leszek.sopot
10.02.05, 10:48
Pod rozwage szanownym internautom poddaje interesujacy tekst prof. psychologi
Bogdana Wojciszke "Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne... pode mną.
Czemu jesteśmy tacy amoralni?" Moim zdaniem tlumaczy on w prosty sposob
dlaczego w dyskusjach politycznych i debacie spolecznej nie mozemy sie
porozumiec, a na rzeczowe argumenty odpowiada sie demagogia i oszczerstwami.
Dzieje sie tak dlatego, ze adwesarze broniac swoich przekonan politycznych
czesto zapominaja o uniwersalnych zasadach moralnych i bardzo szybko
wybaczaja swoim idolem zle postepki. Broniac swych idoli jakze czesto w
sposob niemoralny atakuja swych przeciwnikow. Dochodzi w koncu do tego, ze
jasny kanon zachowan i ocen moralnych staje sie nieczytelny a czesto nawet
bezwartosciowy.
Fragment:
"[...] wszystkie oceny polityka (czy jakiejkolwiek innej osoby) zależą od
jego działań wbrew lub na rzecz interesu badanych, jednak najbardziej zależą
od tego oceny moralności. Ponadto jeżeli ktoś łamie reguły postępowania dla
interesu jakiejś konkretnej osoby (np. lekarz wpuszcza bez kolejki na
badania, na które czeka się miesiącami), oceniany jest jako niemoralny i
nielubiany. Jeżeli jednak łamie reguły dla interesu tego człowieka, który
wydaje oceny, oceny moralne stają się ambiwalentne – ludziom trudno
stwierdzić, że ktoś łamiący normy dla ich własnego interesu jest niemoralny,
natomiast już zaczynają takiego kogoś lubić.
Moralne jest zatem to, co służy interesom moim i mojej grupy, choćby
szkodziło wszystkim innym. Niemoralne jest to, co szkodzi moim interesom,
nawet gdy służy interesom, zdrowiu, a nawet życiu ogółu. Takie korporacyjne
ujęcie moralności cieszy się u nas sporym wzięciem. Liczne sondaże mówią, że
Polacy nieodmiennie akceptują uliczne demonstracje różnych grup zawodowych w
rządowym kwartale stolicy (a nasze badania pokazują, że zbiorowy charakter
protestu wystarcza do uznania go za bardziej uzasadniony).
Jednak korporacyjne traktowanie moralności jest społecznie dysfunkcjonalne,
gdyż różne grupy mają sprzeczne interesy, których moralizacja tylko zaognia
konflikty. Jeżeli bowiem adwersarzy uznamy za ludzi niemoralnych, to
poszukiwanie kompromisu staje się w istocie paktowaniem z diabłem.
Korporacyjne traktowanie moralności prowadzi także do wykluczenia tych,
którzy mają interesy odmienne od moich. „Chwała nam i naszym kolegom. Ch...
precz!” – pisał za pieniądze podatników wysoki urzędnik państwowy do jeszcze
wyższego urzędnika wywodzącego się z tej samej partii politycznej, jak to
ujawniła komisja sejmowa badająca aferę Rywina. W tym esemesie mamy nie tylko
apoteozę własnej sitwy niczym bohaterów spod Termopil, ale także wykluczenie
tych, którzy do sitwy nie należą. Wykluczeni są „ch...”, więc oczywiście nie
obowiązują w stosunku do nich reguły moralne. [...]"
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1214962&MP=1
Polecam caly tekst.