Dodaj do ulubionych

Sekty a wolność religijna

IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 10.11.01, 23:07
Dobrym dziedzictwem kultury Zachodu jest tradycja szacunku dla wyborów
religijnych i ze wszech miar należy ją kontynuować. Warto zwrócić uwagę, że w
innych kulturach często dzieje się inaczej, np. w Arabii Saudyjskiej modlitwa
inna niż islamska we własnym domu czy nawet samo posiadanie Biblii jest
poważnym przestępstwem, karanym więzieniem i ciężkim biczowaniem (nie pozwolono
tam zbudować nawet jednej świątyni chrześcijańskiej). Podobnie w Indiach, mnożą
się tam ostatnio napady i zabójstwa chrześcijan, a jednym z postulatów
hinduistycznych fanatyków jest ustawowy zakaz konwersji na chrześcijaństwo.
Także buddyjski Bhutan nie pozwala na ceremonię chrztu na swoim terytorium.
Niedawno Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przypomniał (przy okazji skargi
na umieszczenie wizerunku Matki Bożej w masce przeciwgazowej), że wolność
publicznego propagowania swoich poglądów religijnych wiąże się z koniecznością
tolerowania ich krytyki. To bardzo ważne, ponieważ w Polsce "nietolerancja"
polega najczęściej na publicznej krytyce, a przecież w imię religii dzieją się
rzeczy dramatyczne, żeby wspomnieć choćby koszmar systemu kastowego w Indiach
czy wynaturzenia w traktowaniu kobiet w Afryce. Społeczeństwa Zachodu potrafią
zresztą zareagować oburzeniem na niesprawiedliwości istniejące w tych.

Jakże często sekty w swojej walce o zmuszenie do milczenia krytyków powołują
się na argument wolności religijnej, a przecież prawo do krytyki przekonań
religijnych jest jej częścią. Stanowi ono jakby jeden z systemów "wczesnego
ostrzegania" społeczeństwa. Gdyby pozbawić nas tego mechanizmu, o toksycznym
charakterze "ruchu religijnego" dowiadywalibyśmy się grzebiąc setki, a może
tysiące jego ofiar. Niestety istnieją wpływowe środowiska usiłujące wyciszyć
krytykę sekt.

Szacunek dla wyborów religijnych ma jeszcze jeden arcyważny aspekt - stawia
poważne wymagania kultom głoszącym swoje przekonania. Przyjęcie światopoglądu i
przynależności do grupy religijnej, jeśli ma odpowiadać godności osoby ludzkiej
musi odbywać się w warunkach pełnego dostępu do niezafałszowanej informacji, w
niezakłóconej sprawności umysłowej oraz w atmosferze wolności od potężnych
presji, jakie może wywierać grupa. Właśnie tutaj sekty poważnie łamią zasady
wolności religijnej. Stosują techniki nazywane przez ruchy obrony
psychomanipulacjami.

Państwo powinno, naszym zdaniem, żądać od kultów przestrzegania wolności
religijnej w tym zakresie. Te, które uporczywie i dotkliwie łamią jej zasady
należy z mocy prawa delegalizować, co w warunkach polskich oznacza pozbawienie
przywilejów, a nie prawa do istnienia.
Obserwuj wątek
    • Gość: Lech Re: Sekty a wolność religijna IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 11:38
      Tak oto reagują poplecznicy sekt i kultów destrukcyjnych na ujawniany na tym
      portalu problem szkodliwości społecznej tego zjawiska:

      "Ten matoł od Hare Krishnna znowu zaczyna ...
      Autor: Gość portalu: &
      Data: 10-11-2001 19:18 adres: *.chello.pl"

      Ciekawe kto i ile im za to płaci?

      • a-r Re: Sekty a wolność religijna 11.11.01, 13:55
        Gość portalu: Lech napisał(a):

        > Tak oto reagują poplecznicy sekt i kultów destrukcyjnych na ujawniany na tym
        > portalu problem szkodliwości społecznej tego zjawiska:
        >
        > "Ten matoł od Hare Krishnna znowu zaczyna ...
        > Autor: Gość portalu: &
        > Data: 10-11-2001 19:18 adres: *.chello.pl"
        >
        > Ciekawe kto i ile im za to płaci?
        >
        Może robią to dlatego, aby w razie czego nie zostali zabici. Tak "naucza" Śri
        Śrimad A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada, założyciel Hare Kryszna w USA:

        W obliczu śmierci (fragment)

        "Należy zrozumieć różnicę między czynnościami w oddaniu a zwykłymi pobożnymi
        uczynkami. Kultywowanie wiedzy oraz spełnianie pobożnych uczynków to działania
        materialne. Pobożność nie jest równoznaczna z wyzwoleniem. Człowiek pobożny
        znajduje się pod wpływem dobroci, lecz nadal pozostaje duszą uwarunkowaną,
        związaną następstwami swych uczynków. Ktoś może nawet stać się braminem, osobą
        niezwykle pobożną, co nie oznacza, że jest bhaktą1). Czasami wydaje się, że
        bhakta działa sprzecznie z zasadami zwyczajnej pobożności. Arjuna był wzniosłym
        bhaktą Pana Kryszny, ale pozbawił życia swoich krewnych. Nieoświeceni ludzie
        mogliby powiedzieć: "Arjuna nie był dobrym człowiekiem. Zabił przecież swego
        dziadka, nauczyciela oraz bratanków, unicestwiając tym samym całą rodzinę". Lecz
        w Bhagavad-gicie (4.3) Kryszna zwraca się do Arjuny słowami: bhakto 'si
        me. "Jesteś Moim najdroższym przyjacielem". W oczach świata Arjuna może nie
        uchodzić za dobrego człowieka, trzeba go jednak uznać za bhaktę, jako że jest
        duszą podporządkowaną pragnieniu Najwyższego Pana. To prawda, że zabił krewnych,
        ale dla Kryszny pozostał ukochanym przyjacielem i bhaktą. Na tym polega różnica
        między bhaktą a dobrym człowiekiem tego świata. Dobry człowiek zawsze stara się
        działać pobożnie, ponieważ wie, że za niewłaściwe postępowanie czeka go kara.
        Bhakta natomiast, chociaż z natury bardzo dobry, NA POLECENIE KRYSZNY MOŻE
        POSTĄPIĆ JAK NIEGODZIWIEC, A MIMO TO NIE UPADA2). Pozostaje czystym bhaktą bardzo
        drogim Panu."

        PRZYPISY:
        1) Bhakta - wielbiciel Śri Kryszny
        2) wytłuszczenie moje (TD).

        ŹRÓDŁO:
        Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada "W obliczu śmierci", The
        Bhakivedanta Book Trust Int'l 1996, str. 113-114 (wydanie polskie)

        PS. Sekty orientalne mają to do siebie, że życie nie jest tam traktowane (jak w
        polskim prawie) jako wartość najwyższa. A zabijanie dla Allacha, Kryszny guru
        jest czymś zupełnie normalnym. Pokazał to już superterrorysta i fanatyk islamski
        Osama ben Laden. Drżyjcie więc "niewierni" nie będący sługami Kryszny (bhaktami).
        Krysznowiec na polecenie swego guru, który jest reprezentantem Kryszny, może Was
        zabić, tak jak Arjuna zabił dla Kryszny swoich krewnych: dziadka, nauczyciela
        oraz bratanków...
    • Gość: Jerzy Lechu, co to jest sekta? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.01, 23:58
      Widzę, że ciągle wracasz do tematu sekt.
      Czy mógłbyś podać kilka cech charakterystycznych sekt, po których można je
      rozpoznać?
      Jerzy
      • Gość: Lech Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 07:16
        Gość portalu: Jerzy napisał(a):

        > Widzę, że ciągle wracasz do tematu sekt.
        > Czy mógłbyś podać kilka cech charakterystycznych sekt, po których można je
        > rozpoznać?
        > Jerzy

        Tak oto definiuje pojęcie sekty "Trybuna" z dnia 5.07.2000, czym wprowadza zamęt
        i dezorientację odnośnie problemu zagrożeń ze strony współczesnych sekt i kultów
        destrukcyjnych: "- Najlepszą definicją słowa <<sekta>> jest ta, zamieszczona w
        słowniku. Mówi ona o sekcie jako grupie oddzielonej od większej całości, która
        zaczyna iść własną drogą. W Polsce słowo <<sekta>> ma oczywiście znaczenie
        pejoratywne, gdyż największa z nich, Kościół katolicki, zwalcza inne i czyni to w
        sposób bardzo ekspansywny - powiedział TRYBUNIE dr Andrzej Samson, socjolog."

