haen1950
17.04.08, 07:09
Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy popatrzyć na pierwszego
interpretatora praw Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, jego karierę
naukowca od siedmiu boleści.
Pomyśleć, że tacy ludzie mają trząść polska nauką, likwidować w
zarodku konkurencję, zazdrośnie dbać o swój monopol na rację pod
przymusem i zgodnie z naukowymi i uczelnianymi statutami.
Wypływa stąd wniosek, że byle miernota, ustosunkowany i z protekcją
może przysiąść fałdów i zostać profesorem z własnym gronem
posłusznych potakiwaczy, zachwyconych każdą glupotą przez niego
wypowiedzianą i popełnioną. Klasyka gatunku.
Rozumiem już teraz ten wrzask niedorobionych i niedowartościowanych
naukowców. Tusk wczoraj zatrząsł podstawami ich egzystencji.