Gość: Lolo W.
IP: 130.94.106.*
05.05.03, 16:45
Mity polskie
Ludzie się dziwią – dlaczego, tworząc gazetę, zawarłem
w jej tytule słowo „mity”. – Przecież podajecie fakty,
a ponadto może to zrodzić podejrzenie o brak
rzetelności. Gdzie u was są te mity?
No, może nie dokładnie u nas, ale wszędzie wokoło –
TAK. Polska to kraj mitów; państwo i naród, w którym
mity skutecznie wyparły rzeczywistość. Konstytucję RP
można bez większej szkody dla obywateli i jej samej
zamienić na przykład na baśnie Andersena, a zamiast
głównego wydania Wiadomości TVP przeczytać ludziom o
przygodach Tomka w krainie kangurów. Mało kto zajarzy,
że coś jest nie tak! I doprawdy nie wiadomo, jaki
czynnik miał – i ma nadal – największy wpływ na ciągłą
produkcję mitów polskich – wyznanie katolickie,
skłonność do nieróbstwa czy napojów wyskokowych. A
może wszystko razem?
Osnute mitologią jest przyjęcie przez księstwo Polan
nowej, chrześcijańskiej religii. Ani nowy bóg nie był
tak łaskawy, ani księżniczka Dobrawa tak piękna, jakby
sobie tego życzył jej narzeczony. Chrzest Mieszka nie
tyle wprowadził naszych przodków do Europy, co
uchronił od wycięcia w pień przez rycerzy obecnych
państw Unii. Im samym też się wcześniej udało ujść z
życiem. Zapewne neofici z Zachodu byli bardzo
zawiedzeni Mieszkową uległością, później odbili to
sobie na Prusach i Jadźwingach.
O mitologizacji naszych dziejów piszemy prawie co
tydzień w cyklu „Przemilczana historia”. Znamienny
jest mit patrona Polski, świętego biskupa Stanisława,
męczennika zabitego w gniewie przez króla Bolesława
Śmiałego. Tyle że biskup – zdrajca króla i ojczyzny –
według ówczesnego prawa zasłużył na powolne
rozkawałkowanie i niewypowiedziane męki, których mu
oszczędzono. Teraz patron zdrajca ma w opiece
zdradzony przez siebie kraj i szczyci się srebrnym
sarkofagiem w samym centrum katedry na Wawelu.
Ludziom, zwłaszcza modlącym się do niego, nie
przeszkadza to ani trochę.
Miło jest wiedzieć, że naszymi przodkami byli wielcy
patrioci. Co prawda, taki przeor Jasnej Góry, ojciec
Kordecki, dzieci chyba nie miał, więc przodkiem nie
jest, ale mit o jego bohaterstwie do dziś jest
skrzętnie podsycany przez paulinów. Parę razy do roku
odbywają się w Częstochowie uroczystości ku czci tego,
który „własną pierś w obronie Pani Jasnogórskiej
nadstawiał, do boju obrońców zagrzewał, a nawet sam
wiele cudów na wałach uczynił”. Takiego wała! Prawda
jest taka, że nieomal siłą musieli ojczulka odwodzić
od poddania twierdzy Szwedom. W katolickim narodzie
zawsze istniało szczególne zapotrzebowanie na
bohaterskich szermierzy ewangelii – od świętego
Wojciecha po Skorupkę i Popiełuszkę. Ich odwaga to
fakt, ale reszta jest mitem prawie tak wielkim jak
scenariusz serialu „Plebania”.
To właśnie Kościół rzymski pisał – najczęściej wprost
piórami swoich skrybów – polską mitologię, wynosząc
pod niebiosa własne, rzekome dla Rzplitej zasługi,
skrzętnie przemilczając przy tym faktyczne zdrady,
knucia i złodziejstwa. Tym sposobem polskie dzieci
indoktrynuje się obecnie na mszach i lekcjach religii,
ucząc na przykład o światłych kapłanach i biskupach
walczących o niepodległość Polski – twórcach
Konstytucji 3 maja. Biskupi owszem, stworzyli, ale
targowicę; w zamian za gwarancję zachowania ich
majątków i przywilejów poparli – tak zresztą jak sam
papież – carycę i kolejne rozbiory. Takie są, jakże
niewygodne, fakty. Aby była okazja do kłamliwych,
patriotycznych kazań – każdego roku 3 maja Kościół
obchodzi uroczystość Matki Boskiej Królowej Polski.
Zresztą wiara w mityczną Królową Polski, która
niezmiennie troszczy się o swój naród, to jeden z
bardziej deprawujących polskich mitów. No bo cóż nam
się może złego stać i jaka bieda spotkać pod opieką
Maryi? Czy warto się w ogóle czymkolwiek przejmować,
pracować, zabiegać? Przesada? Nie, to streszczenie
milionów kazań od wieków wypaczających mentalność
Polaków.
Trzeba też było zagospodarować 1 maja, więc wymyślono
w tym dniu święto Józefa. Jako ksiądz słyszałem na
własne uszy 1-majowe kazanie, w którym nawiedzony
proboszcz nazwał cieślę, ziemskiego ojca
Jezusa, „pierwszym człowiekiem pracy”. Zręczny manewr
kościelnych jak zwykle udał się nadspodziewanie! No bo
kto dzisiaj pamięta o tym, że Kościół papieski od
początku popierał wyzysk i niewolnictwo, nawet
wówczas, gdy niemal wszystkie państwa na świecie
ogłosiły abolicję? Albo kto zna treść XIX-wiecznych
encyklik papieskich wzywających robotników do
bezwzględnego posłuszeństwa fabrykantom, którzy krwawo
tłumili rozpaczliwe zrywy, manifestacje, strajki i
wszelkie próby polepszenia doli wyzyskiwanych
biedaków? Dopiero Jan Paweł II odkręcił wszystko aż w
trzech encyklikach, a święto Józefa cieśli ma
przypominać o szacunku Kościoła dla ludzkiej pracy.
Niebezpiecznym, ale wciąż żywym mitem jest jakieś
takie głupie przeświadczenie, że jeśli ktoś chodzi do
kościoła, to musi być lepszym, bardziej uczciwym
człowiekiem. Fakty temu przeczą, ale złożone ręce (np.
premiera Oleksego w Częstochowie) zawsze robią
wrażenie. Bierze się to z kompletnego braku
świadomości, czym jest Kościół i że nie ma on nic
wspólnego z Bogiem żywym i prawdziwym; poza tym, że
zawłaszczył Go na własne potrzeby. Na taki kompleks
mało gorliwego katolika cierpi większość narodu, tj.
katolików niepraktykujących. Podobnie sprawa wygląda w
USA, ale to niewielka pociecha.
Długo i na próżno można pisać i przypominać. Polak
katolik wie swoje, a może raczej nie chce wiedzieć, no
bo i po co mu wiedzieć? Tyle że, godząc się na
kultywowanie mitów, sami podświadomie zapewniamy
polskiej mitologii ciągłość tu i teraz.
Uczepiliśmy się Solidarności bezkrytycznie, a ta
wspierała się dodatkowo sprawdzonym, mitycznym
autorytetem ołtarza. Pamiętam, jak w tamtym czasie
krążyła przekazywana z ust do ust rzekoma
przepowiednia królowej (to już druga) Sybilli, że niby
Polska ma być najbogatszym państwem świata, a Niemcy i
Amerykanie będą do nas przyjeżdżali szukać pracy.
Genialny elektryk Wałęsa niczym Herkules miał nam
zbudować drugą Japonię. Zostawił jednak kupę smrodu i
nowe hasło w encyklopedii – „wojna na górze”. Zastąpił
go zręczny i inteligentny Aleksander wszystkich
Polaków, ale jego lewicowość, mieszkania, które
obiecał młodym, a nawet tytuł magistra – wszystko
okazało się mitem. Podobnie zresztą jak ropa w
Karlinie, plan Balcerowicza, lewicowość lewicy,
prawość prawicy, czyste sumienie Michnika,
niezależność sprzedanych Zachodowi mediów itd., itp.,
cdn...
I naprawdę nie jest tak, że wszystko płynie, zmienia
się, ewoluuje, i że tak jest wszędzie, nie tylko w
Polsce. Niestety, im mniej w naszym życiu realizmu i
racjonalizmu, tym więcej nierealnych i irracjonalnych
przywódców, planów, programów, decyzji. Miejsce faktów
szybko zajmują mity, potrzebne komuś lub czemuś,
zawsze szkodliwe jak jasna cholera. Ale ktoś, do
cholery, musi o tym pisać.
JONASZ