Dodaj do ulubionych

Trochę faktów o IV RP wg Pis:

28.08.06, 15:00
1. Hasło zerwania z dziedzictwem PRL i dekomunizacji.
Tymczasem wybitnie postkomunistyczna Samoobrona, mająca niejasne powiązania z
postesbeckimi służbami specjalnymi i wywiadem rosyjskim oraz LPR, której
prezesa ojciec, Maciej Giertych, był doradcą gen. Jaruzelskiego w latach 80-
tych, stanowią z PiS koalicję rządową. Prawą ręką ministra sprawiedliwości
jest Andrzej Kryże, który jako sędzia w latach 70-tych i 80-tych prowadził
sprawy przeciw opozycji politycznej (skazał na więzienie m.in. obecnego
wicemarszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego), nie wykazując się bynajmniej
łagodnością także wobec sprzyjających "Solidarności" sędziów. Natomiast PRL-
owskim prokuratorem od lat 70-tych był obecny minister koordynator służb
specjalnych, Zbigniew Wassermann. Członkiem PZPR był jeden z najbardziej
zaufanych ludzi braci Kaczyńskich, minister skarbu Wojciech Jasiński, a
ojciec ministra spraw wewnętrznych i administracji Ludwika Dorna, Henryk
Dornbaum, był przed wojną członkiem Komunistycznej Partii Polski, zaś po
wojnie lektorem marksizmu-leninizmu na Politechnice Warszawskiej. Poseł PiS-
u, Tadeusz Cymański, był członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej oraz
Socjalistycznego Związku Studentów Polskich.
Mimo tego obóz rządzący akcentuje swój antykomunizm i prawicowość, co
przechodzi nawet w formy skrajne – obecny marszałek Sejmu Marek Jurek oraz
obecny szef CBA Mariusz Kamiński (obaj z PiS) zasłynęli w 1998 "pielgrzymką"
do Londynu, by spotkać się z oskarżanym o tortury i zbrodnicze mordy na
opozycji gen. Pinochetem (podziękowali mu za "obronę praw człowieka"), zaś w
2006 poseł do Europarlamentu Maciej Giertych wystąpił z pochwałą gen.
Francisco Franco, faszystowskiego dyktatora Hiszpanii. Znane są także
wielokrotne pochwały Andrzeja Leppera (obecny minister rolnictwa) pod adresem
programu gospodarczego Adolfa Hitlera. Będąca zapleczem współrządzącej LPR
Młodzież Wszechpolska jest organizacją faszystowską, w której silne są
akcenty antysemickie, ksenofobiczne i sympatie nazistowskie (faszystowskie
pozdrowienie, hasła "Pedały do gazu!", "Zrobimy z wami to, co Hitler zrobił z
Żydami!").
Warto zauważyć, że wrażenia estetyczne ze sprawowania władzy przez obecny
układ rządzący przypominają pocztówkę z PRL-u: kiedyś też była przewodnia
siła narodu, zapewniająca, że cieszy się poparciem wszystkich Polaków (PZPR)
i mająca dwie przybudówki (SD i ZSL), co odpowiada obecnemu układowi
PiS+Samoobrona+LPR. Huczne zjazdy partii odbywały się w Sali Kongresowej
warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki (jak dziś), a telewizja zapewniała o
sukcesach gospodarczych oraz wzywała do jedności partii i narodu (to Gierek).
Wystąpienie w Sejmie 17 lutego 2006 prezesa PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, w
którym zawarte zostały niezwykle agresywne sformułowania i pomówienia wobec
całych grup społecznych (osławione "łże-elity"), przypominało rok 1968 (to
Gomułka – pewna przaśność prezesa Kaczyńskiego oraz jego brutalny język
upodabniają go zresztą do towarzysza "Wiesława" i w innych sytuacjach).
Otwierane właśnie PiS-owskie Punkty Obsługi Wyborców, które mają powstać w
każdym powiecie, są odpowiednikiem PZPR-owskich "Podstawowych Organizacji
(lub: komórek) Partyjnych" (tzw. "jaczejki"). Do wojska natomiast mają być
wprowadzeni "oficerowie wychowawcy", co przywołuje "chlubne" tradycje
radzieckich "komisarzy politycznych".

2. „Tanie państwo”.
A tymczasem powołano trzy nowe ministerstwa tylko po to, by zadowolić apetyty
koalicjantów z Samoobrony i LPR, w planach jest stworzenie szeregu instytucji
nadzorujących, kontrolujących, opiniujących i wychowujących (z siedzibami,
kierownikami, samochodami, komórkami, sekretarkami, etatami). PiS zapowiadał
likwidację ok. 50 instytucji – powołany po wyborach zespół stwierdził, że
zlikwidować można tylko kilka. To, co się jednak likwiduje, w rzeczywistości
zmienia tylko na ogół szyld i występuje już pod nową nazwą. Wzrósł budżet
kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera, liczba podsekretarzy i
sekretarzy stanu w Kancelarii Premiera jest dwukrotnie wyższa niż za rządów
SLD. O kilkadziesiąt etatów wzrosły gabinety polityczne ministrów. Wzrosły
też pensje w administracji rządowej. Wydatki na administrację rządową są w
2006 o kilka procent wyższe od ubiegłorocznych – wzrosły wydatki rządu na
rozmowy telefoniczne (jest więcej służbowych komórek), samochody (zakupiono
100 nowych), sprzęt biurowy, kserokopiarki, inwestycje i remonty. W
Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego pija się specjalną
kawę "Nespresso" w kapsułkach, sprowadzaną z Włoch (1 opakowanie – 65 zł, do
tego automat do parzenia za 2-4,5 tys. zł). Tymczasem premier Marcinkiewicz
zapewniał, że w 2006 zostaną zaoszczędzone 3 mld zł w administracji. Wbrew
zapowiedziom z kampanii wyborczej Lech Kaczyński nie redukuje znacząco liczby
ośrodków prezydenckich (jest ich kilkanaście).
