kronopio77
28.08.06, 15:00
1. Hasło zerwania z dziedzictwem PRL i dekomunizacji.
Tymczasem wybitnie postkomunistyczna Samoobrona, mająca niejasne powiązania z
postesbeckimi służbami specjalnymi i wywiadem rosyjskim oraz LPR, której
prezesa ojciec, Maciej Giertych, był doradcą gen. Jaruzelskiego w latach 80-
tych, stanowią z PiS koalicję rządową. Prawą ręką ministra sprawiedliwości
jest Andrzej Kryże, który jako sędzia w latach 70-tych i 80-tych prowadził
sprawy przeciw opozycji politycznej (skazał na więzienie m.in. obecnego
wicemarszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego), nie wykazując się bynajmniej
łagodnością także wobec sprzyjających "Solidarności" sędziów. Natomiast PRL-
owskim prokuratorem od lat 70-tych był obecny minister koordynator służb
specjalnych, Zbigniew Wassermann. Członkiem PZPR był jeden z najbardziej
zaufanych ludzi braci Kaczyńskich, minister skarbu Wojciech Jasiński, a
ojciec ministra spraw wewnętrznych i administracji Ludwika Dorna, Henryk
Dornbaum, był przed wojną członkiem Komunistycznej Partii Polski, zaś po
wojnie lektorem marksizmu-leninizmu na Politechnice Warszawskiej. Poseł PiS-
u, Tadeusz Cymański, był członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej oraz
Socjalistycznego Związku Studentów Polskich.
Mimo tego obóz rządzący akcentuje swój antykomunizm i prawicowość, co
przechodzi nawet w formy skrajne – obecny marszałek Sejmu Marek Jurek oraz
obecny szef CBA Mariusz Kamiński (obaj z PiS) zasłynęli w 1998 "pielgrzymką"
do Londynu, by spotkać się z oskarżanym o tortury i zbrodnicze mordy na
opozycji gen. Pinochetem (podziękowali mu za "obronę praw człowieka"), zaś w
2006 poseł do Europarlamentu Maciej Giertych wystąpił z pochwałą gen.
Francisco Franco, faszystowskiego dyktatora Hiszpanii. Znane są także
wielokrotne pochwały Andrzeja Leppera (obecny minister rolnictwa) pod adresem
programu gospodarczego Adolfa Hitlera. Będąca zapleczem współrządzącej LPR
Młodzież Wszechpolska jest organizacją faszystowską, w której silne są
akcenty antysemickie, ksenofobiczne i sympatie nazistowskie (faszystowskie
pozdrowienie, hasła "Pedały do gazu!", "Zrobimy z wami to, co Hitler zrobił z
Żydami!").
Warto zauważyć, że wrażenia estetyczne ze sprawowania władzy przez obecny
układ rządzący przypominają pocztówkę z PRL-u: kiedyś też była przewodnia
siła narodu, zapewniająca, że cieszy się poparciem wszystkich Polaków (PZPR)
i mająca dwie przybudówki (SD i ZSL), co odpowiada obecnemu układowi
PiS+Samoobrona+LPR. Huczne zjazdy partii odbywały się w Sali Kongresowej
warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki (jak dziś), a telewizja zapewniała o
sukcesach gospodarczych oraz wzywała do jedności partii i narodu (to Gierek).
Wystąpienie w Sejmie 17 lutego 2006 prezesa PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, w
którym zawarte zostały niezwykle agresywne sformułowania i pomówienia wobec
całych grup społecznych (osławione "łże-elity"), przypominało rok 1968 (to
Gomułka – pewna przaśność prezesa Kaczyńskiego oraz jego brutalny język
upodabniają go zresztą do towarzysza "Wiesława" i w innych sytuacjach).
Otwierane właśnie PiS-owskie Punkty Obsługi Wyborców, które mają powstać w
każdym powiecie, są odpowiednikiem PZPR-owskich "Podstawowych Organizacji
(lub: komórek) Partyjnych" (tzw. "jaczejki"). Do wojska natomiast mają być
wprowadzeni "oficerowie wychowawcy", co przywołuje "chlubne" tradycje
radzieckich "komisarzy politycznych".
2. „Tanie państwo”.
A tymczasem powołano trzy nowe ministerstwa tylko po to, by zadowolić apetyty
koalicjantów z Samoobrony i LPR, w planach jest stworzenie szeregu instytucji
nadzorujących, kontrolujących, opiniujących i wychowujących (z siedzibami,
kierownikami, samochodami, komórkami, sekretarkami, etatami). PiS zapowiadał
likwidację ok. 50 instytucji – powołany po wyborach zespół stwierdził, że
zlikwidować można tylko kilka. To, co się jednak likwiduje, w rzeczywistości
zmienia tylko na ogół szyld i występuje już pod nową nazwą. Wzrósł budżet
kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera, liczba podsekretarzy i
sekretarzy stanu w Kancelarii Premiera jest dwukrotnie wyższa niż za rządów
SLD. O kilkadziesiąt etatów wzrosły gabinety polityczne ministrów. Wzrosły
też pensje w administracji rządowej. Wydatki na administrację rządową są w
2006 o kilka procent wyższe od ubiegłorocznych – wzrosły wydatki rządu na
rozmowy telefoniczne (jest więcej służbowych komórek), samochody (zakupiono
100 nowych), sprzęt biurowy, kserokopiarki, inwestycje i remonty. W
Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego pija się specjalną
kawę "Nespresso" w kapsułkach, sprowadzaną z Włoch (1 opakowanie – 65 zł, do
tego automat do parzenia za 2-4,5 tys. zł). Tymczasem premier Marcinkiewicz
zapewniał, że w 2006 zostaną zaoszczędzone 3 mld zł w administracji. Wbrew
zapowiedziom z kampanii wyborczej Lech Kaczyński nie redukuje znacząco liczby
ośrodków prezydenckich (jest ich kilkanaście).
Wydatki budżetu państwa rosną w ogromnym tempie – w 2006 mają wzrosnąć o 7,7%
(a już w 2005 wzrosły o 6,1%), podczas gdy PKB nominalnie wzrośnie mniej – o
6,6%. Tymczasem na wydatkach państwa w kolejnych latach cieniem kłaść się
będą skutki ustawy o wcześniejszych emeryturach górniczych, o emeryturach
pomostowych (obejmującej kilkadziesiąt grup zawodowych), wzrost wydatków
socjalnych w ramach "polityki prorodzinnej" i "prorolniczej". Są to wydatki
sztywne, a więc raz uruchomione będą rosły niezależnie od koniunktury
gospodarczej i finansowych możliwości państwa. Ponieważ PiS, a szczególnie
Samoobrona i LPR, prezentują stanowiska populistyczne, gospodarczo tkwią w
rozdawnictwie socjalistycznym, a zbliżają się wybory samorządowe i od dwóch
lat wzrasta koniunktura gospodarcza (a władze w Polsce mają tendencje do
przejadania owoców wzrostu, zamiast do oszczędzania) – należy spodziewać się
szeregu następnych "kiełbas wyborczych" w rodzaju becikowego. Dodatkowo
wymowny jest fakt, że od objęcia władzy przez PiS w ciągu dziesięciu miesięcy
mieliśmy już czterech ministrów finansów. Obecny minister finansów już jakiś
czas temu stwierdził, że w tegorocznym budżecie zabraknie 4 mld zł (ze
wstępnych szacunków wynika, że w przyszłym może zabraknąć 8 mld). A miały być
3 mld oszczędności w tym roku i po 5 mld w latach następnych: rząd miał
wiosna tego roku przedstawić nawet raport w tej sprawie – widział go ktoś?
3. Niższe podatki.
W kampanii wyborczej obiecywano także niższe podatki (w tym dwa progi 18 i
32% od 2007 roku) i obniżenie deficytu budżetowego – tymczasem obniżenie
progów podatkowych ma nastąpić wedle dość mglistych zapowiedzi (obietnice,
plany, zamierzenia, projekty, zapowiedzi i dobre chęci są w ogóle
specjalnością tej ekipy, a brylował pośród nich premier Marcinkiewicz)
dopiero w 2009. Zahamowana została całkowicie prywatyzacja. Istnieją poważne
obawy, że pod koniec 2006 dług publiczny przekroczy pierwszy alarmowy próg –
50% PKB, a napędzają go właśnie wydatki socjalne. Albo więc obietnice
koalicji nie zostaną dotrzymane, albo wzrosną podatki (choćby pośrednie), by
zrekompensować wzrost wydatków. O populistycznym haśle "3 mln mieszkań w 8
lat" (czyli budowie ponad 1000 dziennie) nawet nie mówię – zdaje się, że
prędzej powstanie 30 tysięcy miejsc w więzieniach, zwłaszcza że to akurat
jest w gestii państwa. Zmniejsza się natomiast bezrobocie, bo dzięki otwarciu
części rynków pracy w Unii Europejskiej ok. miliona Polaków dorabia na
Zachodzie.
4. Powoływanie ludzi kompetentnych i walka z "kolesiostwem".
Tyle intencje. Tymczasem od miesięcy instytucje centralne i rady nadzorcze
spółek Skarbu Państwa "czyszczone" są dla "miernych, biernych, ale
wiernych", "rzucanych na dany odcinek" z klucza partyjnego; przybrało to
formy bardziej masowe i bezwstydne, niż w czasach rządów AWS-u i drugich
rządów SLD. Obiecywano konkursy na stanowiska w sp