Gość: Magdalena
IP: *.zab.citynet.pl / 192.168.128.*
10.04.03, 21:04
Pragnę poruszyć bardzo aktualny, a zarazem drażliwy temat związany z
homoseksualizmem. Oczywiście czynię to w kontekście podjętej kampanii na
rzecz przeciwdziałania homofobii "Niech nas zobaczą", o wynikach której pisze
w swoim artykule Pan Mariusz Szczygieł w dzisiejszym Dużym Formacie. Po raz
kolejny można zaobserwować wysiłki oraz zabiegi podejmowane przez grono osób,
aby przekonać jak najszersze rzesze naszego społeczeństwa do reprezentowanych
przez nie poglądów. I tak w czyjejś głowie zrodził się pomysł, że należy
pozytywnie nastawić Polaków do homoseksualizmu i zadbać o akceptację tego
zjawiska przez nich. Zostały podjęte stosowne kroki, ruszyła akcja, pojawiły
się odpowiednie instytucje popierające ją, a zaraz za nimi słowa krytyki czy
wręcz pełne nienawiści i agresji ataki. Ale tak naprawdę wśród tych
wszystkich wypowiedzi oraz stanowisk brak troskliwej i przewidującej
wnikliwości, czy tego typu kroki są słuszne, co przyniosą ze sobą, tzn. czy
zyskamy coś, czy może nieprównywalnie dużo stracimy. Bardzo łatwo garstce
osób mającej siłę przebicia oraz pieniądze i poparcie wpływonych sfer, albo
jak w tym przypadku rządowych, narzucić daną ideę, która przy zastosowaniu
odpowiednich środków socjotechnicznych ma duże szanse na wdrożenie i
akceptację. Nie bierze się przy tym odpowiedzialności za skutki, szczególnie
te dające o sobie znać po dłuższym czasie. Owszem mówi się o możliwości
wywołania agresji, aktów wandalizmu (co zresztą znalazło swoje potwierdzenie
w konkretnych czynach), o prowokacji, promocji zboczeń, o złu. Nikt jednak
wyraźnie i jasno nie stanął w obranie naszej moralności. Nie chodzi mi o
odgrażanie się, o dewastację, kipiące od prymitywnej nienawiści manifestacje.
Mam na myśli mądre uzasadnienie faktu, że społeczna akceptacja zła
przedstawianego jako dobro (z czym niewątpliwie mamy do czynienia tutaj i do
czego próbowano nasz naród zachęcić) zatem tolerowanego i niekrytykowanego
przynosi ogromne spustoszenia, powodując dewastacje w naszych umysłach w
sposób bezwzględny, systematyczny, a przy tym niezauważalny. Dzieje się tak,
ponieważ są to procesy długofalowe, których efekty, tj. zmiany na gorsze,
widzi się dopiero wówczas, gdy jest to już za późno. Próba walki z lękiem
przed homoseksualizmem jako przejawem nietolerancji i zaściankowości jest
błędem, który może doprowadzić co najwyżej do pojawienia się obojętności
wobec czegoś, co nie powinno mieć miejsca w życiu człowieka. Nasz wysiłek
byłoby lepiej skierować na inne tory, czyli eliminację takich przypadków
poprzez udzielenie maksymalnie skutecznej pomocy ludziom o wiadomych
skłonnościach. Osoby o preferencjach homoseksualnych cierpią (choć mówi się o
ich odmienności lub wybryku natury, bardziej wulgarni używają określenia
zboczenie) na deformację nie uchwytną dla medycyny, ale przy właściwym
podejściu łatwą do rozeznania i z pewnością możliwą do usunięcia. Jest to
kwestia stopnia głębokości analizy rysu charakterologicznego danej osoby,
uwarunkowań rodzinnych (i to nie tylko w ograniczyniu do rodziców, lecz
również z uwzględnieniem wcześniejszych pokoleń), chęci przemiany i
przebudowy swego"ja", co niejednokrotnie łączy się z ogromną determinacją i
ciężką pracą. Zdaję sobie sprawę,że może to brzmieć dziwnie. Jednak będę
obstawać przy swoim, a jako argument podam to, iż w przerażająco minimalnym
stopniu zajmujemy się sobą, tzn. pracą nad swoimi cechami charakteru, próbą
przemiany na lepsze z dążeniem do osiągnięcia doskonałości (wmawia się nam
wręcz, że jest to niemożliwe), ubogacaniem swojego wnętrza, rozwijaniem
gradacji wartości, które pozwalą nam na pełne wypielęgnowanie człowieczeństwa
pozwalającego nam na dokonywanie mądrych wyborów, umiejętność dojrzałego
rozróżniania zła od dobra, gwarantującego samoświadomość, samokontrolę i
samokrytycyzm, awięc tym, co jest najlepszą obroną przed destrukcją i
gwarancją spokoju, szczęścia i dobra. Tymczasem pokazywanie par tej samej
płci, ucodziennianie ich i upowszechnianie na tyle może rozmydlić nam granice
pomiędzy tym, co dobre i właściwe, a tym co złe i szkodliwe, że
będziemypróbowali wytłumaczyć każdą kolejną odmienność sformułowaniem innej
normalności, a nawet gorzej, bo lepszej i pełniejszej. Często pojawiają się
stwierdzenia, że homoseksualiści sa wrażliwsi , czulsi, innym razem zaś, że
są zboczeni, o skrzywionych upodobaniach. Zawsze jednak odnosi sie wrażenie,
że nie są szczęśliwi, mają rozchwiane emocje, poczucie krzywdy, co wynika (i
tutaj odwołuję się do tego, co napisałam wyżej) w jakimś stopniu z
nadmiernego narcyzmu, nie lubiącego krytyki, bojącego się braku akceptacji.
Nie leży bowiem tak naprawdę problem w ludziach, którzy ich odrzucają (czynią
to na zasadzie samoobrony przed wielkim złem wywołującym tak nienaturalne
zachowania jak właśnie homoseksualizm), lecz w nich samych i w ich wypaczonym
podejściu do spraw związków z drugą osobą. To ostatnie stwierdzenie nie
oznacza wyroku skazującego na pełną pogardy i nienawiści alienację i
izolację, ale oznacza, że jest odwortne podejście do rozwiązywania kwestii o
tak dużej randze. Ludziom dotkniętym homoseksualizmem należy pomagać,
naprostwoywać ich i przemieniać, jednak w sposób mądry, wyważony oraz
skuteczny. Na pewno nie osiągnie się tego, stwarzając im dogodne warunki dla
rozwoju zaburzeń, na które cierpią. Warto zastanowić się nad tym, jak bardzo
poodwracany jest nasz świat, nasze wartości, jak często to, co dobre określa
się mianem negatywu, złe natomiast strony naszej rzeczywistości na siłę
próbuje się przedstawić jako pozytywy. W dobrym, opartym na prawdzie i
uczciwości świecie coś takiego jak homoseksualizm nigdy nie przydażyłoby się.
Zdajmy sobie sprawę ze stopnia naszej degeneracji i to niestety na każdym
poziomie i w każdej dziedzinie naszego życia.