Wydatki budżetu państwa rosną w ogromnym tempie – w 2006 mają wzrosnąć o 7,7%
(a już w 2005 wzrosły o 6,1%), podczas gdy PKB nominalnie wzrośnie mniej – o
6,6%. Tymczasem na wydatkach państwa w kolejnych latach cieniem kłaść się
będą skutki ustawy o wcześniejszych emeryturach górniczych, o emeryturach
pomostowych (obejmującej kilkadziesiąt grup zawodowych), wzrost wydatków
socjalnych w ramach "polityki prorodzinnej" i "prorolniczej". Są to wydatki
sztywne, a więc raz uruchomione będą rosły niezależnie od koniunktury
gospodarczej i finansowych możliwości państwa. Ponieważ PiS, a szczególnie
Samoobrona i LPR, prezentują stanowiska populistyczne, gospodarczo tkwią w
rozdawnictwie socjalistycznym, a zbliżają się wybory samorządowe i od dwóch
lat wzrasta koniunktura gospodarcza (a władze w Polsce mają tendencje do
przejadania owoców wzrostu, zamiast do oszczędzania) – należy spodziewać się
szeregu następnych "kiełbas wyborczych" w rodzaju becikowego. Dodatkowo
wymowny jest fakt, że od objęcia władzy przez PiS w ciągu dziesięciu miesięcy
mieliśmy już czterech ministrów finansów. Obecny minister finansów już jakiś
czas temu stwierdził, że w tegorocznym budżecie zabraknie 4 mld zł (ze
wstępnych szacunków wynika, że w przyszłym może zabraknąć 8 mld). A miały być
3 mld oszczędności w tym roku i po 5 mld w latach następnych: rząd miał
wiosna tego roku przedstawić nawet raport w tej sprawie – widział go ktoś?

3. Niższe podatki.
W kampanii wyborczej obiecywano także niższe podatki (w tym dwa progi 18 i
32% od 2007 roku) i obniżenie deficytu budżetowego – tymczasem obniżenie
progów podatkowych ma nastąpić wedle dość mglistych zapowiedzi (obietnice,
plany, zamierzenia, projekty, zapowiedzi i dobre chęci są w ogóle
specjalnością tej ekipy, a brylował pośród nich premier Marcinkiewicz)
dopiero w 2009. Zahamowana została całkowicie prywatyzacja. Istnieją poważne
obawy, że pod koniec 2006 dług publiczny przekroczy pierwszy alarmowy próg –
50% PKB, a napędzają go właśnie wydatki socjalne. Albo więc obietnice
koalicji nie zostaną dotrzymane, albo wzrosną podatki (choćby pośrednie), by
zrekompensować wzrost wydatków. O populistycznym haśle "3 mln mieszkań w 8
lat" (czyli budowie ponad 1000 dziennie) nawet nie mówię – zdaje się, że
prędzej powstanie 30 tysięcy miejsc w więzieniach, zwłaszcza że to akurat
jest w gestii państwa. Zmniejsza się natomiast bezrobocie, bo dzięki otwarciu
części rynków pracy w Unii Europejskiej ok. miliona Polaków dorabia na
Zachodzie.

4. Powoływanie ludzi kompetentnych i walka z "kolesiostwem".
Tyle intencje. Tymczasem od miesięcy instytucje centralne i rady nadzorcze
spółek Skarbu Państwa "czyszczone" są dla "miernych, biernych, ale
wiernych", "rzucanych na dany odcinek" z klucza partyjnego; przybrało to
formy bardziej masowe i bezwstydne, niż w czasach rządów AWS-u i drugich
rządów SLD. Obiecywano konkursy na stanowiska w sp
Obserwuj wątek
    • kronopio77 cd. 28.08.06, 15:01
      4. Powoływanie ludzi kompetentnych i walka z "kolesiostwem".
      Tyle intencje. Tymczasem od miesięcy instytucje centralne i rady nadzorcze
      spółek Skarbu Państwa "czyszczone" są dla "miernych, biernych, ale
      wiernych", "rzucanych na dany odcinek" z klucza partyjnego; przybrało to formy
      bardziej masowe i bezwstydne, niż w czasach rządów AWS-u i drugich rządów SLD.
      Obiecywano konkursy na stanowiska w spółkach Skarbu Państwa - nie słyszałem
      jeszcze o ani jednym, mamy natomiast kandydatów wyciąganych z rękawa, często
      szczycących się niejasna przeszłością, zerowym doświadczeniem i kompetencjami.
      Człowiek powołany przez PiS na stanowisko przewodniczącego Małopolskiej Agencji
      Rozwoju Regionalnego ma np. zarzuty prokuratorskie o roztrwonienie 2,4 mln zł z
      Wielkopolskiego Banku Rolniczego w Kaliszu. Upolityczniona została KRRiT, a
      szczególnie jaskrawym przykładem są rady nadzorcze rozgłośni regionalnych
      Polskiego Radia, do których wchodzą "krewni i znajomi królika", w większości
      (sami to przyznają) bez wcześniejszych kontaktów z rynkiem mediów. Niemal
      wszyscy natomiast związani są z PiS, Samoobroną, LPR-em i (!) Młodzieżą
      Wszechpolską.
      Andrzej Lepper, awanturnik organizujący blokady na drogach i człowiek z kilkoma
      wyrokami sądowymi, został ministrem rolnictwa; na szereg stanowisk dostają się
      działacze z Samoobrony, do której to partii w szczególny sposób lgną ludzie
      pozostający w konflikcie z prawem – Danuta Hojarska (sfałszowanie więziennej
      przepustki i przywłaszczenie maszyn rolniczych kupionych z kredytu), Ryszard
      Bonda (przywłaszczenie 27 tys. ton zboża o wartości 11 mln zł w tzw. "aferze
      zbożowej"), Bolesław Borysiuk (doradca niesławnej spółki Art-B, oskarżany przez
      media także o powiązania z nieprawidłowościami w przemyśle zbrojeniowym),
      Krzysztof Rutkowski (pranie brudnych pieniędzy, powoływanie się na wpływy w
      instytucjach państwowych w zamian za korzyści majątkowe, poświadczanie
      nieprawdy), Janusz Wójcik (prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym), Bogdan
      Golik (domniemany gwałt na prostytutce w Brukseli), Stanisław Łyżwiński
      (udaremnianie komorniczej egzekucji należących do niego trzech pojazdów),
      Renata Beger (sfałszowanie wyborczych list poparcia przez własnoręczne
      dopisanie wielu nazwisk lub zlecenie tego innej osobie), – braki zaś w
      wykształceniu nadrabiający na "przyspieszonych kursach". Absolwentka
      moskiewskiej Wyższej Szkoły Magii, Genowefa Wiśniowska, została wicemarszałkiem
      Sejmu. Powołany z ramienia Samoobrony na stanowisko ministra budownictwa Antoni
      Jaszczak miał być co prawda (jeszcze kilka godzin przed nominacją) ministrem
      gospodarki morskiej (bo – jak sam mówił – z okna mieszkania w Sopocie ma widok
      na statki w Zatoce Gdańskiej), ale na nowym urzędzie też sobie poradzi (bo –
      jak sam mówił – po drugiej stronie mieszkania ma widok na budujące się
      osiedle). Warto przypomnieć, że od momentu powstania PiS z braćmi Kaczyńskimi
      na czele był zaciekłym krytykiem działań Samoobrony jako zaplecza SLD i
      ugrupowania kryminogennego, i wykluczał jakąkolwiek możliwość zawarcia koalicji
      z tym ugrupowaniem, np.: "My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu
      Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy, bo proszę
      zauważyć, że kolejne takie rządy w
      Polsce jak te, które mamy obecnie, albo te, które były w poprzedniej kadencji i
      mamy do czynienia z Samoobroną przy władzy, i naprawdę z nieszczęściem dla
      naszego kraju" (Jarosław Kaczyński dla radiowej "Trójki", 16 lutego 2004). To
      samo dotyczyło ewentualnego powołania Leppera na wicemarszałka Sejmu, co jednak
      po wyborach także głosami PiS-u nastąpiło.
      Ponadto: redagujący przed laty neonazistowski "Front" oraz pisujący do
      faszyzującego "Szczerbca" Piotr Farfał został wiceprezesem TVP, a prezentujący
      skrajne poglądy polityczne i stanowisko antyeuropejskie Roman Giertych został
      ministrem edukacji (podczas gdy młodzież jest najbardziej otwartą na świat i
      proeuropejską częścią społeczeństwa polskiego), co wywołało masowe protesty
      uczniów i środowisk nauczycielskich (które w odpowiedzi Giertych oskarżył o
      reprezentowanie lobby homoseksualnego i narkotykowego). 6 czerwca 2006 odwołał
      on dyrektora Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, Mirosława
      Sielatyckiego, za domniemaną promocję "dewiacji" (czyli homoseksualizmu) w
      szkołach poprzez rozpowszechnianie podręcznika pt. "Kompas. Edukacja o prawach
      człowieka w pracy z młodzieżą" (oficjalnej publikacji Rady Europy). Szczególnie
      szkodliwym elementem działalności Giertycha na tym stanowisku była
      tzw. "amnestia maturalna", wedle której ci, co w 2006 i 2005 nie zdali egzaminu
      dojrzałości, jednak go zdali. Małżonka ministra gospodarki morskiej, Rafała
      Wiecheckiego z LPR-u (do niedawna wysokiego działacza Młodzieży
      Wszechpolskiej), została wysunięta przez MEN jako kandydatka na dyrektora
      Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży, co wywołało podejrzenia o kumoterstwo
      na szczeblu ministerialnym (minister Roman Giertych jest honorowym
      przewodniczącym Młodzieży Wszechpolskiej).

      5. Zapowiedź uczciwości ludzi i przejrzystości procedur.
      Tymczasem np. prezesem PZU zostaje nieznany w środowisku finansistów Jaromir
      Netzel, współpracujący przed laty z firmą Drob-kartel, oskarżoną o udział w
      praniu brudnych pieniędzy. W czasie, gdy pełnił funkcję prokurenta tej firmy,
      był też pracownikiem PKO BP i udzielał kredytów – reprezentował więc
      jednocześnie bank i jego wierzyciela. Został zwolniony z PKO BP i zawieszony w
      Okręgowej Radzie Adwokackiej. Ciemne sprawy wokół Netzla opisywał
      dziennikarz "Rzeczpospolitej" Bertold Kittel. 21 sierpnia 2006 związany z ojcem
      Rydzykiem "Nasz Dziennik" opublikował (inne dzienniki odmówiły) ogłoszenie
      prezesa PZU, w którym ten, zamiast odnieść się do stawianych mu zarzutów,
      pomówił Kittela o przynależność do służb specjalnych (w ten sposób Kittel
      dowiedział się, że jest majorem) oraz że ktoś zlecił dziennikarzowi ataki na
      niego, a pieniądze za tekst przesłał mu do raju podatkowego na Kajmanach. Tego
      rodzaju "fachowców" jak Netzel wyciąga się w "IV RP" niczym króliki z kapelusza
      całymi stadami.
      Ponadto koalicja rządząca przegłosowała nową ustawę o Służbie Cywilnej, wedle
      której wyższe stanowiska kierownicze będą obsadzane w niej nie poprzez
      konkursy, ale drogą mianowania z klucza politycznego. Sam urząd Służby Cywilnej
      stracił też samodzielność i został przeniesiony pod nadzór szefa kancelarii
      premiera.Obecny minister sportu, kiedyś znany chodziarz sportowy, Tomasz
      Lipiec, został w 1993 przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków
      dopingujących, za co na cztery lata został zawieszony w prawach zawodnika.
      Przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, prof. Jerzy
      Smorawiński, który wykrył u chodziarza Lipca doping, został przez ministra
      Lipca zwolniony 1 lutego 2006 z pracy.
      26 czerwca 2006 tygodnik "Wprost" opublikował artykuł, według którego
      sponsorami kampanii do Parlamentu Europejskiego członków PiS-u Michała
      Kamińskiego, Adama Bielana i Konrada Szymańskiego były formalnie osoby
      fizyczne, a faktycznie mogły być firmy Jana Łuczaka, bliskiego znajomego
      Kazimierza Marcinkiewicza i jego braci (Łuczak był wówczas oskarżony o
      przestępstwa gospodarcze i karnoskarbowe przed sądem w Świdnicy, uniknął
      odpowiedzialności w 2005 jedynie dzięki przedawnieniu zarzucanych mu czynów).
      Problemem jest to, że ustawa o partiach zakazuje finansowania kampanii
      wyborczej przez firmy. Najciekawszy w tym wszystkim jest jednak wygłoszony tego
      samego dnia komentarz prezesa PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego: "Jeżeli ktoś
      wpłaca załóżmy na moją kampanię i, dajmy na to, daje te 10 czy 20 tysięcy – i
      ja nie wiem skąd, – on ma prawo dać, ja mam prawo wziąć. Nie będę przecież za
      każdym razem prowadził śledztwa, czy to są pieniądze jego, czy może kogoś
      innego. Nie wiem, kim były te osoby i czy jest prawdop
      • kronopio77 cd. 2 28.08.06, 15:02
        5. Pis i kościół katolicki.
        Od powstania rządu Marcinkiewicza działacze PiS-u i ministrowie rządu niemal
        nie wychodzili z Radia Maryja oraz Telewizji Trwam (związanych z
        kontrowersyjnym duchownym Tadeuszem Rydzykiem, atakującym w swoich mediach
        przemiany w Polsce po 1989, Unię Europejską i procesy globalizacyjne,
        opierającym się na ludowej pobożności, szerzącym skrajny konserwatyzm,
        ksenofobię, antysemityzm i teorie spiskowe), wyraźnie preferując te stacje na
        rynku mediów i dostępu do informacji (jako jedyne zostały one zaproszone do
        transmitowania podpisania tzw. paktu stabilizacyjnego 2 lutego 2006). Aby
        sprawdzić wpływy ojca Rydzyka w rządzie dziennikarze "Faktu" urządzili
        prowokację, opisaną 7 lutego 2006 – jeden z nich podszył się pod asystenta ojca
        Rydzyka, dzwoniąc spod jednego z warszawskich banków do sekretariatu ówczesnego
        ministra rolnictwa, Krzysztofa Jurgiela, z prośbą o podstawienie samochodu,
        gdyż wóz duchownego właśnie się zepsuł w centrum miasta. Minister Jurgiel
        osobiście wybrał rządową limuzynę z kierowcą i polecił natychmiast podstawić ją
        pod bank. W obliczu tego rodzaju doniesień upowszechnił się żart o "rządzie
        sterowanym radiem".
        Była lektorka Radia Maryja, posłanka Anna Sobecka (wybrana z listy LPR, obecnie
        NKP), jest w Sejmie przewodniczącą Komisji Rodziny i Praw Kobiet.
        Poprawką budżetową z 17 lutego 2006 przekazano dotację w wysokości 20 milionów
        zł na budowę Świątyni Opatrzności Bożej – po bezskutecznym przekonywaniu
        społeczeństwa do składania datków Kościół poszedł po rozum do głowy i przekonał
        władzę. Ponieważ jednak polskie prawo zabrania dofinansowania budowy obiektów
        sakralnych z budżetu państwa, zapis w budżecie mówi o "muzeum wewnątrz
        Świątyni".
        Dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego (wybrany w 2005 w konkursie z
        najwyższą liczbą punktów), Bogdan Hajduk, stracił stanowisko 20 kwietnia 2006,
        bo nie chciał nielegalnie (i bezpłatnie) przekazać zakonowi oblatów budynku
        muzeum przyrodniczego, przylegającego do byłego klasztoru benedyktynów
        (zajmowanego obecnie przez oblatów) na Świętym Krzyżu na Łysej Górze. Budynek
        muzeum nigdy nie należał do oblatów, a wszystkie zabudowania na szczycie góry
        Kościół utracił w 1819. Z naciskami na ministerstwo środowiska w sprawie
        darowizny na rzecz oblatów występował kilkakrotnie Przemysław Gosiewski (a
        propos – wykazuje się on w ogóle niezwykłą wprost aktywnością – za jego sprawą
        w małej 10-tysięcznej Włoszczowie na Kielecczyźnie powstanie stacja dla
        ekspresów do Warszawy, poruszających się po Centralnej Magistrali Kolejowej,
        czyli najszybszej linii w Polsce, która łączy stolicę ze Śląskiem i Krakowem, a
        po modernizacji przystosowana ma być do prędkości 200 km/h i docelowo 250 km/h.
        Nie trzeba dodawać, że Gosiewski został posłem z ziemi kieleckiej).
        W sierpniu 2006 rządowo-kościelna Komisja Majątkowa przy MSWiA (na jego czele –
        Ludwik Dorn) na niejawnym (!) posiedzeniu przekazała zakonowi cystersów (bez
        uzgodnienia z władzami miasta) 7 atrakcyjnych działek w Krakowie o łącznej
        powierzchni ponad 3 ha i wartości 24 mln zł. Żaden z tych gruntów nie był w
        przeszłości własnością cystersów. Na spotkaniu wicepremiera Andrzeja Leppera z
        prymasem Józefem Glempem 8 sierpnia 2006 minister rolnictwa zaproponował
        przekazanie Episkopatowi budynku Centralnej Biblioteki Rolniczej, mieszczącej
        się przy kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. Budynek nigdy nie był
        własnością Kościoła, którego roszczenia do tego obiektu, zgłoszone w 1995,
        zostały zresztą oddalone już w 2002 przez Naczelny Sąd Administracyjny.
        Największym jednak prezentem dla Kościoła rzymsko-katolickiego może się okazać
        przygotowany przez PiS natrętnie klerykalny projekt nowej Konstytucji RP, który
        w porównaniu do obecnie obowiązującej Ustawy Zasadniczej ogranicza znacząco
        prawa i wolności obywatelskie w sferze światopoglądowej. Już preambuła,
        rozpoczynająca się formułą "W imię Boga Wszechmogącego", akcentuje wyłącznie
        chrześcijańskie dziedzictwo narodu, składa też dziękczynienie Opatrzności "za
        dar odzyskanej niepodległości". W ten sposób ludzie niewierzący i
        niechrześcijanie zostają wyrzuceni poza nawias. Warto zaznaczyć, że preambuła
        obecnej konstytucji z piękną formułą "my, Naród Polski – wszyscy obywatele
        Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga, będącego źródłem prawdy,
        sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te
        uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł…", jest w świecie stawiana za
        wzór godzenia szacunku do religii z szacunkiem dla niewierzących. Na tym jednak
        nie dość zmian w projekcie PiS-u. Pomija on zasadę "bezstronności władz
        publicznych w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i
        filozoficznych" (obecny art. 25 pt. 2), wobec czego będzie można wspierać
        przykazania religijne zakazami prawnymi. Pomija się też zasadę, że nikt nie
        może być zmuszany do uczestnictwa w religijnych praktykach ani do ujawniania
        swych poglądów religijnych lub wyznania (obecny art. 53 pt. 6 i 7). Nie ma tam
        też gwarancji służby zastępczej dla tych, którym "przekonania religijne lub
        wyznawane zasady moralne nie pozwalają na odbywanie służby wojskowej" (obecny
        art. 85 pt. 3). PiS pominął też klauzulę, że choć rodzice mają prawo do
        wychowania dzieci zgodnie ze swymi przekonaniami, to powinni "uwzględniać
        stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego
        przekonania" (obecny art. 48 pt. 1 i art. 53 pt. 3). Pominięto także
        zastrzeżenie, że przy nauczaniu religii w szkole (teraz jest ono fakultatywne,
        w projekcie PiS-u jest zaś zobowiązaniem władz publicznych) "nie może być
        naruszona wolność sumienia i religii innych osób" (obecny art. 53 pt. 4).
        Wreszcie, teksty przysiąg, składanych przez posłów, ministrów i prezydenta
        zawierać mają jako integralną część formułę "Tak mi dopomóż Bóg" – można będzie
        ją co prawda opuścić, ale w ten sposób to świecka forma będzie odstępstwem od
        normy (obecnie jest na odwrót: art. 104 pt. 2, art. 130 i art. 151).

