basia.basia
19.04.05, 20:24
Jestem pewna, że Jan Paweł II jest rad z tego wyboru.
To znakomity wybór dla Polski i wszystkich katolików na całym świecie,
którzy wierzą w to, że papież jest następcą św. Piotra i obroni Kościół
przed "cywilizacją śmierci".
A czym grozi tzw. "liberalizacja" Kościoła i katolicyzmu świetnie opisał
Krasnodębski w ostatniej weekendowej Rzepie.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050416/plus_minus_a_2.html
Fragmenty:
MIĘDZY ŻAŁOBĄ A KRYTYKĄ
Dwa światy
W Polsce stała się rzecz niezwykła. Jeszcze niedawno dyskutowaliśmy, czy
możliwe jest powtórzenie takiego wspólnotowego doświadczenia, jakim był ruch
"Solidarności", z jego religijnym i moralnym wymiarem. Niespodziewanie okazało
się, że tak.
(...)
Ten drugi świat nie pogrążył się w żałobie. On patrzy na to, co się dzieje, ze
zdumieniem, z irytacją, często z trudem powściąganą złośliwością, najczęściej
zaś z wielką obojętnością i niezrozumieniem. Wydaje mi się, że o istnieniu
tego świata zapomniano w Polsce przez ostatnie dni. Na pewno słusznie - w tych
dniach nie należało o nim pamiętać. Ale ten drugi świat istnieje i nie pozwoli
o sobie zapomnieć, nie zostawi nas w spokoju. Oba te światy nie mają wyraźnych
granic, choć mają swoje geograficzne centra. Wyspy i przyczółki tego drugiego
istnieją także w Polsce.
Jan Paweł II nie był przez wszystkich kochany i nie był przez wszystkich
podziwiany. Miał zaciętych przeciwników. (...)
Nigdy jeszcze różnica tych dwóch światów nie objawiła się z taką siłą jak
obecnie. Obywatele pierwszego świata, a w szczególny sposób Polacy, w
skupieniu, powadze i smutku rozmyślają o śmierci, o transcendentnym wymiarze
życia, o pojednaniu, o miłosierdziu i miłości, mówią o katechezie umierania
Jana Pawła II, doświadczając namacalnej obecności świętości. Sensowności
namysłu nad tymi sprawami nie negują nawet niewierzący czy wątpiący, których
nie brak i w tym świecie, tak przecież zróżnicowanym. Inne sprawy, choć ważne,
zeszły na plan dalszy.
A przecież jeszcze nie tak dawno i my dyskutowaliśmy zawzięcie, czy katolicyzm
sprzyja przemocy w rodzinie. Jeszcze nie tak dawno jedyną zasadą godną
demokracji wydawał się bezwzględny rozdział Kościoła i państwa, a właściwym
miejscem wiary zamknięta sfera prywatności i wnętrza kościołów. Teraz Polska
pogrążyła się w zbiorowej modlitwie i refleksji - na placach, na ulicach, w
mediach, w szkołach, na boiskach piłkarskich.
Obywatele drugiego świata nie modlą się, wielu z nich nie wie, jaki jest sens
takiej dziwnej czynności. Zajmuje ich głównie co innego. We Francji odezwały
się głosy krytykujące prezydenta Jacques'a Chiraca i ogłoszoną przez niego
żałobę jako sprzeczną z zasadą państwa sekularnego. Niemcy domagają się, by
odwołano potępienie Abtreibung (aborcji) z równą nieustępliwością,
dogmatyzmem, z jakim mówią o krzywdzie Verteibung (wypędzenia).
Dyskusje w mediach niemal wyłącznie toczyły się wokół etyki seksualnej, sprawy
ordynacji kobiet, celibatu, kwestii przerywania ciąży. Z tej perspektywy
Kościół jest tylko opresywną, nienormalną instytucją, bo przewodzą jej jedynie
mężczyźni, i to tacy, których jedyną kwalifikacją jest to, że nie mają
normalnego życia seksualnego. Kościół i Jan Paweł II wykluczają i potępiają
ludzi, którzy "prowadzą normalne życie". Potępiając używanie prezerwatywy, Jan
Paweł II stał się odpowiedzialny za AIDS, nie jest w istocie przyjacielem
ludzi, lecz ich wrogiem. To on, jak przekonywał teolog Eugen Drewemann, swoimi
zakazami i anachronicznym pojęciem grzechu przysparza ludziom cierpień. W
centrum uwagi jest ogromne, wręcz nie do zniesienia cierpienie wynikające z
nierównej pod względem płci obsady stanowisk w Kościele, jego hierarchiczności
i autorytarnej struktury, a nie cierpienie wynikające z naszej ułomności i
śmiertelności.
(...)
Także w tym drugim świecie podjęto temat śmierci pod wrażeniem nie tylko
umierania Jana Pawła II, lecz także Amerykanki Terri Schiavo. Jednak wnioski,
jakie wyciągano, były zgoła odmienne, bo odmienna jest dominująca w tym
świecie filozofia życia i rozumienie śmierci. Broniono więc poglądu - na
przykład w dyskusji na kanale Phoenix - że śmierć jest najbardziej prywatną
sprawą, dlatego każdy człowiek powinien sam decydować, jak i kiedy chce
odejść. Papież umarł tak, jak chciał - inni mogą pragnąć umrzeć zupełnie
inaczej. Jeśli ktoś chce szybciej zakończyć życie i potrzebuje w tym pomocy,
bo sam nie ma już zdolności działania, trzeba mu dać prawo do uzyskania takiej
pomocy. Oczywiście, ta inna osoba powinna mieć prawo odmówić, musi mieć jednak
prawo spełnienia takiej prośby. Utrzymując Terri Schiavo przy życiu, nie
pozwolono jej godnie umrzeć.
Dyskutant z Holandii podkreślał, że w jego kraju podejmowanie decyzji nie
trwałoby tak długo, nie czekano by piętnaście lat, aby zaprzestać sztucznego
odżywiania. Problemem było jedynie to, że brak jej wyraźnych dyspozycji
powodował, iż nie można było zastosować eutanazji aktywnej. Pojawiło się też
pytanie, co zrobić z ludźmi, którzy nie chcieliby żyć na przykład na wózku
inwalidzkimi? Otóż w Holandii, kraju najbardziej etycznie postępowym, nie
można już podejmować prób ratowania życia, jeśli zachodziłoby ryzyko, że
byłoby to życie w kalectwie. Niemiecki pracownik hospicjum powiedział ponadto,
że nie można nikomu powiedzieć, iż jego cierpienie ma sens, bo byłoby to
narzucenie choremu swego światopoglądu i woli.
Ten drugi świat jest zróżnicowany, ale istnieje w nim dominujący światopogląd,
który jest w miarę spójny i logiczny. Nie jest on nihilistyczny, wręcz
przeciwnie, jest moralistyczny i fundamentalistyczny w swych przekonaniach.
Nie jest chrześcijański i jest zdecydowanie antykatolicki. Liczy się tu przede
wszystkim samookreślenie i autonomia, to ona stanowi o godności człowieka. W
tym świecie śmierć przestaje być postrzegana w wymiarze sakralnym, często
przyjmowana jest z zaskakującą obojętnością - nawet śmierć najbliższych. Coraz
częściej dokonuje się pochówku anonimowego, bo to i taniej, i mniej
kłopotliwie. Coraz bardziej grzebanie zmarłych staje się podobne do sprawnego
zarządzania odpadami, zgodnie z obiegowym w Niemczech powiedzeniem: Oma ist
gestorben, man muß sie entsorgen (Umarła babcia, trzeba usunąć odpad).
Inną ważną zasadą tej etyki jest istota samorealizacji. Chodzi przede
wszystkim o poprawę losu człowieka na tym świecie. Być sobą, przeżyć życie do
końca, a także wyżyć się - sich ausleben - to hasła tej etyki. Nie jest to
etyka autentyczności w rozumieniu Charles'a Taylora, lecz jej zwulgaryzowana
forma, niedopuszczająca hierarchizacji celów i sposobów życia. Także
międzyludzkie relacje, w tym również rodzinne, miałyby być oparte na samym
tylko wyborze, bez żadnych normatywnych, instytucjonalnych regulacji.
(...)
Choć w tym świecie wspólnotowe przeżycie świętości jest niemożliwe, choć
indyferentyzm religijny jest jego znaczącą cechą, nie jest to świat zupełnie
bezreligijny. Ma przecież swoich kapłanów, takich jak Drewemann czy Küng. Jest
to jednak inna religia niż chrześcijaństwo, wroga wierze, którą głosi Kościół
katolicki. Dobrze pokazują to przeprowadzone ostatnio badania sondażowe na
temat religijności Niemców, których wyniki opublikowano w dzienniku "Die
Welt". Dwie trzecie Niemców deklaruje wiarę w Boga, a jedna trzecia
identyfikuje się jako niewierzący, przy czym występuje ogromna różnica między
Niemcami zachodnimi i dawną NRD. Na terenach tej ostatniej 77 proc.
respondentów odpowiada, że nie wierzy w Boga, podczas gdy na Zachodzie tylko
22 proc. Wiara jest jednak przez większość rozumiana jako ich sprawa prywatna.
O jej treści nie mogą decydować Kościoły czy wspólnoty wyznaniowe.
Wszystkie religie uważane są za równe, Bóg zaś nie jest pojmowany jako Bóg
osobowy, lecz raczej panteistycznie i deistycznie. 82 proc. Niemców kojarzy
się on z przyrodą, 80 proc. z siłą, a 70