Dodaj do ulubionych

cala prawda o sw. inkwizycji

IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 05.08.01, 13:08
Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie
ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile
Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią.

O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją
jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania,
fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny
pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką
obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie
odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach
przypomina bez przerwy - ale i bez konkretów - prasa, filmy, literatura. Nawet
pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i
zakapturzonymi mnichami.

Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami
historyków - nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii -
przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko
podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich
stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle
wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z
istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.

Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie
nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych
głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z
historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch
sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym
przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i
Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej
obiektywną instytucją swej epoki.

O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów,
w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna
wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych
antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na
oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem
fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli
historycy, nawet najbardziej stronniczy.

Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie
pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności
czy obiektywizmu.

Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt
kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej
nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo
tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili
ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres
szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła,
oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i
zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby
pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się
przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych
podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i
prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej
ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty
wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana,
towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny
postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie
między biednych - czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych
znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to
one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego
średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.

Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z
reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano
się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich
zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne
niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.

Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich.
Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne
niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz
związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń
pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne
zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do
wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu
wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych
nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.

Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą
reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz
okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym
sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu
suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych
rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o
herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać -
lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani
przez feudałów.

Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi,
władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji
jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi.
Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady
funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych
celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie
wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi
dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy,
którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są
w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia
przez fanatyczny, żadny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej
pozycji kler.

W taki wyidelizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się
zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u
zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów
zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego.
Świat był bowiem według "doskonałych" dziełem szatana, seks i prokreacja -
najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną
drogą ratunku dla grzeszników "oczyszczenie" przez rytualną śmierć głodową
(osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze,
zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze
dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw,
które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z
nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych
głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów - to
robienie z Albigensów niewinnych
Obserwuj wątek
    • Gość: patefon Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 06.08.01, 00:19
    • Gość: toms Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: *.cu.com.pl 06.08.01, 11:41
      Proponuje aby nabito cię na taki ostrosłup (stosowany w tamtych czasach) a nogi
      dociążono tobie workami z piaskiem i abyś umierał godzinami w męczarniach na
      oczach tłumów za to że ktoś tam gdzies tam powiedzial ze dzialasz w zmowie z
      szatanem!