        6. Polityka zagraniczna.
        Wbrew zapowiedziom umacniania pozycji Polski mamy do czynienia z nieustanną
        kompromitacją kraju na arenie międzynarodowej. Po kilku wizytach zagranicznych
        na początku roku prezydent Lech Kaczyński na trwałe zaszył się w pałacu, szczyt
        Trójkąta Weimarskiego (tym ważniejszy, że przed spotkaniem G-8 w Petersburgu,
        była więc okazja, by uczulić Francję i Niemcy na polskie stanowiska w relacjach
        z Rosją) został odwołany z powodu "dolegliwości dyspeptycznych" prezydenta po
        satyrycznym artykule pt. "Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić
        światem" w niskonakładowym "Die Tageszeitung". Rozpętana z tego powodu "wojna
        kartoflana" (szef MSZ Anna Fotyga przyrównała niemiecką gazetę do
        hitlerowskiego "Stürmera", odwołała też planowaną wcześniej debatę w Sejmie o
        stosunkach polsko-niemieckich i udała się na rocznicę pacyfikacji Michniowa, a
        poseł Gosiewski wystąpił z wnioskiem do polskiego ministra sprawiedliwości,
        domagając się ścigania autora artykułu przy pomocy europejskiego nakazu
        aresztowania za znieważenie prezydenta) oraz podgrzewana histeria wokół Eriki
        Steinbach (10 sierpnia 2006, w dniu otwarcia w Berlinie wystawy "Wymuszone
        drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" premier Kaczyński odwiedził
        były hitlerowski obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie, a komisarz Warszawy
        Kazimierz Marcinkiewicz odwołał zaplanowaną na 11 sierpnia wizytę w stolicy
        Niemiec z okazji 15. rocznicy podpisania partnerskiej umowy pomiędzy Warszawą i
        Berlinem) psuje stosunki z Niemcami, choć Niemcy wciąż starają się łagodzić
        sytuację i wyciągają rękę. W wyobrażeniach PiS-u, a już szczególnie
        neoendeckiego LPR-u (jego patron, Roman Dmowski, był wrogiem "żywiołu
        germańskiego") Niemcy grają rolę straszaka, jako "odwieczny wróg Polski"; na
        każdym kroku wypomina im się też nazist
        • kronopio77 cd. 3 28.08.06, 15:03
          6. Polityka zagraniczna.
          Wbrew zapowiedziom umacniania pozycji Polski mamy do czynienia z nieustanną
          kompromitacją kraju na arenie międzynarodowej. Po kilku wizytach zagranicznych
          na początku roku prezydent Lech Kaczyński na trwałe zaszył się w pałacu, szczyt
          Trójkąta Weimarskiego (tym ważniejszy, że przed spotkaniem G-8 w Petersburgu,
          była więc okazja, by uczulić Francję i Niemcy na polskie stanowiska w relacjach
          z Rosją) został odwołany z powodu "dolegliwości dyspeptycznych" prezydenta po
          satyrycznym artykule pt. "Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić
          światem" w niskonakładowym "Die Tageszeitung". Rozpętana z tego powodu "wojna
          kartoflana" (szef MSZ Anna Fotyga przyrównała niemiecką gazetę do
          hitlerowskiego "Stürmera", odwołała też planowaną wcześniej debatę w Sejmie o
          stosunkach polsko-niemieckich i udała się na rocznicę pacyfikacji Michniowa, a
          poseł Gosiewski wystąpił z wnioskiem do polskiego ministra sprawiedliwości,
          domagając się ścigania autora artykułu przy pomocy europejskiego nakazu
          aresztowania za znieważenie prezydenta) oraz podgrzewana histeria wokół Eriki
          Steinbach (10 sierpnia 2006, w dniu otwarcia w Berlinie wystawy "Wymuszone
          drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku" premier Kaczyński odwiedził
          były hitlerowski obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie, a komisarz Warszawy
          Kazimierz Marcinkiewicz odwołał zaplanowaną na 11 sierpnia wizytę w stolicy
          Niemiec z okazji 15. rocznicy podpisania partnerskiej umowy pomiędzy Warszawą i
          Berlinem) psuje stosunki z Niemcami, choć Niemcy wciąż starają się łagodzić
          sytuację i wyciągają rękę. W wyobrażeniach PiS-u, a już szczególnie
          neoendeckiego LPR-u (jego patron, Roman Dmowski, był wrogiem "żywiołu
          germańskiego") Niemcy grają rolę straszaka, jako "odwieczny wróg Polski"; na
          każdym kroku wypomina im się też nazistowską przeszłość. W expose z 19 lipca
          2006 premier Kaczyński w ogóle nie wymienił nazwy tego kraju, a jest to
          najważniejszy partner gospodarczy Polski i to Niemcom w dużej mierze
          zawdzięczamy wejście do Unii Europejskiej. Oni też do Unii najwięcej wpłacają,
          a my najwięcej z niej bierzemy. Niechęć do Niemiec sąsiaduje z lękiem wobec
          Rosji, w efekcie czego Polska pozostaje skonfliktowana z zachodem i wschodem.
          Kaczyńscy i PiS zdają się za to całkowicie na sojusz z USA, nie zdając sobie
          chyba sprawy, że Polska jest dla Ameryki przydatna o tyle, o ile jest silnie
          umocowana w Europie i ma dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami, a
          najważniejszym dla USA partnerem na kontynencie są właśnie Niemcy. Prezydent
          Kaczyński nawet nie stara się czegoś "ugrać" na obecności polskich wojsk w
          Iraku – zamiast tego jeszcze przed (!) wizytą w Waszyngtonie zadeklarował
          kontynuowanie misji przynajmniej do końca 2006. Wbrew zapowiedziom budowy
          silnej pozycji Polski w Unii, w ogóle nie uczestniczymy w debacie nad projektem
          europejskim (co ciekawe, bardziej od naszych władz martwią się tym nasi
          partnerzy z Zachodu, którzy uważają, że Polska ze względu na swą wielkość,
          liczbę ludności, potencjał, położenie i tradycje historyczne powinna być jednym
          z ważniejszych i aktywniejszych państw we Wspólnocie), Jarosław Kaczyński i
          szereg polityków koalicyjnych wysyłają za to wciąż obraźliwe sygnały pod
          adresem Unii, wygłaszając histeryczne opinie o "zagrożeniu ze strony
          zlaicyzowanej Europy", co nie przeszkadza im wyciągać jednocześnie ręki po
          unijne fundusze (przyrównywano to do żebraka, który, zaproszony na obiad, boczy
          się na nierówne porcje i formę talerzy). Problemem PiS-u i braci Kaczyńskich
          jest też ich nieumiejętność prowadzenia dialogu oraz dochodzenia do kompromisu
          (a to podstawowa zasada współczesnej dyplomacji), reprezentują bowiem
          stanowisko "wszystko albo nic". Zarówno prezydent Lech
          Kaczyński, jak i premier Jarosław Kaczyński nie posługują się sprawnie językami
          obcymi, co samo w sobie nie byłoby aż taką wadą, gdyby nie fakt, że w
          dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej uzgadnia się stanowiska i
          osiąga cele nie podczas oficjalnych forów z udziałem tłumaczy, ale podczas
          kameralnych i swobodnych spotkań w cztery oczy.
          Najgorsze w tym wszystkim, że o ile przez całe lata 90-te wokół polskiej
          polityki zagranicznej panował konsensus polityczny i społeczny, to obecnie (po
          zawarciu przyjaznych traktatów ze wszystkimi sąsiadami, potwierdzeniu granic,
          wejściu do NATO i Unii Europejskiej) neguje się jej osiągnięcia. Po odejściu z
          rządu ministra spraw zagranicznych, Stefana Mellera, na kongresie PiS-u
          Jarosław Kaczyński 4 czerwca 2006 mówił o "odzyskaniu MSZ-u". Jest to przykład
          jednej z wielu absurdalnych i niezrozumiałych wypowiedzi prezesa rządzącej
          partii. Skoro bowiem Meller prowadził szkodliwą dla Polski politykę, to
          dlaczego wszedł do PiS-owskiego rządu i był tak długo tolerowany, a jeśli
          prowadził politykę dobrą, to dlaczego odszedł i skąd ten triumf, gdy wreszcie
          się go pozbyto? Następczyni Mellera, Anna Fotyga, nazywana panią "za godzinę"
          (ze względu na nieumiejętność podejmowania szybkich decyzji), jest osobą
          całkowicie oddaną Lechowi Kaczyńskiemu, bez wizji polityki zagranicznej, a jej
          niektóre wypowiedzi i zachowanie budzą nierzadko zażenowanie. Polityka
          zagraniczna przeszła całkowicie do Pałacu Prezydenckiego, ale Pałac nie ma
          pomysłu na jakąkolwiek politykę (a już na pewno pozytywnej koncepcji obecności
          Polski w świecie). W dodatku otoczenie prezydenta to krąg pochlebców, których
          jedyną zaletą jest lojalność. W efekcie kraj jest ośmieszany na forum
          międzynarodowym, polityką zagraniczną kierują fobie i emocje (dumę Polaków
          łechce się za to buńczucznymi hasłami dumy narodowej i twardej polityki, której
          przejawem jest poczucie wyższości, arogancja i pouczanie innych), a pozycja
          Polski nieustannie słabnie, do czego przyczyniają się nie tylko konkretne
          działania naszych władz, ale nawet nieprzemyślane słowa i pomysły, np. brutalne
          wypowiedzi o mniejszościach seksualnych czy projekt przywrócenia kary śmierci
          absolutnie niedopuszczalnej w Europie, w której debata na ten temat zakończyła
          się tam zresztą w latach 80-tych (inna sprawa – jak pogodzić ten pomysł z
          przywiązaniem PiSu do kościoła katolickiego, który przykazania „nie zabijaj”
          jeszcze z dekalogu nie usunął).

