margie
20.09.09, 20:51
no wlasnie, jak w tytule... Rok temu pozyczylam swojemu znajomemu niejakiemu
Dariuszowi D.znaczna kwote. Na rok. Wlasnie minal, 4.09.2009. Jakies 2
tygodnie przed uplywem terminu usilowalam cos ustalic, czy odda te pieniadze..
Nie udalo mi sie i w zasadzie do dzisiaj nic mi sie nie udalo ustalic, bo pan
przez ponad miesiac nie znalazl godziny na spotkanie sie ze mna, bo jak
twierdzi ma tak duze problemy rodzinne, ze nie jest w stanie o niczym innym
myslec... Nie bardzo sobie ejstem w stanie wyobrazic, jakiez to problemy
rodzinne poza smiercia najblizszych sa w stanie wylaczyc kogos z zycia na
ponad miesiac, ale jak sie dowiedzialam, ja, jako osoba samotna w zyciu tego
nie zrozumiem..
W koncu w zeszlym tygodniu udlao mi sie ustalic, ze pan we wtorek bedzie w
sadzie w Warszawie ( mieszka pod nia)i moze moglby sie z emna spotkac,a le nie
umie mi podac zadnej godziny, bowiem nie wie, jak dlugo mu tam zejdzie ( nie
bardzo wiem, jak to jest mozliwe, bowiem sady w Polsce pracuja w konkretnych
godzinach i raczej po 16 to juz sie tam nic nie zalatwi). Oczywiscie, sie nie
odezwal, ja zadzwonilam do niego o 18 i sie dowiedzialam, ze pan byl TAK
zmeczony ta wizyta i tym zalatwianiem, ze juz wrocil do domu, bo musial sie
polozyc i nawet juz nie dzwonil do mnie.
Mnie trafil szlag i oczywiscie powiedzialam mu pare cieplych slow o jego
uczciwosci, odpowiedzialnosci, profesjonalizmie itp, i uslyszalam, ze go
obrazam, ze to ja jestem niepropfesjonalna, bo sie domagam zeby mnie traktowal
jak bank i ze mam beznadziejne zycie, zawsze bede sama i ze nigdy nie
zrozumiem, jak to rodzina moze byc wazniejsza od negocjacji czy rozmowy z
wierzycielem, ktoremu zalega powazna kwote pieniedzy.
No i co myslicie? Jest ze mna cos nie w porzadku?
Bo ja jednak mysle, ze to ten pan powienien powaznie przemyslec zasady,
ktorymi kieruje sie w zyciu..