fryda12
27.10.05, 12:50
Na przykład w pierwszym (1996) i drugim (2001) składzie Rady Etyki Mediów był
co najmniej jeden b. Tajny Współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Ale
powiedzmy, że to był wypadek przy pracy. Znacznie poważniejszym problemem
jest to, że w składzie Rady Etyki Mediów zasiadają osobistości, które też
mają swoje sympatie i antypatie ideologiczne, polityczne i towarzyskie. Na
przykład, należą do Salonu, gdzie podstawowym obowiązkiem salonowca jest
obcmokiwanie innych salonowców. W ten sposób tworzą się towarzyskie kręgi
wtajemniczenia oraz skomplikowana hierarchia autorytetów moralnych:
intelektualista, autorytet moralny i niewątpliwy autorytet moralny.
Wykonywanie tych salonowych obowiązków siłą rzeczy musi wpływać na etyczną
ocenę rozmaitych zjawisk medialnych, bo człowiek jest jednością duszy i
ciała, i skoro sam, dajmy na to, politykuje, to jego sumienie także. O
prezesach mediów już nawet nie wspominam, bo albo zostali rzuceni na ten
odcinek frontu ideologicznego z konkretnymi zadaniami propagandowymi, albo
wykonują misję przekazaną im przez razwiedkę razem z pieniędzmi na
uruchomienie stacji telewizyjnej czy rozgłośni radiowej. Można powiedzieć, że
dzięki temu konstytucyjna zasada zrównoważonego rozwoju została jak dotąd
zrealizowana przede wszystkim na odcinku korupcji; dotyka ona w jednakowym
stopniu wszystkie bez wyjątku instytucje naszego życia publicznego.
mazowsze.k-raj.com.pl/113022963492655.shtml