        Otóż ta "definicja" jest nie do przyjęcia. Każdy człowiek odrywa się kiedyś od
        całości. Argumentowanie Kościołem jest chybione, aczkolwiek Kościół katolicki u
        zarania swych dziejów istotnie oderwał się od większej całości, jaką była
        społeczność żydowska. Ale i ta społeczność żydowska też kiedyś oderwała się pod
        przywództwem Mojżesza od większej społeczności egipskiej. To było jednak bardzo
        dawno temu, a przecież musimy żyć teraźniejszością, w której pojawił się problem
        współczesnych sekt. Wszyscy się od czegoś odrywamy i z tego nic nie wynika, to
        jest prawo życia. Młody człowiek odrywa się od ojca i matki i zakłada własną
        rodzinę... Odrywaniem się, czy "innością" nie można tłumaczyć funkcjonowania
        współczesnych sekt kryminogennych. Zabójca też przecież odrywa się od społecznych
        pojęć o cenie i wartości życia. Bzdurą totalną jest lekceważenie definicji i
        odsyłanie do słownika. W słownikach i encyklopediach przeczytacie Państwo, że
        sekta - to odłam jakiejś religii. Według słownikowej definicji w interpretacji
        Samsona każda, nawet dominująca religia jest sektą. Bo kiedy sięgniemy w
        przeszłość, to dowiemy się, że jej powstanie wiąże się z oddzielaniem od
        czegoś... Nonsens, a raczej częściowy nonsens, bo słowo "sekta" jest
        wieloznaczne. Po części sekty - to odłamy religii, każdej (!!!).

        Ale jest drugie oblicze słowa "sekta", gdzie o odłamach nie może być mowy bo
        pseudoideologia takich sekt jest zaprzeczeniem każdej religii. Na przykład :
        religie (wszystkie) mówią o tym, co jest dobrem, a co złem. Sekty (niektóre)
        twierdzą coś absolutnie przeciwnego. Wiele grup orientalnych za przedmiot
        uwielbienia obrało uosobienie zła. Owo sacrum często jest przed społeczeństwem
        skrzętnie ukrywane. Np. w ruchu Hare Kryszna i Misji Czaitanii panuje specyficzna
        filozofia: "cokolwiek zrobione dla Kryszny jest dobre". Dla dobra sekty można a
        nawet trzeba kłamać, oszukiwać ludzi, wszelkich krytyków, a nawet własnych
        rodziców uważa się za "demony". Ale są też grupy, które się z tym wcale nie
        kryją, np. sataniści. I jakiż to "odłam". Czy ogień jest odłamem wody?

        Na co dzień w swojej pracy mam niejednokrotnie styczność z prawem, więc wiem (nie
        sądzę, ale wiem), że ścisłość definicji ma ogromne znaczenie. Na tej ścisłości
        opiera się pojęcie praworządności. Większość dzisiejszych przepisów prawa swój
        początek bierze od religii, a konkretnie od dekalogu. Nie wolno tego lekceważyć.
        Dlatego wyrażam w tym miejscu oburzenie faktem odsyłania do słownika i mętnego
        wywodu o "odrywaniu się". Każdy ruch się od czegoś odrywa. Ja i inne osoby, też
        starają się oderwać od marazmu, jaki występuje na odcinku problematyki sekt.
        Odrywamy się od bierności, obojętności, lekceważenia. Czy jesteśmy z tego powodu
        sektą ? Co Pan o tym sądzi?

        Pozdrawiam

        Lech, członek Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki
        • Gość: Kagan Polacy myla SEKTE z KULTEM! IP: *.vic.bigpond.net.au 12.11.01, 09:21
          Tak oto definiuje pojęcie sekty "Trybuna" z dnia 5.07.2000, czym wprowadza
          zamęt i dezorientację odnośnie problemu zagrożeń ze strony współczesnych
          sekt i kultów destrukcyjnych:
          "- Najlepszą definicją słowa <<sekta>> jest ta, zamieszczona w
          słowniku. Mówi ona o sekcie jako grupie oddzielonej od większej całości,
          która zaczyna iść własną drogą. W Polsce słowo <<sekta>> ma oczywiście
          znaczenie pejoratywne, gdyż największa z nich, Kościół katolicki,
          zwalcza inne i czyni to w sposób bardzo ekspansywny - powiedział TRYBUNIE
          dr Andrzej Samson, socjolog."

          Lech: Otóż ta "definicja" jest nie do przyjęcia. Każdy człowiek odrywa się
          kiedyś od całości. Argumentowanie Kościołem jest chybione, aczkolwiek
          Kościół katolicki u zarania swych dziejów istotnie oderwał się od większej
          całości, jaką była społeczność żydowska. Ale i ta społeczność żydowska też
          kiedyś oderwała się pod przywództwem Mojżesza od większej społeczności
          egipskiej. To było jednak bardzo dawno temu, a przecież musimy żyć
          teraźniejszością, w której pojawił się problem współczesnych sekt.
          Wszyscy się od czegoś odrywamy i z tego nic nie wynika, to jest prawo życia.
          Młody człowiek odrywa się od ojca i matki i zakłada własną rodzinę...
          Odrywaniem się, czy "innością" nie można tłumaczyć funkcjonowania
          współczesnych sekt kryminogennych. Zabójca też przecież odrywa się od
          społecznych pojęć o cenie i wartości życia. Bzdurą totalną jest lekceważenie
          definicji i odsyłanie do słownika. W słownikach i encyklopediach przeczytacie
          Państwo, że sekta - to odłam jakiejś religii. Według słownikowej definicji w
          interpretacji Samsona każda, nawet dominująca religia jest sektą. Bo kiedy
          sięgniemy w przeszłość, to dowiemy się, że jej powstanie wiąże się z
          oddzielaniem od czegoś... Nonsens, a raczej częściowy nonsens, bo słowo
          "sekta" jest wieloznaczne. Po części sekty - to odłamy religii, każdej (!!!).
          Ale jest drugie oblicze słowa "sekta", gdzie o odłamach nie może być mowy bo
          pseudoideologia takich sekt jest zaprzeczeniem każdej religii. Na przykład:
          religie (wszystkie) mówią o tym, co jest dobrem, a co złem. Sekty (niektóre)
          twierdzą coś absolutnie przeciwnego. Wiele grup orientalnych za przedmiot
          uwielbienia obrało uosobienie zła. Owo sacrum często jest przed społeczeństwem
          skrzętnie ukrywane. Np. w ruchu Hare Kryszna i Misji Czaitanii panuje
          specyficzna filozofia: "cokolwiek zrobione dla Kryszny jest dobre".
          Dla dobra sekty można a nawet trzeba kłamać, oszukiwać ludzi, wszelkich
          krytyków, a nawet własnych rodziców uważa się za "demony". Ale są też grupy,
          które się z tym wcale nie kryją, np. sataniści. I jakiż to "odłam". Czy ogień
          jest odłamem wody?
          LK: Kosciol katolicki tez uczy, ze "cokolwiek zrobione dla Kosciola jest dobre".
          W ten sposob usprawiedliwiano stsoy, ktore plonely za Sw. Inkwizycji,
          wyprawy krzyzowe czy wojny religijne...

          Na co dzień w swojej pracy mam niejednokrotnie styczność z prawem, więc wiem
          (nie sądzę, ale wiem), że ścisłość definicji ma ogromne znaczenie. Na tej
          ścisłości opiera się pojęcie praworządności. Większość dzisiejszych przepisów
          prawa swój początek bierze od religii, a konkretnie od dekalogu.
          LK: Nie badz smieszny! W Dekalogu np. wyraznie NIE wolno zabijac, a
          nawet w USA jest kara smierci, a obecny prezydent jej zwolennikiem
          i wykonawca. Nie mieszajcie Boga do swych brudnych interesow!

