polish.ham
13.12.04, 20:02
Panie Wojciechu Jaruzelski, nienawidziłem ja kiedyś Pana szczerze i długo,
i bezsilnie szukałem możliwości zaszkodzenia Panu albo chociaż jakiegoś
Pana ukarania. Jedyne niestety, co mi się udało, to jakiś taki dyzmowski
faul, kiedy to w latach już dziewięćdziesiątych, na jakimś tam raucie,
udało mi się Pana celowo potrącić. Ale nie przewrócić, cóż.
Czas wiele zmienia: rośnie entropia, biegną przedawnienia, zaciera się
pamięć, ustala historia, dojrzewają ludzie. Procesy te objęły i mnie,
i oczywiście Pana. Wiele ma Pan do przemyślenia, do pożałowania,
usprawiedliwienia, może do odpokutowania nawet, prawda? Każdy wiele ma,
lecz mało kto tyle. To chyba dlatego żyje Pan tak długo.
Życzę Panu jeszcze wielu długich lat myślenia oraz wspominania,
borykania się z sumieniem, samotnością, uwiądem... Nic nie może być
sprawiedliwszego. A na koniec jednak, lecz nie wcześniej niż za ileś
jeszcze lat, dopiero kiedy całkiem runie porządek okrągłego stołu,
gdy skompromitują się obłudne idee, które zaczadziały XX stulecie –
te, którym Pan służył, jak i również te, z którymi Pan przegrał, wtedy
bym już życzył Panu troszeczkę spokoju.
Pax.