Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
27.05.02, 12:28
Nasi negocjatorzy w rozmowach z UE nie bardzo mają się czym pochwalić. Bo cóż
to za sukces rządu, że zamknął jakiś tam dział negocjacyjny ot np. ostatnio o
rybołówstwie skoro jednocześnie prowadzi taką politykę ekonomiczną, że gdy
tylko znajdziemy się w Unii nasze kutry pozostaną w portach, gdyż rybacy nie
będą mieli pieniędzy na paliwo.
Wejście do Unii Europejskiej stało się dla polskich pseudoelit nadzieją nie
tylko na intratne posady dla siebie samych, ale także metodą na ratowanie
budżetu państwa. Mami się więc Polaków, że gdy tylko przekroczymy progi
brukselskich salonów od razu spłynie na nas jakiś niewyobrażalny strumień
pieniędzy i wszyscy od razu będziemy taplać się w dobrobycie. Jakim niby cudem
miałoby się to dokonać nikt już jakoś nie potrafi rozsądnie wytłumaczyć.
Jak silna jest ta ogłupiająca, a co najważniejsze, całkowicie niezgodna z
prawdą propaganda, świadczy chociażby to, że w jej sidła dostali się nawet
ludzie, których dotąd uważałem za w miarę rozsądnych. Otóż niedawno popis
ignorancji i wiary w przysłowiowe gruszki na wierzbie dał lider Prawa i
Sprawiedliwości Lech Kaczyński. W wywiadzie udzielonym kilka tygodni temu
�Gazecie Wyborczej wygłosił takie peany na rzecz Unii, że próżno by ich szukać
nawet w biuletynach Pełnomocnika ds. Informacji o Unii Europejskiej, pana
Sławomira Wiatra.
Wywiad z panem Kaczyńskim to dowód na to, że większość naszej klasy
politycznej dawno już straciła kontakt z prawdziwym życiem. Myśli ona zupełnie
innymi kategoriami, patrząc zapewne przez pryzmat własnego statusu materialnego
nie wie, iż gospodarczy dobrobyt rodzi się nie z dotacji i nie z darmowego
jeżdżenia pociągami oraz uczestniczenia w niekończących się rautach na koszt
podatnika, lecz z ciężkiej pracy.
Są tacy posłowie, którzy przez lata swojej kariery parlamentarnej wzięli udział
w tworzeniu setek wadliwych ustaw, z których większość lepiej by nigdy nie
ujrzała światła dziennego, za co jeszcze zainkasowali całkiem przyzwoite
pensje. W niczym nie przyczynili się do zwiększenia bogactwa Narodu a otrzymali
w zamian od tego Narodu nagrodę. Stąd też pewnie wydaje im się, że do tego, aby
było dobrze, wystarczy żeby inni też usadowili się wygodnie na stołkach z
głębokim przeświadczeniem, że oto robią coś wielkiego dla potomności.
Tym, co najbardziej niepokoi w wywiadzie udzielonym przez lidera Prawa i
Sprawiedliwości jest w zasadzie nie to, co Lech Kaczyński powiedział, ale to,
czego nie powiedział. Powiedział on dużo o tym jaka to manna z nieba na nas
spłynie gdy tylko znajdziemy się w Unii Europejskiej. Nie zająknął się
natomiast nawet słowem, że o sukcesie decyduje tak naprawdę nie jakaś jałmużna,
którą uda się tu i ówdzie wyrwać, lecz ciężka praca, inwencja, pomysłowość,
ryzyko i ... mądra polityka państwa, które swoimi decyzjami stara się ułatwiać
jak najpełniejsze wykorzystanie drzemiących w Narodzie możliwości, nie zaś robi
wszystko, by je stłamsić i zdusić w zarodku.
Lech Kaczyński powiada: �W przypadku pełnoprawnego członkostwa w Unii (...)
Polska otrzyma środki wielkości czterech proc. polskiego PKB. Żeby było jasne �
to jest ok. 25 mld złotych na czysto�. Pomijając już to, iż dywagacje pana
posła na temat spodziewanych dotacji są raczej słabo osadzone w realiach,
należy podkreślić sposób podejścia do problemu. Otóż w niczym nie różni się on
od nastawienia zwykłego lumpa, który nie podjąwszy żadnej próby znalezienia
pracy wyciąga rękę po zasiłek twierdząc z głębokim przekonaniem, że �mu się to
należy. A niby z jakiej to przyczyny?
I tak też sądzą nasi rzekomi darczyńcy. Europa zachodnia nie zamierza się
dorzucać do dobrobytu Polaków najlepiej świadczą o tym przedstawione nam
propozycje finansowe. W zamian woli wykorzystać rozszerzenie Unii do
polepszenia szans dla swoich własnych obywateli. Ale tam w Paryżu, Berlinie,
Brukseli myśli się o rzeczywistości. W Warszawie tymczasem większości udzieliła
się atmosfera rodem z kreskówek Disneya bajkowo, lecz nie do końca w zgodzie ze
zdrowym rozsądkiem.