          Nie wolno tego lekceważyć. Dlatego wyrażam w tym miejscu oburzenie faktem
          odsyłania do słownika i mętnego wywodu o "odrywaniu się". Każdy ruch się od
          czegoś odrywa. Ja i inne osoby, też starają się oderwać od marazmu, jaki
          występuje na odcinku problematyki sekt. Odrywamy się od bierności, obojętności,
          lekceważenia. Czy jesteśmy z tego powodu sektą ? Co Pan o tym sądzi?
          LK: Wedlug tzw. Church-Sect Typology (pochodzacej od Webera),
          mamy nastepujace typy organizacji religijnych:
          1. Eklezja (Ecclesia), czyli ponadnarodowy Kosciol Rzymskokatolicki
          2. Kosciol (Church), np. Anglikanski, Luteranskie koscioly w Niemczech
          3. Denominacja (Denomination), np. nowsze koscioly protestanckie (Baptysci),
          4. Sekta (Sect), np. Swiadkowie Jehowy
          5. Kult (Cult), np. Hare Kryszna
          Kult sie tym rozni od sekty, ze jest uwazany (a nawet popiera) tzw. dewiacje
          spoleczne, ma bardzo nieformalna organizacje, jest marginalny i nieformalny.
          Sekta zas jest czesto protestem przeciwko istniejacej religii, ale w ramach
          istniejacego porzadku spolecznego, jest bardziej formalna niz kult i dziala
          na ogol zgodnie z prawem (p.np. Unwin Hyman "Dictionary of Sociology"
          1999 str.71-73).
          Tak wiec mili moi dyskutanci, postudiujcie najpierw socjologie religii,
          (prawdziwa, a nie jej uproszcona i splycona wersje uprawiana w Polsce),
          a pozniej dyskutujcie!
          Kagan
          Monash University, Australia

          • Gość: Lech Polacy myla SEKTE z KULTEM! Tak, to prawda! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 15:10
            Gość portalu: Kagan napisał(a):

            > LK: Wedlug tzw. Church-Sect Typology (pochodzacej od Webera),
            > mamy nastepujace typy organizacji religijnych:
            > 1. Eklezja (Ecclesia), czyli ponadnarodowy Kosciol Rzymskokatolicki
            > 2. Kosciol (Church), np. Anglikanski, Luteranskie koscioly w Niemczech
            > 3. Denominacja (Denomination), np. nowsze koscioly protestanckie (Baptysci),
            > 4. Sekta (Sect), np. Swiadkowie Jehowy
            > 5. Kult (Cult), np. Hare Kryszna
            > Kult sie tym rozni od sekty, ze jest uwazany (a nawet popiera) tzw. dewiacje
            > spoleczne, ma bardzo nieformalna organizacje, jest marginalny i nieformalny.
            > Sekta zas jest czesto protestem przeciwko istniejacej religii, ale w ramach
            > istniejacego porzadku spolecznego, jest bardziej formalna niz kult i dziala
            > na ogol zgodnie z prawem (p.np. Unwin Hyman "Dictionary of Sociology"
            > 1999 str.71-73).
            > Tak wiec mili moi dyskutanci, postudiujcie najpierw socjologie religii,
            > (prawdziwa, a nie jej uproszcona i splycona wersje uprawiana w Polsce),
            > a pozniej dyskutujcie!
            > Kagan
            > Monash University, Australia
            >
            Nic rewelacyjnego się z tego postu nie dowiedziałem. Ten podział, od dawna
            przyjęty na Zachodzie, uważam za właściwy. Ale niechbym tylko spróbował lansować
            go wśród Polaków. Zakrzyczeli by mnie. Słowo sekta w Polsce nabrało takiego, a
            nie innego, znaczenia. Niestety, nawet uchodzący za poważne autorytety
            religioznawcy i socjologowie przyczynili się do tego całego bałaganu i nadal
            sieją dezorietację w tej dziedzinie, jak choćby wspomniany przeze mnie dr.
            Andrzej Samson, socjolog.
            I co ja tu mogę jako niewykształcony działacz społeczny Ruchu Obrony Rodziny i
            Jednostki?
            • Gość: Sekciarz Proszę o definicję IP: 159.107.89.* 12.11.01, 16:23
              Gość portalu: Lech napisał(a):

              > I co ja tu mogę jako niewykształcony działacz społeczny Ruchu Obrony Rodziny i
              > Jednostki?

              A może by tak - zamiast bezmyślnie kopiować własne stare wypowiedzi - trochę się
              podkształcić ? Przynajmniej na tyle, żeby samemu sobie nie zaprzeczać w obrębie
              jednego zdania ?

              Cytat z Lecha: "Tak oto definiuje pojęcie sekty "Trybuna" z dnia 5.07.2000, czym
              wprowadza zamęt i dezorientację odnośnie problemu zagrożeń ze strony
              współczesnych sekt i kultów destrukcyjnych: - Najlepszą definicją słowa <<sekta>>
              jest ta, zamieszczona w słowniku."

              Otóż wg Lecha NIE WOLNO korzystać ze słowników w celu sprawdzenia dokładnego
              znaczenia pojęć, takich jak choćby "sekta". UWAGA STUDENCI: korzystanie ze
              słowników i encyklopedii "wprowadza zamęt i dezorientację". Zamiast uczyć się z
              podręczników, wszyscy głodni wiedzy i prawdy udajcie się do Lecha@RORIJ - tam
              doznacie antysekciarskiego ukojenia.

              Niestety Lechu, krytykując wiedzę usystematyzowaną, nadal uchyla się Pan od
              przytoczenia własnej autorskiej definicji sekty. Podpowiedziałem Panu kiedyś,
              żeby wydał Pan własną encyklopedię i nawet zgłosiłem się na subskrypcję - może
              niech Pan wyda w pierwszej kolejności tom z hasłami na literę "S" - to się
              wreszcie dowiemy, czym wg Pana jest sekta, oprócz znanego nam oczywistego faktu,
              że ruchowi HK chce Pan solidnie dopiec tak jak oni Panu.

              Pozdrawiam. Sekciarz.
            • Gość: Kagan Re: Polacy myla SEKTE z KULTEM! Tak, to prawda! IP: *.arts.monash.edu.au 13.11.01, 03:09
              Gość portalu: Lech napisał(a):

              Gość portalu: Kagan napisał(a):
              Wedlug tzw. Church-Sect Typology (pochodzacej od Webera),
              mamy nastepujace typy organizacji religijnych:
              1. Eklezja (Ecclesia), czyli ponadnarodowy Kosciol Rzymskokatolicki
              2. Kosciol (Church), np. Anglikanski, Luteranskie koscioly w Niemczech
              3. Denominacja (Denomination), np. nowsze koscioly protestanckie (Baptysci),
              4. Sekta (Sect), np. Swiadkowie Jehowy
              5. Kult (Cult), np. Hare Kryszna
              Kult sie tym rozni od sekty, ze jest uwazany za (a nawet popiera) tzw. dewiacje
              spoleczne, ma bardzo nieformalna organizacje, jest marginalny i nieformalny.
              Sekta zas jest czesto protestem przeciwko istniejacej religii, ale w ramach
              istniejacego porzadku spolecznego, jest bardziej formalna niz kult i dziala
              na ogol zgodnie z prawem (p.np. Unwin Hyman "Dictionary of Sociology" 1999 str.71-73).
              Tak wiec mili moi dyskutanci, postudiujcie najpierw socjologie religii,
              (prawdziwa, a nie jej uproszcona i splycona wersje uprawiana w Polsce),
              a pozniej dyskutujcie!
              Kagan
              Monash University, Australia

              Nic rewelacyjnego się z tego postu nie dowiedziałem. Ten podział, od dawna przyjęty na Zachodzie,
              uważam za właściwy. Ale niechbym tylko spróbował lansować go wśród Polaków. Zakrzyczeli by mnie.
              Słowo sekta w Polsce nabrało takiego, a nie innego, znaczenia. Niestety, nawet uchodzący za poważne
              autorytety religioznawcy i socjologowie przyczynili się do tego całego bałaganu i nadal sieją dezorietację
              w tej dziedzinie, jak choćby wspomniany przeze mnie dr. Andrzej Samson, socjolog.

              LK: To NIE mialo byc zadna rewelacja, bo ten podzial sie wykrystalizowal jakies 50 lat remu!
              A ze taki A. Samson zrobil doktorat z marksizmu-leninizmu, a teraz udaje naukowca, to juz
              NIE moja wina. Socjologii w Polsce wlasciwie NIE ma, to co jest to jeno pomieszanie
              z poplataniem. Przeciez ci "naukowcy" nie znaja nawet dobrze polskiego, wiec nic dziwnego,
              ze obce jezyki to dla nich cos zupelnie niezrozumialego. Stad te pomylki...

              I co ja tu mogę jako niewykształcony działacz społeczny Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki?
              LK: Powolac sie na autorytety zachodnie! Moge Ci pomoc, np. tlumaczac z angielskiego na
              polski, w miare mozliwosci...
              Kagan
        • Gość: Jerzy Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.01, 19:08
          Gość portalu: Lech napisał(a):

          > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
          >
          > > Widzę, że ciągle wracasz do tematu sekt.
          > > Czy mógłbyś podać kilka cech charakterystycznych sekt, po których można je
          >
          > > rozpoznać?
          > > Jerzy
          >
          > Tak oto definiuje pojęcie sekty "Trybuna" z dnia 5.07.2000, czym wprowadza zamę
          > t
          > i dezorientację odnośnie problemu zagrożeń ze strony współczesnych sekt i kultó
          > w
          > destrukcyjnych: "- Najlepszą definicją słowa <<sekta>> jest ta, zam
          > ieszczona w
          > słowniku. Mówi ona o sekcie jako grupie oddzielonej od większej całości, która
          > zaczyna iść własną drogą. W Polsce słowo <<sekta>> ma oczywiście zn
          > aczenie
          > pejoratywne, gdyż największa z nich, Kościół katolicki, zwalcza inne i czyni to
          > w
          > sposób bardzo ekspansywny - powiedział TRYBUNIE dr Andrzej Samson, socjolog."
          >
          > Otóż ta "definicja" jest nie do przyjęcia.

          Lechu, przytoczyłeś definicję podaną w Trybunie o rozumiem, że ją odrzuczasz.
          Mnie chodziło o to, abyś przytoczył swoją definicję sekty.

          Jerzy

          • Gość: Lech Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 23:22
            Gość portalu: Jerzy napisał(a):




            >
            > Lechu, przytoczyłeś definicję podaną w Trybunie o rozumiem, że ją odrzuczasz.
            > Mnie chodziło o to, abyś przytoczył swoją definicję sekty.
            >
            > Jerzy
            >

            A w czym ta definicja może Ci pomóc?

            Pozdrawiam

            Lechu
            • Gość: Kagan Co to jest sekta? IP: *.arts.monash.edu.au 13.11.01, 03:31
              Jeszcze raz wam powtarzam:
              Wedlug tzw. Church-Sect Typology (pochodzacej od Webera), mamy nastepujace typy organizacji
              religijnych:
              1. Eklezja (Ecclesia), czyli ponadnarodowy Kosciol Rzymskokatolicki
              2. Kosciol (Church), np. Anglikanski, Luteranskie koscioly w Niemczech
              3. Denominacja (Denomination), np. nowsze koscioly protestanckie (Baptysci),
              4. Sekta (Sect), np. Swiadkowie Jehowy
              5. Kult (Cult), np. Hare Kryszna
              A TERAZ UWAGA:
              Kult sie tym rozni od sekty, ze jest uwazany za (a nawet popiera) tzw. dewiacje
              spoleczne, ma bardzo nieformalna organizacje, jest marginalny i nieformalny.
              Sekta zas jest czesto protestem przeciwko istniejacej religii, ale w ramach
              istniejacego porzadku spolecznego, jest bardziej formalna niz kult i dziala
              na ogol zgodnie z prawem.
              Patrz.np. Unwin Hyman "Dictionary of Sociology" 1999 str.71-73.

              Tak wiec mili moi dyskutanci, postudiujcie najpierw socjologie religii,
              (prawdziwa, a nie jej uproszcona i splycona wersje uprawiana w Polsce),
              a pozniej dyskutujcie!
              Kagan
              Monash University, Australia
              ljkel2@netscape.net
            • Gość: Jerzy Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 12:46
              Gość portalu: Lech napisał(a):

              > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
              > > > Lechu, przytoczyłeś definicję podaną w Trybunie o rozumiem, że ją odrzucza
              > sz.
              > > Mnie chodziło o to, abyś przytoczył swoją definicję sekty.
              > >
              > > Jerzy
              > >
              >
              > A w czym ta definicja może Ci pomóc?
              >
              > Pozdrawiam
              >
              > Lechu

              Po prostu, zrozumię lepiej twój punkt widzenia,
              Jak wiesz, pzrez kilka ostatnich lat KRK szerzy wśród ludzi nastrój sektofobii,
              gdzie właściwie, wszytsko, co niekatolickie, należy traktować podejrzliwie, bo to
              może być sekciarskie,
              Rzeczowa definicja pomogłaby ludziom w samodzielnej ocenie sytuacji,
              Jerzy

              • Gość: Lech Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 15:59
                Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                >
                > Po prostu, zrozumię lepiej twój punkt widzenia,
                > Jak wiesz, pzrez kilka ostatnich lat KRK szerzy wśród ludzi nastrój sektofobii,
                >
                > gdzie właściwie, wszytsko, co niekatolickie, należy traktować podejrzliwie, bo
                > to
                > może być sekciarskie,
                > Rzeczowa definicja pomogłaby ludziom w samodzielnej ocenie sytuacji,
                > Jerzy
                Jakoś nie zauważyłem, aby wszystko co niekatolickie traktowano jako sekciarskie.
                Kościoły protestanckie przecież nie są katolickie, a ich wyznawców też dotyka
                problem tzw. sekt, np odchodzenie do Świadków Jehowy.
                Co to są sekty doskonale rozumiem z praktycznego doświadczenia. Generalnie chodzi
                tu o zjawisko określane na Zachodzie mianem kultu. Od definicji są ludzie
                zajmujący się naukowo tym zjawiskiem. Ale tak naprawdę, to nie wiem czym się
                zajmują. Oni nie chcą wyciągać wniosków z doświadczeń ludzi pokrzywdzonych przez
                sekty. Wysyłałem kilkakrotnie materiały do dr. Tadeusza Doktóra z Instytutu
                Stosowanych Nauk Społecznych UW. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi. W związku z tym
                napisałem skargę do rektora UW. Do dziś milczą "jak zaklęci". Za to tworzą za
                biórkiem własne teorie chyba z plam na słońcu albo z fusów po kawie. Kiedyś
                wysłałem do Instytutu Religioznawstwa UJ w Krakowie spory materiał zawierający
                relacje osób pokrzywdzonych przez sekty. Otrzymałem odpowiedź jedynie od dr.
                Ireny Borowik, że ten materiał mógłby być traktowany "jako uprzedzenia wobec tego
                co odmienne, a tym tematem się nie zajmują". Pytam się: Za co ci ludzie biorą
                pieniądze?
                W dniu 27 lutego 1999 r., w programie TV „Nasza” zatytułowanym „Sekty”, wystąpił
                przedstawiciel naukowego środowiska opiniotwórczego prof. Ryszard Brożyniak z UW,
                który w trakcie dyskusji z dziennikarzem kpił sobie w żywe oczy z informacji
                zaproszonego tam Dominikanina, że grupy satanistyczne dokonują rytualnych mordów.
                A kilka dni później w Rudzie Śląskiej sekta satanistów dokonała rytualnego
                zabójstwa dwojga młodych ludzi... Kiedy za tydzień kontynuowano dalszy ciąg
                programu nie pojawił się już w studio (kamera pokazała puste krzesło) i nie
                przeprosił za swoje aroganckie i dylatanckie wypowiedzi.
                Jeśli więc potrzebna Panu definicja, to proszę podać swój mail, a wyślę Panu
                pewne matriały, na podstwie których sformułuje sobie Pan szczegółową definicję
                sekty czyli kultu destrukcyjnego.


                • Gość: snajper Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.waw.cdp.pl 13.11.01, 17:22
                  Gość portalu: Lech napisał(a):

                  > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                  > >
                  > > Po prostu, zrozumię lepiej twój punkt widzenia,
                  > > Jak wiesz, pzrez kilka ostatnich lat KRK szerzy wśród ludzi nastrój sektof
                  > obii,
                  > >
                  > > gdzie właściwie, wszytsko, co niekatolickie, należy traktować podejrzliwie
                  > , bo
                  > > to
                  > > może być sekciarskie,
                  > > Rzeczowa definicja pomogłaby ludziom w samodzielnej ocenie sytuacji,
                  > > Jerzy
                  > Jakoś nie zauważyłem, aby wszystko co niekatolickie traktowano jako sekciarskie
                  > .
                  > Kościoły protestanckie przecież nie są katolickie, a ich wyznawców też dotyka
                  > problem tzw. sekt, np odchodzenie do Świadków Jehowy.
                  > Co to są sekty doskonale rozumiem z praktycznego doświadczenia. Generalnie chod
                  > zi
                  > tu o zjawisko określane na Zachodzie mianem kultu. Od definicji są ludzie
                  > zajmujący się naukowo tym zjawiskiem. Ale tak naprawdę, to nie wiem czym się
                  > zajmują. Oni nie chcą wyciągać wniosków z doświadczeń ludzi pokrzywdzonych prze
                  > z
                  > sekty. Wysyłałem kilkakrotnie materiały do dr. Tadeusza Doktóra z Instytutu
                  > Stosowanych Nauk Społecznych UW. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi. W związku z t
                  > ym
                  > napisałem skargę do rektora UW. Do dziś milczą "jak zaklęci". Za to tworzą za
                  > biórkiem własne teorie chyba z plam na słońcu albo z fusów po kawie. Kiedyś
                  > wysłałem do Instytutu Religioznawstwa UJ w Krakowie spory materiał zawierający
                  > relacje osób pokrzywdzonych przez sekty. Otrzymałem odpowiedź jedynie od dr.
                  > Ireny Borowik, że ten materiał mógłby być traktowany "jako uprzedzenia wobec te
                  > go
                  > co odmienne, a tym tematem się nie zajmują". Pytam się: Za co ci ludzie biorą
                  > pieniądze?
                  > W dniu 27 lutego 1999 r., w programie TV „Nasza” zatytułowanym R
                  > 22;Sekty”, wystąpił
                  > przedstawiciel naukowego środowiska opiniotwórczego prof. Ryszard Brożyniak z U
                  > W,
                  > który w trakcie dyskusji z dziennikarzem kpił sobie w żywe oczy z informacji
                  > zaproszonego tam Dominikanina, że grupy satanistyczne dokonują rytualnych mordó
                  > w.
                  > A kilka dni później w Rudzie Śląskiej sekta satanistów dokonała rytualnego
                  > zabójstwa dwojga młodych ludzi... Kiedy za tydzień kontynuowano dalszy ciąg
                  > programu nie pojawił się już w studio (kamera pokazała puste krzesło) i nie
                  > przeprosił za swoje aroganckie i dylatanckie wypowiedzi.
                  > Jeśli więc potrzebna Panu definicja, to proszę podać swój mail, a wyślę Panu
                  > pewne matriały, na podstwie których sformułuje sobie Pan szczegółową definicję
                  > sekty czyli kultu destrukcyjnego.
                  >

                  A najgorsza jest sekta automobilistów. Codziennie dokonują oni kilku mordów
                  rytualnych. CODZIENNIE !!! Na sobie nawzajem i na członkach innej sekty - sekty
                  pieszych. Sekta automobilkistów ma swoje pisma i audycje telewizyjne. Co pewien
                  czas organizuje ona imprezy, mające propagować jej program i nakłaniać niczego
                  nieświadomych ludzi do wstępowania w jej szeregi. Jest to strasznie krwawa i
                  destrukcyjna sekta. Jej członkowie, zamiast poświęcać czas rodzinie, żonie,
                  dzieciom i teściowej, tracą go na zajmowaniu się swoim bożkiem - samochodem.
                  Członkowie sekty potrafią wydać wszystkie pieniądze na akcesoria dla swojego
                  bożka. Siłę tej sekty widać choćby w tym, że do dziś jej istnienie było pokrywane
                  całkowitym milczeniem. Dopiera JA ujawniłem jej istnienie. Zaczynam się bać. Nie
                  wiem, czy uda mi się przejść przez jezdnię. Na wszelki wypadek - żegnajcie. Może
                  to mój ostatni post. Penie zginę pod kołami wyznaczonego przez sektę kierowcy.

                  • Gość: Lech Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 18:38
                    Gość portalu: snajper napisał(a):

                    > > W dniu 27 lutego 1999 r., w programie TV „Nasza” zatytułowanym
                    > R
                    > > 22;Sekty”, wystąpił
                    > > przedstawiciel naukowego środowiska opiniotwórczego prof. Ryszard Brożynia
                    > k z U
                    > > W,
                    > > który w trakcie dyskusji z dziennikarzem kpił sobie w żywe oczy z informac
                    > ji
                    > > zaproszonego tam Dominikanina, że grupy satanistyczne dokonują rytualnych
                    > mordó
                    > > w.
                    > > A kilka dni później w Rudzie Śląskiej sekta satanistów dokonała rytualnego
                    >
                    > > zabójstwa dwojga młodych ludzi... Kiedy za tydzień kontynuowano dalszy cią
                    > g
                    > > programu nie pojawił się już w studio (kamera pokazała puste krzesło) i ni
                    > e
                    > > przeprosił za swoje aroganckie i dylatanckie wypowiedzi.
                    > > Jeśli więc potrzebna Panu definicja, to proszę podać swój mail, a wyślę Pa
                    > nu
                    > > pewne matriały, na podstwie których sformułuje sobie Pan szczegółową defin
                    > icję
                    > > sekty czyli kultu destrukcyjnego.
                    > >
                    >
                    > A najgorsza jest sekta automobilistów. Codziennie dokonują oni kilku mordów
                    > rytualnych. CODZIENNIE !!! Na sobie nawzajem i na członkach innej sekty - sekty
                    >
                    > pieszych. Sekta automobilkistów ma swoje pisma i audycje telewizyjne. Co pewien
                    >
                    > czas organizuje ona imprezy, mające propagować jej program i nakłaniać niczego
                    > nieświadomych ludzi do wstępowania w jej szeregi. Jest to strasznie krwawa i
                    > destrukcyjna sekta. Jej członkowie, zamiast poświęcać czas rodzinie, żonie,
                    > dzieciom i teściowej, tracą go na zajmowaniu się swoim bożkiem - samochodem.
                    > Członkowie sekty potrafią wydać wszystkie pieniądze na akcesoria dla swojego
                    > bożka. Siłę tej sekty widać choćby w tym, że do dziś jej istnienie było pokrywa
                    > ne
                    > całkowitym milczeniem. Dopiera JA ujawniłem jej istnienie. Zaczynam się bać. Ni
                    > e
                    > wiem, czy uda mi się przejść przez jezdnię. Na wszelki wypadek - żegnajcie. Moż
                    > e
                    > to mój ostatni post. Penie zginę pod kołami wyznaczonego przez sektę kierowcy.
                    >

                    Trzeba być wyjątkowym cynikiem, człowiekiem pozbawionym elementarnych zasad
                    zdrowego rozsądku aby wypisywać takie bzdury i szeroko rozwodzić się sugerując
                    podobieństwo wypadku drogowego do rytualnego zabójstwa człowieka w imię jakiegoś
                    bóstwa, np. szatana, jak to się stało w starym poniemieckim bunkrze w Rudzie
                    Śląskiej w marcu 1999 roku
                • Gość: Jerzy Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 00:27
                  Gość portalu: Lech napisał(a):

                  > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                  > >
                  > > Po prostu, zrozumię lepiej twój punkt widzenia,
                  > > Jak wiesz, pzrez kilka ostatnich lat KRK szerzy wśród ludzi nastrój sektof
                  > obii,
                  > >
                  > > gdzie właściwie, wszytsko, co niekatolickie, należy traktować podejrzliwie
                  > , bo
                  > > to
                  > > może być sekciarskie,
                  > > Rzeczowa definicja pomogłaby ludziom w samodzielnej ocenie sytuacji,
                  > > Jerzy
                  > Jakoś nie zauważyłem, aby wszystko co niekatolickie traktowano jako sekciarskie
                  > .

                  Lechu, wybacz, ale mącisz. Wierzę, że wycierpiałeś swoje ... zostawiam to.
                  Ale nie chcesz zobaczyc pewnej częsci rzeczywistości. Nie chcesz widziec tej
                  strony medalu, że to kościół katolicki napędza atmosfere sektofobii.
                  Mam nadzieje, że teraz się to zmieni, ale za czasow poprzedniego rzadu, kiedy
                  wiele decyzji było podejmowanych w kuriach, chocby odnośnie obsady kadrowej na
                  kierowniczych stanowiskach w szkołach, które bardzie podlegały kuriom niz
                  kuratoriom (czyli że podlegały kuriatoriom), gdybys jako niekatolik sprobował
                  wejsc do szkoly z tematem, załóżmy, o zagrożeniu narkotykami, zobaczyłbys, do ilu
                  szkół by cię wpuszczono;
                  albo, gdybys jako niekatolik próbował zorganizowac swietlicę dla dzieci z
                  bloków ...

                  Mam wrażenie, że UJ prawidłowo ocenił twoje pisanie - jesteś pełen uprzedzeń;

                  > Jeśli więc potrzebna Panu definicja, to proszę podać swój mail, a wyślę Panu
                  > pewne matriały, na podstwie których sformułuje sobie Pan szczegółową definicję
                  > sekty czyli kultu destrukcyjnego.
                  >
                  Ty Chytrusku,
                  Miałes napisać kilka zdań, co rozumiesz przez sektę, a ty chcesz mojego emaila.

                  Tak więc według ciebie, jakie są cechy sekty i czym to się różni od kultu.

                  Pozdrawiam,
                  Jerzy

                  • Gość: Lech Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 00:50
                    Jerzy napisał: "Mam nadzieje, że teraz się to zmieni, ale za czasow
                    poprzedniego rzadu, kiedy wiele decyzji było podejmowanych w kuriach, chocby
                    odnośnie obsady kadrowej na kierowniczych stanowiskach w szkołach, które
                    bardzie podlegały kuriom niz kuratoriom (czyli że podlegały kuriatoriom),
                    gdybys jako niekatolik sprobował wejsc do szkoly z tematem, załóżmy, o
                    zagrożeniu narkotykami, zobaczyłbys, do ilu szkół by cię wpuszczono; albo,
                    gdybys jako niekatolik próbował zorganizowac swietlicę dla dzieci z bloków ..."

                    Wypisujesz tu farmazony i sam jesteś pełen uprzedzeń. Znam problem z harcerstem
                    (ZHP) i szkolnymi kołami turystyczno-krajoznawczymi (jestem m.in. przodownikiem
                    turystyki pieszej PTTK), którego szkoły niechętnie u siebie widzą. Ten problem
                    zaczął się już podcza przemian ustrojowych, kiedy zaczęto spychać na margines
                    działalność pozalekcyjną, a ponaddto brakowało pieniędzy na dofinansowanie. Ten
                    problem niezmiennie trawa kiedy rządzili politycy zarówno z prawej jak i z
                    lewej strony. NIKT INIGDY NIE PYTAŁ INSTRUKTORA KRAJOZNAWSTWA ALBO DRUŻYNOWEGO
                    ZHP, CZY JEST WIERZĄCYM KATOLIKIEM CZY TEŻ NIE. To co piszesz to totalne
                    bzdury!!!

                    Dobrze że nie podałem swojej definicji sekty, a zaproponowałem przesłanie jej
                    na skrzynkę pocztową, Chyba coś wyczułem, że należysz do ludzi, którzy zawsze
                    muszą się czegoś upierdliwie czepiać. Jestem przekonany, że za tą definicję -
                    obojętnie jaka by ona nie była - nieźle byś tu na mnie wyżywał się na tym forum.

                    A tak życzę ci dalszego niezmiennie dobrego samopoczucia (może
                    samouwielbienia?) oraz satysfakcji z odkrywania własnej "prawdy".
                    • Gość: Jerzy Re: Lechu, co to jest sekta? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.01, 14:56
                      Gość portalu: Lech napisał(a):

                      > problem niezmiennie trawa kiedy rządzili politycy zarówno z prawej jak i z
                      > lewej strony. NIKT INIGDY NIE PYTAŁ INSTRUKTORA KRAJOZNAWSTWA ALBO DRUŻYNOWEGO
                      > ZHP, CZY JEST WIERZĄCYM KATOLIKIEM CZY TEŻ NIE. To co piszesz to totalne
                      > bzdury!!!
                      >
                      > Dobrze że nie podałem swojej definicji sekty, a zaproponowałem przesłanie jej
                      > na skrzynkę pocztową, Chyba coś wyczułem, że należysz do ludzi, którzy zawsze
                      > muszą się czegoś upierdliwie czepiać. Jestem przekonany, że za tą definicję -
                      > obojętnie jaka by ona nie była - nieźle byś tu na mnie wyżywał się na tym forum
                      > .
                      >
                      > A tak życzę ci dalszego niezmiennie dobrego samopoczucia (może
                      > samouwielbienia?) oraz satysfakcji z odkrywania własnej "prawdy".

                      Lechu,
                      Ja nie pisałem o harcerstwie, pisałem o tym, że ludziom z kościołów
                      niekatolickich utrudniano możliwość oddziaływania na społeczeństwo, na młodzież.
                      Nie chcę generalizować, ale jeśli twierdzisz Lechu, że nic takiego nie było, to
                      się mylisz.
                      Latem była powódź w Polsce – tak się mówi i pisze, choć były regiony, gdzie jej
                      nie było. Czy ludzie z regionów nie dotkniętych powodzią pisali do TV że pokazuje
                      bzdury – bo w ich rejonie jest sucho.
                      Lechu, założyłeś już kilka wątków o sektach, tylko dlatego, że miałeś na pieńku z
                      Hare Kriszna. Chciałbyś delegalizować wszystko, co uważasz za sektę, nie podając
                      definicji sekty.
                      A gdybyś ją podał, to bym pewnie podyskutował z tobą. Tak nie ma o czym. Jesteś
                      przewrażliwiony, potrzebujesz wypoczynku. Twoje przereagowanie na mój post jest
                      tego potwierdzeniem.
                      Boisz się, żebym się wyżywał na tobie? Skąd ta fobia u ciebie? Ani mi to w
                      głowie. Wyśpij się, wypocznij, zjedz coś konkretnego, bo jak wiesz przemęczenie i
                      niedożywienie mają związek z podatnością na agresje i depresje.

                      Pozdrawiam
                      Jerzy

                  • Gość: Lech Nasza historia z sektą IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 08:49
                    "Ekologia, wegetarianizm, duchowe oświecenie???"

                    Wyjeżdżaliśmy wtedy całą rodziną często w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą
                    wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne, a syna staraliśmy
                    się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii... Właśnie w górach po
                    raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce z
                    synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie
                    ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną także
                    w broszurze zatytułowanej: "Ekoturystyka". W czasie tamtego spotkania nie było
                    mowy, że reprezentują jakąś religię. Mówiono wtedy, że jest to farma
                    posiadająca atest EKOLAND-u i produkuje zdrową żywność w oparciu o tradycję
                    Indii, że propagują "zdrowe żywienie" i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z
                    naturą". Gospodarze farmy - młodzi ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w
                    którym stały woły mówiąc, że używają ich do orki. W trakcie spotkania
                    poczęstowali nas wegetariańskim posiłkiem. Byliśmy wtedy przekonani, że jest to
                    świecki ruch społeczny o orientacji proekologicznej, co wydawało się być zgodne
                    z naszymi poglądamii zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem
                    i sprzedali jemu książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego
                    zaniepokojenia...

                    Prawdziwe oblicze tego kultu destrukcyjnego poznaliśmy dopiero później, jak syn
                    zaczął przynosić do domu i czytać coraz więcej książek z tekstami założyciela
                    sekty - Prabhupady. Kiedy codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin
                    odmawiał tzw. mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za
                    późno na wyciągnięcie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych
                    naczyniach (nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie. Coraz więcej
                    czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i wcześniejszymi zainteresowaniami
                    harcerstwem, zaniedbał naukę i przerażająco chudł. Znikał też na całe dnie i
                    wyjeżdżał do ośrodków sekty. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców
                    kultu, gdzie odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą
                    ekstatycznych tańców i śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty,
                    tzw. "mistrzowie duchowi", którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie
                    myśli.

                    Dość szybko zauważyliśmy, że coś złego dzieje się z synem od kiedy zaczął
                    uczęszczać na spotkania sekty. Później zjawialiśmy się tam również my, ale tyko
                    po to, aby dowiedzieć się bliżej z kim związało się nasze dziecko. Zaczęliśmy
                    czytać przynoszone przez niego broszury i z przerażeniem dostrzegać czego
                    naprawdę uczą. Powiedzieliśmy liderom grupy, że nie życzymy sobie aby syn
                    kontaktował się z nimi. Jak się później okazało - posłużyli się oszustwem.
                    Obiecali, że zabronią mu chodzić do nich na spotkania, a dowiadywaliśmy się od
                    jego rówieśników, że zamiast w szkole widzieli go w pobliżu ośrodka
                    krysznowców. Zresztą zdradzał go zapach kadzidełek, które tam bezustannie palą,
                    a którymi cały przesiąknięty wracał późno do domu... Sekta, posługując się
                    technikami psychomanipulacji, szybko uzależniła od siebie syna. Zaczął kłamać,
                    wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, a tak naprawdę to
                    wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria kultowe, zaczął wykradać
                    z domu przedmioty dla sekty...

                    Syn przed przystąpieniem do ruchu Kryszny udzielał się w harcerstwie i uprawiał
                    turystykę. Z własnej i nieprzymuszonej woli uczestniczył ze swoimi kolegami w
                    organizowanych przez nas wycieczkach krajoznawcznych i obozach wędrownych. I
                    było mu z tym dobrze. W domu nie brakowało mu też miłości i ciepła. Nikt nie
                    widywał go z butelką piwa albo z papierosem. Wystarczy zapytać o to naszych
                    sąsiadów, którzy do dziś pamiętają go jako porządnego chłopca. Czas mijał...

                    Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni,
                    kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już zupełnie bezrani wobec oszustw i
                    manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na
                    rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał
                    prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w
                    Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero wówczas, kiedy profesor napisał w
                    liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu
                    młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z
                    podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on
                    stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla
                    zdrowia"...

                    Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj,
                    cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w
                    szczątkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz przyrządzania potraw
                    zawierających nawet śladowe ilości mąki i roślin strączkowych, co poważnie
                    ogranicza spożywanie białka... Cały kalendarz postów i głodówek liczy
                    kilkanaście stron maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego
                    ze "zdrowym żywieniem". Jednak wtedy syn miał już tak "wyprany mózg", że nawet
                    nie zauważył jak okropnie schudł, a tylko stale powtarzał: "ja nie jestem tym
                    ciałem".

                    Prosiliśmy liderów sekty, aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie
                    angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku... Nasze
                    obawy miały się wkrótce potwierdzić. Po upływie ok. 2 lat związania się z
                    ruchem sektą, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia
                    wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł
                    na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go
                    na leczenie szpitalne, gdzie chciał kontynuować posty i odmawiał jedzenia, bo
                    pożywieniem szpitalnym mógł się "duchowo zanieczyścić". Ale wtedy krysznowcy
                    jakoś o nim zapomnieli. W tym miejscu przytoczymy fragment pracy doktorskiej
                    Anny Kubiak, "Delicje i lewa ręka Kryszny", Wydawnictwo Instytutu Filozofii i
                    Socjologii PAN, str.116, zawierającej wypowiedzi wyznawców sekty: "Nie daj Boże
                    zachorować w ruchu. Nikt się tobą nie zaopiekuje. Brak jest współczucia,
                    pomocy, gdy ktoś ma trudności."

                    Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym
                    adresem: "Co zrobiliście z tym chłopcem? Dlaczego on tu nie chce niczego jeść?
                    Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli
                    zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od "niewielbicieli
                    Kryszny", bo "może się duchowo skalać", oraz że tak silny wpływ może mieć na
                    człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. Początkowo karmiono go
                    kroplówką... W końcu zaczął przyjmować posiłki, ale... przyrządzane tylko przez
                    nas. Przez 6 tygodni przynosiliśmy mu do szpitala regularnie jedzenie...

                    Do normalności wracał długo. Po wyjściu ze szpitala krysznowcy sobie o nim
                    bowiem "przypomnieli". On też "chciał" do nich wrócić, wyjeżdżał do ośrodków
                    kultu, m.in. na farmę do Czarnowa. Byliśmy już zupełnie bezsilni... Miał już 18
                    lat, kiedy pewnego dnia przyjechał po niego jakiś krysznowiec o dziwnie
                    brzmiącym imieniu "Moksadai Dasa" (w sekcie rzadko używa się prawdziwych
                    nazwisk). Zapakowali z synem do samochodu co watrościowsze przedmioty i
                    odjechali. Syn zamieszkał gdzieś we wspólnocie... Wszystko to trwało dalsze dwa
                    lata. W końcu zrozumiał, że jest wykorzystywany do celów nie mających nic
                    wspólnego z rozwojem duchowym i zerwał z sektą i jej praktykami kultowymi...

                    Nadal jeszcze odczuwamy skutki szkodliwego oddziaływania tego kultu na naszego
                    syna. To nie tylko koszty jego leczenia, przedłużonego okresu nauczania, utraty
                    pełnej zdolności do pracy i nauki - poniesione przez całą rodzinę (krzywdy
                    doznała też nasza córka), ale również cierpienia moralne, których nie da się
                    przeliczyć na pieniądze.

                    Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego
                    reprezentowali uczciwą reli
                  • Gość: Lech Nasza historia z sektą (zakończenie) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 08:51
                    Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego
                    reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno - moralnych, a nie
                    kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty,
                    kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie
                    twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie
                    to wszystko.

                    Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna
                    odsyłamy do wspomnianej wcześniej pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, gdzie można
                    znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania wyznawców sekty
                    oraz potwierdzenie wielu naszych przykrych doświadczeń. Potwierdzają to choćby
                    same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: "Instytucja
                    totalna", "Izolacja", "Degradacja osobowości", "Unieważnianie dotychczasowych
                    znaków tożsamości", "Piętnowanie", "Poniżanie i dryl", "Pozbawianie
                    samodzielności", "Dyktatura kontrolerów" itp.

                    Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy
                    grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona
                    szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i stanowiąca
                    alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i pieniądzem...
                    Zrozumieliśmy, że Hare Kryszna może być wyborem tylko dla mocnych, w pełni
                    dojrzałych ludzi - cwaniaków umiejących zrobić na tej ideologii niezły interes.
                    Paradoksem zaś jest, że sekta wciąga nastolatków o nie wykształconej jeszcze
                    osobowości, ludzi wrażliwych i idealistów szukających oparcia w grupie
                    rówieśniczej, w której stają się ślepymi narzędziami do realizacji celów jej
                    lidera.

                    Zofia i Lech Rugałowie (Zofia jest przewodnikiem turystycznym PTTK, Lech
                    przodownikiem turystyki górskiej PTTK i przewodnikiem PTT)
    • Gość: Lech Znowu ten... Sekciarz IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 12.11.01, 17:29
      Boisz się przedstawić prawdziwym imieniem, a z uporem maniaka czepiasz się
      wydłubanych z różnych źródeł i wyrwanych z kontekstu fragmentów jakichś
      przemyśleń.
      Jeszcze raz pytam: Co może formalnie niewykształcony w tym kierunku, choć
      praktycznie doświadczony działacz społeczny, skoro takie autorytety z wysokimi
      tytułami naukowymi się tu gubią w definicjach, terminologii... tworząc mętlik w
      tej dziedzinie?
      A z tym "Sekciarzem" to sobie już daruj. To niepoważne. Po co ta maskarada?
      • Gość: Sekciarz Re: Znowu ten... Sekciarz IP: 159.107.89.* 16.11.01, 14:29
        Gość portalu: Lech napisał(a):

        > Boisz się przedstawić prawdziwym imieniem,

        Oczywiście, że się BOJĘ inkwizycji i wrzucania wszystkich innowierców do jednego
        worka za domniemane szkody wyrządzone Panu przez Hare Kriszna. Pewnie uraziłem
        Pana pisząc "domniemane szkody", ale nie wygrał Pan z nimi żadnej sprawy w
        sądzie, więc przyjmuję, że Pańskie szkody znajdują się wyłącznie w sferze
        ambicjonalnej a nie karalnej.
        Poza tym KK jest w Polsce taką potęgą, że gdybyście postanowili mnie fizycznie
        zgładzić, to nawet żadna mafia (lub ochrona) nie zgodziłaby się chronić mnie,
        rodziny i majątku. Sekciarzem zostałem nazwany przez Pański kościół i tak już
        zostało. Wyrobiłem sobie także pod tym pseudonimem już pewną markę na forum, więc
        przy tym pozostanę.

        > a z uporem maniaka czepiasz się
        > wydłubanych z różnych źródeł i wyrwanych z kontekstu fragmentów jakichś
        > przemyśleń.

        Lechu, ja tylko z "uporem maniaka" cytuję ... PANA ! I nic nie wyrywam z
        kontekstu, bo kontekst jest cały czas ten sam: reprezentujemy dwie strony sporu o
        wolność religijną dla mniejszości. A żeby wyeksponować tło tej dyskusji -
        większość to formalnie ponad 90% społeczeństwa, a mniejszości określane sektami
        liczy się w PROMILACH i ułamkach promili.

        > Jeszcze raz pytam: Co może formalnie niewykształcony w tym kierunku, choć
        > praktycznie doświadczony działacz społeczny, skoro takie autorytety z wysokimi
        > tytułami naukowymi się tu gubią w definicjach, terminologii... tworząc mętlik w
        > tej dziedzinie?

        Kto się gubi w definicjach ? Autorytety czy raczej Pan, kopiując raz za razem
        mętne wywody - pewnie nawet nie swoje - i nie potrafiąc podać (lub wstydząc się)
        własnej definicji ?

        Co Pan może jako "formalnie niewykształcony"? Sugeruję ponownie, aby się
        podkształcić, jeżeli przeszkadza Panu brak wykształcenia. Również po to, żeby się
        nie wygłupiać tak jak w przypadku "stanowczego nie zgadzania się" z definicją
        naukową i niepodawania własnej alternatywy.

        > A z tym "Sekciarzem" to sobie już daruj. To niepoważne. Po co ta maskarada?

        "Sekciarz" to jest całkiem na poważnie. Jednym z moich celów jest wykazanie Panu
        i innym czytelnikom, że łatkę sekciarza niektórzy katolicy przypinają zwykłym
        przyzwoitym ludziom, którzy zostają w ten sposób napiętnowani do końca życia
        za "zbrodnię" odejścia od "jedynego prawowitego wyznania".

        Ignoruje Pan przy całym swoim zacietrzewieniu fakt, że ofiarami antysekciarstwa
        są często również rodziny sekciarzy, jak np. moi rodzice, którzy ulegając
        katolickiej presji antysekciarskiej po cichu dumni są z dzieci i wnuków, a
        oficjalnie nas piętnują, żeby zachować twarz w swoim środowisku. Współczuję im
        konfliktu wewnętrznego i psychicznego cierpienia podobnie jak Panu w przypadku
        syna. Może rodzice otworzą się kiedyś Duchowi Świętemu na tyle, że będą mieli
        odwagę powiedzieć, co myślą i czują.

        Pozdrawiam. Sekciarz.
    • Gość: Balzer Najwieksza sekte w Polsce prowadzi T. Rydzyk IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.01, 18:06
      • Gość: kagan Sekte, ale NIE kult! IP: *.arts.monash.edu.au 13.11.01, 03:32
        • Gość: Lech Manipulacja informacją w kultach IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 16:41
          Już pierwsze spotkanie z werbownikami sekty najczęściej wiąże się z zatajeniem
          informacji, z kim rozmawiamy - podaje się fałszywe lub mylące dane. Kult
          uniemożliwia w ten sposób skorzystanie ze społecznego doświadczenia,
          zgromadzonego w "uprzedzeniach" wobec toksycznych organizacji. Doskonałą okazją
          dla sekt są imprezy typu festiwal kultury, obóz językowy, kurs doskonalenia
          osobowości, a nawet pielgrzymka, gdzie werbownicy mogą pozostać anonimowi.
          Kiedy już grupa ma pierwsze nitki kontroli nad nowicjuszem nadal starannie
          chowa "trudne elementy doktryny" (nie znajdzie się ich również dokładnie
          czytając całą literaturę udostępnioną przez kult), a nawet oszukuje go
          podając "tymczasowe interpretacje". Tak samo traktuje społeczeństwo, zachowując
          prawdziwe przekonania dla najbardziej wtajemniczonych. W samookreśleniu kulty
          uwielbiają podszywać się pod uznane społecznie autorytety: instytut,
          uniwersytet, nauka, wiedza, ośrodek badawczy czy tradycje religijne, np.
          hinduizm, buddyzm.
    • Gość: Lech Sekty i kulty a prawa mniejszości IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.11.01, 20:18

      Twórcy nowożytnej demokracji zadbali o interesy mniejszości, nie sprawującej
      aktualnie władzy. Temu miały służyć konstytucyjnie gwarantowane prawa. Strona
      słabsza nie musiała obawiać się ucisku i dyskryminacji. Obserwując współczesne
      wydarzenia widzimy, że niejednokrotnie manipulując mediami i organizacjami
      ponadnarodowymi mniejszości potrafią narzucić swoją wolę większości ... .

      Sekty czasami wręcz perfekcyjnie wykorzystują możliwości manipulacji opinią
      publiczną i organizacjami praw człowieka do ... uniemożliwienia publicznej
      krytyki swojej działalności oraz by żądać dla siebie wszelkich przywilejów
      należnych sprawdzonym przez wieki religiom. Wiele współczesnych sekt to
      niesłychanie potężne organizacje - dysponują milionami, jeśli nie miliardami
      dolarów, własnymi mediami, zespołami bezwzględnych i utalentowanych prawników,
      zorganizowanym lobbingiem, własnymi "uczonymi" i finansowym udziałem w ... w
      walce z sektami!!! Publiczna krytyka kultów to bardzo ryzykowna działalność -
      nawet jak uniknie się nazwania fanatycznym mordercą inkwizycji czy
      sfabrykowanych oskarżeń o krucjatę przeciwko mniejszościom wyznaniowym albo
      przestępstwa kryminalne, to usłużne media, "oświeceni" politycy i sprzedajni
      naukowcy przedstawią takiego śmiałka jako ... fanatyka religijnego usiłującego
      narzucić swe przekonania innym.

      Prawdziwą mniejszością w sporze z kultami są rodziny ofiar. Nie mogą liczyć
      na pomoc Państwa (chyba, że już po śmierci swoich bliskich, bo wtedy, że to
      sekta wiedzą wszyscy!). Media ich działania przedstawiają
      jako "zaściankowość", "ksenofobię", "nietolerancje religijną". Uczeni
      religioznawcy, szczególnie ci, którzy niedawno jeszcze wyznawali jedynie
      słuszny "naukowy" światopogląd lub ci , którzy wyznają aktualnie
      jedynie "poprawny politycznie" światopogląd chętnie świadczyć będą , że sekta
      to ruch religijny jak inne, więc problem tkwi w ... cierpiącej rodzinie nie
      potrafiącej znieść konfliktu kulturowego i odmienności światopoglądowej. To
      naprawdę smutne widzieć zadowolonych z siebie "oświeconych Europejczyków"
      stających po stronie katów przeciwko zdezorientowanej i samotnej rodzinie
      walczącej o swoich bliskich.

      Nie jest prawdą, że w imię tolerancji i szacunku dla odmienności religijnej
      społeczeństwo powinno przyznawać równy status każdej religii. Pozycja uznanej i
      szanowanej grupy wyznaniowej wiąże się z wieloma przywilejami, a na przywileje
      trzeba zasłużyć i wykazać, że jest się godnym zaufania. Również w życiu
      codziennym nie dajemy kluczy do własnego mieszkania komuś tylko dlatego, że
      nazywa siebie uczciwym i godnym zaufania. Nasi sąsiedzi - Niemcy takiej głupoty
      jak równe przywileje dla wszystkich grup deklarujących się jako religijne nie
      umieścili w swoim prawie ... . Polscy parlamentarzyści powinni gorliwiej uczyć
      się od kolegów zdrowego rozsądku w tej problematyce.
    • a-r Osama Bin Laden przywodca kultu? 13.11.01, 20:44
      Podczas jednego przemowienia we wrzesniu prezydent Bush nazwal al Qa'eda "a
      cult of evil".

      Osama Bin Laden na pewno nie jest Che Guevara swiata wyznawcow islamu. Jak wiec
      moznaby go okreslic?

      Mozna sie zgodzic, ze jest pelnym zla mistrzem manipulacji. Udalo mu sie bowiem
      polaczyc jego szlencza nienawistna ideologie z istniejacym w krajach islamskich
      gniewem i frustracja.
      Analizujac historie kultow mozna wyroznic dwa zasadnicze ich rodzaje:

      1- skierowany do wewnatrz -glownym zadaniem jest tutaj osiagniecie jakiegos
      wyzwolenia, zrealizowanie jakiegos celu przez czlonkow grupy. Tutaj bylby np.
      kult Jonesa i masowe samobojstwo, ktore jego wyznawcy popelnili w Jonestown ,
      Gujana w 1978.

      2- skierowany na zewnatrz - kult wyznaje zasade budowy nowego swiata na gruzach
      starego. Tu zaliczylibysmy kult Aum Shinrikyo, ktory zaatakowal Tokijskie metro
      bojowym gazem sarin w roku 1995. Jest to dziwne polaczenie starozytnych
      rytualow, science fiction i ideologi masowego morderstwa.
      Warto przy tym zwrocic uwage, ze w odroznieniu od kultu Jones'a Aum Shinrikyo
      skupila w swych szeregach lekarzy, naukowcow i innych ludzi z wyzszym
      wyksztalceniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka