aaaniula
26.01.12, 14:15
Witam.
Nie wiem czy piszę w dombrym miejscu, ale to wydaje mi się najwłaściwsze.
Otóż mam następujący problem. W domu byłam wychowywana "na sucho". Ja to tak nazywam. Nikt nie mówił sobie ciągle, że kocha, nie było za dużo tulenia i czułości. Co nie oznacza, że nie byłam kochana. Wiedziałam, że rodzice mnie kochają, ale taki w domu był niezbyt wylewny styl bycia.
Teraz sama jestem w ciąży. Na wieść o wnuku rodzice powiedzieli "ojej, to będziemy dziadkami". I tak temat się zakończył. Nie było łez. Za to teściowa zareagowała ogromnym wybuchem płaczu, gratulacjami, że staliśmy się teraz prawdziwumi: kobietą i mężczyzną- co już mnie wytrąciło z równowagi. Wiedziała, że mamy problem z posiadaniem dziecka, a ciąża jest zagrożona, i mogę ją utracić w każdej chwili i nigdy nie zostatć mamą. Ale pomijam to, może tak palnęła, nie pomyślała. No i pierwsze co tu rzuciła się z rękami na mój brzuch, bo ona chce wygłaskać wnuka. Moja reakcja była taka, że się odsunęłam. Odruchowo, bezwarunkowo. Nie cierpię kiedy ktoś mnie dotyka. Spojżała ostrym wzrokiem i wyszła. Nawet nic nie powiedziałam. Później zaczełam myśleć która z nas zachowała się źle? Dla mnie jest to już strefa intymności, nie lubię kiedy ktoś ją łamie. Czy to coś niewłaściwego?
Mam kilka podobnych problemów: nie wyobrażam sobie karmienia piersią przy ludziach (wyłączając mojego męża i szpital). Wiem, że z moimi rodzicami nie będę miała problemu, ale teściowa i teść zapewne będą chciałi mi towarzyszyć, co mi się w głowie w ogóle nie mieści. Nie wyobrażam sobie karmienia np. podczas rodzinnej imprezy. Właśnie ostatnio kuzynka przy Świątecznym stole uwolniła pierś i zaczęła karmić małego. Mi to nie przeszkadza, ale ja sama bym nie potrafiła tak się zachować.
Kolejna sprawa to całowanie na przywitanie. Teście obcałowują nas odd góry do dołu na powitanie, pożegnanie i z okazjo zakupu nowego samochodu. Ja się z własnym mężem nie całuje na pożegnanie. Teściowa nie całuje własnej córki, a całuje mnie. Nie lubię tego, ale jestem w stanie znieść. Tak samo szwagierka: Bartuś pocałuj ciocię. A ja nie koniecznie chcę całować czyjeś dziecko, tym bardziej że małe dzieci na ogół całują w usta, co w ogóle powoduje u mnie efekt jakiegoś totalnego odrzucenia i złamania barier. Swoje dziecko owszczem będę całować- ale czyjeś? Nie mam takiej wewnętrznej potrzeby.
Czy myślicie, że jest w tym coś niewłaściwego? Jak sie zachować w takich sytuacjach? Co mówić, żeby nie urazić, co odpowiadać, kiedy ktoś mi zarzuci, że jestem dziwna? Proszę, podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami na ten temat, oceńce co napisałam, bo chyba sama mam problem z oceną tej sytuacji.