douglasmclloyd
08.08.02, 22:08
Czern zbierala sie przed twierdza od rana samego. Pijane hordy co i rusz
wszczynaly zamet i sialy porute. Prezes z gory obserwowal co sie dzialo,
rozkazujac co chwila aby sluzby na murach laly na szturmujacych goracy olej i
smole. Obroncy zajeci pilnowaniem frontu, zapomnieli o tylach, przez ktore do
srodka dostala sie grupa nieprzyjaciol. Wpadli do izby, lapiac siedzacego na
zydlu prezesa. Od razu porawli na nim koszule. Zlapal sie kurczowo blatu ale
sila ich byla i oderwali go bez trudu. Wywlekli go przed warownie, gdzie
dziki tlum juz na niego czekal. Tluszcza rzucila sie na prezesa, lapiac go za
wlosy, wpychajac palce do oczu, szarpiac i targajac we wszystkie strony.
Tumult zrobil sie okrutny, a zewszad slychac bylo krzyki i wrzaski. W
powietrzu unosil sie tuman kurzu. Rwali go zywcem na pasy. Co chwila
ukazywaly sie odrazajace, umazane we krwi dzikie oblicza. Niektorzy obwijali
sobie trzewiami szyje i boki. Ciala juz prawie w ogole nie bylo. Czern
wyrywala sobie broczaca krwia, bezksztaltna bryle, obrywajac z niej kawalki
zywego, drgajacego jeszcze miesa. . .
Ciag dalszy nie nastapi.