sverir
28.08.26, 19:10
1 października 2009 r. red. Gmyz poinformował opinię publiczną o przekazaniu przez CBA informacji o zagrożeniu dla interesów ekonomicznych państwa w związku z - jak się okazało - tzw. aferą hazardową. Jak to zwykle (właściwie prawie zawsze) bywa, część kolegów-polityków z partii bohaterów - Drzewieckiego i Chlebowskiego - twardo stanęło w ich obronie, odmawiając jakiejkolwiek winy. Niemniej jeszcze tego samego dnia Chlebowskiego zawieszono w pełnieniu funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego, a 5 października Drzewiecki podał się do dymisji. 7 października do dymisji podali się kolejni ministrowie - m.in Schetyna i Czuma, zatem politycy ówczesnego pierwszego szeregu PO.
Mamy rok 2026. Pojawiają się podejrzenia, także w wykonaniu CBA, o co najmniej niejasnych powiązaniach polityków PiS z działalnością kryptowalut. Jest oczywiście obrona i zaprzeczenie, ale nie ma właściwie żadnych, ale to żadnych ruchów pozorujących, że partia domaga się od własnych członków wyjaśnień. Mało tego - atakuje wszystkich wokół, że oni najmniej winni, choć to ich orbita spotykała się w Monako z zainteresowanym. Chory Zbyszek bierze pieniądze od biznesmena, całe jego otoczenie broni interesów tegoż biznesmena (mniej lub bardziej pośrednio), a gdy wychodzą poważne niejasności, właściwie nikt nie czuje się winny, choć jednocześnie atakuje przeciwników politycznych za podobne działania mniejszego kalibru. Obrońcy niedawnej próby regulacji - mniejsza czy udanej - dziś ubrali się w ornat i dzwonią ogonem, że oni tak naprawdę bardzo chcieli nadzoru i kontroli, tylko tak jakoś im nie wyszło.
Wspominam o tym nie po to, żeby licytować się na klasę różnych partii - zbyt dużo zmiennych gra rolę - ale raczej by odnieść się, jak przez raptem niecałe 20 lat zmieniła się scena polityczna. Od sytuacji, w której okoliczności wymuszają dymisję jeszcze przed uznaniem winy - także politycznej - do sytuacji, w której teflonowa partia ma się dobrze, bo jej bohaterski elektorat nie widzi absolutnie nic złego nawet czysto hipotetycznym scenariuszu, że ich bohaterowie brali pieniądze w zamian za załatwianie spraw. Śmieszne i przerazające, bo często są to te same osoby, które 17 lat temu twierdziły, że samo podejrzenie nielegalnego lobbingu powinno być karalne.
A przecież nielegalny lobbing to nadal etap lobbingu, załatwiania i przekonywania, a nie aktywne wspieranie, jak głosowanie w Sejmie czy wetowanie. Brakuje mi chyba czasów, gdy polityka stwarzała pozory, ze trzyma jakiś poziom, a rzeczy moralne i niemoralne mają jakieś uniwersalne granice, a nie że zależy od od przynależności partyjnej.