Dodaj do ulubionych

O kaloryfer Damianem

IP: *.proxy.aol.com 30.12.02, 15:05
Siła wiary

Rada dla księży katechetów: jak wkurzają was uczniowie, to zostańcie
kapelanami sekcji bokserskiej.

Wielebny najpierw Damiana poddusił, potem pierdolnął nim o kaloryfer. Chłopak
trafił do szpitala. Szkoła twierdzi, że pobicia nie było. Bo jest imienia
Zjednoczonej Europy. A w Europie nie ma przemocy.

Witaszyce kole Jarocina. Przemysłowa wiocha. Na 1376 hektarach blisko 4
tysiące dusz. Znana w kraju i za granicą cukrownia. Pałacyk jak z obrazka,
żółwie błotne i ksiądz Stachu Szymański. Prałat, proboszcz, dziekan oraz
katecheta. Jak mu nerwy puszczą, to przemawia do bachorów tłukąc je po
mordach.

Była przerwa. Damian Bajda stał z kumplem przed szkolnym sklepikiem. Ksiądz
prałat strzegł porządku.
– Wynoście się! – warknął. Chłopcy nie zareagowali. Damian wyciągnął portfel,
bo chciał coś kupić. Prałat
rzucił się na niego.

– Najpierw mnie dusił. Zobaczyłem twarz księdza. Był strasznie wściekły.
Potem zobaczyłem mroczki. Wtedy pchnął mnie. Upadłem i uderzyłem o coś głową.
Proboszcz poszedł sobie, jak gdyby się nic nie stało.

Szkolna higienistka zadzwoniła do matki Damiana.

– Przyszłam do szkoły. Chciałam sprawę wyjaśnić – jako matka miałam w końcu
prawo wiedzieć, dlaczego ksiądz pobił syna. Dyrektorzy gimnazjum byli na
jakiejś naradzie. To poszłam do dyrekcji podstawówki, bo prałat jest
katechetą właśnie w podstawówce. Wicedyrektor Twarogowska nie chciała niczego
wyjaśniać. Zbyła mnie; powiedziała, że Damian nie jest już uczniem
podstawówki. Rozmawiałam też z proboszczem. Usiłował wszystko zbagatelizować.
To mnie wyprowadziło z równowagi. Powiedziałam, że idę na policję. Jeszcze
pani tego pożałuje, syknął.

Wieczorem proboszcz zaszczycił Bajdów wizytą. Nim wlazł, przytrzasnął sobie
palucha drzwiami od samochodu. Ojciec Damiana opatrzył wielebnego. Klecha
mówił już w innej tonacji. Dawał do zrozumienia, że sprawę można załatwić bez
zbędnego rozgłosu. Byleby nie kosztowało to zbyt wiele. Dodał, że był już w
przeszłości w takich tarapatach, ale zawsze jakoś dogadywał się z rodzicami.
Wymamrotał też jakieś przeprosiny w rodzaju: jeżeli kogokolwiek skrzywdziłem,
to... W końcu parę lat uczył się retoryki. Opowiadał o jakimś laserze, którym
Damian miał posługiwać się w szkole – to ten świecący laser tak wielebnego
zdenerwował, że stracił nad sobą panowanie. Ojciec Damiana pokazał portfel
chłopca. Nie było lasera. Tylko breloczek.

Negocjacje zakończyły się klęską apostoła miłości – rodzice Damiana uznali,
że jego tłumaczenia są pokrętne oraz że nie potrafi jednoznacznie przyznać
się do winy.

Damian skarżył się na nudności i zawroty głowy, dlatego następnego dnia
trafił do szpitala. Po kilku dniach wyszedł. – Lekarze napisali, że ma uraz
czaszki. Na szczęście niegroźny. Dostał zwolnienie do 27 listopada – twierdzi
matka chłopca.

Temu, kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia
trwający dłużej niż 7 dni, grozi odsiadka od 3 miesięcy do lat 5. Damian
został poturbowany 15 listopada.

Furia ogarnęła księdza nie pierwszy raz. Podczas przygotowań do pierwszej
komunii tak celnie trafił Macieja W., że chłopak doznał wstrząśnienia mózgu.
Sprawą miała zająć się prokuratura. Ale proboszcz przeprosił i wszystko
rozeszło się po gnatach. Rodzice ugięli się ze strachu. Każdy wie, że z
czarną suknią nikt nie wygra. Bali się też o młodszego syna, którego prałat
uczył religii.

Krystian zarobił w salce katechetycznej. Siedział na parapecie. Księdza to
zjeżyło. Podbiegł i pizgnął nim o ścianę. Do dziś chłopak na głowie ma
szramę.

– Mojego syna, jak były przygotowania do pierwszej komunii, proboszcz uderzył
w twarz. Nie robiłam z tego afery, bo nic mu nie było. Ja tam się na tym nie
znam, ale chyba tak nie może być, żeby obcy dziad tłukł nie swoje dzieci.
Niech sobie zrobi jakiegoś i wtedy może tłuc do woli. A od naszych wara! –
burzy się kobieta pod mięsnym.

Dyrektor gimnazjum nie chciał z nami rozmawiać, gdyż bez stosownego
zezwolenia pstrykaliśmy fotki przed szkołą. Szkolna pedagog również nie była
zachwycona naszą wizytą:

– Gimnazjum jest imienia Zjednoczonej Europy i to imię jest adekwatne do
tego, co się w szkole dzieje. U nas nie ma przemocy. Z oświadczeń podpisanych
przez świadków wynika, że ksiądz wcale nie pobił Damiana. Nigdy wcześniej nie
dotarły do mnie informacje, że proboszcz stosuje przemoc. Nie skar-żyli się
ani uczniowie, ani rodzice. Wrzawa, którą robią dziennikarze, na pewno nie
wpływa dobrze na dzieci.

Rodzice Damiana zapowiedzieli, że nie popuszczą. Między innymi z powodu
hipokryzji dyrekcji szkoły. O prawdziwie katolickiej postawie prałata
zamierzają powiadomić biskupa.

W Witaszycach już raz owieczki pokazały pazury.

– W latach 80. był tu taki porządny młody wikary – opowiada miejscowy.
– Jak chodził po kolędzie i widział, że bida, to dawał forsę, mówił "z
Bogiem" i szedł dalej. Proboszczowi, ale nie Szymańskiemu, tylko jego
poprzednikowi, nie podobało się to, bo młody miał kasować, a nie rozdawać.
Żeby nie mógł kolędować, chował mu buty. Wikariusz i tak wyłaził. To mu
proboszcz załatwił zsyłkę. Ale się przeliczył. Wieś stanęła murem za wikarym
i od biskupa domagała się, żeby go nie przenosił. Biskup nic, no to chłopy
przez tydzień nie wpuszczały proboszcza do kościoła. Nie pomogło – to drzwi
wejściowe zabili deskami. Biskup nadal ani mru-mru. No to ludzie załadowali
proboszczowe ciuchy i meble na przyczepę i wywieźli wszystko za wieś.

Jak będzie teraz? Na bunt nie ma sił, bo do gara nie ma co włożyć. Będzie
trochę hałasu, potem ucichnie, a w przyszłym roku ksiądz Stachu jak zwykle
przed kampanią poświęci cukrownię. Finito.

Autor : Maciej Mikołajczyk
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka