Dodaj do ulubionych

Nieproszeni goście na imprezie.

10.03.10, 20:53
Organizowałem ostatnio małą imprezę z okazji pewnego jubileuszu i
zaprosiłem na nią parę najbliższych znajomych z pracy itd. Przyjęcie
odbywało się w restauracji, stolik został zamówiony na określoną
liczbę osób, które potwierdziły, że przyjdą.
Nieoczekiwanie jedna z zaproszonych dziewczyn przyprowadziła ze sobą
swego chłopaka, razem z jego siostrą i dwójką małych dzieci tej
siostry. Było to całkowite zaskoczenie dla mnie i pozostałych gości.

Co byście zrobili w takim przypadku?
Obserwuj wątek
    • drwallen Re: Nieproszeni goście na imprezie. 10.03.10, 21:05
      ja bym im powiedział, że stolik jest zajęty i mogą sobie usiąść ale jak przyjdą
      zaproszeni goście to muszą im ustąpić.
    • dritte_dame Re: goście na imprezie. 10.03.10, 21:27
      seth.destructor napisał:

      > Organizowałem ostatnio małą imprezę z okazji pewnego jubileuszu i
      > zaprosiłem na nią parę najbliższych znajomych z pracy itd. Przyjęcie
      > odbywało się w restauracji, stolik został zamówiony na określoną
      > liczbę osób, które potwierdziły, że przyjdą.
      > Nieoczekiwanie jedna z zaproszonych dziewczyn przyprowadziła ze sobą
      > swego chłopaka, razem z jego siostrą i dwójką małych dzieci tej
      > siostry. Było to całkowite zaskoczenie dla mnie i pozostałych gości.
      >
      > Co byście zrobili w takim przypadku?

      Poprosiłabym obsługę o dostawienie dodatkowych miejsc do siedzenia.
      • seth.destructor Re: goście na imprezie. 10.03.10, 22:55
        Problem leżał nie w meblach, ale raczej w kwocie pieniędzy, którą
        musiałbym wysupłać za nieznajome nikomu oprócz jej osoby.
        • dritte_dame Re: goście na imprezie. 10.03.10, 23:35
          seth.destructor napisał:

          > Problem leżał nie w meblach, ale raczej w kwocie pieniędzy, którą
          > musiałbym wysupłać

          Płaciłeś za wszystkich ??


          > za nieznajome nikomu oprócz jej osoby.

          Teraz już nie nieznajome :)
          • seth.destructor Re: goście na imprezie. 10.03.10, 23:46
            Tak właśnie - wybrani goście mogli sobie pojeść i popić na mój
            koszt. Jednak nie oznaczało to, że będę sponsorować kolację dla
            całej ich lokalnej rodziny - inaczej zaprosiłbym ich z osobami
            towarzyszącymi, nie?
            • dritte_dame Re: goście na imprezie. 11.03.10, 00:06
              seth.destructor napisał:

              > Tak właśnie - wybrani goście mogli sobie pojeść i popić na mój
              > koszt.

              Po co?

              To znaczy: co chciałeś w ten sposób osiągnąć? (zademonstrować?)
              • rossdarty Re: goście na imprezie. 11.03.10, 11:14
                dritte_dame napisała:


                > Po co?
                >
                > To znaczy: co chciałeś w ten sposób osiągnąć? (zademonstrować?)
                >
                >
                >
                Tak, tak. Wiem, wiem...
                Coraz bardziej egocentryczne i interesowne sposoby bycia biorą górę nad przyjemnością obdarowywania wybranych, zaproszonych znajomych, choćby darmowym jedzeniem i piciem.
                Kolega kolegą, ale papierosy własne, za zapałki zapłać, jak mawiał mój znajomy stając w drzwiach swojego nowego domu i inkasując po 10 euro/łebka od zaproszonych gości na "parapetówkę". Popili, pojedli - niech płacą.
                To był szok dla gości...
                Ale cóż... Zachód uczy nas że należy zarabiać, a nie trwonić pieniądze na przyjemności znajomych.
                • dritte_dame Re: goście na imprezie. 11.03.10, 14:49
                  rossdarty napisał:

                  > dritte_dame napisała:
                  >
                  >
                  > > Po co?
                  > >
                  > > To znaczy: co chciałeś w ten sposób osiągnąć? (zademonstrować?)
                  > >
                  > >
                  > Tak, tak. Wiem, wiem...
                  > Coraz bardziej egocentryczne i interesowne sposoby bycia

                  Nie zrozumiałeś intencji mojego pytania.

                  Odpowiedź: "po to, aby moi znajomi miło spędzili we wspólnym gronie czas" oczywiście dopuszczam, a nawet właśnie takiej najbardziej się spodziewam.
              • matylda1001 Re: goście na imprezie. 11.03.10, 11:40
                dritte_dame napisała:

                > seth.destructor napisał:
                >
                > > Tak właśnie - wybrani goście mogli sobie pojeść i popić na mój
                > > koszt.
                >
                > Po co?

                Damo, przeciez Seth wyraźnie napisał, że zaprosił gości. Jeżeli
                zaprosił, to znaczy, że pokrywał koszty ich konsumpcji. To miała być
                uroczysta kolacja dla grona przyjaciół i nie odbywała się na
                zasadzie "jak bedziecie mieli czas to wpadnijcie po południu do
                klubu", ja tam tez będę.
                • dritte_dame Re: goście na imprezie. 11.03.10, 14:46
                  matylda1001 napisała:

                  > dritte_dame napisała:
                  >
                  > > seth.destructor napisał:
                  > >
                  > > > Tak właśnie - wybrani goście mogli sobie pojeść i popić na mój
                  > > > koszt.
                  > >
                  > > Po co?
                  >
                  > Damo, przeciez Seth wyraźnie napisał, że zaprosił gości. Jeżeli
                  > zaprosił, to znaczy, że pokrywał koszty ich konsumpcji.

                  No właśnie.
                  Najpierw zaprosił, a potem był zaskoczony że ma pokryć koszty ich konsumpcji.


                  > To miała być
                  > uroczysta kolacja dla grona przyjaciół

                  A przyjaciół ma się "z dobrodziejstwem inwentarza".
                  Czyli: zapraszanie, choćby domyślne, w formie "bez osób towarzyszących" jest grubym nietaktem.
                  (A jawne zapraszanie w takiej formie jest czymś jeszcze gorszym..)

                  Na uroczystość organizowaną prywatnie zaprasza się zawsze osobę z jej "SO" (significant others) nie precyzując jacy "others" są dopuszczalni a jacy nie. Po prostu, zapraszający pyta ile osób przyjdzie z każdą osobą zaproszoną i potem dopasowuje do tego inne sprawy organizacyjne.


                  A co do: "Jeżeli zaprosił, to znaczy, że pokrywał koszty ich konsumpcji" to wcale nie jest to takie oczywiste.

                  Oczywiste jest to wtedy gdy przyjęcie organizuje się w prywatnej siedzibie ale w restauracji fundator zwyczajowo płaci za wszystkich na weselach, stypach i zalotach (w tym ostatnim przypadku, za jedną osobę ;)) a z opisu nie wynika aby zachodziła jedna z tych okoliczności.
                  • angelfree A moim zdaniem 11.03.10, 15:43
                    To był maly jubileusz Setha, prawdopodobnie związany z pracą. Zaprosił kolegów z
                    pracy - grono było zamknięte. Zdecydowanie nietaktem było przyprowadzanie osób z
                    zewnątrz, nawet jeśli to byla jedna osoba towarzysząca, to należalo zapytać, a
                    co dopiero cztery.
                    To nie urodziny, kiedy rzeczywiście zaklada się, że osobę towarzyszącą można
                    przyprowadzić.
                    W pracy po skończeniu jakiegoś projektu czy etapu czasem zapraszalam ekipę
                    gdzieś na coś, żeby poświętować i się rozluźnić i jakoś nigdy nikt nie wpadal na
                    pomysl, żeby przyjść z kimś jeszcze.

                    Gdyby jednak przyszedł, to wzięłabym to na klatę, trudno.
                    • dritte_dame Re: A moim zdaniem 11.03.10, 17:36
                      angelfree napisała:

                      > To był maly jubileusz Setha, prawdopodobnie związany z pracą. Zaprosił kolegów z pracy

                      To właśnie między innymi próbuję wyjaśnić zadając pytanie: "co chciałeś w ten sposób osiągnąć? (zademonstrować?)"


                      > W pracy po skończeniu jakiegoś projektu czy etapu czasem zapraszalam ekipę
                      > gdzieś na coś, żeby poświętować i się rozluźnić

                      I płaciłaś wtedy sama za wszystkich swoimi prywatnymi pieniędzmi?
                      • angelfree Re: A moim zdaniem 11.03.10, 17:53
                        No, nie zdarzalo się to co tydzień.
                        I nie byl to wystawny obiad.
                        • angelfree Re: A moim zdaniem 11.03.10, 17:56
                          Prywatnymi. Dlaczego nie?
                          Nie robiłam tego slużbowo.
                        • dritte_dame Re: wystawny obiad 11.03.10, 18:43
                          angelfree napisała:

                          > I nie byl to wystawny obiad.

                          A Seth podkreślił że zaprosił (kolegów z pracy?) na całkowicie własny koszt do drogiej restauracji.

                          Po co?

                          Jeśli po to, żeby grono miło spędziło w restauracji czas to trzeba zdawać sobie sprawę z tego że jest wiele osób, dla których czas "miło spędzony" niekoniecznie oznacza samotne spędzenie tego czasu w towarzystwie innych zaproszonych osób znanych im tylko z pracy.

                          Jest wiele osób nieśmiałych, które do pierwszego prywatnego wejścia w jakąś grupę potrzebują własnej "grupy wspierającej". Tutaj mógł zachodzić właśnie taki przypadek i nie do gospodarza należy ocenianie którzy z przybyłych są z jego gośćmi zżyci na tyle żeby można ich było ewentualnie ścierpieć.
                          Jeżeli osoba przybyła z szerszym własnym towarzystwem to znaczy że to właśnie jest jej potrzebne do miłego spędzenia tego czasu a i inni obecni nie powinni od razu boczyć się na "obcych" jak na intruzów tylko wpierw zobaczyć czy akurat nie nadarza się okazja do zawarcia nowych ciekawych znajomości.
                          (W nawiązaniu do tego ostatniego - doradzam Sethowi rozważyć istotną różnicę znaczeniową między gościem nieproszonym a gościem niezaproszonym bo to drugie wcale nie jest automatycznie tożsame pierwszemu! :))


                          A co do fundowania, to obowiązuje zasada: "Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz."

                          Bezpiecznie na własny koszt może grupę osób zaprosić w drogie dla gości miejsce ktoś o tyle bogaszy od wszystkich zaproszonych że wiadomym jest iż nie jest to dla niego istotny wydatek.

                          Wówczas wszyscy dobrze się bawią, ciesząc się jawnie i bez skrępowania z tego że mogą doświadczyć atrakcji w inny sposób dla nich trudno osiągalnej lub w ogóle nieosiągalnej a i przybycie kilku dodatkowych nieoczekiwanych wcześniej gości nie stanowi żadnego problemu.

                          Ale gdy wszyscy zaproszeni wiedzą że fundator ledwo zipie pod ciężarem nadciągającego rachunku to jedni goście świetnie się bawią skrycie, zamawiając kolejne dania i zacierając mentalne łapki na myśl ile to fundator za to "beknie" a inii goście wcale się nie bawią, siedząc trzy godziny w lokalu nad trzema kolejnymi herbatkami z cytryną aby przez grzeczność nie narazić fundatora na przytłaczające go koszty.
                          • seth.destructor Re: wystawny obiad 11.03.10, 19:06
                            Po co? Głównie żeby podziękować za udział w przedsięwzięciu i dużą
                            pomoc. Na tyle ważną, że postanowiłem to podkreślić wybierając
                            właśnie taką restaurację, a nie np. Burger Kinga czy pierwszy z
                            brzegu irlandzki pub.

                            Stąd np. byliśmy ubrani wieczorowo. Tymczasem koleżanka
                            przyprowadziła chłopaka w dresie. Moje oburzenie wynikało więc ze
                            zbiegu kilku faktów: nieproszeni i niezaproszeni goście, którzy są w
                            ogóle niezwiązani z nami, z pracą; przeświadczenie koleżanki, że
                            powinienem im zafundować kolację, bo jestem bogatszy; ich ubiór i
                            zachowanie (dzieci jak to dzieci, zaczęły brykać ku radości ich
                            mamusi); i cała nieprzyjemna sytuacja, która wynikła z ich
                            pojawienia się.
                            • dritte_dame Re: sytuacja 11.03.10, 19:25
                              seth.destructor napisał:

                              > Moje oburzenie

                              > i cała nieprzyjemna sytuacja, która wynikła z ich
                              > pojawienia się.

                              Dostałeś od losu wymarzoną okazję do tego, aby przed kontrahentami zaprezentować się jako wysokiej klasy profesjonalista.

                              Nie okazałeś żadnego oburzenia a za to zademonstrowałeś swoje organizacyjne i dyplomatyczne zdolności, dzięki którym natychmiast rozładowałeś sytuację, która mogła przerodzić się w nieprzyjemną.

                              Nieoczekiwanych gości powitałeś uprzejmie, pomogłeś we wzajemnym przedstawieniu się ich pozostałemu towarzystwu, błyskawicznie zorganizowałeś dodatkowe miejsca do siedzenia tak aby wszyscy mogli wspólnie zmieścić się przy stole i nawet słowem nie wspomnmiałeś o "dodatkowych kosztach".

                              Przyjmij moje gratulacje i uznanie Twoich umiejętności w "crisis management"! ;)
                              • seth.destructor Re: sytuacja 11.03.10, 19:36
                                No właśnie tego nie zrobiłem i jest crisis.
                                • angelfree Re: sytuacja 11.03.10, 19:42
                                  Wybacz sobie.
                                  Dałeś plamę, ale każdy kiedyś daje.
                                  • angelfree Re: sytuacja 11.03.10, 19:45
                                    A najlepiej przeproś wszystkich swoich gości. Przyznaj się do tej plamy i
                                    zapomnij o niej.
                                • lernakow Re: sytuacja 11.03.10, 20:19
                                  seth.destructor napisał:

                                  > No właśnie tego nie zrobiłem i jest crisis.
                                  >
                                  Może i jest, ale kaman - nie Twoja wina.
                                  Ludzie spotykają się w różnych konfiguracjach. Na spotkanie ludzi z pracy, zwłaszcza po projekcie, nie przyprowadza się nikogo spoza. Bo to i tak nie będzie wspólne spotkanie - ludzie zaangażowani w projekt będą się bawić razem, bo mają wspólne tematy, osoby spoza stworzą własne kółko i tyle z tego, że najedzą się przy tym samym stole. Jak ktoś nie może wytrzymać bez swoich bliskich, a ich obecność w żaden sposób nie jest uzasadniona na danej imprezie, to na nią nie idzie. Grzecznie dziękuje i oszczędza wszystkim niezręczności.
                                  Byłem kiedyś na dość niezręcznych imieninach. Większość gości była dwujęzyczna z wyjątkiem jednej Francuzki i jednej Polki. I był problem po jakiemu gadać przy stole, żeby wszyscy dobrze się bawili. Nie wyszło. Tam był to problem gospodyni, bo to ona zapraszała. Ale Seth zaprosił ludzi w konfiguracji dobranej do dobrej zabawy w atmosferze wzajemnego zrozumienia. I teraz ma zgryz, bo mu koleżanka to zepsuła. A to nie on powinien mieć zgryz, tylko ona.
                          • angelfree Re: wystawny obiad 11.03.10, 19:21
                            dritte_dame napisała:

                            >
                            > > I nie byl to wystawny obiad.
                            >
                            > A Seth podkreślił że zaprosił (kolegów z pracy?) na całkowicie własny koszt do
                            > drogiej restauracji.
                            >
                            > Po co?

                            Może dostal nagrodę i postanowił w ten sposób podziękować ludziom, z którymi
                            pracuje?

                            Rozumiem, co piszesz, ale widzę to jednak inaczej. Impreza zorganizowana dla
                            kolegów z pracy jest jednak PÓŁformalna i przychodzenie z rodziną, a zwlaszcza
                            małymi dziećmi jest dla mnie dziwne. To nie piknik, gdzie każdego można
                            przygarnąć. Fakt, że na uroczysty obiad raczej wypadaloby zaprosić z osobami
                            towarzyszącymi, ale mogę też wyobrazić sobie sytuację, kiedy zaprasza się osoby
                            bardzo ze sobą zżyte i zbratane, ktore wspólnie nad czymś pracują czy pracowaly.
                            Aha, ja jestem osobą bardzo nieśmialą i o ile w towarzystwie osob, ktore znam z
                            pracy mogę się czuć jako tako, to czyjaś szwagierka z dziećmi moglaby mnie
                            okropnie zintymidować i calą przyjemność mialabym popsutą.

                    • seth.destructor Re: A moim zdaniem 11.03.10, 18:56
                      Tak było. Spotkanie na gruncie zawodowym z podziękowaniem dla gości
                      za ich udział w przedsięwzięciu.
                      • dritte_dame Re: A moim zdaniem 11.03.10, 19:07
                        seth.destructor napisał:

                        > Tak było. Spotkanie na gruncie zawodowym z podziękowaniem dla gości
                        > za ich udział w przedsięwzięciu.

                        Czyli, chciałeś osiągnąć utrwalenie kontaktów i przychylność kontrahentów na
                        przyszłość.
                        • seth.destructor Re: A moim zdaniem 11.03.10, 19:17
                          Współpracowników a nie kontrahentów, ale tak. No i wyszło z tym
                          jednym wyjątkiem.
                    • dritte_dame Re: jubileusze w lokalach 11.03.10, 19:00
                      angelfree napisała:

                      > To był maly jubileusz Setha, prawdopodobnie związany z pracą. Zaprosił kolegów z pracy - grono było zamknięte.

                      I wszystko właśnie przez to, że postawiono sprawę "na głowie".
                      (Albo wóz przed koniem - jak kto woli.)

                      Na Setha jubileusz związany z pracą powinni Setha zaprosić koledzy z pracy (jeśli rzeczywiście chcą uczcić Jego i jego jubileusz), płacąc każdy za siebie i za swoich SO i pokrywając solidarnie rachunek za Setha.

                      Samodzielne organizowanie sobie kosztownego jubileuszu i płacenie "za wszystkich, ale nie za waszych SO" to obciach podobny do opłacania sobie klaki przez marnego artystę.
                      • seth.destructor Re: jubileusze w lokalach 11.03.10, 19:09
                        Ale to głównie ja zyskałem na tym przedsięwzięciu i nieproszeni
                        goście nijak się do tego nie przyczynili.
                        • angelfree Re: jubileusze w lokalach 11.03.10, 19:26
                          To przyczynili się, czy nie?

                        • dritte_dame Re: przyczynek 11.03.10, 19:28
                          seth.destructor napisał:

                          > nieproszeni goście nijak się do tego nie przyczynili.

                          Tego nie wiesz.

                          Być może koleżanka, która ich przyprowadziła, mogła dla Ciebie pracować tak wydajnie właśnie dzięki emocjonalnemu i wszelkiemu innemu wsparciu, którego udzielały jej w czasie pozasłużbowym właśnie te osoby towarzyszące.
                          • matylda1001 Re: Damo... 11.03.10, 20:33
                            ... Jak zazwyczaj przemawia przez ciebie przekora:)
                            • dritte_dame Re: Damo... 11.03.10, 20:55
                              matylda1001 napisała:

                              > ... Jak zazwyczaj przemawia przez ciebie przekora:)

                              Po opuszczeniu "zazwyczaj" mogę się tym razem trochę zgodzić ;)

                              Ale z drugiej strony, tak to już zazwyczaj jest że wiele kłopotliwych sytuacji po poskrobaniu niekoniecznie wygląda tak "oczywiście" jak na pierwszy rzut oka :)
                              • matylda1001 Re: Damo... 11.03.10, 21:15
                                dritte_dame napisała:

                                > Po opuszczeniu "zazwyczaj" mogę się tym razem trochę zgodzić ;)<

                                W takim razie ja też pójde na kompromis i słowo "zazwyczaj" zastąpie
                                słowem "często":))
                    • zwierze_futerkowe Re: A moim zdaniem 12.03.10, 21:07
                      angelfree napisała:

                      > To nie urodziny, kiedy rzeczywiście zaklada się, że osobę towarzyszącą można
                      > przyprowadzić.

                      Naprawdę? Tak się zakłada? Bo mnie by w życiu do głowy nie przyszło, żeby na
                      urodziny do koleżanki ciągnąć np. faceta. Zawsze uważałam, że przyprowadzenie do
                      kogoś obcej osoby bez wyraźnego zaproszenia lub przynajmniej przyzwolenia ze
                      strony gospodarza
                      jest grubym nietaktem. Do mnie też nikt nigdy nie
                      przyszedł z niespodziewaną osobą towarzyszącą i szczerze mówiąc nie wiem, jak
                      bym się w takiej sytuacji zachowała.
                      IMO jedyna sytuacja usprawiedliwiająca zabranie ze sobą partnera/-ki jest wtedy,
                      kiedy na imprezie przewidziane są tańce. A nawet i wtedy nie wparowuje się
                      radośnie ze swoim towarzystwem, tylko wypada zawczasu upewnić się u gospodarza,
                      czy można.
                      A znajoma Setha po prostu potraktowała jego imprezę jako darmową wyżerkę i
                      wypitkę dla swoich własnych gości. Szczyt chamstwa.
                      • matylda1001 Re: A moim zdaniem 12.03.10, 21:52
                        zwierze_futerkowe napisała:

                        >A znajoma Setha po prostu potraktowała jego imprezę jako darmową
                        wyżerkę i wypitkę dla swoich własnych gości. Szczyt chamstwa.<

                        Wreszcie ktos nazwał sprawe "po imieniu", a i ja tego inaczej nie
                        nazwę.

                        >Do mnie też nikt nigdy nie przyszedł z niespodziewaną osobą
                        towarzyszącą i szczerze mówiąc nie wiem, jak bym się w takiej
                        sytuacji zachowała. <

                        :)Do mnie przyszedł. Dużo młodszy brat mojego męża przyprowadził na
                        Wigilię swoją dziewczynę, której wtedy jezcze nikt z rodziny nie
                        znał. Mnie wcześniej nie pzyszło do głowy ją zaprosić, bo ledwo
                        wiedziałam o jej istnieniu, a on zapomniał uprzedzić:) Udało
                        mi sie ukryć zaskoczenie, nikt nic nie zauwazył. Udało mi sie nawet
                        dyskretnie podrzucić pod choinke upominek dla niej, wykombnowany z
                        własnych kosmetyków, które dostalam wcześniej z jakiejs okazji i
                        jako nie trafione stały bezużyteczne:) No, ale to była Wigilia,
                        niespodziewany gość, itd. W każdym razie nie życzyłabym sobie więcej
                        takich niespodzianek:)
                        • dritte_dame Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 00:02
                          matylda1001 napisała:

                          > Dużo młodszy brat mojego męża przyprowadził na
                          > Wigilię swoją dziewczynę, której wtedy jezcze nikt z rodziny nie
                          > znał. [...] Udało
                          > mi sie ukryć zaskoczenie, [...] No, ale to była Wigilia,
                          > niespodziewany gość, itd.
                          W każdym razie nie życzyłabym sobie więcej
                          > takich niespodzianek:)


                          No, SZCZYT HIPOKRYZJI po prostu!!

                          Zamiast się ucieszyć że trafiła Ci się wyjątkowa szansa realnego a nie tylko pozorowanego dopełnienia pięknego społecznego zwyczaju to Ty "nie życzysz sobie więcej" (!) :((

                          No.. coś takiego!...



                          Ps:
                          A chamstwa nie zwalcza się własnym chamstwem ani nawet obcesową nieuprzejmością.
                          (Zwłaszcza takiego "chamstwa" jak tej tylko trochę nadmiernie towarzyskiej koleżanki z pracy.)
                          • lernakow Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 11:06
                            dritte_dame napisała:

                            > A chamstwa nie zwalcza się własnym chamstwem ani nawet
                            > obcesową nieuprzejmością.
                            > (Zwłaszcza takiego "chamstwa" jak tej tylko trochę nadmiernie
                            > towarzyskiej koleżanki z pracy.)
                            >
                            Jasne. Zwalcza się poprzez edukację (czyli wytłumaczenie koleżance dlaczego nie powinna była otwierać zamkniętej imprezy), a gdy nie skutkuje (brak zrozumienia dla edukacji, recydywa) to się izoluje (nie zaprasza więcej).
                            Edukacja nastąpiła na miejscu (Seth wytłumaczył jej niestosowność tego zachowania), skuteczność była połowiczna (koleżanka zabrała swoje towarzystwo, ale nie zrozumiała swojego nietaktu, bo się boczy na Setha), teraz można ewentualnie zaprosić na inną imprezę, upewniając się, że rozmie, kto jest zaproszony, albo nie zapraszać.
                            • dritte_dame Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 15:59
                              lernakow napisał:

                              > wytłumaczenie koleżance dlaczego nie
                              > powinna była otwierać zamkniętej imprezy

                              No właśnie.
                              "Zamknięte" imprezy, najlepiej na terenie "gated communities", "ekskluzywność",
                              forma ponad wszystko, sztywność, krawaty i hierarchia ale przy tym kompletne
                              niezrozumienie własnej roli wobec innych osób w danej sytuacji społecznej (a
                              także zapomnienie o celu tego spotkania, ale o tym napiszę w osobnym poście..)


                              > Edukacja nastąpiła na miejscu

                              Gospodarz to gospodarz a nie nauczyciel ani wykidajło.
                              Gospodarz jest gospodarzem wszystkich swoich gości, także tych
                              trochę naciągających normy albo w konwenansach jeszcze niezbyt obeznanych i
                              biegłych, dopóki czynnie i celowo nie obrażają innych gości i nie zagrażają im.

                              Gospodarz jak ma jak kapitan trwać na posterunku wbrew wszelkim nieoczekiwanym
                              przeciwnościom i prowadzić okręt z kompletem załogi i ze wszystkimi wyłowionymi
                              po drodze z morza rozbitkami oraz ze znalezionymi w ładowniach pasażerami na
                              gapę bezpiecznie do portu a nie przyczyniać się do tego żeby mu po drodze
                              ktokolwiek wyskoczył za burtę.
                              • dritte_dame Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 16:14
                                dritte_dame napisała:

                                > "Zamknięte" imprezy, najlepiej na terenie "gated communities", "ekskluzywność",
                                > forma ponad wszystko, sztywność, krawaty i hierarchia

                                A teraz jak się okazuje mamy także Wigilie, podczas których gospodarz jest niemile zaskoczony gdy faktycznie przybył nieoczekiwany gość (!), dla którego przecież przygotowano już miejsce i osobne nakrycie przy stole!