      a ja sobie stane obok i powiem Ci: no nie przejmuj się takie są czasy! i musimy
      walczyć z herezją! a ze na ciebie padło to trudno masz pecha! nie wszyscy są
      doskonali i popelniamy błędy! a ze stosujemy okrutne metody to nic ! jestesmy
      usprawiedliwieni czasami w których żyjemy i wszystko możemy robić!
      A ze cie boli??? no cóż pomyśl sobie ze za 500lat na forum dyskusyjnym jakiś
      gość bedzie twierdził ze to co ci zrobiono to jest w zasadzie OK i nie trzeba
      tego potepiać! I bedzie chodził i modlił się bezkrytycznie do tej samej
      instytucji która ciebei tu na ten ostrosłup wsadziła i pozwoliła na to
      bestialstwo!
      Profilaktycznie proponuje tobie zakończenie starego testamentu i rozpoczecie
      lektury nowego testamentu.
      • Gość: MMM Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 06.08.01, 13:55
        Nie przeczytales chyba dokladnie. I znowu bzdury gadasz. Bo takie przypadki jak
        opisuujesz zdarzaly sie przez sady cywilne dzialajace na iscie barbarzynsakich
        zasadach. A sady inkwizycyjne tylko jeden na sto to wyrok smierci i to w
        dodatku najczesciej dla zwyklych zbrodniarzy. I zreszta co charakterystyczne
        neoliberaly nie bija sie w piers za zbrodnicza rewolucje francuska.
        Wybraz sobie ze rozentuzjomowany tlum wiwatuje a ciebie (po torturach
        oczywiscie) ciagna na gilotyne i ktos ci mowi zebys sie nie przejmowal bo to w
        imie wolnosci i nowego porzadku spolecznego.
        • Gość: toms Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: *.cu.com.pl 07.08.01, 09:50
          przepraszam ale skąd wziąłeś to "znowu" nie przypominam sobie abyśmy
          kiedykolwiek wcześniej prowadzili dyskusje???
          po drugie to ja wcale nie pochwalam tego co robiono za rewolucji francuskiej
          wiec nierozumiem zupelnie twojej aluzji!
          Po trzecie to z jednej strony piszesz o tym jak to kosciół bronił nie siebie
          ale cały porządek ówczesnego świata a zaraz wypierasz się że to były sądy
          swieckie i kosciół nie miał z tym nic wspólnego więc w końcu jak jest wg ciebie
          bo już nic nie rozumiem ? Bo wg mnie te okrócieństwa były za przyzwoleniem
          koscioła a co do śmiertelności ofiar inkwizycji to bierz pod uwage metody
          uzyskiwania zeznań a były to po prostu tortury!
    • Gość: Indris Cząstkowa prawda o tym wpisie IP: *.ibspan.waw.pl 06.08.01, 16:34
      Tekst MMM-a jest skopiowanym początkiem materiału umieszczonego na witrynie rydzykowego
      "Instytutu Edukacji Narodowej" (www.ien.pl). MMM nie chciał , nie umiał albo nie mógł skopiować
      całości ( i chwała mu za to ). Zapomniał (?) też dodać, że autorem tekstu jest Rafał A. Ziemkiewicz.
      • Gość: jajacek Re: Cząstkowa prawda o tym wpisie IP: *.kabel.telenet.be 06.08.01, 16:59
        Jak Rydzyk oglosil by dzis ,ze ziemia jest plaska MMM tez by uwierzyl!
    • Gość: emem Re: cala prawda o sw. inkwizycji do MMM IP: *.ts.pl 06.08.01, 17:14
      MMM !!!!
      Ustalalismy ze forum to nie jest miejsce na zamieszczanie artykulikow z naszego
      dziennika czy innego Misia. I nie proboj mi udawadniac ze to ty sam to
      napisales bo w to nikt nie uwierzy.
      • Gość: MMM Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 06.08.01, 17:57
        tekst sie nie skopowial caly ale reszta jeszcze bedzie, autor byl na dole i
        dlatego narazie go nie ma. Tekst wcale nie jest z NDz wiec o co chodzi.
        • Gość: emem Re: cala prawda o sw. inkwizycjido MMM IP: *.ts.pl 06.08.01, 18:07
          Nie strugaj wariata - jest z www.iem.pl czyli z rydzykowego instytuciku.
    • Gość: Gladmar Re: cala prawda o sw. inkwizycji IP: 192.168.0.* / *.osowa.gda.osk.pl 06.08.01, 17:55
      Jednym z jaskrawych przykładów etycznej obłudy katolickiego
      chrześcijaństwa jest kwestia moralnej odpowiedzialności za prześladowania
      niewinnych ludzi, z powodu ich przekonań światopoglądowych, w tym za
      działalność instytucji Inkwizycji, która była jedną z form tych prześladowań.

      Kościół nigdy nie przyjął pełnej moralnej odpowiedzialności za swoje
      zbrodnie, popełnione podczas piętnastu wieków totalitarnego panowania:
      za zamordowanie, torturowanie, okradzenie z mienia i zniszczenie życia
      milionów niewinnych ludzi, których jedynym przestępstwem było to, że ośmielili
      się mieć inne poglądy na Biblię, otaczający świat, społeczeństwo, lub tzw.
      prawdy religijne.
      Smutne to, że u zarania XXI wieku ludzie jeszcze potrafią pisać na te
      tematy, wybielając kościół i zrzucając winę na innych.

      pozdrawiam ......
    • Gość: MMM cala prawda o sw. inkwizycji ciag dalszy IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 06.08.01, 18:05
      złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów -
      to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.

      Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła
      Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i
      ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do
      Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł
      plany całkowietgo wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie
      wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania
      czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się "polowania na
      czarownice" właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.

      To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary.
      Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach
      wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i
      powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał
      inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o
      czary mogło zostać uznane za herezję - co na długie lata zlikwidowało tam
      problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych "polowań na
      czarownice" może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się
      krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to
      się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło.
      Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce "Polowanie na
      czarownice w Europie", w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300
      tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich
      Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.

      Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych,
      trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w
      atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed
      ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu
      inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców,
      inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie
      byli często przeszkodą.

      Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego
      okrucieństwa Inkwizycji.

      Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok - śmierć na stosie, i
      jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe
      Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że
      Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i
      psychopaci, ogarnięci manią zabijania.

      Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte
      z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych
      szwarccharakterów antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach
      1307 - 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw
      (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu,
      albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa).
      Działo się to w samym sercu nieformalnego "państwa" Albigensów, jeszcze wówczas
      aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią
      tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart "Imienia Róży"
      Umberto Eco.

      Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w
      dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną
      Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest
      rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od
      Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję - w ciągu
      całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to
      największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente,
      historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych
      konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie,
      jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo
      skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże
      Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt
      tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży
      majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

      Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie
      zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie "gorący" hiszpańskim
      okręgu Bajadoz w ciągu 1O6 lat (1493-1599) skazano na stos... 20 osób. Podobne
      liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków,
      sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie
      odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700
      wydano mniej niż 500 wyroków śmierci - około jeden na sto.

      Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności.
      Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu
      tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich
      wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).

      Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż - znowu -
      inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom
      zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona
      wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych
      krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie
      królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom
      agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych
      propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw
      kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji
      stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których,
      co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.

      Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części "Nowego
      Świata", gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym
      zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić
      ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło
      się... 39 egzekucji.

      Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w
      której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z
      najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki "mistrza", mógł
      wymierzyć 21 rodzajów "kwalifikowanej" (tj. połączonej ze specjalnymi
      torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W
      Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice -
      dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu
      największych auto da f� w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach
      miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary -
      bez żadnego sądu - 31 osób.

      Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka
      propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają
      jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim
      ustalić prawdę.

      W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że
      Inkwizytor powinien "zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani
      oburzeniu... powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia
      albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności... W przypadkach
      wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby
      dojść cierpliwie do światła pra
      • Gość: MMM cala prawda o sw. inkwizycji ciag dalszy IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 06.08.01, 18:07
        W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać,
        dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy".

        Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski
        znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są
        napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby
        pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie
        grzeszników.

        Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze.
        Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z
        lekceważącą kwalifikacją "hipokryzja". Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w
        swoich prywatnych, w ogóle nie preznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które
        pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i
        przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich - w tym często dla rodzin
        osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego
        odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów,
        oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.

        O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to
        przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z
        czarną legendą wręcz szokuje.

        Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie
        magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód - przyznanie się
        oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu - tortury.
        Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości
        przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło
        tylko wysokie urodzenie lub przynależnośc do grup mających własne sądy (jak np.
        wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać
        pięciokrotne "palenia", czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś
        w polszczyźnie powiedzenie "pal go sześć" - w ustach prowadzącego przesłuchanie
        oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych
        indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.

        W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że
        jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie
        prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od
        czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy
        świeckie i uważanych dziś za niedłączny warunek wolności obywatelskich.

        I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na
        stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy - zawodowego
        prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek
        konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych,
        którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej
        szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna -
        oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane
        dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu
        świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe - do śmierci
        włącznie - kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.

        Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury,
        instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uzwględniania wydobytego na torturach
        zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej
        możliwości zbyt często. Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez
        Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany.
        Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący
        jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a
        stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od
        wszelkiej odpowiedzialności.

        Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje
        Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze
        w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i
        uniknąć stosu.

        Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite
        kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie
        udział w "obrzędzie pojednania" - auto da f�. Wiele przeinaczeń dotyczących
        Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego
        obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on
        charakter całkowicie bezkrwawy - jego punktem kulminacyjnym było zapalenie...
        świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy
        przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła
        z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z
        udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu.
        Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić
        zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na
        stosie, a już liczba rzekomych ofiar "inkwizycyjnego terroru" została w
        potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.

        Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do
        rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert
        Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: "W Anglii liczba
        powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne
        dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej"). Do morderstw dokonywanych
        przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet
        szczególnie ponoć "krwawa" Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle
        niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków
        spełniała zadanie, dla którego ją powołano - ocaliła spójność i byt katolickich
        królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym
        zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania
        w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.

        Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze
        zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 - 94)
        zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego.
        Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a
        krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie
        mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.

        Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw
        człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości
        społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe
        miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset
        skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do
        dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako
        argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem
        jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.

        Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym
        współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im
        prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim
        zadaniem dla historyków i publicystów.

        (Rafał A. Ziemkiewicz)
        • Gość: emem Re: cala prawda o sw. inkwizycji ciag dalszy do MMM IP: *.ts.pl 06.08.01, 18:10
          Po kiego wala zasmiecasz forum tym fajansem!!!!!!!????????
          Jak ktos bedzie chcial to sobie wejdzie na stroniczke i poczyta. Rozumiem ze
          nikt tego nie chce czytac stad twoje beznadziejne proby przekazania
          owych "rewelacji"
        • Gość: Gladmar Re: cala prawda o sw. inkwizycji ciag dalszy-ofiary inkwizycji IP: 192.168.0.* / *.osowa.gda.osk.pl 06.08.01, 18:43


          Ustalenie liczby ofiar Inkwizycji wydaje się obecnie niemożliwe.
          Dokumenty, które dotrwały do naszych czasów, relacje, raporty sądowe są
          niepełne.
          George L.Burr oszacował dolną granicę na 100.000 kobiet, mężczyzn i dzieci
          straconych w Niemczech i drugie tyle w innych krajach kontynentu europejskiego.
          Członek rady miejskiej Quedlinburga Voight określił liczbę zabitych w Europie
          na milion, a inni autorzy podają liczbę kilku milionów.
          Oto kilka przykładów skutków pracy Inkwizycji:
          Dokumenty z niemieckiego miasta Osnabrück mówią o 121 spalonych czarownicach w
          roku 1583 i 133 w 1589. W 1612 w Ellwangen spalono 167 czarownic, w Würzburgu w
          1628 i w styczniu i lutym 1629 roku spalono 158 osób. Przedstawiciel Watykanu,
          Bartolomeo Spina przytacza słowa usłyszane od inkwizytora, który stwierdził że
          w ciągu jednego roku (prawdopodobnie chodzi tu o rok 1523) on sam i jego
          pomocnik spalili 1.000 czarownic. Zachowane dokumenty z trzech małych
          miejscowości należących do Arcybiskupstwa Kolonii - Rheinbach, Meckenheim i
          Flerzheim mówią, że w ciągu pięciu lat między rokiem 1631 a 1636 spośród
          ogólnej liczby 300 domostw 125 do 150 osób zostało straconych z posądzenia o
          czary. Pełnomocnik sądowy z Lorraine, Nicholas Remy stwierdził, że w latach
          1581-1591 on sam wysłał na stos 900 osób . Z kolei István Ráth-Végh przytacza
          następujące przykłady: 102 wyroki śmierci w roku 1651 w maleńkim miasteczku
          Zuckmantel na Śląsku, z małej wioski w okolicach Trewiru (brak daty) pozostały
          przy życiu tylko dwie kobiety, w przeciągu trzech miesięcy spalono w Genewie
          500 osób w Bambergu 600 a w Würzburgu 900. Henry Charles Lea podaje:
          Quedlinburg (Saksonia) w roku 1589 w ciągu jednego dnia skazano 133 czarownice,
          małe miasteczko Bündingen: 64 osoby w 1633 i 50 osób w 1634. Okolice Neisse na
          Śląsku - ponad 1000 osób w ciągu 9 lat. Balzer Voss (lub Ross) z Fuldy na
          początku XVII wieku twierdził, że posłał na stos 700 czarownic. I tak dalej i
          dalej. Jeżeli byśmy mieli tych kilka wybranych przykładów pomnożyć przez
          tysiące siedzib ludzkich, olbrzymią armię poszukiwaczy czarownic, inkwizytorów
          i sędziów i trzy wieki polowania na czarownice , a pamiętać musimy, że
          Inkwizycja działała bez przerwy i wszędzie to liczba może być w rzeczy samej
          imponująca. ( przedruk )
          • pollak To opowiedz ... 06.08.01, 19:20
            ... jak Ty zes sie uchowal? :)

            Niektorzy na slowo inkwizycja uciekaja pod stol (bo przeciez nadal dziala).
          • Gość: Indris Katolicy a Inkwizycja - dzisiaj ( specjalnie do Gladmara) IP: *.ibspan.waw.pl 06.08.01, 21:17
            Wypowiedzi MMM-a a także kół okołorydzykowych NIE należy utożsamiać ani ze stanowiskiem
            WSZYSTKICH katolików, ani - co ważniejsze - ze stanowiskiem Kościoła Katolickiego. Jak wiadomo,
            kompetentnym organem jest w nim papież i biskupi. Stanowisko papieża jest - zwłaszcza o r 2000
            chyba jasne. A co piszą rozumni katolicy o Inkwizycji - to można przeczytać np. w książeczce Rysia
            (księdza zresztą) "Inkwizycja" wydanej w serii "krótko i węzłowato" przez wyd. Znak w 1997.
            Nota bene: polowania na czarownice były nie tylko w krajach katolickich i nie tylko Inkwizycja się tym
            zajmowała. Np. w dawnej Rzeczypospolitej Inkwizycja nie działała (mówię o Rzeczypospolitej Obojga
            Narodów a nie o ziemiach polskich przed unią), a ostatnie ''czarownice'' spalono jeszcze za
            Stanisława Augusta (słynna sprawa doruchowska).
            Inkwizycja ma też swoją czarną legendę, którą należy prostować, ale nie ma to NIC wspólnego z
            obroną zasady represji za poglądy. Tacy jak MMM po prostu kompromitują współczesny Kościół,
            podobnie jak lefebvryści. Chroń mnie Boże od takich przyjaciół, to z wrogami już sobie poradzę - miał
            powiedzieć jeszcze Wolter...
            • Gość: XXL Re: Katolicy a Inkwizycja - dzisiaj ( specjalnie do Gladmara) IP: *.echostar.pl 06.08.01, 21:33
              Gość portalu: Indris napisał(a):


              Chroń mnie Boże od takich przyjaciół, to z wrogami już sobie poradzę - miał
              > powiedzieć jeszcze Wolter...

              Tak to mawiał pewien kardynał R. ( nazwisko przemilcze
              bo mnie oskarżą o antykatolicyzm )

              Pozdrowienia

        • Gość: toms Re: cala prawda o sw. inkwizycji ciag dalszy IP: *.cu.com.pl 07.08.01, 10:13
          jezeli ktos porównuje 30tys ofiar w wieku XV i w XX wieku to powinien pójść na
          lekcje demografii aby się dowiedzieć jaki odsetek ludności stanowią te dwie
          liczby! a tak wogóle to ten cały wywód przypomina mi dowodzenie że w Oświęcimiu
          zginęło tylko uwaga ... 15 osób bo wiarygodne źródła niemieckie podają tylko
          taką liczbę i wprawdzie świadkowie naoczni mówią o tysiącach zabijanych
          dziennie oraz w niektórych publikacjach mówi się o 1 milionie zabitych ale są
          to źródła nieprzychylne niemcom i trzeba być wobec nich scepytcznymi!
          Super argumentacja ! gratuluje!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka