Gość: Kagan
IP: proxy / *.gennet.ee
13.01.03, 12:03
Zaczne od wypunktowania waznych moim zdaniem podobienstw i analogii,
aby je nastepnie nieco rozwinac.
1) Bardzo istotna funkcja pojecia "wolnosci" w obu formacjach.
2) Zawezenie pola swiadomosci.
3) Podobienstwa w traktowaniu innych wierzen i doktryn.
4) Sposob sytuowania przyszlych korzysci osiaganych dzieki obecnym
wyrzeczeniom.
5) Podobnie dwuznaczna rola "kaplanow".
6) Podobnie beztroski i eksploatacyjnych stosunek do Planety i jej
przyszlosci.
7) Wzajmne wspieranie sie.
1) Bardzo istotna funkcja pojecia "wolnosci" w obu formacjach.
W obu przypadkach jest to rola bardzo balamutna. W doktrynie katolickiej
balamutnosc polega chocby na tym, ze mimo akcentowania pojecia wolnosci, w
rzeczy samej chodzi o maksymalne zniewolenie wyznawcow, wtloczenie ich w
ciasny gorset zakazow i nakazow.
Wypelnianie owych licznych wskazan, to jest "dobra" wolnosc dla wyznawcy
(generalnie dosyc problematyczna), natomiast odejscie od nich jest "zla"
wolnoscia. Manipulacja polega tu na tym, ze owe odejscie nie jest
rozpatrywane z punktu widzenia np. sprzecznosci wielu wymagan, ich
nierealistycznosci, czy tez skonfliktowania z nakazami wspolczesnego zycia,
tylko po prostu sama "wolnoscia". Jeszcze bardziej razi to w przypadku
wyraznych patologii, gdy np. na skutek wymuszonej wstrzemiezliwosci
seksualnej oraz w ogole niezdrowego podejscia do wlasnej plciowosci, dojdzie
do przestepstwa seksualnego, to znowu nie jest to bynajmniej skonkludowane
destrukcyjnym skutkiem samej wiary, ale wlasnie nic nie tlumaczacym
niewlasciwym wyborem czyjejs wolnej, nieprzymuszonej woli.
W doktrynie liberalnej balamutnosc wolnosci, a dokladniej balamutnosc jej
gloryfikowania, polega chociazby na tym, ze na skutek polaryzacji
ekonomicznej spoleczenstrwa, w ktorym zastosowano liberalne "przykazania",
wolnosc jest dzielona bardzo nierowno. Powazne odlamy spoleczne nie
posiadaja jej de fakto wcale, gdyz kazdy moment wlasnego zycia musza
poswiecac na zdobywanie srodki do zycia. Inne liczne, lepiej sytuowane
odlamy, sa z kolei wciagniete w wyscig szczurow polegajacy na zdobywaniu
kolejnych podsuwanych reklamami dobr, wolne zas chwile tez maja
zagospodarowane "liberalnie", bo rozrywka typu "rynkowego", czyli
maksymalnie lekkostrawna i uzalezniajaca, ktora przyczyniajac sie do zaniku
krytycznego i tworczego myslenia, tez prowadzi do zawezenia ich faktycznej
wolnosci wewnetrznej. Nawet najbogatsi nie sa wolni od narzuconego sobie
wyscigu, bowiem dla nich poprzeczka posiadania jest zalozona odpowiednio
wysoko. Nie mowiac juz o tym, ze wszystkim groza wahania koniunktury, a
wlasnie najbogatsi moga najwiecej stracic w przypadku powaznego kryzysu.
No coz, nasi kochani liberalowie mogliby cynicznie uzupelnic te wyliczanke,
wskazujac na coraz liczniejsza grupe ludzi absolutnie wolnych, ktorych
produkuje ich doktryna. Sa to bezdomni kloszardzi. W porzadku, proponuje aby
rozdali wszystko co posiadaj co do grosza i zaznali owej umilowanej przez
siebie wolnosci w tej to doskonalej postaci...
2) Zawezenie pola swiadomosci.
Jesli czlowiek zdecyduje sie cos wybrac z nieskonczonej palety mozliwosci, to
zawsze mniej lub bardziej eliminuje ze swiadomosci mozliwosc istnienia
alernatyw. To podstawowy mechanizm psychologiczny. W przypadku katolikow
(kk), czy tez katolicyzu (tez "kk" dla ulatwienia) metody "usuwania
alternatyw" ze swiadomosci osiagnely niebywala finezje. To co uznane jest za
wlasciwe, bywa utrwalane licznymi i rytmicznie powtarzanymi rytualami
(modlitwy, uroczystosci sakralne, itp), zas to co niewlasciwe, podpada pod
szatanskie podszepty i winno byc tropione w samym swoim zarodku, czyli gdy
tylko zaswita w czyjejs glowie. Jaki moze byc skutek owej w istocie
totalitarnej "polityki intelektualnej" jesli nie powazne zawezenia pola
swiadomosci? Inaczej mowiac jest to dobrowolne oglupianie sie, gdyz w kazdym
polu - czy to spolecznym, czy myslowym, prawdziwie nieskrepowana wolnosc jest
warunkiem tworczego dzialania i rozwoju.
Tutaj metody liberalow wydaja sie byc o niebo bardziej liberalne. Czemu sa
jednak rownie skuteczne? Moze nie w 100%-tach, ale i tak musi zastanawiac,
ze np. w naszym kraju, gdzie jedynie nielicznym zyje sie dobrze dzieki
wolnosci rynkowej, tak wielu glosuje na liberalow. Np coz, tu juz doszlismy
do przyziemniej polityki i do tego, ze ll potrafia udawac narodowcow,
patriotow, czy tez socjalistow. Wciaz tez zeruja na padlinie ubeckich
kazamatow, sowieckich lagrow, czy mordu katynskiego. Najwiecej jednak na
zwyklej ludzkiej glupocie.
Wracajac jednak do rzeczy naprawde ogolnych, to dostepnosc wszelakich dobr
(dla tych, ktorych na nie stac oczywiscie) balamuci dusze i umysly,
zawezajac efekcie pole krytycznego myslenia. Inaczej mowiac niezdrowa,
niekontrolowana wolnosc staje sie w istocie wrogiem wolnosci (tworczego
wyboru).
3) Podobienstwa w traktowaniu innych wierzen i doktryn.
Temat ten wiaze sie z poprzednim. Co prawda mozna powiedziec, ze to nic
bardzo oryginalnego, bo przyjecie jakiegokolwiek nurtu myslowego, zawsze
polega na okreslonym wyborze i odrzuceniu pozostalych alternatyw. Rzecz w
tym, ze nie zawsze mamy do czynienia z podobnie niewyrozumialym, czesto
wrecz wrogim traktowaniem wszystkich inaczej myslacych, jak to ma miejsce w
wymienionych formacjach. Dla ll sa to w najlepszym razie bladzacy, naiwni
poszukiwacze "trzeciej drogi". A poniewaz rozwiazania typu socjalistycznego
nie sa w ogole brane pod uwage jako alternatywa, wobec tego wniosek jest
prosty (w ich prostackich umyslach oczywiscie), ze to co proponuja jest
jedynie sluszne. Ich poblazliwosc dla owych bladzacych jest dosc nieszczera
zreszta. Wystarczy przypomniec sobie czasy mackartyzmu, czy interwencji w
Wietnamie. Owszem, w obecnych czasach, kiedy nadszedl ponoc kres historii i
juz prawie, prawie wszedzie zwycieza "wolnosc", mozna sobie pozwolic na
wyrozumiala kpione. (Choc nie ma bynajmniej wyrozumialosci dla wichrzycieli
typu antyglobalistow, czy greenpeace'owcow).
Wyrozumialosc kk wobec bladzacych ma co porawda calkiem inne podloze,
bynajmniej nie wynikajace ze swiadomosci przygniatajacego sukcesu, ale jest
chyba rownie nieszczera. Nie nazywa sie juz odszeczepiencow heretykami i
nie rozpala stosow (no bo to niestety wyszlo juz zmody), w dalszym ciagu
jednak slepo wierzy w bezwarunkowa slusznosc wlasnej drogi.
4) Sytuowanie korzysci osiaganych dzieki obecnym wyrzeczeniom w
nieokreslonej przyszlosci.
Ll wprawdzie nie obiecuja niebianskiego szczescia, ale z pewnoscia cos
znacznie lepszego, niz to co mamy obecnie. Jeszcze tylko troche obnizymy
podatki, sprywatyzujemy to co jeszcze zostalo bezpanskie, wyeliminujemy
resztki planowania i interwencjii panstwa, itd, itp, a dobrobyt spadnie na
wszystkich nieuchronnie. Co? juz nawet nie obiecuja tego? I to jest wlasnie
miara ich sukcesu, a dokladniej miara skutecznosci zawezenia pola
swiadomosci, jakie spowodowali oraz praktycznego wyeliminowania "innych
Bogow". Bo przeciez wystarczy rzucic haslo: "Korea Polnocna", czy tez
"Bialorus" i nic nie trzeba wiecej tlumaczyc wyrzucanym na bruk ludziom.
Owszem, to i owo jeszcze nie jest OK, ale oczywiscie wiemy dlaczego, bo
przeciez wciaz rujnujemy sie na dofinansowywanie barow mlecznych, czy tez
nie sprywatyzowalismy jeszcze powietrza...
5) Podobnie dwuznaczna rola "kaplanow".
Podobno trafiaja sie wierzacy kaplani... Trudno powiedziec, czy to zlosliwy
zart, czy nie (Vide np. "Wedrowny piesek" Cz. Milosza.) Ja osobiscie
zakladam, ze nawet znaczna ich wiekszosc wierzy w to co mowi. Takze ll nie
koniecznie sa samymi cynikami bezczelnie wykorzystujacymi swoja przewage,
aby posiasc jeszcze znacznie wiecej. Wielu z nich zapewne swiece wierzy w
raj Adama Smitha dostepny dla kazdego.
Dwuznacznosc polega tu bardziej na tym, ze nie zawsze sa oni wzorami tego do
czego tak usilnie nawoluja. Zapewne nigdy by nie osiagneli takiej pozycji,
jaka posiadaj wsrod "swoich", gdyby wzory podsuwane maluczkim sami zech