Gość: Jacek T.
IP: 172.20.127.* / *.rz.uni-karlsruhe.de
03.08.01, 01:33
Jestem nauczycielem ,ktory od lat kupuje podreczniki dla swoich uczniow. Mozna
powiedziec,ze prawie jestem wrecz do tego zmuszany przez dyrekcje szkoly i
rodzicow.Rowniez dzieci sa zadowolone,ze nie musza martwic sie o zakup
podrecznika. Glownym jednak powodem tego ,ze w naszej szkole zamawiane sa
podreczniki bezposrednio od wydawcy jest ich cena ( sa tansze o 10-20% od tych
w ksiegarni). Rodzice moich uczniow sa biedni,nie stac ich wiec na zakup
podrecznikow w ksiegarni . Czesto tez jest tak,ze nauczyciel daje dziecku
podrecznik "na kredyt", a pieniadze dostaje pod koniec roku szkolnego...
Dla mnie osobiscie zamawianie podrecznikow to dodatkowy klopot,a nie
dobry interes.Ale dopoki nie bedzie gminy ,czy tez powiatu stac na zakup
podrecznikow do biblioteki,albo tez podreczniki nie zaczna byc dotowane z
budzetu (jak ma to miejsce np. w Niemczech),dopoty bedzie istnial problem.
I jeszcze jedno:jezeli niektorzy nauczycile wykorzystuja swoja pozycje w celu
osiagniecia jakis korzysci materialnych,to mam pytanie:gdzie jest Rada Rodzicow
lub tez Rada Szkoly?
Przepraszam za brak polskich czcionek.