          7. Władza absolutna, wrogowie, "układ".
          PiS (a także jego koalicjanci) wykazuje niezwykłą wprost chęć do obsadzenia i
          kontrolowania wszystkich możliwych instytucji państwowych i samorządowych, do
          sterowania rynkiem finansowym i medialnym, do narzucenia wszystkim własnej
          wizji historii Polski oraz ich modelu obywatela-patrioty. Podważają obecny
          porządek konstytucyjny, niezależność Banku Centralnego, Rady Polityki
          Pieniężnej, Trybunału Konstytucyjnego, grożą palcem czwartej władzy –
          dziennikarzom. Chcą nacjonalizować przedsiębiorstwa, odwołać część procesów
          prywatyzacyjnych i mieć możliwość kontrolowania prywatnych firm oraz
          organizacji pozarządowych – w Kancelarii Premiera przygotowano nowelizację
          prawa o fundacjach, która zakłada zwiększenie nad nimi nadzoru odpowiedniego
          ministra i pozwala na daleko idącą ingerencję w ich funkcjonowanie. Zgłoszono
          też bezczelny projekt zmiany ordynacji wyborczej przed samymi wyborami
          samorządowymi, przygotowany pod koalicjantów i zapewniający PiS-owi dzięki
          blokowaniu list bezwzględną przewagę w razie choćby minimalnej wygranej, a LPR-
          owi i Samoobronie udział we władzy nawet wtedy, gdy nie przekroczą progu
          wyborczego. Bracia Kaczyńscy oraz ich najbliższe, wywodzące się z Porozumienia
          Centrum zaplecze (tzw. twarde jądro PiS-u) wykazują się paranoiczną nieufnością
          i podejrzliwością, co rodzi dążenie do powszechnej kontroli i nadzoru (nie
          ufają
          w pełni nawet innym działaczom PiS-u, stąd likwidowanie frakcji Marcinkiewicza
          i Walendziaka z dawnego ZChN-u). Przekłada się to zresztą na społeczną bazę
          rządzącego obozu – jego zapleczem są zwłaszcza
          • kronopio77 cd. 4 28.08.06, 15:03
            7. Władza absolutna, wrogowie, "układ".
            PiS (a także jego koalicjanci) wykazuje niezwykłą wprost chęć do obsadzenia i
            kontrolowania wszystkich możliwych instytucji państwowych i samorządowych, do
            sterowania rynkiem finansowym i medialnym, do narzucenia wszystkim własnej
            wizji historii Polski oraz ich modelu obywatela-patrioty. Podważają obecny
            porządek konstytucyjny, niezależność Banku Centralnego, Rady Polityki
            Pieniężnej, Trybunału Konstytucyjnego, grożą palcem czwartej władzy –
            dziennikarzom. Chcą nacjonalizować przedsiębiorstwa, odwołać część procesów
            prywatyzacyjnych i mieć możliwość kontrolowania prywatnych firm oraz
            organizacji pozarządowych – w Kancelarii Premiera przygotowano nowelizację
            prawa o fundacjach, która zakłada zwiększenie nad nimi nadzoru odpowiedniego
            ministra i pozwala na daleko idącą ingerencję w ich funkcjonowanie. Zgłoszono
            też bezczelny projekt zmiany ordynacji wyborczej przed samymi wyborami
            samorządowymi, przygotowany pod koalicjantów i zapewniający PiS-owi dzięki
            blokowaniu list bezwzględną przewagę w razie choćby minimalnej wygranej, a LPR-
            owi i Samoobronie udział we władzy nawet wtedy, gdy nie przekroczą progu
            wyborczego. Bracia Kaczyńscy oraz ich najbliższe, wywodzące się z Porozumienia
            Centrum zaplecze (tzw. twarde jądro PiS-u) wykazują się paranoiczną nieufnością
            i podejrzliwością, co rodzi dążenie do powszechnej kontroli i nadzoru (nie
            ufają
            w pełni nawet innym działaczom PiS-u, stąd likwidowanie frakcji Marcinkiewicza
            i Walendziaka z dawnego ZChN-u). Przekłada się to zresztą na społeczną bazę
            rządzącego obozu – jego zapleczem są zwłaszcza środowiska wiejskie i
            małomiasteczkowe (mamy w Polsce najwyższy w Europie odsetek takich
            społeczności), mało zróżnicowane, zamknięte, izolowane, zapóźnione
            cywilizacyjnie i nieufne wobec wszystkiego, co nowe, obce, wyróżniające się (to
            obok zawiści podstawowa wada Polaków – jednego z najbardziej nieufnych
            społeczeństw w Europie). Dodatkowo są one sfrustrowane tym, że często nie udało
            im się znacząco skorzystać na transformacji ustrojowej po 1989 i tęsknią do
            stabilizacji życiowej z okresu PRL-u. Podatne są na hasła łatwych rozwiązań
            trudnych kwestii ekonomicznych i prawnych, szukają też winnych swojej sytuacji,
            a z racji nieufności dają się łatwo napuścić na "wroga" – przedwojennych Żydów
            (choć sam etnonim funkcjonuje nadal jako wyzwisko) zastąpili homoseksualiści,
            liberałowie, kosmopolici, Europejczycy, wrogie media (także zagraniczne,
            oczywiście inspirowane przez odpowiednie ośrodki w Polsce), z "potomkami KPP"
            w "Gazecie Wyborczej" na czele i okrągłostołowe "łże-elity". Sama władza nie
            stroni zresztą od pomówień i doszukiwania się "jątrzących wrogów", każdy
            przejaw krytyki czy nawet wątpliwości pod adresem ich działań odbierając
            jako "bezpardonowy atak" i "stosowanie obstrukcji" (szczególnie dobitnym
            przykładem są reakcje na list ośmiu byłych ministrów spraw zagranicznych,
            krytykujących odwołanie szczytu Trójkąta Weimarskiego, za co spotkali się z
            oskarżeniami o "działanie na szkodę polskiej racji stanu"), a każde
            niepowodzenie jako "winę Platformy". Trzeba zresztą uczciwie przyznać, że
            doskonale zawłaszczył PiS język polityki, gdyż przedstawia się na każdym polu
            jako ruch odnowy, zmierzający do naprawienia Polski, wobec czego każdy ich
            przeciwnik i krytyk staje od razu pod ścianą jako członek złowrogiego i
            przestępczego "układu", który nie chce pozytywnych zmian. W efekcie jednak
            doszło po wyborach parlamentarnych do odrodzenia się ostrych podziałów w
            społeczeństwie (już nie według modelu "partie postsolidarnościowe – partie
            postkomunistyczne") i wzrostu agresji w dyskursie publicznym – rzecz tym
            bardziej przykra, że PiS przywołuje hasło "solidarnego państwa", a szerzy
            podziały i nienawiść, powołuje się na "Solidarność", a neguje Okrągły Stół i
            sprzyja oburzającym atakom na Lecha Wałęsę.
    • alexanderson A autorem jest... 28.08.06, 15:33
      Wszystko to ładnie, tylko że autorem tego opracowania jest... no kto?...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka