witek.bis
13.08.05, 13:08
Fragment wypowiedzi Jaruckiej dla Rzepy:
"ABW twierdzi, że z MSZ to oświadczenie zniknęło. Potwierdza to resort.
Tonie ma sensu. Nie mogłam tak po prostu wykraść akt z resortu. Ktoś by się
zorientował. Minister powiedział, że mam pójść do określonej osoby, wziąć i
przynieść mu oświadczenie. Pani, która je wydała, kazała je zwrócić w
przeciągu pół godziny. Wypisaliśmy z ministrem nowe oświadczenie i od razu je
odniosłam. Pierwszą wersję zabrałam do domu.
Była pani wtedy zastępcą dyrektora Departamentu Systemu Informacji. Czy miała
pani swobodny dostęp do takich dokumentów?
Nikt nie ma do nich swobodnego dostępu. Są trzymane w chronionym miejscu.
Dyrektor nie może sobie pójść i wziąć dowolne oświadczenie a potem nie oddać.
Przypuszczam, że pani, która mi je dała, była o tym uprzedzona. Ktoś z
sekretariatu ministra musiał do niej wcześniej zadzwonić."
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050813/kraj/kraj_a_5.html
Obawiam się, że wersji Cimoszewicza, według której "Jarucka bezprawnie
wyniosła" nie da się obronić, jeśli któraś z osób odpowiedzialnych za akta
personalne w MSZ nie zezna, że wydała dokumenty osobie nie uprawnionej, nie
domagała się ich zwrotu,a całe to wydarzenie zachowała w tajemnicy. Kto się
tego podejmie? Śmiało! Przecież współczesne kozły ofiarne nie są wyganiane na
pustynię, tylko wysyłane na placówki dyplomatyczne.