Dodaj do ulubionych

Starachowice a Magdalenka

07.07.03, 13:37
Przypomniałam sobie właśnie niedawną rzeź policjantów w Magdalence. Czy ten
baran Jagiełło zdawał sobie sprawę, że przez jego długi język mogliśmy mieć
powtórkę w Starachowicach? Czy Janikowi nie starcza wyobraźni, żeby sobie
uświadomić, że tak się mogło skończyć to co nazwał "głupotą" w swoim
resorcie? Nawiasem mówiąc, może warto odgrzebać sprawę Magdalenki i sprawdzić
czy i tam jakiś uprzejmy podwładny Janika nie doniósł bandytom. A wszyscy
którzy bawią się życiem policjantów dla realizacji mafijnych interesów
powinni pójść siedzieć na długie lata. Dlaczego Janik, pod którego rządami
zdarzył się mord na policjantach w Magdalence a teraz przeciek, który mógł
też się skończyć ofiarami jest jeszcze ministrem?
Obserwuj wątek
    • Gość: bratek Dlaczego by nie? IP: *.biaman.pl 07.07.03, 13:38
      kataryna.kataryna napisała:

      > Przypomniałam sobie właśnie niedawną rzeź policjantów w Magdalence. Czy ten
      > baran Jagiełło zdawał sobie sprawę, że przez jego długi język mogliśmy mieć
      > powtórkę w Starachowicach? Czy Janikowi nie starcza wyobraźni, żeby sobie
      > uświadomić, że tak się mogło skończyć to co nazwał "głupotą" w swoim
      > resorcie? Nawiasem mówiąc, może warto odgrzebać sprawę Magdalenki i sprawdzić
      > czy i tam jakiś uprzejmy podwładny Janika nie doniósł bandytom. A wszyscy
      > którzy bawią się życiem policjantów dla realizacji mafijnych interesów
      > powinni pójść siedzieć na długie lata. Dlaczego Janik, pod którego rządami
      > zdarzył się mord na policjantach w Magdalence a teraz przeciek, który mógł
      > też się skończyć ofiarami jest jeszcze ministrem?

      bo JEST do niego pełne zaufanie.
    • minderbinder1 Re: Starachowice a Magdalenka 07.07.03, 13:45
      (PAP) 07-07-2003, ostatnia aktualizacja 07-07-2003 13:18

      7.7.Warszawa (PAP) - W poniedziałek prezydent Aleksander Kwaśniewski spotkał
      się w Pałacu Prezydenckim z prezesem Rady Ministrów Leszkiem Millerem - podało
      Biuro Informacji i Komunikacji Społecznej Kancelarii Prezydenta

      Rozmawiano o przygotowaniach Polski do członkostwa w Unii Europejskiej i
      programie reformy finansów publicznych

      Omawiano również stan bezpieczeństwa kraju, a szczególnie problem skutecznej
      walki z przestępczością i korupcją. (PAP) kom/ dg woj/ mw/


      To ostatnie zdanie jest bombowe. Nie wiedziałem, że PAP prowadzi rubrykę
      humorystyczną.
      • Gość: bratek DEKLARUJE SIĘ BRAK KORUPCJI W POLSCE IP: *.biaman.pl 07.07.03, 13:52

        >
        > Omawiano również stan bezpieczeństwa kraju, a szczególnie problem skutecznej
        > walki z przestępczością i korupcją.

        WYNIKI ROZMÓW UTAJNIONO. Z NIEOFICJALNYCH ŹRÓDEŁ DOWIADUJEMY SIĘ, ŻE TOW.
        MILLER WYJAŚNIŁ PREZYDENTOWI, ŻE PRAWO POLSKIE NIE PRZEWIDUJE ANI
        PRZESTĘPCZOŚCI, ANI KORUPCJI (kataryna, chylę czoła, to Twój pomysł, jadę na
        nim i jadę, bo szalenie mi się podoba). W ZWIĄZKU Z TYM DYSKUSJA O TAKOWYCH
        JEST BEZCELOWA. DORADCY PREZYDENTA ORAZ TOW. PREMIERA OPRACOWUJĄ WŁAŚNIE RAPORT
        ZE SPOTKANIA, W KTÓRYM OBYDWIE GŁOWY PAŃSTWA "DEKLARUJĄ", ŻE POLSKA JEST KRAJEM
        WOLNYM OD PRZESTĘPSTW ORAZ KORUPCJI.


        > To ostatnie zdanie jest bombowe. Nie wiedziałem, że PAP prowadzi rubrykę
        > humorystyczną.




        • Gość: l Re: DEKLARUJE SIĘ BRAK KORUPCJI W POLSCE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 14:02
          Magdalenka to podwójnie śmierdząca sprawa.A raczej obie sprawy z Magdalenki.
          • Gość: bratek don't exaggerate IP: *.biaman.pl 07.07.03, 14:03
            Gość portalu: l napisał(a):

            > Magdalenka to podwójnie śmierdząca sprawa.A raczej obie sprawy z Magdalenki.

            Kolego, próbujesz tę wiedzę przemycić juz parę razy. Daj spokój. W innych
            kwestiach prezentujesz głos rozsądku, dlaczego nie w tej?
            • Gość: l I never.. ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 14:05
              Wytłumacz mi dlaczego nie w tej, tych ?
              • Gość: bratek Re: I never.. ! IP: *.biaman.pl 07.07.03, 14:23
                Gość portalu: l napisał(a):

                > Wytłumacz mi dlaczego nie w tej, tych ?

                nie nie, ja nie będę tłumaczył. To tak jak udowadniać, że się nie jest
                wielbłądem. Poza tym w sprawie "Magdalenka I" przerzucono już i to wielokrotnie
                mnóstwo argumentów za i przeciw. Jak uznamy, że to wszystko było ukartowane,
                zdrada etc, to już psiakrew na nikogo w tym kraju nie będziemy mogli liczyć.
                • Gość: l Re: I never.. ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 15:30
                  Po efektach to wyraźnie widac, struktura państwa w swej zasadzie pozostała nie
                  zmieniona lub przystosowana dla dalszego trwania. Nic bym nie miał do tego
                  układu madalenkowatego ,bo pewno był jedynym pragmatycznym wyjściem wtedy(?),
                  gdyby nie to, że można i trzeba go było poprostu zerwać. To nie był układ
                  dżentelmeński przecież !
                  No a zamiast załatwic to wcześniej,dopiero teraz układ, model mafijnej
                  struktury, zaczyna pękać za sprawa mediów. Niestety jesteśmy jako społeczeństwo
                  już terza za bardzo wypaleni by wykorzystac moment i podjąc wyzwanie.

                  Dla pobudzenia fantazji podam istotne terminy: zdecentralizowana struktura
                  własności, społeczeństwo inwestorów, wolny rynek(brak sfingowanych koncesji,
                  przetargów,nierówności podatkowych itd) , decentralzacja władzy publicznej,
                  wolne media, aktywność obywatelska i świadomość prawna, jednoznaczność etyczna
                  itp, itd i koniec kłótni w efekcie.
                  • Gość: bratek ..... IP: *.biaman.pl 07.07.03, 15:39
                    >
                    > Dla pobudzenia fantazji podam istotne terminy: zdecentralizowana struktura
                    > własności, społeczeństwo inwestorów, wolny rynek(brak sfingowanych koncesji,
                    > przetargów,nierówności podatkowych itd) , decentralzacja władzy publicznej,
                    > wolne media, aktywność obywatelska i świadomość prawna, jednoznaczność
                    etyczna
                    > itp, itd i koniec kłótni w efekcie.


                    Chociaż całym sercem (a i duszą też) nie znoszę komuchów, to muszę Ci napisać,
                    że nadto fantazjujesz. Co to jest "jednoznaczność etyczna"? Pewne rzeczy są
                    dobre, inne złe, dla niektórych to oczywsite, ale żadne układy i postanowienia
                    tego nie ustalą. Magdalenka nie służyła jako drogowskaz etyczny, bo nie mogła.
                    Wolne media? Uważasz, że ich nie mamy? Aktywność obywatelska przed 1989 i
                    po ... - chyba jednak widzisz różnice?

                    Pewnie trzeba było zerwać ten układ. może też były sposoby, żeby np. zapobiec
                    niszczenu przez funkcjonariuszy Kiszczaka dokumentów z archiwów SB - o to mam
                    wielkie pretensje. Ale to już inne sprawy..
                    • Gość: l Re: ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 16:00
                      Gość portalu: bratek napisał(a):

                      > >
                      > > Dla pobudzenia fantazji podam istotne terminy: zdecentralizowana struktura
                      >
                      > > własności, społeczeństwo inwestorów, wolny rynek(brak sfingowanych koncesj
                      > i,
                      > > przetargów,nierówności podatkowych itd) , decentralzacja władzy publicznej
                      > ,
                      > > wolne media, aktywność obywatelska i świadomość prawna, jednoznaczność
                      > etyczna
                      > > itp, itd i koniec kłótni w efekcie.
                      >
                      >
                      > Chociaż całym sercem (a i duszą też) nie znoszę komuchów, to muszę Ci
                      napisać,
                      > że nadto fantazjujesz. Co to jest "jednoznaczność etyczna"? Pewne rzeczy są
                      > dobre, inne złe, dla niektórych to oczywsite, ale żadne układy i
                      postanowienia
                      > tego nie ustalą.
                      Tu akurat nie mówię o magdalence bo i co to wspólnego ma? Chodzi o warunki
                      życia. W żadnym cywilizowanym kraju nie ma takiego np. Wenderlicha który se
                      gada to i owo i próbuje stwierdzić że czarne jest białe. To jest jednoznaczność
                      etyczna. Proste. Jaki koń jest(Sld) każdy widzi, tłumaczenie że jest ogierem
                      jest właśnie nieetyczne, jest kłamstwem pospolitym.W cywilizowanych państwach
                      podwija się ogon i milczy.Bo społeczeństwo wie że w takich sytuacjach milczenie
                      jest złotem.
                      I taki pogląd przekłada się na życie społeczne.Nie za dużo jest państw gdzie
                      cwaniactwo, przekręty, tamto i siamto uchodzą za spryt i są tolerowane.Za odrą
                      mamy nawet drastyczny przykład odmiennych(od nas)postaw społecznych.



                      Magdalenka nie służyła jako drogowskaz etyczny, bo nie mogła.
                      > Wolne media? Uważasz, że ich nie mamy?
                      Sorry, pominąłem ważne dookreślenie.Chodzi o media publiczne z naszych składek
                      itd. Sorry. A nawiasem mówiąc inne media tez się muszą pilnować(RADA).Czy
                      przykład Gazety.Nie uważasz że ona się odrobinę pilnuje?
                      Aktywność obywatelska przed 1989 i
                      > po ... - chyba jednak widzisz różnice?

                      była, była teraz dogasa. Czysta biologia, zmęczenie materiału.
                      >
                      > Pewnie trzeba było zerwać ten układ. może też były sposoby, żeby np. zapobiec
                      > niszczenu przez funkcjonariuszy Kiszczaka dokumentów z archiwów SB - o to mam
                      > wielkie pretensje. Ale to już inne sprawy..

                      Tu akurat nie chodzi o tzw. lustrację a o likwidację wszelkich reliktów
                      przeszłości i nowych wynalazków homo sovieticusa.Na ten przykład mafijne
                      spółdzielnie mieszkaniowe z ich prezesami, atrapowata samorządność i
                      regionalizacja (bieżący przykład Śląska), połączenie prokuratury z rządem , itd
                      (nie mam czasu się rozpisywać,nie jestem skupiony też również, sorry-
                      przykładów jest jak mrówków)
                      • basia.basia Re: ..... 07.07.03, 16:13
                        Gość portalu: l napisał(a):

                        > Gość portalu: bratek napisał(a):
                        >
                        > > >
                        > > > Dla pobudzenia fantazji podam istotne terminy: zdecentralizowana stru
                        > ktura
                        > >
                        > > > własności, społeczeństwo inwestorów, wolny rynek(brak sfingowanych ko
                        > ncesj
                        > > i,
                        > > > przetargów,nierówności podatkowych itd) , decentralzacja władzy publi
                        > cznej
                        > > ,
                        > > > wolne media, aktywność obywatelska i świadomość prawna, jednoznacznoś
                        > ć
                        > > etyczna
                        > > > itp, itd i koniec kłótni w efekcie.
                        > >
                        > >
                        > > Chociaż całym sercem (a i duszą też) nie znoszę komuchów, to muszę Ci
                        > napisać,
                        > > że nadto fantazjujesz. Co to jest "jednoznaczność etyczna"? Pewne rzeczy s
                        > ą
                        > > dobre, inne złe, dla niektórych to oczywsite, ale żadne układy i
                        > postanowienia
                        > > tego nie ustalą.
                        > Tu akurat nie mówię o magdalence bo i co to wspólnego ma? Chodzi o warunki
                        > życia. W żadnym cywilizowanym kraju nie ma takiego np. Wenderlicha który se
                        > gada to i owo i próbuje stwierdzić że czarne jest białe. To jest
                        jednoznaczność
                        >
                        > etyczna. Proste. Jaki koń jest(Sld) każdy widzi, tłumaczenie że jest ogierem
                        > jest właśnie nieetyczne, jest kłamstwem pospolitym.W cywilizowanych
                        państwach
                        > podwija się ogon i milczy.Bo społeczeństwo wie że w takich sytuacjach
                        milczenie
                        >
                        > jest złotem.
                        > I taki pogląd przekłada się na życie społeczne.Nie za dużo jest państw
                        gdzie
                        > cwaniactwo, przekręty, tamto i siamto uchodzą za spryt i są tolerowane.Za
                        odrą
                        > mamy nawet drastyczny przykład odmiennych(od nas)postaw społecznych.
                        >
                        >
                        >
                        > Magdalenka nie służyła jako drogowskaz etyczny, bo nie mogła.
                        > > Wolne media? Uważasz, że ich nie mamy?
                        > Sorry, pominąłem ważne dookreślenie.Chodzi o media publiczne z naszych
                        składek
                        > itd. Sorry. A nawiasem mówiąc inne media tez się muszą pilnować(RADA).Czy
                        > przykład Gazety.Nie uważasz że ona się odrobinę pilnuje?
                        > Aktywność obywatelska przed 1989 i
                        > > po ... - chyba jednak widzisz różnice?
                        >
                        > była, była teraz dogasa. Czysta biologia, zmęczenie materiału.
                        > >
                        > > Pewnie trzeba było zerwać ten układ. może też były sposoby, żeby np. zapob
                        > iec
                        > > niszczenu przez funkcjonariuszy Kiszczaka dokumentów z archiwów SB - o to
                        > mam
                        > > wielkie pretensje. Ale to już inne sprawy..
                        >
                        > Tu akurat nie chodzi o tzw. lustrację a o likwidację wszelkich reliktów
                        > przeszłości i nowych wynalazków homo sovieticusa.Na ten przykład mafijne
                        > spółdzielnie mieszkaniowe z ich prezesami, atrapowata samorządność i
                        > regionalizacja (bieżący przykład Śląska), połączenie prokuratury z rządem ,
                        itd
                        > (nie mam czasu się rozpisywać,nie jestem skupiony też również, sorry-
                        > przykładów jest jak mrówków)

                        Prześledziłam tę Waszą wymianę opinii i zgadzam się z Tobą.
                        Państwo nam zeszmatławiało w stopniu niesłychanym. To wszystko,
                        o czym piszesz spowodowałao zniechęcenie rozsądnych ludzi.
                        Oni są jak "głos wołającego na puszczy". Jak Ty, jak wielu
                        z nas na tym forum. A reszta ogląda to widowisko (na każdym polu)
                        i się przyzwyczaja i myśli, że tak być musi, że nic się nie da zrobić.
                        Złodzieje i inni szubrawcy przemawiają do narodu w tvp1 i opowiadają,
                        że chcą dla nas dobrze, że nas kochają i dołożą starań kolejny raz.

                        • Gość: l Re: ..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 16:46
                          Dzięki Baśka.Intensywna parca i stres nie pozwalają mi zostać pełnowartościowym
                          dyskutantem.Cudownym jest fakt, że ktoś(oprócz mnie) zdołał wyłowic jakiś sens
                          z tej nieuczesanej gonitwy myśli.
                          pozdrawiam
                • Gość: l Re: I never.. ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 15:34
                  popełniasz błąd logiczny, nie możesz zakładając że w wyniku dociekań nie
                  znajdziesz nikogo uczciwego, porzucać dociekań.
                  Pozatym o co chodzi z tym wielbłądem: nie chcesz brać pod uwagę kompromisu w
                  Magdalence, bo wierzysz głęboko że to dobrzy ludzie byli jak jeden?
                  • Gość: bratek panowie, rozmowa zaczęła się od czego innego IP: *.biaman.pl 07.07.03, 18:25
                    Gość portalu: l napisał(a):

                    > popełniasz błąd logiczny, nie możesz zakładając że w wyniku dociekań nie
                    > znajdziesz nikogo uczciwego, porzucać dociekań.
                    OCH NIE! JA PO PROSTU NIE MAM PODSTAW, BY UWAŻAĆ, ŻE WSZYSCY TO ZŁODZIEJE I
                    WSZYSTKIE PARTIE TO WARAINTY SLD

                    > Pozatym o co chodzi z tym wielbłądem: nie chcesz brać pod uwagę kompromisu w
                    > Magdalence, bo wierzysz głęboko że to dobrzy ludzie byli jak jeden?

                    NIE UWAŻAM, ŻE W MAGDALENCE DOKONAŁO SIĘ ZŁO. WRĘCZ PRZECIWNIE. JA JESZCZE
                    TROCHĘ PAMIETAM CZASY SPRZED MAGDALENKI I ONE WCALE MI SIĘ NIE PODOBAŁY.
                    WSZYSTKIE WADY DZISIEJSZEJ POLSKI - NIE PRZECZĘ, E ISTNIEJĄ, TYLKO NAIWNE JEST
                    ZRZUCANIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIE NA MAGDALENKĘ, A TAK WYNIKAŁO Z POSTÓW
                    MOJEGO ADWERSARZA (NO BO PRZECIEZ O MAGDALENCE ZACZĘLIŚY ROZMOWĘ). TO TAK JAKBY
                    ZARZUCAĆ PRZODKOM MILLERA SPRZED DWUSTU LAT, ŻE ICH PRAPRAPRAW...WNUK JEST
                    IDIOTĄ I SKURWYSYNEM. a to nieprawda, on miał wolny wybór i mógł być uczciwym
                    człowiekiem.
                    • Gość: l Re: panowie, rozmowa zaczęła się od czego innego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 18:39
                      -W Magdalence PZPR zapewniło sobie wpływy w newralgcznych punktach struktury
                      państwa.
                      -Ja też nie mówię że wszyscy byli żli.Nawet nie wszyscy mogli sobie zdawac
                      sprawę z powagi sytuacji. Niektórzy może naiwnie sądzili że jakoś to będzie.W
                      zasadzie to każdy wtedy był raczej optymistą.Jednak szybko okazało się że
                      przetrwałe struktury przeszkadzają w rozwoju.A jak przyszła odpowiednia chwilka
                      zaczęły krzepnąć i poczynać sobie coraz bezczelniej.
                      -O intencjach ludzi z tzw. obozu posierpniowego mogą świadczyć dzisiejsze ich
                      postawy gdy efekty madalenki są jasne.A efekty są jaskrawo jasne.
                      - O tym że jest inaczej niż przed 89 r nie musisz nikogo przekonywać.Rozejrzyj
                      się po dawnych demoludach, nigdzie nie ma tak jak przed 89, więc to chyba nie
                      zasługa akurat magdalenki.
                      I dalej powtarzam układ był(bo pewnie być musiał), ale w dogodnym czasie można
                      było go zerwac i zdemaskować relikty PRLu.Wszystkim nam by się zdrowiej żyło,
                      oprócz może prominentów.
                      • Gość: bratek To jest dla nie zgryz IP: *.biaman.pl 07.07.03, 18:45
                        Gość portalu: l napisał(a):

                        > -W Magdalence PZPR zapewniło sobie wpływy w newralgcznych punktach struktury
                        > państwa.
                        > -Ja też nie mówię że wszyscy byli żli.Nawet nie wszyscy mogli sobie zdawac
                        > sprawę z powagi sytuacji. Niektórzy może naiwnie sądzili że jakoś to będzie.W
                        > zasadzie to każdy wtedy był raczej optymistą.Jednak szybko okazało się że
                        > przetrwałe struktury przeszkadzają w rozwoju.A jak przyszła odpowiednia
                        chwilka
                        >
                        > zaczęły krzepnąć i poczynać sobie coraz bezczelniej.
                        > -O intencjach ludzi z tzw. obozu posierpniowego mogą świadczyć dzisiejsze ich
                        > postawy gdy efekty madalenki są jasne.A efekty są jaskrawo jasne.
                        > - O tym że jest inaczej niż przed 89 r nie musisz nikogo
                        przekonywać.Rozejrzyj
                        > się po dawnych demoludach, nigdzie nie ma tak jak przed 89, więc to chyba nie
                        > zasługa akurat magdalenki.
                        > I dalej powtarzam układ był(bo pewnie być musiał), ale w dogodnym czasie
                        można
                        > było go zerwac i zdemaskować relikty PRLu.Wszystkim nam by się zdrowiej żyło,
                        > oprócz może prominentów.

                        Zdaje się w ocenach stanu dzisiejszego bardzo się nie róznimy, w przyczynach -
                        tak. Ja po prostu nie wiem, czy był układ, czy nie. NIe wiem, czy obecne
                        powodzenie byłych prominentów wynika z Magdalenki czy nie. Nie wiem, czy można
                        było więcej od nich wyrwac, czy nie. Może jestem marnym historykiem, ale nie
                        umiem tak ekstrapolować w przeszłość...
                        Myślę, że niezależnie od tego, co się działo lub mogło zdarzyć w Magdalence
                        minło już sporo lat i tak naprawdę o podstawowych sprawach decydują wyborcy, bo
                        było nie było żyjemy w demokratycznym państwie. Większość wybiera komuchów nie
                        oglądając się na żadne Magdalenki. Dla mnie to jest problem: nie wiem, dlaczego
                        ludzie to robią, skoro mają wolną wolę.
                        • Gość: l Re: To jest dla nie zgryz ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 18:51
                          Tu się tez zgodzimy! Tez tego nie rozumiem.
                          Tylko się domyślam.Pewnie chodzi o to że bardzo profesjonalnie podchodzą do
                          swoich interesów.
                          • Gość: bratek no, to osiągnęlismy jakiś tam "konsensus" IP: *.biaman.pl 07.07.03, 18:56
                            miało być "dla mnie zgryz", ale piszę prędko i gubię literki
                            • Gość: l Re: no, to osiągnęlismy jakiś tam 'konsensus' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 19:07
                              domyśliłem się ze zgryzem, tylko chciałem się upewnić :))
                              Jakiś tam konsensus osiągnęliśmy, a nawet był on od początku.:)))
                              Ale nasze zdziwienie "głupim społeczeństwe" wiąże się z moim postem, tym
                              z "terminami". Nie ma i nie było warunków żeby ludzie nauczyli się myśleć,
                              wierzą profesjonalnej socjotechnice. Efekt tego, że wiele rzeczy jest
                              kontynuwanych od PRLu. Polska transformacja na wariackich papierach.Myślisz że
                              to taka polska cecha ? Nie, w tym wariactwie jest metoda. Warto obserwowac.

                              Jeśli bywałeś overseas musisz zauważyć tę różnicę.
                              • Gość: bratek o tym i owym IP: *.biaman.pl 07.07.03, 19:13
                                Gość portalu: l napisał(a):

                                > domyśliłem się ze zgryzem, tylko chciałem się upewnić :))
                                > Jakiś tam konsensus osiągnęliśmy, a nawet był on od początku.:)))
                                > Ale nasze zdziwienie "głupim społeczeństwe" wiąże się z moim postem, tym
                                > z "terminami". Nie ma i nie było warunków żeby ludzie nauczyli się myśleć,
                                > wierzą profesjonalnej socjotechnice.

                                Cóż, mnie się cały czas wydaje, że to jest ordynarna aureklama, nie
                                profesjonalna socjotechnika, a mimo to wystarcza.


                                Efekt tego, że wiele rzeczy jest
                                > kontynuwanych od PRLu. Polska transformacja na wariackich papierach.Myślisz
                                że
                                > to taka polska cecha ? Nie, w tym wariactwie jest metoda. Warto obserwowac.
                                >
                                > Jeśli bywałeś overseas musisz zauważyć tę różnicę.


                                bywałem dość często wśród Indian w Am. Pn.:), systemy z pozoru nieprównywalne,
                                ale w rzeczywistości podziały, mitologizacje, uzurpowanie różnych tradycji
                                podobne do naszych...

                                wiesz, nie cierpię słów "transformacja" i "consensus". W licznych na forum
                                narzekaniach na GW nie zauważyłem, żeby ktoś zauważył, że jest ona
                                odpowiedzialna za wylansowanie niepotrzebnych określeń: consensus zamiast
                                zgoda, transformacja zamiast zmiany. Czy to sposób Adasia, żeby nadać jakiś
                                metafizyczny sens tym procesom?

              • Gość: wartburg Gogol w Starachowicach IP: *.arcor-ip.net 07.07.03, 15:02
                Czy ktos napisal juz jakis solidny reportaz
                o Starachowicach? Nie tylko o tym, czego
                dowiadujemy sie teraz, ale o calej aferze z
                wladzami samorzadowymi? Przeciez to jest
                genialny temat dla dobrego dziennikarza.
                Z gatunku tych, co same sie opowiadaja i sa
                gotowymi przypowiesciami. Wlasciwie nalezaloby
                zrobic z tego ksiazke. Jej autor moglby
                przy odrobinie zaciecia i talentu dorownac
                samemu Gogolowi albo przynajmniej startowac
                do Pulitzera.
                • basia.basia Re: Gogol w Starachowicach 07.07.03, 15:12
                  Gość portalu: wartburg napisał(a):

                  > Czy ktos napisal juz jakis solidny reportaz
                  > o Starachowicach? Nie tylko o tym, czego
                  > dowiadujemy sie teraz, ale o calej aferze z
                  > wladzami samorzadowymi? Przeciez to jest
                  > genialny temat dla dobrego dziennikarza.
                  > Z gatunku tych, co same sie opowiadaja i sa
                  > gotowymi przypowiesciami. Wlasciwie nalezaloby
                  > zrobic z tego ksiazke. Jej autor moglby
                  > przy odrobinie zaciecia i talentu dorownac
                  > samemu Gogolowi albo przynajmniej startowac
                  > do Pulitzera.

                  Wiesz Wartburg, to jest tak.
                  Jak się ma takie rzeczy na codzień
                  to by się raczej nie chiało jeszcze
                  książek o tym czytać.
                  Rzepa wydała książkę o Rywingate.
                  Ja śledzę to na codzień, łącznie
                  z czytaniem stenogramów z przesłuchań
                  i analizowaniu ich, to książki o tym
                  samym już bym nie strawiła.
                  Może za 50 lat jak u nas będzie
                  normalnie i nudno to się będzie
                  czerpać z tego dorobku epoki Millera
                  i nawet filmy będą kręcić.

                  Serdecznie pozdrawiam
                  • Gość: wartburg Re: Gogol w Starachowicach IP: *.pppool.de 07.07.03, 18:28
                    basia.basia napisała:

                    > Wiesz Wartburg, to jest tak.
                    > Jak się ma takie rzeczy na codzień
                    > to by się raczej nie chiało jeszcze
                    > książek o tym czytać.
                    > Rzepa wydała książkę o Rywingate.
                    > Ja śledzę to na codzień, łącznie
                    > z czytaniem stenogramów z przesłuchań
                    > i analizowaniu ich, to książki o tym
                    > samym już bym nie strawiła.
                    > Może za 50 lat jak u nas będzie
                    > normalnie i nudno to się będzie
                    > czerpać z tego dorobku epoki Millera
                    > i nawet filmy będą kręcić.
                    >
                    > Serdecznie pozdrawiam

                    Chyba mnie nie zrozumialas. Nie chodzilo
                    mi o dokumentacje afery w Starachowicach
                    (choc taka tez moze byc znakomita),
                    tylko o szanse zrobienia z tego kawalka
                    niezlej literatury, no powiedzmy, czegos
                    z pogranicza gatunkow. Nie znam historii
                    powstania "Rewizora", ale zaloze sie, ze to
                    musialo byc cos bardzo zblizonego. Klucz
                    do dobrej opowiesci zawsze lezy w swiecie
                    rzeczywistym.

                    Odnosze wrazenie, ze afera starachowicka
                    tez moglaby byc interesujacym punktem wyjscia
                    do rozpracowania, wyjasnienia sobie pewnego
                    typu zjawisk, ktorych wymiar jest niemal
                    metafizyczny. W podobny sposob postapil Gogol.
                    W moim poscie dalem do zrozumienia, ze
                    cieszylbym sie, gdyby tematem tym zajela
                    sie osoba obdarzona talentem. Moglaby
                    pojsc w slady Trumana Capote, ktory napisal
                    swoja bodaj najlepsza ksiazke "Z zimna krwia"
                    po bardzo zmudnym i czasochlonnym researchu.
                    Nic nie zmieniajac i zapisujac dokladnie
                    niemal slowo w slowo opowiesc dwoch mordercow.
                    Mysle, ze w podobnych okolicznosciach Woodword
                    i Bernstein pisali "All Presidents Men".
                    Wdzialem niedawno jeszcze raz genialna
                    ekranizacje Paculi i wylem z zachwytu. Ta
                    opowiesc, zdawaloby sie tak monotonna, prawie
                    bez tempa (i ktora mimo to wciaga jak
                    narkotyk) jest wielka metafora, powiastka
                    filozoficzna na temat wolnosci i wladzy.

                    Nie znam szczegolow tego, co sie rozegralo
                    w Starachowicach, ale to jest fantastyczna
                    historia. Tak mi sie wydaje. Az sie prosi,
                    zeby ja wziac na warsztat. Oczywiscie mozna
                    ja tez sknocic, ale sknocic mozna chyba
                    wszystko.

                    pozdrawiam

                    P.S.

                    Pewnie kupie sobie te ksiazke o Rywingate,
                    jak bede w Polsce za tydzien. Chociaz przyznam,
                    ze mnie tez sie robi niedobrze, kiedy pomysle,
                    ze bede musial ja przeczytac. Obawiam sie,
                    ze jest niezbyt udana. Chocby ze wzgledu na
                    splot interesow politycznych, ktore na pewno
                    graly jakas role przy jej powstaniu. Slowu
                    pisanemu nigdy to dobrze nie sluzy. Czytelnik
                    zawsze zaczyna sie gubic i zasypia. Chociaz
                    moge sie mylic

                    • basia.basia Re: Gogol w Starachowicach 07.07.03, 19:00
                      gość portalu: wartburg napisał(a):

                      >
                      > Chyba mnie nie zrozumialas. Nie chodzilo
                      > mi o dokumentacje afery w Starachowicach
                      > (choc taka tez moze byc znakomita),
                      > tylko o szanse zrobienia z tego kawalka
                      > niezlej literatury, no powiedzmy, czegos
                      > z pogranicza gatunkow. Nie znam historii
                      > powstania "Rewizora", ale zaloze sie, ze to
                      > musialo byc cos bardzo zblizonego. Klucz
                      > do dobrej opowiesci zawsze lezy w swiecie
                      > rzeczywistym.

                      Przyznaję, że pisałam to z osobistego punktu widzenia.
                      Nie chciałabym czytać o mafii starachowickiej, gdzie
                      kolesie posługują się knajackim językiem, zachowują się
                      w sposób, który do takiego języka przystaje i o tych ich
                      handlach, przekrętach itd. itp.
                      To by była faktografia. Ktoś taki jak Capote zrobiłby
                      z tego wiwisekcję i nawet doskonałą literaturę (nie widzę
                      nikogo takiego u nas). Ale i tak nie było by przyjemnie
                      to czytać. Bohaterowie tej afery mają żony, dzieci itp.
                      Pewnie dało by się wydobyć dwoistość natury ludzkiej
                      i takie tam różne.
                      Ale nie, stanowczo mnie to nie pociąga.
                      "Z zimną krwią czytałam, choć dawno temu, ale pamiętam
                      wrażenie. To było przerażające.

                      > Mysle, ze w podobnych okolicznosciach Woodword
                      > i Bernstein pisali "All Presidents Men".
                      > Wdzialem niedawno jeszcze raz genialna
                      > ekranizacje Paculi i wylem z zachwytu. Ta
                      > opowiesc, zdawaloby sie tak monotonna, prawie
                      > bez tempa (i ktora mimo to wciaga jak
                      > narkotyk) jest wielka metafora, powiastka
                      > filozoficzna na temat wolnosci i wladzy.
                      Widziałam, pamiętam. Masz rację.

                      >
                      > Nie znam szczegolow tego, co sie rozegralo
                      > w Starachowicach, ale to jest fantastyczna
                      > historia. Tak mi sie wydaje. Az sie prosi,
                      > zeby ja wziac na warsztat. Oczywiscie mozna
                      > ja tez sknocic, ale sknocic mozna chyba
                      > wszystko.
                      >

                      > P.S.
                      >
                      > Pewnie kupie sobie te ksiazke o Rywingate,
                      > jak bede w Polsce za tydzien. Chociaz przyznam,
                      > ze mnie tez sie robi niedobrze, kiedy pomysle,
                      > ze bede musial ja przeczytac. Obawiam sie,
                      > ze jest niezbyt udana. Chocby ze wzgledu na
                      > splot interesow politycznych, ktore na pewno
                      > graly jakas role przy jej powstaniu. Slowu
                      > pisanemu nigdy to dobrze nie sluzy. Czytelnik
                      > zawsze zaczyna sie gubic i zasypia. Chociaz
                      > moge sie mylic

                      Amerykanie mają cały tłum pisarzy, którzy by zrobili
                      z tego fantastyczną sensacyjną political fiction.
                      I jeszcze by to nakręcili i Oskary by były.
                      >
                      Książka napewno będzie ciekawa dla Ciebie. To jest zbiór
                      artykułów z Rzepy oraz najróżniejsze opinie oraz fakty.
                      Myślę, że to wszystko już znam.

                      Pozdrawiam

                      B.
                      • Gość: bratek tak na marginesie IP: *.biaman.pl 07.07.03, 19:04
                        A lubicie "Chinatown"?

                        Szkoda, że nastepny film Paculi o korupcji i polityce "Raport pelikana" nie
                        udał sie nawet w czesci tak jak "Wszyscy ludzie prezydenta"
                        • basia.basia Dyskusyjny Klub Filmowy 07.07.03, 19:50
                          Gość portalu: bratek napisał(a):

                          > A lubicie "Chinatown"?
                          >
                          > Szkoda, że nastepny film Paculi o korupcji i polityce "Raport pelikana" nie
                          > udał sie nawet w czesci tak jak "Wszyscy ludzie prezydenta"

                          Lubię.
                          Widzę, że dało by się tu zrobić DKF.
                          Ja jestem kinomanka. Ty też chadzasz, jak widzę.
                          A co z Wartburgiem?
                          • Gość: bratek DKF IP: *.biaman.pl 07.07.03, 19:52
                            droga bb, ja do czasu rozpoczecia pisania pracy pol zycia spedzalem w kinie.
                            Ale dzisiaj postanawiam, ze pisze do polnocy, a potem , jesli bede jeszcze mial
                            sily, wracam do forum. Pa!
                            B.
                          • Gość: wartburg Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.pppool.de 08.07.03, 00:26
                            basia.basia napisała:

                            > Gość portalu: bratek napisał(a):
                            >
                            > > A lubicie "Chinatown"?
                            > >
                            > > Szkoda, że nastepny film Paculi o korupcji i polityce "Raport pelikana" ni
                            > e
                            > > udał sie nawet w czesci tak jak "Wszyscy ludzie prezydenta"
                            >
                            > Lubię.
                            > Widzę, że dało by się tu zrobić DKF.
                            > Ja jestem kinomanka. Ty też chadzasz, jak widzę.
                            > A co z Wartburgiem?

                            Kiedys bylem kinomanem. Chadzalem i nawet krytyk filmowych
                            napisalem kilka. Ale teraz w kinie bywam rzadko. Mysle, ze
                            bardzo zmarnialo w ostatnich latach. Mam swoich faworytow, np.
                            Kubricka, ktorego moglbym ogladac bez konca. Ale nawet on
                            na koniec podupadl. Wieksze wrazenie robi na mnie dzisiaj
                            to, co krecil na samym poczatku. Np. "Drogi chwaly" albo
                            "The Killing" (tak sie nazywal, o ile sie nie myle, ten
                            film ze Sterlingiem Haydenem o napadzie na kase wyscigow
                            konnych). To bylo wielkie kino. Albo Fellini wczesny.
                            "Nicponiow" pamietacie?

                            W mojej "stammkneipe", w ktorej bywam czesciej niz w kinie
                            - to fakt - widuje czasami znanego kabareciste Martina
                            Buchholza. W latach 60-tych wspolpracowal z legenda
                            niemieckiego kabaretu politycznego Wolfgangiem Neussem.
                            Neuss nakrecil pare kultowych filmow np. "Wir Kellerkinder"
                            ("My dzieci piwniczne", klasa sarkazmu porownywalna z
                            najlepszymi skeczami z Monty Pythona), gral tez jedna z
                            glownych rol w ekranizacji Güntera Grassa "Katz und Maus"
                            ("Kot i mysz" - nakrecil to Siegfried Pohland w Gdansku
                            w 1966, jeden z moich ulubionych filmow, moze kiedys
                            napisze, dlaczego).

                            Ostatnio przegadalem z Buchholzem caly wieczor o "Nicponiach".
                            To byla prawdziwa uczta, bo on wie co nieco o kinie. W latach
                            60-tych pisywal recenzje filmowe dla "Spandauer Volksblatt",
                            lewicujacej gazety codziennej wydawanej przez Güntera Grassa i
                            Hansa Magnusa Enzensbergera (chyba najlepszego eseiste w
                            Niemczech). Buchholz sprzedawal z nimi "Spandauer Volksblatt"
                            na Kudamie. Wspominal mi o tym w jakiejs rozmowie. Pare razy
                            usilowalem to sobie wyobrazic. Juz wtedy uznawany za nastepce
                            Tomasza Manna i Goethego autor "Blaszanego bebenka" jako uliczny
                            gazeciarz nagabujacy tlum przy wejsciu do stacji metra.

                            Zdarzalo sie, ze Buchholz musial napisac recenzje z filmu
                            pokazywanego publicznosci festiwalowej na Berlinale o
                            osmej wieczorem. Aby mogla ukazac sie w gazecie nastepnego
                            dnia rano, musiala byc zlozona przez najpozniej kwadrans po
                            jedenastej.

                            Martin nawet jej nie pisal. Prosto z kina biegl do budki
                            telefonicznej. Musial sie spieszyc, zeby krytycy z
                            konkurencyjnych gazet mu jej nie zajeli. Swoje recenzje
                            dyktowal do sluchawki zdajac sie jedynie na natchnienie.
                            Mial dobra sekretarke. Wylapywala mu wszystkie potkniecia
                            stylistyczne, bledy logiczne i powtorzenia. Tekst byl
                            gotowy do druku po 15 minutach. W taki sposob "napisal"
                            recenzje m.in. z "Noza w wodzie" Polanskiego, ktory w
                            Berlinie dostal wtedy Srebrnego Niedzwiedzia.



                            pozdrawiam
                            • Gość: bratek Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.biaman.pl 08.07.03, 00:47
                              >
                              > W mojej "stammkneipe", w ktorej bywam czesciej niz w kinie
                              > - to fakt - widuje czasami znanego kabareciste Martina
                              > Buchholza. W latach 60-tych wspolpracowal z legenda
                              > niemieckiego kabaretu politycznego Wolfgangiem Neussem.
                              > Neuss nakrecil pare kultowych filmow np. "Wir Kellerkinder"
                              > ("My dzieci piwniczne", klasa sarkazmu porownywalna z
                              > najlepszymi skeczami z Monty Pythona), gral tez jedna z
                              > glownych rol w ekranizacji Güntera Grassa "Katz und Maus"
                              > ("Kot i mysz" - nakrecil to Siegfried Pohland w Gdansku
                              > w 1966, jeden z moich ulubionych filmow, moze kiedys
                              > napisze, dlaczego).
                              >
                              > Ostatnio przegadalem z Buchholzem caly wieczor o "Nicponiach".
                              > To byla prawdziwa uczta, bo on wie co nieco o kinie. W latach
                              > 60-tych pisywal recenzje filmowe dla "Spandauer Volksblatt",
                              > lewicujacej gazety codziennej wydawanej przez Güntera Grassa i
                              > Hansa Magnusa Enzensbergera (chyba najlepszego eseiste w
                              > Niemczech). Buchholz sprzedawal z nimi "Spandauer Volksblatt"
                              > na Kudamie. Wspominal mi o tym w jakiejs rozmowie. Pare razy
                              > usilowalem to sobie wyobrazic. Juz wtedy uznawany za nastepce
                              > Tomasza Manna i Goethego autor "Blaszanego bebenka" jako uliczny
                              > gazeciarz nagabujacy tlum przy wejsciu do stacji metra.
                              >
                              > Zdarzalo sie, ze Buchholz musial napisac recenzje z filmu
                              > pokazywanego publicznosci festiwalowej na Berlinale o
                              > osmej wieczorem. Aby mogla ukazac sie w gazecie nastepnego
                              > dnia rano, musiala byc zlozona przez najpozniej kwadrans po
                              > jedenastej.
                              >
                              > Martin nawet jej nie pisal. Prosto z kina biegl do budki
                              > telefonicznej. Musial sie spieszyc, zeby krytycy z
                              > konkurencyjnych gazet mu jej nie zajeli. Swoje recenzje
                              > dyktowal do sluchawki zdajac sie jedynie na natchnienie.
                              > Mial dobra sekretarke. Wylapywala mu wszystkie potkniecia
                              > stylistyczne, bledy logiczne i powtorzenia. Tekst byl
                              > gotowy do druku po 15 minutach. W taki sposob "napisal"
                              > recenzje m.in. z "Noza w wodzie" Polanskiego, ktory w
                              > Berlinie dostal wtedy Srebrnego Niedzwiedzia.
                              >
                              >

                              Super, fajnie poczytac. I cóz, wypada się przyznać do niewiedzy:
                              ani "Nicponiów", ani tych filmów Kubricka nie znam. Myślę, że pisząc o upadku
                              Kubricka myślałeś i o "Eyes Wide Shot" - ja w każdym razie sądzę, że to kiepski
                              obraz. Z "Odyseją" kojarzę zabawny (dzisiaj, wtedy nie) epizod, kiedy
                              studioałem filmoznawstwo w Krakowie i na zaliczenie jednego kursu mieliśmy
                              napisać analizę filmu Kubricka. Wiele z tego, co napisałem, już nie pamiętam,
                              ale wiem, że w pewnym momencie starałem się zrobić zapis a la "strumień
                              świadomości" - wtedy, kiedy główny bohater w końcowej części filmu mknął w swym
                              statku, a oczom widza ukazywały się z olbrzymią prędkością różne obrazy. Zdaje
                              się w moim opisie były równoważniki na przemian z bardzo długimi zdaniami,
                              wielokropki, wykrzykniki, co tam jeszcze. Dostałem dwóję :) z uwagą pani
                              doktor, że styl niepoprawny czy coś takiego. Na egzaminie poprawkowym dała nam
                              do obejrzenia "Ostatnie tango w Paryżu". Zmieniłem taktykę. Pisałem
                              tak: "sekwencja przedstawiająca X oznacza Y". Dostałem piatkę. Z pewno.ścią
                              była to najsłabsza praca, jaka kiedykolwiek napisałem o filmie.
                              Do filmów, które mogę oglądać w nieskończoność należy "The last picture show"
                              Petera Bogdanovicha, a ostatnio "Godziny". Nie wiem, czy jakiś inny film zrobił
                              na mnie większe wrażenie.






                              • Gość: wartburg Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.pppool.de 08.07.03, 02:19
                                Gość portalu: bratek napisał(a):

                                > >
                                > > W mojej "stammkneipe", w ktorej bywam czesciej niz w kinie
                                > > - to fakt - widuje czasami znanego kabareciste Martina
                                > > Buchholza. W latach 60-tych wspolpracowal z legenda
                                > > niemieckiego kabaretu politycznego Wolfgangiem Neussem.
                                > > Neuss nakrecil pare kultowych filmow np. "Wir Kellerkinder"
                                > > ("My dzieci piwniczne", klasa sarkazmu porownywalna z
                                > > najlepszymi skeczami z Monty Pythona), gral tez jedna z
                                > > glownych rol w ekranizacji Güntera Grassa "Katz und Maus"
                                > > ("Kot i mysz" - nakrecil to Siegfried Pohland w Gdansku
                                > > w 1966, jeden z moich ulubionych filmow, moze kiedys
                                > > napisze, dlaczego).
                                > >
                                > > Ostatnio przegadalem z Buchholzem caly wieczor o "Nicponiach".
                                > > To byla prawdziwa uczta, bo on wie co nieco o kinie. W latach
                                > > 60-tych pisywal recenzje filmowe dla "Spandauer Volksblatt",
                                > > lewicujacej gazety codziennej wydawanej przez Güntera Grassa i
                                > > Hansa Magnusa Enzensbergera (chyba najlepszego eseiste w
                                > > Niemczech). Buchholz sprzedawal z nimi "Spandauer Volksblatt"
                                > > na Kudamie. Wspominal mi o tym w jakiejs rozmowie. Pare razy
                                > > usilowalem to sobie wyobrazic. Juz wtedy uznawany za nastepce
                                > > Tomasza Manna i Goethego autor "Blaszanego bebenka" jako uliczny
                                > > gazeciarz nagabujacy tlum przy wejsciu do stacji metra.
                                > >
                                > > Zdarzalo sie, ze Buchholz musial napisac recenzje z filmu
                                > > pokazywanego publicznosci festiwalowej na Berlinale o
                                > > osmej wieczorem. Aby mogla ukazac sie w gazecie nastepnego
                                > > dnia rano, musiala byc zlozona przez najpozniej kwadrans po
                                > > jedenastej.
                                > >
                                > > Martin nawet jej nie pisal. Prosto z kina biegl do budki
                                > > telefonicznej. Musial sie spieszyc, zeby krytycy z
                                > > konkurencyjnych gazet mu jej nie zajeli. Swoje recenzje
                                > > dyktowal do sluchawki zdajac sie jedynie na natchnienie.
                                > > Mial dobra sekretarke. Wylapywala mu wszystkie potkniecia
                                > > stylistyczne, bledy logiczne i powtorzenia. Tekst byl
                                > > gotowy do druku po 15 minutach. W taki sposob "napisal"
                                > > recenzje m.in. z "Noza w wodzie" Polanskiego, ktory w
                                > > Berlinie dostal wtedy Srebrnego Niedzwiedzia.
                                > >
                                > >
                                >
                                > Super, fajnie poczytac. I cóz, wypada się przyznać do niewiedzy:
                                > ani "Nicponiów", ani tych filmów Kubricka nie znam. Myślę, że pisząc o upadku
                                > Kubricka myślałeś i o "Eyes Wide Shot" - ja w każdym razie sądzę, że to
                                kiepski
                                >
                                > obraz. Z "Odyseją" kojarzę zabawny (dzisiaj, wtedy nie) epizod, kiedy
                                > studioałem filmoznawstwo w Krakowie i na zaliczenie jednego kursu mieliśmy
                                > napisać analizę filmu Kubricka. Wiele z tego, co napisałem, już nie pamiętam,
                                > ale wiem, że w pewnym momencie starałem się zrobić zapis a la "strumień
                                > świadomości" - wtedy, kiedy główny bohater w końcowej części filmu mknął w
                                swym
                                >
                                > statku, a oczom widza ukazywały się z olbrzymią prędkością różne obrazy.
                                Zdaje
                                > się w moim opisie były równoważniki na przemian z bardzo długimi zdaniami,
                                > wielokropki, wykrzykniki, co tam jeszcze. Dostałem dwóję :) z uwagą pani
                                > doktor, że styl niepoprawny czy coś takiego. Na egzaminie poprawkowym dała
                                nam
                                > do obejrzenia "Ostatnie tango w Paryżu". Zmieniłem taktykę. Pisałem
                                > tak: "sekwencja przedstawiająca X oznacza Y". Dostałem piatkę. Z pewno.ścią
                                > była to najsłabsza praca, jaka kiedykolwiek napisałem o filmie.
                                > Do filmów, które mogę oglądać w nieskończoność należy "The last picture show"
                                > Petera Bogdanovicha, a ostatnio "Godziny". Nie wiem, czy jakiś inny film
                                zrobił
                                >
                                > na mnie większe wrażenie.







                                Odpowiem krotko, bo powinienem byl juz dawno pojsc
                                spac. "The Last Picture Show" tez zawsze nalezal
                                do moich faworytow. Bogdanovich nakrecil jeszcze
                                jeden film podobnej klasy na samym poczatku -
                                "Paper Moon". Widziales? Dwa znakomite filmy
                                i potem nic. Za co sie nie wzial, to sknocil.
                                Nigdy nie potrafilem sobie tego wytlumaczyc.

                                Oczywiscie chodzilo mi o "Eyes Wide Shot". Bylem
                                tym filmem b. rozczarowany. Moim zdaniem Kubrick
                                popelnil blad przenoszac powiesc Schnitzlera
                                z poczatku XX w do naszej wspolczesnosci. Genialnie
                                adaptowal Schnitzlera Max Ophüls w latach 40-tych.
                                Gdybys mogl do tego filmu dotrzec ("Korowod"), to
                                porownaj go z "Eyes Wide Shot" i wtedy zrozumiesz,
                                co sie stalo. Ophüls pozostal w swojej narracji b.
                                tradycyjny, niemal staroswiecki i przez to jego
                                historia jest wiarygodna, niemal wstrzasajaca.
                                Natomiast uwspolczesnienie fabuly Schnitzlera przez
                                Kubricka, przeniesienie jej z Wiednia do Nowego
                                Jorku, okazalo sie nonsensem. Sprawilo, ze opowiesc
                                stala sie smieszna, kupy sie nie trzymajaca. Panowie z
                                wyzszych sfer w maskach, ktorzy spotykaja sie w jakims
                                luksusowym burdelu i zazdrosnie przesladuja intruza,
                                chca go nawet zabic za to, ze przejrzal ich tajemnice.
                                Jaka to tajemnica? Ze uprawiaja seks z dziwkami?
                                I ta dziwka, ktora sie dla niego poswieca. Pozwala
                                sie zabic, zeby jemu uratowac zycie. Przeciez to
                                niepowazne. Takie wyuzdane praktyki seksualne mogly
                                gorszyc niewyzyte stare panny pod koniec XIX w
                                w purytanskiej stolicy austrowegier, ale nie normalnych
                                ludzi w Nowym Jorku dnia dzisiejszego. Cala historia
                                stala sie przez to zenujaco glupia.

                                Ale to byl wlasciwie jedyny nieudany film Kubricka.
                                Nawet "Schining", ktory po pierwszym obejrzeniu
                                uwazalem za jakby chybiony, teraz uwazam za znakomite
                                kino. Podobnie rzecz sie ma z "Odysea 2001", "Clockwork
                                Orange", "Barry Lyndonen" (tam sa niesamowite sceny
                                krecone przy swietle swiec - z tego co wiem, nikomu do
                                dzisiaj nie udalo sie tego powtorzyc) no i oczywiscie
                                z "Lolita", ktora widzialem z 10 razy i ktora za kazdym
                                razem podoba mi sie coraz bardziej. Przede wszystkim
                                Peter Sellers jako Quilty, ktory w tym filmie bije
                                wszystkie rekordy. Pierwsza scena, kiedy Sellers z
                                Masonem graja w ping-ponga, moim zdaniem nalezy do
                                najlepszych w historii kina. Zreszta kazde pojawienie
                                sie Sellersa na ekranie w tym filmie to temat na
                                oddzielny esej.

                                A "The Killing" to byl debiut Kubricka. Jeden z
                                najwyzej cenionych obok "Asfaltowej Dzungli" filmow
                                cinema-noir. Mial wtedy 26 lat i nakrecil ten film
                                za wlasne pieniadze, tzn. dostal je od od ojca,
                                lekarza, ktory wierzyl w talent syna i zapozyczyl
                                sie pod zastaw swojej praktyki.

                                Ale musze juz konczyc, chociaz chetnie ciagnalbym
                                dalej.

                                Pozdrawiam
                                • Gość: bratek hej IP: *.biaman.pl 08.07.03, 08:57
                                  "Papierowy księżyc" oczywiscie znam, chociaż widziałem go dawno temu, gdy byłem
                                  dzieckiem (nie żeby sto lat temu, ale..). W tym samym mniej wiecej czasie po
                                  raz pierwsy widzialem takie filmy jak "Żądło", "W kręgu zła" Melville'a (gdyby
                                  tłumaczyli dokładnie z franc. byłoby "W czerwonym kręgu"). "Paper Moon" lubie,
                                  ale zdecydowanie chętniej wracam do "Ostatniego seansu.." Jego "Nickleodeon"
                                  trzymam od dluzszego czasu nagrany na video, wciąż nieobejrzany.

                                  Chętnie Maxa Ophülsa obejrze, choć nie podejrzewalem, ze w ogole temat
                                  poruszony w "Eyes Wide Shot" moze miec dobra ekranizacje. Podejrzewam, ze w obu
                                  filmach ostatecznie wyszlo na to, ze to zupelnie inne tematy.

                                  Coz jeszcze? Acha, "Lolita". Mna też nie zachwycil, ale byl OK. Inaczej bylo z
                                  ksiazka - ta zachwycila!

                                  Z "Barry'ego Lyndona" znam tylko wspaniala "Sarabande", filmu jak dotad nie
                                  udalo mi sie zobaczyc. Graja go czasem w Polsce na jakichs dziwnych kodowanych
                                  stacjach, do ktorych ja nie mam dostepu.

                                  No tak, "Asfaltowa dzungla" to dzielo pierwsza klasa. Tak jak wspolczesniejsze
                                  nawiazania do czarnego kina: "Chinatown" Polanskiego czy "LA Confidentials",
                                  nieprawdaz?

                                  Jaki jest ten Berlin? Bylem tam kiedys przez miesiac i bardzo to byl dziwny
                                  czas. Silna milosc, zdrada, czy raczej w tej kolejnosci: zdrada, silna milosc i
                                  fantastyczne uczucie, ze wszystko wolno.



                            • basia.basia Re: Dyskusyjny Klub Filmowy 08.07.03, 01:22
                              Gość portalu: wartburg napisał(a):

                              > basia.basia napisała:
                              >
                              > > Gość portalu: bratek napisał(a):
                              > >
                              > > > A lubicie "Chinatown"?
                              > > >
                              > > > Szkoda, że nastepny film Paculi o korupcji i polityce "Raport pelikan
                              > a" ni
                              > > e
                              > > > udał sie nawet w czesci tak jak "Wszyscy ludzie prezydenta"
                              > >
                              > > Lubię.
                              > > Widzę, że dało by się tu zrobić DKF.
                              > > Ja jestem kinomanka. Ty też chadzasz, jak widzę.
                              > > A co z Wartburgiem?
                              >
                              > Kiedys bylem kinomanem. Chadzalem i nawet krytyk filmowych
                              > napisalem kilka. Ale teraz w kinie bywam rzadko. Mysle, ze
                              > bardzo zmarnialo w ostatnich latach. Mam swoich faworytow, np.
                              > Kubricka, ktorego moglbym ogladac bez konca. Ale nawet on
                              > na koniec podupadl. Wieksze wrazenie robi na mnie dzisiaj
                              > to, co krecil na samym poczatku. Np. "Drogi chwaly" albo
                              > "The Killing" (tak sie nazywal, o ile sie nie myle, ten
                              > film ze Sterlingiem Haydenem o napadzie na kase wyscigow
                              > konnych). To bylo wielkie kino. Albo Fellini wczesny.
                              > "Nicponiow" pamietacie?
                              >
                              > W mojej "stammkneipe", w ktorej bywam czesciej niz w kinie
                              > - to fakt - widuje czasami znanego kabareciste Martina
                              > Buchholza. W latach 60-tych wspolpracowal z legenda
                              > niemieckiego kabaretu politycznego Wolfgangiem Neussem.
                              > Neuss nakrecil pare kultowych filmow np. "Wir Kellerkinder"
                              > ("My dzieci piwniczne", klasa sarkazmu porownywalna z
                              > najlepszymi skeczami z Monty Pythona), gral tez jedna z
                              > glownych rol w ekranizacji Güntera Grassa "Katz und Maus"
                              > ("Kot i mysz" - nakrecil to Siegfried Pohland w Gdansku
                              > w 1966, jeden z moich ulubionych filmow, moze kiedys
                              > napisze, dlaczego).
                              >
                              > Ostatnio przegadalem z Buchholzem caly wieczor o "Nicponiach".
                              > To byla prawdziwa uczta, bo on wie co nieco o kinie. W latach
                              > 60-tych pisywal recenzje filmowe dla "Spandauer Volksblatt",
                              > lewicujacej gazety codziennej wydawanej przez Güntera Grassa i
                              > Hansa Magnusa Enzensbergera (chyba najlepszego eseiste w
                              > Niemczech). Buchholz sprzedawal z nimi "Spandauer Volksblatt"
                              > na Kudamie. Wspominal mi o tym w jakiejs rozmowie. Pare razy
                              > usilowalem to sobie wyobrazic. Juz wtedy uznawany za nastepce
                              > Tomasza Manna i Goethego autor "Blaszanego bebenka" jako uliczny
                              > gazeciarz nagabujacy tlum przy wejsciu do stacji metra.
                              >
                              > Zdarzalo sie, ze Buchholz musial napisac recenzje z filmu
                              > pokazywanego publicznosci festiwalowej na Berlinale o
                              > osmej wieczorem. Aby mogla ukazac sie w gazecie nastepnego
                              > dnia rano, musiala byc zlozona przez najpozniej kwadrans po
                              > jedenastej.
                              >
                              > Martin nawet jej nie pisal. Prosto z kina biegl do budki
                              > telefonicznej. Musial sie spieszyc, zeby krytycy z
                              > konkurencyjnych gazet mu jej nie zajeli. Swoje recenzje
                              > dyktowal do sluchawki zdajac sie jedynie na natchnienie.
                              > Mial dobra sekretarke. Wylapywala mu wszystkie potkniecia
                              > stylistyczne, bledy logiczne i powtorzenia. Tekst byl
                              > gotowy do druku po 15 minutach. W taki sposob "napisal"
                              > recenzje m.in. z "Noza w wodzie" Polanskiego, ktory w
                              > Berlinie dostal wtedy Srebrnego Niedzwiedzia.
                              >
                              >
                              >
                              > pozdrawiam

                              Niestety muszę się przyznać, że mam braki. Też nie znam filmów,
                              które wymieniasz. Zdaje mi się też, że nie miałam szans ich widzieć.
                              W zeszłym roku był przegląd filmów Kubricka i poszłam na "Mechaniczną
                              Pomarańczę". To było niesamowite. I dalej, a może znów, jest aktualne.
                              Nie udało mi się dotąd zobaczyć Barry Lyndona ale ja poluję i upoluję.
                              Przepadam za starym i mniej starym kinem amerykańskim. Teraz dzięki kanałom
                              TCM i ALE Kino! w mojej kablówce mogę sobie oglądać różne stare hity, których
                              nigdy nie było w naszych kinach i to jest wspaniałe. Np. Hitchcock, czrny
                              kryminał itd.
                              Ale nie uważam, żeby sztuka filmowa podupadła. Rozwija się i pojawiają się
                              rzeczy naprawdę wspaniałe. Problemem jest tylko to, że produkuje się tego
                              strasznie dużo, mnóstwo jest tzw. chłamu, krytyka nie najlepsza i czasem się
                              traci czas. Z drugiej strony nie da się całych dni spędzać w kinie.
                              Ostatnio lubię oglądać filmy ze wschodu. Na Bratku wielkie wrażenie
                              wywarły "Godziny", na mnie też. A inne filmy z ostatniego okresu o podobnej
                              sile wyrazu to japońskie "TABU" (zapomniałam nazwiska reżysera, to ten
                              od "Imperium namietności" i "Imperium zmysłów"), który jest wizualnie piękny a
                              mówi o niszczycielskiej sile fizycznego piękna. Niesamowity. A jak to jest
                              pokazane! Inny z tamtych stron to "Spragnieni miłości" (tytuł oryginału jest
                              In the Mood for Love"), ze wspaniała ścieżką dźwiękową i zupełnie wyjątkową
                              narracją. W ankiecie filmu po sezonie 2001, wszyscy wypowiadający się o
                              najwartościowszych filmach minionego sezonu wymieniali właśnie ten. A na
                              dniach obejrzałam "Balzaca i małą Chinkę". O pożytkach z czytelnictwa -
                              najogólniej rzecz biorąc. A przy tym wspaniałe oglądadło - tereny, które będą
                              zalane prze Jangcy z powodu tej nowej zapory.
                              Jest jeszcze Almodovar i Buzz Luhrman i paru innych, którzy wnoszą coś nowego
                              do kina.
                              A Twój tekst jest nadzwyczajny i prosimy o więcej.

                              Serdecznie pozdrawiam

                              • Gość: wartburg Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.arcor-ip.net 08.07.03, 09:45
                                basia.basia napisała:



                                >
                                > Niestety muszę się przyznać, że mam braki. Też nie znam filmów,
                                > które wymieniasz. Zdaje mi się też, że nie miałam szans ich widzieć.
                                > W zeszłym roku był przegląd filmów Kubricka i poszłam na "Mechaniczną
                                > Pomarańczę". To było niesamowite. I dalej, a może znów, jest aktualne.
                                > Nie udało mi się dotąd zobaczyć Barry Lyndona ale ja poluję i upoluję.
                                > Przepadam za starym i mniej starym kinem amerykańskim. Teraz dzięki kanałom
                                > TCM i ALE Kino! w mojej kablówce mogę sobie oglądać różne stare hity, których
                                > nigdy nie było w naszych kinach i to jest wspaniałe. Np. Hitchcock, czrny
                                > kryminał itd.
                                > Ale nie uważam, żeby sztuka filmowa podupadła. Rozwija się i pojawiają się
                                > rzeczy naprawdę wspaniałe. Problemem jest tylko to, że produkuje się tego
                                > strasznie dużo, mnóstwo jest tzw. chłamu, krytyka nie najlepsza i czasem się
                                > traci czas. Z drugiej strony nie da się całych dni spędzać w kinie.
                                > Ostatnio lubię oglądać filmy ze wschodu. Na Bratku wielkie wrażenie
                                > wywarły "Godziny", na mnie też. A inne filmy z ostatniego okresu o podobnej
                                > sile wyrazu to japońskie "TABU" (zapomniałam nazwiska reżysera, to ten
                                > od "Imperium namietności" i "Imperium zmysłów"), który jest wizualnie piękny
                                a
                                > mówi o niszczycielskiej sile fizycznego piękna. Niesamowity. A jak to jest
                                > pokazane! Inny z tamtych stron to "Spragnieni miłości" (tytuł oryginału jest
                                > In the Mood for Love"), ze wspaniała ścieżką dźwiękową i zupełnie wyjątkową
                                > narracją. W ankiecie filmu po sezonie 2001, wszyscy wypowiadający się o
                                > najwartościowszych filmach minionego sezonu wymieniali właśnie ten. A na
                                > dniach obejrzałam "Balzaca i małą Chinkę". O pożytkach z czytelnictwa -
                                > najogólniej rzecz biorąc. A przy tym wspaniałe oglądadło - tereny, które będą
                                > zalane prze Jangcy z powodu tej nowej zapory.
                                > Jest jeszcze Almodovar i Buzz Luhrman i paru innych, którzy wnoszą coś nowego
                                > do kina.
                                > A Twój tekst jest nadzwyczajny i prosimy o więcej.
                                >
                                > Serdecznie pozdrawiam

                                Ze wszystkim sie zgadzam. Mamy dokladnie te same
                                przemyslenia i wyciagamy takie same wnioski. Ja tez
                                narzekajac na obecne kino mialem na mysli ow nieszczesny
                                main stream z Hollywoodu, ten walec, ktory miazdzy wszystko,
                                co spotka na drodze i sprawia, ze tracimy orientacje
                                w krajobrazie. Dlatego np. nieufnie odnosze sie do
                                "Godzin". Nie widzialem tego filmu, ale pare tygodni
                                temu spotkalem sie z moja dobra znajoma, bardzo nieglupia
                                dziewczyna (uczeszcza na seminarium dla poczatkujacych
                                pisarzy w Lipsku, Niemcy naprawde maja cos takiego, ale
                                jest dobra, dobre opowiadania pisze) i przez caly
                                wieczor wkladala mi do glowy, ze "Godziny" to bardzo
                                nieudany film Juz nie pamietam, jak to uzasadniala,
                                ale mnie przekonala wtedy. Zwracala np. uwage na nahalna
                                jej zdaniem narracje - owo prymitywne, jak sie wyrazila,
                                porownywanie bohaterek filmu w analogicznych okresach i
                                sytuacjach ich zycia. Ja to denerwowalo i mysle, ze mnie
                                tez by nie zachwycilo. Niemcy mowia na takie zabiegi
                                "der Zeigefinger" (palec wskazujacy), co jest synonimem
                                nadmiernych zapedow pedagogicznych (po niemiecku "der
                                Pädagogiesierungsdrang). Moze Niemcy sa na to wyjatkowo
                                uczuleni, bo maja do tego sklonnosci, ale mnie to tez
                                przeszkadza. Chociaz nie wiem, nie widzialem przeciez
                                tego filmu. Po tym, co napisal Bratek, powinienem go
                                zobaczyc. Byc moze moja przyjaciolka byla tego dnia
                                niesprawiedliwa, w zlym humorze i ofiara padl film.
                                Tak czesto bywa.

                                Masz absolutna racje co do kina azjatyckiego. To jest
                                doplyw swiezej krwi. Dzieki Bogu, ze ich mamy - tych
                                Japonczykow, Koreanczykow i Chinczykow. Sprawiaja,
                                ze proporcje tego, co sie dzieje w kinie swiatowym,
                                sa zachowane. Dla mnie rewelacja byl swojego czasu
                                (koniec lat 80-tych") japonski "Tampopo". Widzieliscie
                                to moze? Film o zupie z makaronem. Mozna go streszczac
                                bez konca. Lancuch badaj kilkudziesieciu krociutkich
                                opowiadan powiazanych z mloda matka, ktora zeby zdobyc
                                srodki na wychowanie syna postanawia otworzyc w Tokio
                                bar z zupa makaronowa. Wszystko kreci sie w tym
                                filmie wokol jedzenia.

                                Musze juz konczyc, bo sie spoznie

                                Pozdrawiam


                                • Gość: bratek to nie tak! IP: *.biaman.pl 08.07.03, 10:28
                                  Dlatego np. nieufnie odnosze sie do
                                  > "Godzin". Nie widzialem tego filmu, ale pare tygodni
                                  > temu spotkalem sie z moja dobra znajoma, bardzo nieglupia
                                  > dziewczyna (uczeszcza na seminarium dla poczatkujacych
                                  > pisarzy w Lipsku, Niemcy naprawde maja cos takiego, ale
                                  > jest dobra, dobre opowiadania pisze) i przez caly
                                  > wieczor wkladala mi do glowy, ze "Godziny" to bardzo
                                  > nieudany film

                                  NIESŁUSZNIE. CHOĆ NIE MASZ POWODU, BY UFAĆ BARDZIEJ MNIE NIŻ SWOJEJ KOLEŻANCE,
                                  SPRÓBUJ JEDNAK SAM DOKONAĆ OCENY TEGO FILMU PO JEGO OBEJRZENIU. owo
                                  porównywanie sytuacji bohaterek nie bylo nachalne, to bylo przenikanie
                                  zaaranzowane w niebywale precyzyjny i delikatny sposob. Sorry, ale teza o
                                  wskazywaniu palcem (czego ja serdecznie nie znoszę!) akurat w filmie "Godziny"
                                  jest absurdalna. Nie ma tam rozmow typowych dla kina hollywoodzkiego "Dlaczego
                                  on zrobil to tak?" - "Zrobil to tak, poniewaz..." Sytuacje wszystkich bohaterek
                                  sa rozne i kazada z nich zachopwuje sie inaczej i dokonuje innych wyborow.
                                  przeplatanie opowiesci o trzech kobietach poprzez przechodzenie od czynnosci
                                  rozpoczetej przez jedna bohaterke a konczonej przez druga nie ma nic wspolnego
                                  z nachalnym wyjasnianiem. Ich losy sa oczywiscie w jakims stopniu paralelne,
                                  ale z tego absolutnie nie wynika, ze mamy do czynienia z lopatologia. No,
                                  doprawdy trzeba duzej zlej woli, zeby tak to zinterpretowac.
                                  Bardzo malo ten film ma wspolnego z Hollywood. To nie jest
                                  kategoria "Titaników". Wlasnie dlatego jestem urzeczony tym filmem, ze - wbrew
                                  hollywoodzkiej logice - opowiadal o rzeczach waznych delikatnie i z glebokim
                                  namyslem.

                                  • Gość: bratek warsztaty IP: *.biaman.pl 08.07.03, 10:34
                                    W krakowie tez byly, nie wiem, czy nadal sa, warsztaty dla poczatkujacych
                                    pisarzy. wsrod wykladowcow byl sp. Slomczynski. Nigdy tam nie bylem, ale moja
                                    znajoma (w przeciwienstiwe do Twojej rozumem nie grzeszyla) uczeszczala. Potem
                                    wydala tomik poezji...do zapomnienia.
                                    :) Ale to tylko czesc prawdy o tych warsztatach, no bo , jak juz rzeklem, nigdy
                                    tam nie bylem.
                                    • basia.basia Re: warsztaty 08.07.03, 10:54
                                      Widzę Bratek, że naszy posty pisaliśmy równocześnie. Po naszych dwóch opiniach
                                      nt. Godzin Wartburg już nie ma wyjścia i musi na to pójść. A ja pójdę drugi
                                      raz, bo o tych tapetach to przeczytałam już "po" ich nie zauważyłam.
                                      Za drugim razem pewnie zwrócę uwagę na różne rzeczy, które mi umknęły.

                                      Pozdrawiam
                                      • Gość: bratek :) IP: *.biaman.pl 08.07.03, 10:58
                                        basia.basia napisała:

                                        > Widzę Bratek, że naszy posty pisaliśmy równocześnie. Po naszych dwóch
                                        opiniach
                                        > nt. Godzin Wartburg już nie ma wyjścia i musi na to pójść.

                                        Fakt, musi pojsc :)

                                        Ja tez pojde, jeszcze nie raz. z recenzji majowej w TP wiem, ze rezyser
                                        wiekszosc zycia spedzil w teatrze, tzn. ze jest rez. teatralnym. Potem
                                        sprawdze, czy jest tam mowa o narodowosci.
                                        • basia.basia Re: :) 08.07.03, 11:08
                                          Daj znać, który to numer TP.
                                          • Gość: don Pedro Re: :) IP: *.biaman.pl 08.07.03, 11:18
                                            OK, poszedlem do innego pokoju i wsrod stosu gazet wyszukalem ten numer,
                                            wszystko dla Ciebie !
                                            nr 18 4 maja 3002 (moze data roczna odwrotnie:))

                                            Wspominalas cos o von Trierze? Nie, chyba o Almodovarze. Jesli jednak von Trier
                                            by Cie interesowal to jest fajny:) o nim artykul w nr 16 TP z roku 2001 . Wiem,
                                            bo pisal go moj baaaardzo dobry znajomy.
                                • basia.basia Re: Dyskusyjny Klub Filmowy 08.07.03, 10:49
                                  Gość portalu: wartburg napisał(a):


                                  Dlatego np. nieufnie odnosze sie do
                                  > "Godzin". Nie widzialem tego filmu, ale pare tygodni
                                  > temu spotkalem sie z moja dobra znajoma, bardzo nieglupia
                                  > dziewczyna (uczeszcza na seminarium dla poczatkujacych
                                  > pisarzy w Lipsku, Niemcy naprawde maja cos takiego, ale
                                  > jest dobra, dobre opowiadania pisze) i przez caly
                                  > wieczor wkladala mi do glowy, ze "Godziny" to bardzo
                                  > nieudany film Juz nie pamietam, jak to uzasadniala,
                                  > ale mnie przekonala wtedy. Zwracala np. uwage na nahalna
                                  > jej zdaniem narracje - owo prymitywne, jak sie wyrazila,
                                  > porownywanie bohaterek filmu w analogicznych okresach i
                                  > sytuacjach ich zycia. Ja to denerwowalo i mysle, ze mnie
                                  > tez by nie zachwycilo. Niemcy mowia na takie zabiegi
                                  > "der Zeigefinger" (palec wskazujacy), co jest synonimem
                                  > nadmiernych zapedow pedagogicznych (po niemiecku "der
                                  > Pädagogiesierungsdrang). Moze Niemcy sa na to wyjatkowo
                                  > uczuleni, bo maja do tego sklonnosci, ale mnie to tez
                                  > przeszkadza. Chociaz nie wiem, nie widzialem przeciez
                                  > tego filmu. Po tym, co napisal Bratek, powinienem go
                                  > zobaczyc. Byc moze moja przyjaciolka byla tego dnia
                                  > niesprawiedliwa, w zlym humorze i ofiara padl film.
                                  > Tak czesto bywa.

                                  Ta Pani napewno się myli. Może być też tak, że jest po prostu za młoda i jej
                                  tzw. ogląd jest dlatego powierzchowny. Zarzut, który ona Ci przedstawiła jest
                                  w tym wypadku bez sensu. To jest ekranizacja powieści, w której czynnie
                                  uczestniczył autor książki (dostał za nią Pulitzera) w ten sposób, że dopisał
                                  dialogi, których w książce nia ma. Ten zabieg, polegający na równoległym
                                  prowadzeniu wątków jest przeniesieniem z powieści i naśladowaniem "Pani
                                  Dalloway" Woolf. Ona przedstawiła jeden dzień życia bohaterki a Cunningham
                                  doskonale skopiował jej styl (ten tzw. strumień świadomości) i powtórzył ten
                                  sam zabieg, czyniąc bohaterkami 3 kobiety (jedną z nich jest sama V.W.) w
                                  trzech różnych miejscach i czasach (historycznie) ale też jeden dzień z ich
                                  życia i to przełomowy. Każda z nich szykuje przyjęcie. To jest zrobione
                                  niesłychanie starannie, bo np. w każdym z domów tych pań na ścianach jest
                                  tapeta identyczna z tą z domu Virginii Woolf itd. Dobrze Bratek powiedział, że
                                  to jest o życiowych wyborach i ich konsekwencjach. Ale ta tapeta wskazuje na
                                  to że to są 3 warianty tej samej historii. Bardzo bym chciała, żebyś to
                                  zobaczył. To absolutnie nie jest film tzw. hoolywoodzki. I reżyser chyba
                                  Anglik. Choć może się mylę. To nie znaczy, że w USA nie znalazł by się ktoś,
                                  kto by sobie poradził z tą materią. Np. Martin Scorsese nakręcił "Wiek
                                  niewinności" wg Edith Wharton ku zdziwieniu wielu a na pytanie dlaczego on,
                                  który robi zwykle rzeczy "mrożące krew w żyłach" odpowiedział, że to jest
                                  dokładnie to samo (zbrodnia wśród róż dokonana z wyjątkowym okrucieństwem)
                                  tylko w stylowej dekoracji z epoki. Bardzo dobry film.
                                  Na przykładzie tego filmu (Godziny) widać doskonale, że z literatury można
                                  zrobić film, który jest czymś więcej niż tylko adaptacją, że film to zupełnie
                                  odrębny środek wyrazu.

                                  Dla Bartka niejasna jest sprawa Laury Brown. Film nie mówi o przyczynach
                                  katastrofy jej małżeństwa. Jej mąż wrócił z wojny w glorii sławy i chwały,
                                  bo wydawało się przez pewien czas, że zginął. Wszystkie dziewczyny się w nim
                                  podkochiwały a jego wzrok padł na nią, niczym nie wyróżniającą się dziewczynę,
                                  obcą (Polka), nieśmiałą i lubiącą czytać (mól książkowy). Ona myśli: "jak
                                  mogłam za niego nie wyjść kiedy wszystkie dziewczyny o nim marzyły a on wybrał
                                  właśnie mnie." Po porzuceniu rodziny ona zaszyła się w prowincjonalnej
                                  bibliotece i nigdy więcej nie wyszła za mąż.

                                  >
                                  > Masz absolutna racje co do kina azjatyckiego. To jest
                                  > doplyw swiezej krwi. Dzieki Bogu, ze ich mamy - tych
                                  > Japonczykow, Koreanczykow i Chinczykow. Sprawiaja,
                                  > ze proporcje tego, co sie dzieje w kinie swiatowym,
                                  > sa zachowane. Dla mnie rewelacja byl swojego czasu
                                  > (koniec lat 80-tych") japonski "Tampopo". Widzieliscie
                                  > to moze? Film o zupie z makaronem. Mozna go streszczac
                                  > bez konca. Lancuch badaj kilkudziesieciu krociutkich
                                  > opowiadan powiazanych z mloda matka, ktora zeby zdobyc
                                  > srodki na wychowanie syna postanawia otworzyc w Tokio
                                  > bar z zupa makaronowa. Wszystko kreci sie w tym
                                  > filmie wokol jedzenia.

                                  Nie miałam pojęcia, że taki film nakręcono.


                                  Pozdrawiam
                                  B.
                                  • Gość: bratek Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.biaman.pl 08.07.03, 10:56
                                    > Dla Bartka niejasna jest sprawa Laury Brown. Film nie mówi o przyczynach
                                    > katastrofy jej małżeństwa. Jej mąż wrócił z wojny w glorii sławy i chwały,
                                    > bo wydawało się przez pewien czas, że zginął. Wszystkie dziewczyny się w nim
                                    > podkochiwały a jego wzrok padł na nią, niczym nie wyróżniającą się
                                    dziewczynę,
                                    > obcą (Polka), nieśmiałą i lubiącą czytać (mól książkowy). Ona myśli: "jak
                                    > mogłam za niego nie wyjść kiedy wszystkie dziewczyny o nim marzyły a on
                                    wybrał
                                    > właśnie mnie." Po porzuceniu rodziny ona zaszyła się w prowincjonalnej
                                    > bibliotece i nigdy więcej nie wyszła za mąż.
                                    >
                                    > >

                                    Basiu, pisalem, ze dla mnie niejasne? Moze. Nie, ja chyba zastanawialem sie,
                                    jakimi srodkami technicznymi osiagnieto ten powalajacy efekt trupiarni w domu
                                    pp. Brown. O to, jesli dobrze pamietam, mi chodzilo. Bo ze ona i on to zupelnie
                                    inne swiaty widac golym okiem. Mysle, ze m.in. dzieki temu, ze kamera
                                    zatrzymywla sie na twarzy J. Moore, a ona wspaniale gra twarza! No i przez te
                                    nieustanne zderzenia: Laura - kolezanka, ktora przychodzi z info o groznej
                                    chorobie; Laura - mąż. Oni byli dla niej obcy (co nie znaczy, ze nie
                                    przejmowala sie ich losem), bo oni mowili innym jezykiem niz ona, a jezyk, jak
                                    powiedzial ktos madry, determinuje twój świat.


                                    • basia.basia Re: Dyskusyjny Klub Filmowy 08.07.03, 11:17
                                      Gość portalu: bratek napisał(a):


                                      >
                                      > Basiu, pisalem, ze dla mnie niejasne? Moze.

                                      Coś mi się wydało. To chyba nie ma znaczenia.

                                      Nie, ja chyba zastanawialem sie,
                                      > jakimi srodkami technicznymi osiagnieto ten powalajacy efekt trupiarni w
                                      domu
                                      > pp. Brown. O to, jesli dobrze pamietam, mi chodzilo. Bo ze ona i on to
                                      zupelnie
                                      >
                                      > inne swiaty widac golym okiem. Mysle, ze m.in. dzieki temu, ze kamera
                                      > zatrzymywla sie na twarzy J. Moore, a ona wspaniale gra twarza!

                                      Osobiście uważam, że to ona zasłużyła na Oscara. Zrobiła to genialnie.
                                      Grała żonę i matkę, która gra żonę i matkę. Bije od niej chłód - te oczy.
                                      Jest obca w tym miejscu. Niesamowita była.

                                      I pomyśleć, że deszcz oskarów spadł na "Chicago"!
                                      To też dobry film ale z innej (niższej) półki.
                                      Jednak musical doskonały.


                                      No i przez te
                                      > nieustanne zderzenia: Laura - kolezanka, ktora przychodzi z info o groznej
                                      > chorobie; Laura - mąż. Oni byli dla niej obcy (co nie znaczy, ze nie
                                      > przejmowala sie ich losem), bo oni mowili innym jezykiem niz ona, a jezyk,
                                      jak
                                      > powiedzial ktos madry, determinuje twój świat.
                                      >
                                      >
                                      • Gość: bratek rozdaje Oscary IP: *.biaman.pl 08.07.03, 11:22
                                        >
                                        > Osobiście uważam, że to ona zasłużyła na Oscara.
                                        ZDECYDOWANIE

                                        Zrobiła to genialnie.

                                        ŚWIĘTE SŁOWA

                                        > Grała żonę i matkę, która gra żonę i matkę.

                                        TAK JEST

                                        Bije od niej chłód - te oczy.
                                        > Jest obca w tym miejscu. Niesamowita była.

                                        TO PRAWDA...

                                        > I pomyśleć, że deszcz oskarów spadł na "Chicago"!
                                        > To też dobry film ale z innej (niższej) półki.
                                        > Jednak musical doskonały.


                                        BEZ PORÓWNANIA, CHOĆ ZETA MOŻE SIE PODOBAĆ.

                                        jA BYm jeszcze dal Oscara M. Streep i Edowi Harrisowi, no i nalezal sie
                                        slusznie N. Kidman.
                                        • basia.basia Do Bratka i Wartburga 08.07.03, 16:53
                                          Gość portalu: bratek napisał(a):

                                          > >
                                          > > Osobiście uważam, że to ona zasłużyła na Oscara.
                                          > ZDECYDOWANIE
                                          >
                                          > Zrobiła to genialnie.
                                          >
                                          > ŚWIĘTE SŁOWA
                                          >
                                          > > Grała żonę i matkę, która gra żonę i matkę.
                                          >
                                          > TAK JEST
                                          >
                                          > Bije od niej chłód - te oczy.
                                          > > Jest obca w tym miejscu. Niesamowita była.
                                          >
                                          > TO PRAWDA...
                                          >
                                          > > I pomyśleć, że deszcz oskarów spadł na "Chicago"!
                                          > > To też dobry film ale z innej (niższej) półki.
                                          > > Jednak musical doskonały.
                                          >
                                          >
                                          > BEZ PORÓWNANIA, CHOĆ ZETA MOŻE SIE PODOBAĆ.
                                          >
                                          > jA BYm jeszcze dal Oscara M. Streep i Edowi Harrisowi, no i nalezal sie
                                          > slusznie N. Kidman.

                                          No, no. W głowie mi się przewróci!

                                          Popatrzcie łaskawym okiem na ostatni wpis w wątku TYLKO SZCZERZE KATARYNA.
                                          Co to za film Maciej opisuje? Czyżby to było "Niebo nad Berlinem", którego
                                          zresztą nie widziałam? Wim Wenders?
                                  • Gość: wartburg Re: Dyskusyjny Klub Filmowy IP: *.pppool.de 08.07.03, 18:41
                                    basia.basia napisała:

                                    > Ta Pani napewno się myli. Może być też tak, że jest po prostu za młoda i jej
                                    > tzw. ogląd jest dlatego powierzchowny. Zarzut, który ona Ci przedstawiła jest
                                    > w tym wypadku bez sensu. To jest ekranizacja powieści, w której czynnie
                                    > uczestniczył autor książki (dostał za nią Pulitzera) w ten sposób, że dopisał
                                    > dialogi, których w książce nia ma. Ten zabieg, polegający na równoległym
                                    > prowadzeniu wątków jest przeniesieniem z powieści i naśladowaniem "Pani
                                    > Dalloway" Woolf. Ona przedstawiła jeden dzień życia bohaterki a Cunningham
                                    > doskonale skopiował jej styl (ten tzw. strumień świadomości) i powtórzył ten
                                    > sam zabieg, czyniąc bohaterkami 3 kobiety (jedną z nich jest sama V.W.) w
                                    > trzech różnych miejscach i czasach (historycznie) ale też jeden dzień z ich
                                    > życia i to przełomowy. Każda z nich szykuje przyjęcie. To jest zrobione
                                    > niesłychanie starannie, bo np. w każdym z domów tych pań na ścianach jest
                                    > tapeta identyczna z tą z domu Virginii Woolf itd. Dobrze Bratek powiedział,
                                    że
                                    > to jest o życiowych wyborach i ich konsekwencjach. Ale ta tapeta wskazuje na
                                    > to że to są 3 warianty tej samej historii. Bardzo bym chciała, żebyś to
                                    > zobaczył. To absolutnie nie jest film tzw. hoolywoodzki. I reżyser chyba
                                    > Anglik. Choć może się mylę. To nie znaczy, że w USA nie znalazł by się ktoś,
                                    > kto by sobie poradził z tą materią. Np. Martin Scorsese nakręcił "Wiek
                                    > niewinności" wg Edith Wharton ku zdziwieniu wielu a na pytanie dlaczego on,
                                    > który robi zwykle rzeczy "mrożące krew w żyłach" odpowiedział, że to jest
                                    > dokładnie to samo (zbrodnia wśród róż dokonana z wyjątkowym okrucieństwem)
                                    > tylko w stylowej dekoracji z epoki. Bardzo dobry film.
                                    > Na przykładzie tego filmu (Godziny) widać doskonale, że z literatury można
                                    > zrobić film, który jest czymś więcej niż tylko adaptacją, że film to zupełnie
                                    > odrębny środek wyrazu.
                                    >
                                    Chyba nie powinienem byl wywolywac wilka z lasu. Nie nalezy
                                    wypowiadac sie na temat czegos, czego sie nie widzialo.
                                    Ale zanim wybiore sie do kina na te "Godziny", a zrobie to,
                                    nie mam wyjscia, sprobuje jeszcze raz zreferowac punkt widzenia
                                    mojej przyjaciolki z Lipska, ktorej zdania bym nie lekcewazyl.
                                    Rozmawialem z nia przed godzina i poprosilem ja o przypomnienie
                                    argumentow sprzed paru tygodni.

                                    Otoz jej krytyka odnosila sie glownie do Cunninghama. Jego
                                    powiesc przeczytala jeszcze przed obejrzeniem filmu. Uznala,
                                    ze jest zbyt "banalna", a poza tym gorsza od "Mrs Dalloway".
                                    Zarzut chyba powazny. Jej zdaniem Cunningham jest powierzchowny,
                                    splycil duzo lepiej i subtelniej napisana powiesc Virginii Wolf.
                                    Skonstruowal to tak - cytuje: "zeby to, co napisala Virginia Wolf
                                    zrozumial kazdy duren". To wlasnie oburzylo ja najbardziej.
                                    Ze Cunningham pozbawil Virginie Wolf glebi. Rowniez film,
                                    ktory okreslila mianem "teatralnego", uwaza za nieudany,
                                    choc lepszy od powiesci, "mimo ze wszystko splaszcza i za duzo
                                    objasnia". Jej zdaniem aktorzy (z wyjatkiem Nicole Kidman)
                                    wypadli ponizej swoich mozliwosci, ich gra jest zbyt natretna,
                                    wlasnie jak w teatrze, "tak zeby kazde uniesienie brwi bylo
                                    rozpoznawalne dla widzow w ostatnim rzedzie".

                                    Tyle ciezkiej artylerii z Saksonii. Nie wiem, kto ma racje. Bede
                                    musial przekonac sie o tym osobiscie. Prawde mowiac wolalbym
                                    wypowiadac sie na temat tego filmu w moim wlasnym imieniu.

                                    Moze jeszcze uwaga do pojecia "kino hollywoodzkie". Otoz wydaje
                                    mi sie, ze ma ono wiele twarzy. Z tym, ze ta najwazniejsza jest
                                    twarz znanego aktora, gwiazdy, ktora przyciaga widownie do kina.
                                    Na tej twarzy producenci filmu robia najwieksze pieniadze i to
                                    wlasnie ona przesadza o tym, czy dany film nalezy uznac za
                                    hollywoodzki, czy nie.

                                    Tu nie chodzi o montaz, sciezke dzwiekowa albo sposob prowadzenia
                                    kamery, tylko o inwestycje finansowa, ktora musi sie zwrocic.
                                    Nawet "Do utraty tchu", jeden z najbardziej rebelianckich filmow
                                    w historii kinematografii, doczekal sie swojego hollywoodzkiego
                                    remake'u stajac sie czyms zupelnie innym. Ta innosc sprowadzila
                                    sie do wymiany twarzy i wysokosci przelewow na kontach bankowych.
                                    Nikomu nie znanego Jeana Paula Belmondo (w 1958 roku Belmondo byl
                                    nieznany) zastapil Richard Gere, a budzet filmu z 30 tysiecy
                                    dolarow podskoczyl do 30 milionow. Efektu nie bede komentowac,
                                    bo akurat nie o to tutaj chodzi. Chce tylko zauwazyc, ze chocby
                                    z tego powodu "Godziny" sa klasycznym filmem hollywoodzkim.
                                    Wlasnie dlatego, ze zagraly w nim trzy gwiazdy kina amerykanskiego
                                    i ze jego budzet z pewnoscia przekroczyl 50 milionow dolarow.
                                    Tanszych filmow tam sie obecnie nie produkuje.

                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: bratek fenomenologicznie IP: *.biaman.pl 08.07.03, 18:53
                                      Hej!
                                      Mam nadzieję, że do "lektury" filmu podejdziesz tak fenomenologicznie, starając
                                      się pozbyc wszelkich uprzedzeń i na 2 godziny zawiesić swoją wiedzę uprzednią,
                                      nabytą od przyjaciółki czy (jeśli już musisz :)) od nas.

                                      Zgadzam się, że system hollywoodzki to system gwiazd i wlk. pieniedzy. na
                                      szczęscie to nie przesądza o jakości filmu. Cechą kina hollywoodzkiego jest też
                                      czytelny sposób prowadzenia narracji - tak, żeby zrozumiał każdy przeciętny
                                      widz i żeby mu się przyjemnie oglądało.
                                      Moim zdaniem gwiazdy w Godzinach pokazały, że są nie tylko gwiazdami, ale
                                      doskonałymi aktorami, a narracja wymaga skupienia i nie jest dla tłumoków.

                                      No, a teraz zapomnij o tym, co napisałem.
                                      • Gość: wartburg Re: fenomenologicznie IP: *.pppool.de 08.07.03, 19:50
                                        Gość portalu: bratek napisał(a):

                                        > Hej!
                                        > Mam nadzieję, że do "lektury" filmu podejdziesz tak fenomenologicznie,
                                        starając
                                        >
                                        > się pozbyc wszelkich uprzedzeń i na 2 godziny zawiesić swoją wiedzę
                                        uprzednią,
                                        > nabytą od przyjaciółki czy (jeśli już musisz :)) od nas.
                                        >
                                        > Zgadzam się, że system hollywoodzki to system gwiazd i wlk. pieniedzy. na
                                        > szczęscie to nie przesądza o jakości filmu. Cechą kina hollywoodzkiego jest
                                        też
                                        >
                                        > czytelny sposób prowadzenia narracji - tak, żeby zrozumiał każdy przeciętny
                                        > widz i żeby mu się przyjemnie oglądało.
                                        > Moim zdaniem gwiazdy w Godzinach pokazały, że są nie tylko gwiazdami, ale
                                        > doskonałymi aktorami, a narracja wymaga skupienia i nie jest dla tłumoków.
                                        >
                                        > No, a teraz zapomnij o tym, co napisałem.

                                        Dlaczego mam zapominac? Bardzo trafnie sie wyraziles. Wcale
                                        nie jestem jakims zaslepionym tepicielem kina hollywoodzkiego.
                                        Bylbym idiota, gdybym nim byl. Zreszta jakby to sie mialo do
                                        tego, co napisalem o Kubricku? Wydaje mi sie, ze mamy b.
                                        zblizone zapatrywania. Ja tez cenie sobie klarownosc narracji
                                        i dobrze napisane scenariusze, ktore sprawiaja, ze jeden i ten
                                        sam film mozna ogladac pare razy. A propos ogladania filmow
                                        po pare razy. Zyczylbym Ci, abys zobaczyl "Lolite" jeszcze
                                        z piec razy. Z tonu, w jakim sie o niej wyraziles, wnioskuje,
                                        ze widziales ja tylko raz i to pewnie bardzo dawno temu. Blad.

                                        Pozdrawiam

                                        P.S.

                                        Do mojej listy filmow liczacych sie dodaje dzisiaj calego
                                        Viscontiego z "Rocco i jego bracmi" na samym szczycie.
                                        Widziales?

                                        Acha, jeszcze jedno. Pytales mnie o Berlin. Jechalem
                                        dzisiaj autostrada miejska z Moabitu na Schöneberg.
                                        Rzadko tamtedy jezdze i pewnie dlatego dzisiaj ten
                                        widok uderzyl mnie, jakby mnie ktos piescia po glowie
                                        zdzielil. Panorama miasta, ktora otwiera sie nagle
                                        przed toba. Nieprawdopodobna rozleglosc horyzontu.
                                        Jakbys lecial samolotem, a nie siedzial w samochodzie.
                                        W Polsce nie ma miast, w ktorych takie widoki, wielkie
                                        pejzaze zabudowy, bylyby tak dostepne jak tutaj.
                                        • Gość: bratek :) IP: *.biaman.pl 08.07.03, 22:16
                                          Znam "Rocco.." Lubię.
                                          "Lolite' rzeczywiscie tylko raz.
                                          Pewnie znasz "Pustynie Tatarów"? Lubisz?

                                          Gdybym ustalal liste swoich "ulubiencow", to bylby tam "Fanny i Aleksander"
                                          i "Naked" (znasz???) i "Andriej Rublow". I "Scarecrow"..

                                          Czasem jednak narracja w amerykańskich filmach (choć wielu z nich jestem
                                          zaprzysiezonym fanem) jest zbyt "łatwa" i oczywista. Ale generalnie: lubię.
                                          Hitchoka mógłbym oglądać w kólko.

                                          Dzieki za impresyjke z drogi do Schöneberg.
                                          • Gość: wartburg Rocco i jego bracia IP: *.pppool.de 09.07.03, 00:40
                                            Gość portalu: bratek napisał(a):

                                            > Znam "Rocco.." Lubię.
                                            > "Lolite' rzeczywiscie tylko raz.
                                            > Pewnie znasz "Pustynie Tatarów"? Lubisz?
                                            >
                                            > Gdybym ustalal liste swoich "ulubiencow", to bylby tam "Fanny i Aleksander"
                                            > i "Naked" (znasz???) i "Andriej Rublow". I "Scarecrow"..
                                            >
                                            > Czasem jednak narracja w amerykańskich filmach (choć wielu z nich jestem
                                            > zaprzysiezonym fanem) jest zbyt "łatwa" i oczywista. Ale generalnie: lubię.
                                            > Hitchoka mógłbym oglądać w kólko.
                                            >
                                            > Dzieki za impresyjke z drogi do Schöneberg.

                                            Powiedziec o "Rocco i jego braciach", ze sie ten film lubi,
                                            to tak jakby powiedziec, biblia, owszem - fajna ksiazka.
                                            Ksiadz by Cie za to pogonil z kosciola kolego i mialby racje.
                                            "Rocco i jego bracia" sa ksiega, przykladem na jedna z chyba
                                            najbardziej nieprawdopodobnych adaptacji literatury w historii
                                            kina. Visconti zawsze siegal do literatury. O ile mi wiadomo,
                                            nigdy nie napisal zadnego scenariusza ot tak, bo mial pomysl.
                                            Czasami zdarza sie, ze adaptacja przewyzsza oryginal. Jest to
                                            zawsze sprawa odwagi. Suwerennosci interpretacji. Nie inaczej
                                            jest z tlumaczeniami.

                                            Slyszalem kiedys od osoby naprawde znajacej sie na rzeczy, ze
                                            tlumaczenie "Wielkiego Testamentu" autorstwa Okudzawy bylo
                                            lepsze od oryginalu Francois Villona. Scenariusz do "Rocca i
                                            jego braci" Visconti napisal na podstawie Dostojewskiego.
                                            Moim zdaniem tym filmem odczytal Dostojewskiego chyba lepiej
                                            niz Dostojewski sam by to uczynil. Tzn., ze gdyby Dostojewski
                                            dozyl naszych czasow i mogl zobaczyc film Viscontiego, to
                                            swoja powiesc zaczalby pisac na nowo. Jestem tego pewien.

                                            Wiesz o jaka powiesc chodzilo? Historia klanu sycylijskich
                                            gastarbeiterow, pieciu zagubionych polanalfabetow, z ktorych
                                            dwoch zostaje zawodowymi bokserami w Mediolanie na poczatku
                                            lat 60-tych XX wieku powstala na motywach "Idioty".

                                            Przyszloby Ci to kiedys do glowy? Poslac ksiecia Myszkina na
                                            ring bokserski? Visconti to zrobil. Myszkinem jest mlodszy
                                            brat Simone, Rocco, ktorego gra (rewelacyjnie) mlody jeszcze
                                            i niezepsuty Alain Delon. Poczatkowo na ringu bije sie tylko
                                            Simone. To przyglup. Zadufany w sobie i leniwy, marzy o
                                            przyszlych zwyciestwach, a przede wszystkim o kasie, jaka za
                                            nie wezmie. Tych pieniedzy nigdy sie nie doczeka. Jest zbyt
                                            lekkomyslny, z jednej strony poczciwy i naiwny, z drugiej
                                            ograniczony i pelen okrucienstwa. Zakochuje sie w zlodziejce,
                                            ktora wyszla wlasnie z wiezienia i chce ulozyc sobie zycie.
                                            Nadia poznaje takze jego mlodszego brata. Jest nieco starsza
                                            od delikatnego, niemal dziewczecego Rocco, do ktorego ja ciagnie
                                            od pierwszego wejrzenia. Instynktownie czuje, ze Rocco bedzie
                                            dla niej lepszy. Tym bardziej, ze Simone chetnie zadaje sie z
                                            innymi paniami, od ktorych bierze pieniadze. Nadia to Nastazja
                                            Filipowna, a Simone jest rozwinieciem postaci Rogozyna.

                                            Wiadomo, ze "Idiota" zrodzil sie z zamiaru Dostojewskiego, ktory
                                            chcial przedstawic bohatera swojej powiesci jako Chrystusa
                                            wcielonego w zwyklego czlowieka. Tytul jest ironiczny. Ludzie,
                                            ktorych napotyka Myszkin, czuja jego wielkosc, kochaja go i
                                            zachwycaja sie nim, ale niemal bez wyjatku uwazaja go za idiote.
                                            Visconti kontynuuje te gre w swoim filmie. Jego Rocco wystawiany
                                            jest na nieprawdopodobne proby, z ktorych jednak wychodzi
                                            zwyciesko. Ale jakie to sa zwyciestwa. Przebacza swojemu bratu
                                            Simone, ktory masakruje go niemal na smierc i na jego oczach
                                            gwalci Nadie. Juz wtedy wiadomo, ze Rocco ma wiekszy talent
                                            bokserski od swojego brata, ale nawet nie probuje sie bronic.
                                            Kocha Nadie i jednoczesnie przekonuje ja, zeby wrocila do Simone,
                                            "bo ten jej bardziej potrzebuje".

                                            Simone zaczyna pic, schodzi na psy, szmaci sie. Nadia pogardza
                                            nim. Rzuca go i zostaje dziwka. Kupuje sobie samochod, w ktorym
                                            przyjmuje klientow na przedmiesciach Mediolanu. Rocco jest juz
                                            prawdziwym championem. Placi ogromne sumy pieniedzy, zeby pomoc
                                            swojemu bratu, ktory jest w ciaglych tarapatach. Ten niepojety
                                            u Dostojewskiego zwiazek pomiedzy ksieciem Myszkinem i tym gburem
                                            Rogozynem u Viscontiego staje sie nagle zrozumialy. Sa bracmi.
                                            Przede wszystkim Rocco poczuwa sie do tego braterstwa. Jest gotow
                                            uczynic wszystko dla Simone, nawet kiedy staje sie jasne, ze tamten
                                            zabil Nadie. W tym lasku na przedmiesciach Mediolanu. Jedna
                                            z najbardziej makabrycznych scen, jakie widzialem w kinie.

                                            Pozdrawiam
                                            • basia.basia Re: Rocco i jego bracia 09.07.03, 00:55
                                              Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                              > Gość portalu: bratek napisał(a):
                                              >
                                              > > Znam "Rocco.." Lubię.
                                              > > "Lolite' rzeczywiscie tylko raz.
                                              > > Pewnie znasz "Pustynie Tatarów"? Lubisz?
                                              > >
                                              > > Gdybym ustalal liste swoich "ulubiencow", to bylby tam "Fanny i Aleksander
                                              > "
                                              > > i "Naked" (znasz???) i "Andriej Rublow". I "Scarecrow"..
                                              > >
                                              > > Czasem jednak narracja w amerykańskich filmach (choć wielu z nich jestem
                                              > > zaprzysiezonym fanem) jest zbyt "łatwa" i oczywista. Ale generalnie: lubię
                                              > .
                                              > > Hitchoka mógłbym oglądać w kólko.
                                              > >
                                              > > Dzieki za impresyjke z drogi do Schöneberg.
                                              >
                                              > Powiedziec o "Rocco i jego braciach", ze sie ten film lubi,
                                              > to tak jakby powiedziec, biblia, owszem - fajna ksiazka.
                                              > Ksiadz by Cie za to pogonil z kosciola kolego i mialby racje.
                                              > "Rocco i jego bracia" sa ksiega, przykladem na jedna z chyba
                                              > najbardziej nieprawdopodobnych adaptacji literatury w historii
                                              > kina. Visconti zawsze siegal do literatury. O ile mi wiadomo,
                                              > nigdy nie napisal zadnego scenariusza ot tak, bo mial pomysl.
                                              > Czasami zdarza sie, ze adaptacja przewyzsza oryginal. Jest to
                                              > zawsze sprawa odwagi. Suwerennosci interpretacji. Nie inaczej
                                              > jest z tlumaczeniami.
                                              >
                                              > Slyszalem kiedys od osoby naprawde znajacej sie na rzeczy, ze
                                              > tlumaczenie "Wielkiego Testamentu" autorstwa Okudzawy bylo
                                              > lepsze od oryginalu Francois Villona. Scenariusz do "Rocca i
                                              > jego braci" Visconti napisal na podstawie Dostojewskiego.
                                              > Moim zdaniem tym filmem odczytal Dostojewskiego chyba lepiej
                                              > niz Dostojewski sam by to uczynil. Tzn., ze gdyby Dostojewski
                                              > dozyl naszych czasow i mogl zobaczyc film Viscontiego, to
                                              > swoja powiesc zaczalby pisac na nowo. Jestem tego pewien.
                                              >
                                              > Wiesz o jaka powiesc chodzilo? Historia klanu sycylijskich
                                              > gastarbeiterow, pieciu zagubionych polanalfabetow, z ktorych
                                              > dwoch zostaje zawodowymi bokserami w Mediolanie na poczatku
                                              > lat 60-tych XX wieku powstala na motywach "Idioty".
                                              >
                                              > Przyszloby Ci to kiedys do glowy? Poslac ksiecia Myszkina na
                                              > ring bokserski? Visconti to zrobil. Myszkinem jest mlodszy
                                              > brat Simone, Rocco, ktorego gra (rewelacyjnie) mlody jeszcze
                                              > i niezepsuty Alain Delon. Poczatkowo na ringu bije sie tylko
                                              > Simone. To przyglup. Zadufany w sobie i leniwy, marzy o
                                              > przyszlych zwyciestwach, a przede wszystkim o kasie, jaka za
                                              > nie wezmie. Tych pieniedzy nigdy sie nie doczeka. Jest zbyt
                                              > lekkomyslny, z jednej strony poczciwy i naiwny, z drugiej
                                              > ograniczony i pelen okrucienstwa. Zakochuje sie w zlodziejce,
                                              > ktora wyszla wlasnie z wiezienia i chce ulozyc sobie zycie.
                                              > Nadia poznaje takze jego mlodszego brata. Jest nieco starsza
                                              > od delikatnego, niemal dziewczecego Rocco, do ktorego ja ciagnie
                                              > od pierwszego wejrzenia. Instynktownie czuje, ze Rocco bedzie
                                              > dla niej lepszy. Tym bardziej, ze Simone chetnie zadaje sie z
                                              > innymi paniami, od ktorych bierze pieniadze. Nadia to Nastazja
                                              > Filipowna, a Simone jest rozwinieciem postaci Rogozyna.
                                              >
                                              > Wiadomo, ze "Idiota" zrodzil sie z zamiaru Dostojewskiego, ktory
                                              > chcial przedstawic bohatera swojej powiesci jako Chrystusa
                                              > wcielonego w zwyklego czlowieka. Tytul jest ironiczny. Ludzie,
                                              > ktorych napotyka Myszkin, czuja jego wielkosc, kochaja go i
                                              > zachwycaja sie nim, ale niemal bez wyjatku uwazaja go za idiote.
                                              > Visconti kontynuuje te gre w swoim filmie. Jego Rocco wystawiany
                                              > jest na nieprawdopodobne proby, z ktorych jednak wychodzi
                                              > zwyciesko. Ale jakie to sa zwyciestwa. Przebacza swojemu bratu
                                              > Simone, ktory masakruje go niemal na smierc i na jego oczach
                                              > gwalci Nadie. Juz wtedy wiadomo, ze Rocco ma wiekszy talent
                                              > bokserski od swojego brata, ale nawet nie probuje sie bronic.
                                              > Kocha Nadie i jednoczesnie przekonuje ja, zeby wrocila do Simone,
                                              > "bo ten jej bardziej potrzebuje".
                                              >
                                              > Simone zaczyna pic, schodzi na psy, szmaci sie. Nadia pogardza
                                              > nim. Rzuca go i zostaje dziwka. Kupuje sobie samochod, w ktorym
                                              > przyjmuje klientow na przedmiesciach Mediolanu. Rocco jest juz
                                              > prawdziwym championem. Placi ogromne sumy pieniedzy, zeby pomoc
                                              > swojemu bratu, ktory jest w ciaglych tarapatach. Ten niepojety
                                              > u Dostojewskiego zwiazek pomiedzy ksieciem Myszkinem i tym gburem
                                              > Rogozynem u Viscontiego staje sie nagle zrozumialy. Sa bracmi.
                                              > Przede wszystkim Rocco poczuwa sie do tego braterstwa. Jest gotow
                                              > uczynic wszystko dla Simone, nawet kiedy staje sie jasne, ze tamten
                                              > zabil Nadie. W tym lasku na przedmiesciach Mediolanu. Jedna
                                              > z najbardziej makabrycznych scen, jakie widzialem w kinie.
                                              >
                                              > Pozdrawiam

                                              Jestem pod wrażeniem tego co napisałeś.
                                              Słyszałam ale nie widziałam. Czy ten film był u nas grany?
                                              • Gość: bratek on był grany wszędzie IP: *.biaman.pl 09.07.03, 01:08
                                                > Słyszałam ale nie widziałam. Czy ten film był u nas grany?
                                                BYł, ale byłaś wtedy bardzo młoda i nie pamiętasz :)
                                              • Gość: wartburg Re: Rocco i jego bracia IP: *.pppool.de 09.07.03, 01:09
                                                Oczywiscie, ze byl w Polsce na ekranach. To przeciez
                                                absolutna klasyka. Powinny byc jakies kina, w ktorych
                                                takie rzeczy przypominanoby czesciej. Widzialem
                                                ten film pare miesiecy temu w niemieckiej telewizji, gdzie
                                                puszczano cala retrospektywe Viscontiego. Inne filmy
                                                tez byly znakomite. To byl nieslychany facet.
                                                Czarodziej kina.

                                                Pozdrawiam
                                                • Gość: bratek dobra rada IP: *.biaman.pl 09.07.03, 01:13
                                                  No widzisz, róznica między Twoim widzeniem filmu a moim jest taka, że Ty go
                                                  widziałeś niedawno, a ja gdy byłem w szkole, na DKF-ie w Białymstoku.
                                                  Gdyby sie mieszkało w Warszawie, no to w Iluzjonie szanse na obejrzenie każdego
                                                  filmu są znacznie większe.

                                                  Basiu, na ul. Zwierzynieckiej jest Inst. Filmoznawstwa, mają kasety video z
                                                  absolutną klasyką - tylko musisz wymyślić jakis dobry powód, dla którego
                                                  chciałabys ten film (że np. piszesz prace o Delonie:))
                                                  • basia.basia Re: dobra rada 09.07.03, 01:26
                                                    Gość portalu: bratek napisał(a):

                                                    > No widzisz, róznica między Twoim widzeniem filmu a moim jest taka, że Ty go
                                                    > widziałeś niedawno, a ja gdy byłem w szkole, na DKF-ie w Białymstoku.
                                                    > Gdyby sie mieszkało w Warszawie, no to w Iluzjonie szanse na obejrzenie
                                                    każdego
                                                    >
                                                    > filmu są znacznie większe.
                                                    >
                                                    > Basiu, na ul. Zwierzynieckiej jest Inst. Filmoznawstwa, mają kasety video z
                                                    > absolutną klasyką - tylko musisz wymyślić jakis dobry powód, dla którego
                                                    > chciałabys ten film (że np. piszesz prace o Delonie:))

                                                    Ha, ha. Ja mam wtzki na UJ. Jedna teatrolozyka mi to zalatwi.
                                                    Cos mi sie porobilo z klawiatura.
                                                    Nie polalam winem. O nie.
                                                • basia.basia Re: Rocco i jego bracia 09.07.03, 01:24
                                                  Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                  > Oczywiscie, ze byl w Polsce na ekranach. To przeciez
                                                  > absolutna klasyka. Powinny byc jakies kina, w ktorych
                                                  > takie rzeczy przypominanoby czesciej. Widzialem
                                                  > ten film pare miesiecy temu w niemieckiej telewizji, gdzie
                                                  > puszczano cala retrospektywe Viscontiego. Inne filmy
                                                  > tez byly znakomite. To byl nieslychany facet.


                                                  > Czarodziej kina.
                                                  Tak jest.
                                                  Lampart, Portret rodzinny we wnetrzu, Zmierzch Bogow, Bledne gwiazdy Wielkiej
                                                  Niedzwiedzicy. Czy tak- Moze sie myle.
                                                  Wiecej nie pamietam.

                                                  ps
                                                  zdarza sie,ze cos przypadkiem przycisne i zamiast y pisye mi z i gdzie do
                                                  cholerz jest pztajnik
                                                  >
                                                  > Pozdrawiam
                                                  • Gość: bratek juz nic więcej nie powiem IP: *.biaman.pl 09.07.03, 01:29
                                                    > Tak jest.
                                                    > Lampart, Portret rodzinny we wnetrzu, Zmierzch Bogow, Bledne gwiazdy Wielkiej
                                                    > Niedzwiedzicy. Czy tak- Moze sie myle.
                                                    > Wiecej nie pamietam.

                                                    Ale zeznałaś i tak dobrze. Niepamięć o innych tytułach puszczamy w niepamięć.


                                                    gdzie do
                                                    > cholerz jest pztajnik


                                                    on jest zazwyczaj na końcu..
                                                  • Gość: wartburg Re: Rocco i jego bracia IP: *.pppool.de 09.07.03, 02:01
                                                    basia.basia napisała:

                                                    > > Tak jest.
                                                    > Lampart, Portret rodzinny we wnetrzu, Zmierzch Bogow, Bledne gwiazdy Wielkiej
                                                    > Niedzwiedzicy. Czy tak- Moze sie myle.
                                                    > Wiecej nie pamietam.
                                                    >
                                                    > ps
                                                    > zdarza sie,ze cos przypadkiem przycisne i zamiast y pisye mi z i gdzie do
                                                    > cholerz jest pztajnik
                                                    > >
                                                    > > Pozdrawiam

                                                    Mial nieslychany debiut w 1943. "Ossessione" (Namietnosci)
                                                    znakomita rzecz. Duzo lepsza od pozniejszych adaptacji tego
                                                    samego watku w Hollywood (1947 i w polowie lat siedemdziesiatych
                                                    z Jessica Lange i Jackiem Nicholsonem) nie wiem, jaki to mialo
                                                    tytul po polsku "When The Postman Knocks Twice" (kiedy listonosz
                                                    stuka do drzwi po raz drugi). Potem "Tesknota" (po niemiecku "Die
                                                    Sehensucht") 1954, jeszcze "Obcy" wg Camusa 1967 (ale zdaje sie
                                                    nie byl zbyt udany, tak go pamietam), "Smierc w Wenecji" 1971
                                                    (przyjezdzal wtedy do Polski, aby znalezc kogos do roli Tadzia,
                                                    ale nie znalazl), no i jego ostatni film "Niewinne", 1976, b.
                                                    mocna rzecz.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: bratek Listonosz zawsze dzwoni dwa razy IP: *.biaman.pl 09.07.03, 02:06
                                                    Obie wersje amerykańskie znam, z Jessicą i Nicholsonem bardzo lubię.
                                                  • Gość: bratek Re: Rocco i jego bracia IP: *.biaman.pl 09.07.03, 02:14
                                                    "nie wiem, jaki to mialo
                                                    tytul po polsku "When The Postman Knocks Twice" "

                                                    Ojej! Od kiedy nie mieszkasz w Polsce??
                                                  • Gość: wartburg Ossessione IP: *.arcor-ip.net 09.07.03, 11:14
                                                    "Wenn der Briefträger zweimal klingelt" widzialem juz w
                                                    Berlinie, wowczas Zachodnim. Jestem starym Wartburgiem,
                                                    co uswiadamiam sobie wlasnie w momentach, kiedy przypominam
                                                    sobie tytuly filmow i zastanawiam sie, w jakim jezyku je
                                                    ogladalem.

                                                    Jesli zas chodzi o ten film, to uwazam, ze wczesniejsza
                                                    wersja z 1947 albo 1946 byla jednak lepsza. Teraz nie
                                                    wyloze juz skladnie, dlaczego, ale taki byl moj osad,
                                                    kiedy je porownywalem. W ogole uwazam (to jest jakies
                                                    prawo natury), ze remaki sa zawsze gorsze. Moze bierze
                                                    sie to z tego, ze te pierwsze wersje krecone sa z reguly
                                                    po kosztach wlasnych i tam najjasniej potrafia rozzblysnac
                                                    autentyczne talenty. Moze jest biedniej, ale moga rozwinac
                                                    skrzydla. Nikt im sie nie wtraca. Natomiast wielka kasa,
                                                    jaka w remaki pompuje nadzorowane przez Emiraty i Japonczykow
                                                    Hollywood sila rzeczy prowadzi do zastoju i duchowego
                                                    paralizu. Kreci sie wtedy pieniadze, a nie filmy. Kontrole
                                                    przejmuja pozbawieni wyobrazni biurokraci. Jezeli powstaja
                                                    tam czasem jeszcze udane rzeczy, to najczesciej wbrew
                                                    systemowi Hollywood. Stanley Kubrick byl jedynym rezyserem
                                                    w Hollywood, ktory wywalczyl sobie prawo do absolutnej
                                                    wolnosci tworczej. O ostatecznym montazu mogl decydowac
                                                    tylko on. Wszyscy mu tego zazdroscili.

                                                    Ale wracajac do "Ossessione". Kiedy zobaczylem ten film
                                                    po raz pierwszy (ja przez dlugie lata Viscontiego jakby
                                                    lekcewazylem, bo go znalem za slabo), doznalem objawienia.
                                                    Mial jakiegos nieslychanego operatora. To co wyprawiali ze
                                                    swiatlem w tym czarno-bialym filmie, to sie w glowie nie miesci.
                                                    Czern wnetrz nieprawdopodobnie skontrastowana z potokami
                                                    oslepiajacego, bialego swiatla wlewajacego sie przez okna,
                                                    polotwarte drzwi. Krecili to na poludniu Wloch. Az wierzyc
                                                    sie nie chce, ze film o takim stopniu estetycznego wyrafinowania
                                                    mogl powstac w czasie wojny. No moze Orson Wells wyczynial
                                                    w tamtych czasach podobne sztuczki, ale on byl (nic mu nie
                                                    ujmujac) po drugiej stronie wielkiej wody.

                                                    "Ossessione" otwieraja epoke wloskiego neorealizmu. Poza tym
                                                    to chyba jedyny film Viscontiego, ktorego bohaterowie wywodza
                                                    sie z warstw nizszych. W pozniejszych produkcjach zajmowal sie
                                                    juz tylko swoja klasa. Nad nia sie pastwil.

                                                    Pozdrawiam




                                                  • Gość: bratek Re: Ossessione IP: *.biaman.pl 09.07.03, 11:19
                                                    wiem o neorealizmie i Opetanych, ale daleko mi do wiedzy istotnej, tzn. wielu
                                                    filmow jeszcze nie znam, a o nich czytalem lub mnie uczono.
                                                    A jak Romy Schneider? Mam nadzieje, ze podzielasz jej kult ze mna i Basia?
                                                    (proponuje "dla porządku" przeniesc dyskusje do forum "Tylko szczerze Kataryna")
                                                  • Gość: wartburg Frankie Bono IP: *.arcor-ip.net 09.07.03, 13:50
                                                    Gość portalu: bratek napisał(a):

                                                    > wiem o neorealizmie i Opetanych, ale daleko mi do wiedzy istotnej, tzn. wielu
                                                    > filmow jeszcze nie znam, a o nich czytalem lub mnie uczono.
                                                    > A jak Romy Schneider? Mam nadzieje, ze podzielasz jej kult ze mna i Basia?
                                                    > (proponuje "dla porządku" przeniesc dyskusje do forum "Tylko szczerze
                                                    Kataryna"
                                                    > )


                                                    Nie wiem, dlaczego mielibysmy sie teraz przenosic "Pod
                                                    szczera Kataryne"? Mnie np. bawi, ze napotkalismy na
                                                    Viscontiego, Virginie Wolf i Kubricka w drodze z Magdalenki
                                                    do Starachowic. To jest niezly kamuflaz. Chociaz, dlaczego
                                                    nie? Szczera Kataryna tez brzmi dobrze.

                                                    A czy znacie moze ten film? "The blast of Silence"
                                                    (Eksplozja ciszy)?

                                                    Powiem tylko tyle. Facet, ktory go nakrecil, Allen Baron,
                                                    wydal na produkcje w 1961 16 000 dolarow. Bodajze z
                                                    wlasnej kieszeni. Glowna role mial grac jego dobry kumpel
                                                    Peter Falk, w owym czasie bezrobotny aktor. Falk dostal jednak
                                                    jakas inna, solidniejsza, propozycje i zmyl sie z Nowego Jorku
                                                    do Kaliforni. Baron nie mial innego wyjscia i sam musial
                                                    stanac przed kamere. Zagral role Frankie Bono jak wirtuoz.
                                                    W styczniu przy kilkustopniowym mrozie musial wskakiwac
                                                    w ubraniu bodajze do Hudson River (nie znam topografii NY),
                                                    bo nie stac go bylo na stuntmana. Byl w polowie produkcji
                                                    i pieniadze sie skonczyly. Tego dnia bank zawiesil mu
                                                    wierzytelnosc. Baron doczolgal sie jakos swojego local pub
                                                    na Manhatanie. Zaopiekowali sie nim przerazeni koledzy artysci.
                                                    Byl przemoczony i przemarzniety. Nie mogl ustac na nogach.
                                                    Jakis przypadkowy gosc zainteresowal sie nim. Wysluchal
                                                    jego opowiesci o przerwanej produkcji i powiedzial "O.K.
                                                    Pozycze ci te brakujace szesc czy siedem tysiecy, zebys
                                                    dokonczyl swoj film".

                                                    "Eksplozja ciszy" byla pokazywana na wielu festiwalach,
                                                    gdzie miala znakomite krytyki. Ale to juz byla koncowka
                                                    cinema-noir. Zaczeli byc modni Francuzi. Godard, Malle,
                                                    Truffaut. Mimo ze Barona porownywano do Humphreya Bogarta,
                                                    byl juz nie na czasie. Dostal jednak kontrakt z Hollywood,
                                                    gdzie przez pierwsze trzy lata nie nakrecil ani jednego
                                                    filmu. Trzymali go jak konia w stajni. Placili mu duze
                                                    sumy pieniedzy i pilnowali, zeby nic nie robil.

                                                    Potem zaczal krecic "Bonanze", "Dallas" i inne gowna.
                                                    Na swoim koncie ma okolo 200 odcinkow najglupszych serii, jakie
                                                    tylko mozna sobie wyobrazic. Oczywiscie finansowo nie
                                                    mial powodow do narzekan, ale jako rezyser byl skonczony.
                                                    Dopiero w polowie lat 90-tych ktos odkryl, jakas grupa studentow
                                                    z Monachium, ze "The Blast of Silence" jest dzielem epokowym.
                                                    I jest. W tej chwili uchodzi za film kultowy. Okrzyknieto go
                                                    klasykiem. Jednym z najwybitniejszych w historii cinema-noir.

                                                    www.5minutesonline.com/review_blast%20of%20silence.htm
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: wartburg Frankie Bono IP: *.pppool.de 09.07.03, 18:08
                                                    Tam jest taka scena w tym filmie, ktora uznac mozna
                                                    za swoiste misterium. Frankie Bono, gangster, ktory
                                                    przyjechal do Nowego Jorku, zeby zabic innego gangstera,
                                                    stoi przy oknie w pokoju hotelowym. Rozmawia sam ze soba.
                                                    Wyglasza monolog o nicosci zycia, do czego sprowokowal go
                                                    smetny widok za oknem. W tle slychac jazz. (Zawsze w
                                                    takich filmach byl znakomity jazz. Cale kino lat 60-tych
                                                    budowalo nastroje na jazzie. Wystarczy przypomniec "Noz w
                                                    wodzie" albo "Rosemary's Baby"). Bono patrzy na ponury
                                                    budynek sierocinca na tylach hotelu. Widac jakies smietniki,
                                                    garaze i zakonnice wyprowadzajace chlopcow w krotkich
                                                    spodenkach na spacer. Bono sam wychowal sie w sierocincu.
                                                    "Tam sa moi nastepcy", mowi. "Moje dzieci. Przyszle
                                                    pokolenia gangsterow takich jak ja. Zastepy nowych Frankow
                                                    Bono".

                                                    Ten monolog moglby byc z Szekspira. W chwili kiedy go konczy,
                                                    dzieci ogladane z gory ustawiaja sie w swastyke. Dzieje sie
                                                    to samoczynnie, na dobra sprawe bezwiednie. Dzieci sa przez
                                                    caly czas w ruchu. Nie widac nikogo, kto by nimi kierowal.
                                                    Siostry zakonne nie zwracaja na nie uwagi. Sa zajete rozmowa.
                                                    Rowniez ta swastyka jest jakby niezamierzona. Dopiero kiedy
                                                    sie ja dostrzeze, staje sie natretna, zaczyna wkraczac w widok
                                                    z okna hotelowego. Z cala pewnoscia budzi zdziwienie. Dlaczego
                                                    tak duza grupa dzieci, jest ich co najmniej z piecdziesiat,
                                                    ustawia sie w swastyke?

                                                    Oczywiscie pojawienie sie swastyki w filmie bylo niezamierzone.
                                                    Allan Baron nie mial srodkow na takie formalne zabawy. To sie
                                                    po prostu stalo i chyba nikt nie potrafi wytlumaczyc, dlaczego.
                                                    Z tego, co wiem, obecnosc godla III zeszy w kadrze dostrzezono
                                                    dopiero trzydziesci lat po nakreceniu "Eksplozji ciszy". To
                                                    odkrycie jeszcze bardziej przyczynilo sie do spoznionego sukcesu
                                                    filmu.


                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Bonnie and Clyde Re: Frankie Bono IP: *.biaman.pl 09.07.03, 21:07
                                                    to bardzo ciekawa opowiesc.
                                                    Fajnie, ze lubisz Noz w wodzie i Dziecko Rosmary (bo lubisz, prawda?)
                                                    No a jak z ta Ziemia Tatarow?
                                                  • basia.basia Re: Rocco i jego bracia 09.07.03, 09:47
                                                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                                                    > basia.basia napisała:
                                                    >
                                                    > > > Tak jest.
                                                    > > Lampart, Portret rodzinny we wnetrzu, Zmierzch Bogow, Bledne gwiazdy Wielk
                                                    > iej
                                                    > > Niedzwiedzicy. Czy tak- Moze sie myle.
                                                    > > Wiecej nie pamietam.
                                                    > >
                                                    > > ps
                                                    > > zdarza sie,ze cos przypadkiem przycisne i zamiast y pisye mi z i gdzie do
                                                    >
                                                    > > cholerz jest pztajnik
                                                    > > >
                                                    > > > Pozdrawiam
                                                    >
                                                    > Mial nieslychany debiut w 1943. "Ossessione" (Namietnosci)
                                                    > znakomita rzecz. Duzo lepsza od pozniejszych adaptacji tego
                                                    > samego watku w Hollywood (1947 i w polowie lat siedemdziesiatych
                                                    > z Jessica Lange i Jackiem Nicholsonem) nie wiem, jaki to mialo
                                                    > tytul po polsku "When The Postman Knocks Twice" (kiedy listonosz
                                                    > stuka do drzwi po raz drugi). Potem "Tesknota" (po niemiecku "Die
                                                    > Sehensucht") 1954, jeszcze "Obcy" wg Camusa 1967 (ale zdaje sie
                                                    > nie byl zbyt udany, tak go pamietam), "Smierc w Wenecji" 1971
                                                    > (przyjezdzal wtedy do Polski, aby znalezc kogos do roli Tadzia,
                                                    > ale nie znalazl), no i jego ostatni film "Niewinne", 1976, b.
                                                    > mocna rzecz.
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam

                                                    A "Ludwig" z Romy Schneider (uwielbiałam ją) i Helmutem Bergerem to nie jego?
                                                    "Śmierć w Wenecji" widziałam.

                                                  • Gość: bratek Romy IP: *.biaman.pl 09.07.03, 09:49
                                                    Uwielbiałaś Romy Schneider? No to witaj w klubie! Różnica między Twoim i moim
                                                    uwielbieniem dla niej jest taka, że ja ją uwielbiam również w czasie
                                                    terazniejszym, a właściwie w czasie Present Perfect.
                                                    Jesli podasz mi nazwisko piekniejszej aktorki, to chylę czoła (ale i tak nie
                                                    uwierzę)
                                                  • Gość: bratek jego IP: *.biaman.pl 09.07.03, 09:52
                                                    Pamiętasz wątek "Śmierci w Wenecji" w filmie "Chłopaki nie płaczą"?
                                                  • basia.basia ZAŁAMAŁAM SIĘ ............., bo 12.07.03, 11:55
                                                    Gość portalu: bratek napisał(a):

                                                    > Pamiętasz wątek "Śmierci w Wenecji" w filmie "Chłopaki nie płaczą"?

                                                    "Śmierć w Wenecji pamiętam jak przez mgłę, "Chłopaków .... " nie raczyłam
                                                    obejrzeć (programowo - w tamtym okresie byłam "zdołowana" i uznałam, że nie
                                                    będę sobie dokładała bardzo smutnym filmem), "Rocco.." będę mogłą zobaczyć
                                                    dopiero w październiku, .... i mnóstwo jeszcze rzeczy martwi mnie. Jedną z nich
                                                    jest to w jaką stronę poszła Wasza dyskusja w DKF, który niepotrzebnie
                                                    przenióśł się do TYLKO SZCZERZE KATARYNA.
                                                    A propos "Rocco ..." ( muszę to zobaczyć), znalazłam wtyczkę, która pracuje
                                                    przy tej wideotece, która została przeniesiona do nowego kampusu w Pychowicach
                                                    a teraz są wakacje!
                                                    A propos etnografii - znam trochę ludzi stamtąd np. pewnego Cygana. Kojarzysz?


                                                    ps
                                                    Czy się zalogowałeś?

                                                    Pozdrawiam

                                                  • Gość: bratek .. IP: *.biaman.pl 12.07.03, 17:07
                                                    Hej!
                                                    Baśka, wszystko OK? Cygana nie znam. Tak, jestem w GW zalogowany od dosc dawna,
                                                    ale b. rzadko uzywam tego adresu. Ale chyba jeszcze pamietam...
                                                    B.

                                                  • basia.basia Do Bratka 13.07.03, 23:01
                                                    basia.basia napisała:

                                                    > Gość portalu: bratek napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Pamiętasz wątek "Śmierci w Wenecji" w filmie "Chłopaki nie płaczą"?
                                                    >
                                                    > "Śmierć w Wenecji pamiętam jak przez mgłę, "Chłopaków .... " nie raczyłam
                                                    > obejrzeć (programowo - w tamtym okresie byłam "zdołowana" i uznałam, że nie
                                                    > będę sobie dokładała bardzo smutnym filmem),


                                                    Pomyliłam dwa filmy, miałam na myśli "Nie czas na łzy"
                                                    amerykański - ten za który Hilary Swank dostała oscara.
                                                    Obydwu filmów nie widziałam.
                                                    Nazwałam Cię gdzieś filmoznawcą, bo Ty rzeczywiście jesteś
                                                    niesłychanie zorientowany, a przecież nie jest to Twój zawód
                                                    tylko hobby/przyjemność/potrzeba/itd. Przy Tobie ja jestem
                                                    dyletantką i to jeszcze ze słabą pamięcią.
                                                    Wartburg to nasz mistrz - chyba się zgodzisz?

                                                    Serdecznie pozdrawiam
                                                  • Gość: real cwiczenie silnej woli IP: *.biaman.pl 13.07.03, 23:04
                                                    > Wartburg to nasz mistrz - chyba się zgodzisz?


                                                    Z ciezkim sercem, ale tak.

                                                    Dzieki za mile slowa. Musze juz spadac. Pa!
                                                    B.
    • Gość: Pomocny Re: Starachowice a Magdalenka IP: 66.207.104.* 07.07.03, 14:18
      kataryna.kataryna napisała:

      > Dlaczego Janik, pod którego rządami zdarzył się mord na policjantach w
      > Magdalence a teraz przeciek, który mógł też się skończyć ofiarami jest
      > jeszcze ministrem?

      A Ty Kataryna podal bys sie do dymisji? To jest pokolenie ludzi wychowanych na
      wiecznie zywych ideach marksizmu i leninizmu!
    • basia.basia Re: Starachowice a Magdalenka 07.07.03, 15:16
      kataryna.kataryna napisała:

      Dlaczego Janik, pod którego rządami
      > zdarzył się mord na policjantach w Magdalence a teraz przeciek, który mógł
      > też się skończyć ofiarami jest jeszcze ministrem?

      Wyczytałam gdzieś, że Łapiński zrobił taką oszałamiającą karierę przy Millerze
      z tego tylko powodu, że jest kardiologiem i dba osobiście o serduszko premiera.

      Tu się nasuwa pewna analogia, słyszałam pewne pogłoski na temat o co tak
      naprawdę dba Janik ale się wstydzę napisać;).
      • Gość: bratek .....uszy? IP: *.biaman.pl 07.07.03, 15:18
        basia.basia napisała:

        > kataryna.kataryna napisała:
        >
        > Dlaczego Janik, pod którego rządami
        > > zdarzył się mord na policjantach w Magdalence a teraz przeciek, który mógł
        >
        > > też się skończyć ofiarami jest jeszcze ministrem?
        >
        > Wyczytałam gdzieś, że Łapiński zrobił taką oszałamiającą karierę przy
        Millerze
        > z tego tylko powodu, że jest kardiologiem i dba osobiście o serduszko
        premiera.
        >
        > Tu się nasuwa pewna analogia, słyszałam pewne pogłoski na temat o co tak
        > naprawdę dba Janik ale się wstydzę napisać;).

        TERAZ TO JUZ JESTESMY STRASZNIE CIEKAWI I ZUPEŁNIE SIĘ NIE DOMYSLAMY, CO TE
        POGŁOSKI GŁOSZĄ?? CZY KOLEŻANKA basia_basia SKŁONNA JEDNAK BY BYŁA PODZIELIĆ
        SIĘ... UPS! CZY CHODZI O....?????
        • basia.basia Re: .....uszy? 07.07.03, 15:39
          Niech Ci będzie, że to się nazywa uszy.
          • Gość: bratek ja tak tylko.. IP: *.biaman.pl 07.07.03, 18:37
            basia.basia napisała:

            > Niech Ci będzie, że to się nazywa uszy.

            Tak zupełnie nie a propos przypomniał mi się taki gruby dowcip z czsu stanu
            wojennego. Jaruzelski miał sekretarkę, która, jak to sekretarka, strasznie
            chciała się przełożonemu przypodobać. Codziennie przychodziła do pracy w nowym,
            jeszcze bardziej seksownym imagu:). Sztywny Wojciech nie zważał czy też nie
            zauważał. Któregoś dnia zdesperowana sekretarka przyszła nago. Z początku
            Sztywny Wojciech nie zauważał. W którymś momencie , akurat gdy przechodził obok
            sekretarki, coś mu upadło na ziemię. Sekretarka błyskawicznie się pochyliła, by
            toto podnieść, wypinając przy tym zad do Wojciecha. Wtedy zauważył.. Przystanął
            zdumiony, poprawił ciemne okulary i wreszcie zapytał: "Urban, a gdzie twoje
            uszy?"
            • basia.basia To ma być gruby dowcip? 07.07.03, 19:56
              Rozbawiłeś mnie!!!!
    • pollak Nie rozumiem dlaczego 13.07.03, 00:29
      kataryna.kataryna napisała:
      > czy i tam jakiś uprzejmy podwładny Janika nie doniósł bandytom. A wszyscy
      > którzy bawią się życiem policjantów dla realizacji mafijnych interesów
      > powinni pójść siedzieć na długie lata. Dlaczego Janik, pod którego rządami

      Dlaczego mielibyśmy ich jeszcze utrzymywać we więzieniach? I to przez
      długie lata.
      • kitop Re: Nie rozumiem dlaczego - raczej niczego 13.07.03, 22:09
        pollak napisał:

        > kataryna.kataryna napisała:
        > > czy i tam jakiś uprzejmy podwładny Janika nie doniósł bandytom. A wszyscy
        > > którzy bawią się życiem policjantów dla realizacji mafijnych interesów
        > > powinni pójść siedzieć na długie lata. Dlaczego Janik, pod którego rządami
        >
        >
        > Dlaczego mielibyśmy ich jeszcze utrzymywać we więzieniach? I to przez
        > długie lata.

        No jasne, lepiej od razu powiesić! Na drzewach, zamiast liści!
        • Gość: real wyjaśnienie IP: *.biaman.pl 13.07.03, 22:11
          to nie ja podszywam się pod tego kitopa. Chociaż..ten pomysł z liśćmi godny
          roztrzesienia:)

          kitop napisał:

          > pollak napisał:
          >
          > > kataryna.kataryna napisała:
          > > > czy i tam jakiś uprzejmy podwładny Janika nie doniósł bandytom. A wsz
          > yscy
          > > > którzy bawią się życiem policjantów dla realizacji mafijnych interesó
          > w
          > > > powinni pójść siedzieć na długie lata. Dlaczego Janik, pod którego rz
          > ądami
          > >
          > >
          > > Dlaczego mielibyśmy ich jeszcze utrzymywać we więzieniach? I to przez
          > > długie lata.
          >
          > No jasne, lepiej od razu powiesić! Na drzewach, zamiast liści!
          • Gość: PABLO Starachowice a Magdalenka - ale ta pierwsza! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.03, 23:06
            Starachowice to wynik późny ale pewny magdalenkowej ugody między Kiszczakiem a
            elytami Solidarności. Nie bedzie dekomunizacji. Wy nas do rządu, my wam
            pozwolimy ukraść to i owo (FOZZ) no i nikt nie bedzie rozliczony. I tak rodzila
            sie w Polsce mafia. Starachowice to tylko lokalne petaki. Patrzcie na szczyt:
            Miller, Sobotka, Janik, Ordynacka. To jest ferajna. A za wszystkim stoją
            chlopaki z WSI.
        • pollak Re: Nie rozumiem dlaczego - raczej niczego 14.07.03, 20:07
          kitop napisał:

          > > Dlaczego mielibyśmy ich jeszcze utrzymywać we więzieniach? I to przez
          > > długie lata.
          >
          > No jasne, lepiej od razu powiesić! Na drzewach, zamiast liści!

          Od razu, po zapadnięciu wyroku skazującego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka