leszek.sopot
07.07.06, 01:47
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3466931.html
Proszę mi wytłumaczyć jak nie wziąć tego za debilizm:
"czy pan Peter Kohler, obywatel Republiki Federalnej Niemiec, w dniu 25
czerwca 2006 roku we Frankfurcie nad Menem poprzez artykuł prasowy
pt. "Złodziejaszkowie, co chcą zawładnąć świat" opublikowany na łamach
dziennika "Tageszeitung" dopuścił się przestępstwa znieważenia lub poniżenia
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pana Lecha Kaczyńskiego, poprzez
przypisanie Prezydentowi RP miana sprawcy przestępstwa kradzieży".
Może też pozwą reżysera filmu "O dwóch takich co ukradli księżyc" za
przypisanie prezydentowi "miana sprawcy przestępstwa kradzieży" Księżyca?
Ja kurcze, przyznaję się bez bicia, że jestem humanistą i większość
prawniczych tekstów zwala mnie z nóg swym bełkotem i bezpłciowością, ale
jakim cudem czemuś niepoważnemu można stawiać poważny zarzut?
Zrozumiałbym zbadanie czy nie została obrażona godność, czy nie użyto wyrazów
obscenicznych, ale czepianie się, że autor obwinił Kaczyńskich o chęć
ukradzenia świata to groteska, której by i Mrożek nie wymyślił.
"Polska, czyli nigdzie" albo "Prezydent czyli król Ubu" - teatr absurdu do
entej potęgi.
W tym teatrze absurdu posłowie PiS stawiają jeszcze kropkę nad "i":
"Na wstępie należy wskazać, że już poprzez samo sformułowanie tytułu w/w
artykułu prasowego przypisano Prezydentowi RP miano sprawcy przestępstwa
kradzieży, co niewątpliwie prowadzić mogą do wniosku o świadomym poniżeniu
Pana Prezydenta w opinii polskiego społeczeństwa, społeczności
międzynarodowej i narażeniu na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania
pełnionej funkcji".
Kurcze, jak inteligentny człowiek mógłby wywnioskować z tytułu, że Kaczyńscy
ukradli świat? To jest tylko możliwe w umyśle Przemola.