hsk
07.04.03, 12:20
Amerykańska administracja represjonuje niezależnych dziennikarzy i
przeciwników wojny
Przeraźliwie
Oficjalne informacje podawane przez środki masowego przekazu Amerykanów i ich
sojuszników głoszą, iż walczące w Iraku siły inwazyjne odnoszą niemal
wyłącznie sukcesy. Jednocześnie wszelkie próby kwestionowania tej propagandy
i rzetelnego ukazywania wojennej rzeczywistości spotykają się z coraz
surowszymi represjami ze strony rządów państw, które dokonały agresji na
Irak.
Władze USA chcą ograniczyć prawa obywatelskie przeciwników wojny.
Antywojennym manifestacjom towarzyszą zwykle liczne zastępy, z reguły wrogich
manifestantom, policjantów. Bardzo negatywnie o antywojennych protestach w
USA wyrażają się opanowane przez zwolenników agresji na Irak tamtejsze media,
które np. bezczelnie zaniżają liczbę uczestników protestów. Pod naciskiem
Białego Domu zwalniani są kolejni dziennikarze, zaś osobom uczestniczącym w
antywojennych protestach grozi się więzieniem.
Wrogą wobec przeciwników wojny atmosferę starają się wykorzystywać politycy.
Ustawodawcy amerykańskiego stanu Oregon domagają się sądzenia osób
występujących przeciw wojnie w Iraku jako terrorystów. Gdyby ich zamierzenia
zostały wcielone w życie, groziłaby im za to kara minimum 25 lat pozbawienia
wolności.
Władze Oregonu chcą dokonać korekty prawnej definicji pojęcia "terroryzm".
Senator partii republikańskiej, John Minnis, szef komisji prawnej senatu
stanu Oregon, zaproponował, aby terrorystą określać każdego, kto "bierze lub
planuje wziąć udział w akcji, którą w skrajnym przypadku jeden z jej
uczestników wykorzystuje dla wprowadzenia zakłócenia normalnej pracy"
biznesu, transportu, szkół, władzy czy wolności społeczeństwa. Zwolennicy
projektu nowego "prawa" argumentują, że władza musi dysponować instrumentami
mogącymi "efektywnie" wpływać na protestujących przeciwników wojny.
O tym, że prawa obywatelskie w USA są zagrożone, alarmował w piątek belgijski
dziennik "Le Soir". Gazeta pisze, że władze amerykańskie nadużywają
patriotycznych haseł dla uzasadnienia wojennej awantury w Iraku. "W
najbliższym czasie sytuacja w USA jeszcze bardziej się zaostrzy, kiedy
zostanie przyjęty nowy dokument, który pozwoli rozszerzyć na wszystkich stan
prawny, który do tej pory dotyczył jedynie obcokrajowców" - alarmuje gazeta.
Chodzi szczególnie o prawo zezwalające na zatrzymanie pod strażą osób
podejrzanych o terroryzm bez przedłożenia im oskarżenia. Projekt nowego prawa
zakłada też wprowadzenie ograniczonego nadzoru nad działalnością instytucji
religijnych i politycznych. Przewiduje on też, że niektóre przejawy
obywatelskiego nieposłuszeństwa mieszkańców USA mogą być karane pozbawieniem
amerykańskiego obywatelstwa.
Władze USA walczą także z niezależnymi dziennikarzami, którzy bardzo
negatywnie oceniają obiektywność sterowanych przez armię amerykańską
przekazów informacyjnych o wojnie w Iraku. Podkreślają oni, że rzetelne i
krytyczne informowanie o wojnie irackiej stało się niezwykle trudne, a czasem
wręcz niemożliwe.
Najbrutalniej zostali potraktowani przez umundurowanych stróżów porządku
dziennikarze portugalskiej stacji telewizyjnej RTP. Zostali oni bez
jakiegokolwiek powodu pobici przez funkcjonariuszy amerykańskiej żandarmerii
wojskowej. Według agencji RIA "Nowosti", żandarmi przez cztery dni
przetrzymywali ich w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie nie dawali im wody ani
jedzenia, po czym odprawili ich do Kuwejtu.
Jak pisała w czwartek gazeta "Arab News", korespondent i operator
portugalskiego kanału telewizyjnego RTP Luis Castro i Victor Silva zostali
zatrzymani w pobliżu Nadżafu, pomimo iż posiadali akredytację dowództwa sił
inwazyjnych. - Amerykanie w Iraku zachowują się zupełnie nienormalnie, boją
się wszystkiego, co się rusza. Najpierw strzelają, a potem pytają - wyznał
gazecie Castro.
Jedną z pierwszych ofiar negatywnej selekcji korespondentów wojennych został
dziennikarz telewizji NBC Peter Arnett, którego zwolniono z pracy po tym, gdy
w niedzielę, 30 marca przed kamerami irackiej telewizji państwowej
stwierdził, iż "ci, którzy odpowiadali za planowanie kampanii wojskowej,
jawnie nie docenili determinacji wojsk irackich".
Arnett wyraził też pogląd, że w samych Stanach Zjednoczonych rośnie opozycja
wobec prezydenta Busha w ocenie zarówno metod prowadzenia wojny, jak i samej
wojny. Zauważył także, że kierowane z Iraku do USA informacje o ofiarach
wśród irackiej ludności cywilnej "pomagają tym, którzy występują przeciw
wojnie wyrobić sobie własne argumenty".
Telewizja NBC początkowo broniła swojego reportera, jednak szybko uległa
naciskom waszyngtońskiej administracji i Arnetta zwolniono, zarzucając mu, że
wypowiedzenie przez niego własnego punktu widzenia było "nieprawidłowe".
Zaatakowała go również stacja telewizyjna "Fox News", zarzucając
mu "sprzedajność".
W ubiegły wtorek pracę Arnettowi zaproponował dziennik "Daily Mirror" -
jedyna popularna gazeta angielska, która występuje przeciw wojnie w Iraku,
zaś w czwartek Peter Arnett rozpoczął pracę w działającej od 18 lutego
telewizji Zjednoczonych Emiratów Arabskich - Al-Arabija.
- Ciągle jeszcze odczuwam szok i dreszcze po zwolnieniu. Przekazywałem prawdę
o tym, co się dzieje w Bagdadzie i nie będę za to przepraszać - pisał Arnett
w "Daily Mirror".
Z powodu wyemitowania reportażu o ...ch wojsk amerykańsko-brytyjskich w
czasie działań wojennych został wydalony z Iraku korespondent telewizji "Fox
News" Geraldo Rivera. Komendant jednostki, w której się znajdował, uznał, że
dziennikarz "ujawnił tajną informację operacyjną, podając na falach eteru
dane o pozycjach i przemieszczeniach wojsk amerykańskich". Do opuszczenia
Iraku został również zmuszony korespondent gazety "Christian Science Monitor"
Phil Smaker, obwiniany przez Pentagon o naruszanie przepisów informowania o
wojnie ustanowionych przez władze wojskowe USA.
Przygotowując się do wojny, agresorzy opracowali system bezpośredniego
umieszczania dziennikarzy w składzie frontowych pododdziałów i przekazywaniu
stamtąd informacji. System ten opracowano w oparciu o założenie, że wojna
potrwa krótko, a Irakijczycy będą masowo się poddawać i witać najeźdźców jak
wyzwolicieli. System ten określany pogardliwie "wmontowanym dziennikarstwem"
załamał się z chwilą, gdy agresorzy spotkali się ze zdecydowanym oporem
irackiej armii i milicji.