Gość: Drapka
IP: 10.0.4.* / 217.153.24.*
12.06.01, 22:38
Wczoraj w TV publicznej doszło do starcia drapieżnego "dziennikarza"
Gembarowskiego z liderem polskiej lewicy L.Millerem. Pamiętanemu z zamachu
medialnego na M.Krzaklewskiego "redaktorowi" tym razem powychodziły wszystkie
zęby. Pan Redaktor zadawał pytania żywcem wzięte z reklamówki wyborczej - każde
z nich było klasycznym "podłożeniem się" - Miller nie musiał się trudzić z
odpowiadaniem, co więcej, miał świetny punkt wyjścia do ataku na rząd,
przeciwników politycznych.
Pomijam już to, że "redaktor" był kiepsko przygotowany (z innych tematów niż
program SLD) np. myliły mu się nazwy partii.
Więc pytam: czy szefostwo TV publicznej nie ma na tyle przyzwoitości, aby
eseldowską propagandę przeprowadzać w sposób bardziej zakamuflowany? Czy
powtórzy się sytuacja z kampanii prezydenckiej, kiedy to kandydat PSL był
ordynenie, wręcz topornie lansowany przez większość programów informacyjnych? I
czy naprawdę abonament płacony przez wszystkich musi być ukrytym podatkiem na
sztab wyborczy SLD?
Przecież i tak wygrają - to po co robić im jeszcze takie nachalne prop-agitki.
Nie lepiej pokazać Swą Skromną Osobę odbierającą kolejną nagrodę/przecinającą
kolejną wstęgę/podpisującą kolejną umowę (a wszystko dla widzów, dzięki
widzom), towarzyszu Kwiatkowski?