), natomiast w komentarzach po
traumie zgotowanej eurolandowi przez wyborców Jean-Marie Le Pena nie ma finezji
na lekarstwo. Nic tylko skrajna prawica, skrajna prawica, ekstremiści,
populiści, skrajny nacjonalizm, demokracja zagrożona i tak dalej. "Ciarki mi
przeszły po plecach, gdy usłyszałem o wyniku Le Pena" - mówi prezes
antyfaszystowskiego lewackiego Stowarzyszenia "Nigdy więcej". Płacz i
zgrzytanie zębów, ale taki już los na tym ziemskim padole łez ludzi oświeconych
pokroju pana profesora Geremka i publikatorów w rodzaju "Gazety Wyborczej".