                                "O tempora, o mores"!!

                                Przecież gdy ten gość już rzeczywiście przybył, to powinien być powitany ze szczerą radością i stać się najważniejszą osobą przy tym stole!

                                Czy doszło już do tego że to ja - praktykująca ateistka - muszę chrześcijanom przypominać kogo ten gość symbolizuje i dlaczego czeka na niego jego miejsce przy stole??


                                "... bo nie było dla nich miejsca w gospodzie."
                                • matylda1001 Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 23:20
                                  dritte_dame napisała:

                                  >A teraz jak się okazuje mamy także Wigilie, podczas których
                                  gospodarz jest niemile zaskoczony gdy faktycznie przybył
                                  nieoczekiwany gość ( !), dla którego przecież przygotowano już
                                  miejsce i osobne nakrycie przy stole!<

                                  :))) O żeszzzzz! :)))) Nie niemile zaskoczony, ale zaskoczony
                                  zwyczajnie:) No tak... nieoczekiwany gość, ale to przeciez Wigilia,
                                  nakrycie rzeczywiście zgodnie z tradycją było przygotowane, ale ja
                                  mialam wrażenie, że powinno byc jeszcze jedno. Bardzo nie chciałam,
                                  żeby dziewczyna doznała wrażenia, że nie była oczekiwana. Do dziś
                                  nie mam pojęcia, czy szwagier uswiadomił ją w kwestii mojej
                                  niewiedzy o jej przybyciu. Może powiedział jej, że ja ją zaprosiłam?
                                  A gdyby tak tylko na nią nie czekał upominek pod choinką? Mnie
                                  byłoby bardzo przykro, a jej???

                                  >Przecież gdy ten gość już rzeczywiście przybył, to powinien być
                                  powitany ze szczerą radością i stać się najważniejszą osobą
                                  przy tym stole!<

                                  :) No i szczera radość była:) Najważniejszą osobą przy stole też
                                  sie stała. Nie mogło być inaczej. Na tej Wigilii była obecna cala
                                  rodzina jej przyszłego męża, z przyszłą teściowa włącznie:)
                                  Wszystkich widziała pierwszy raz w życiu. Teściowa to nawet odniosła
                                  wrażenie, że dziewczyna była zaproszona. Nikt, nic nie poznał. Jeśli
                                  napisałam, że nie życzyłabym sobie więcej takich niespodzianek, to
                                  dlatego, że akurat w tym przypadku mozna to było zalatwić normalnie.
                                  Wystarczyło mnie zwyczajnie uprzedzić. Co innego, gdyby w dzien
                                  wigilijny zapukał do drzwi ktos obcy, wtedy ja bym wiedziała, że to
                                  niespodziewany, ale i ten ktos wiedziałby, że jest niespodziewany.

                                  > "... bo nie było dla nich miejsca w gospodzie."<

                                  W mojej "gospodze" zawsze znajdze sę mejsce dla wszystkch:)

                                  • dritte_dame Hau, hauuuu... 13.03.10, 23:38
                                    matylda1001 napisała:

                                    > Nie niemile zaskoczony, ale zaskoczony
                                    > zwyczajnie:)

                                    > :) No i szczera radość była:) Najważniejszą osobą przy stole też
                                    > sie stała. Nie mogło być inaczej.

                                    > W mojej "gospodze" zawsze znajdze sę mejsce dla wszystkch:)


                                    Aaaa, no to skoro wszystko było tak jak piszesz to zaraz włażę pod Twój gościnny stół, odszczekuję, i przepraszam..

                                    (Ale przeciw nazwaniu postępowania koleżanki Setha "szczytem chamstwa", z czym tak skwapliwie się zgodziłaś, protestować nie przestanę ;)))
                                    • matylda1001 Re: Hau, hauuuu... 14.03.10, 00:09
                                      dritte_dame napisała:

                                      >Aaaa, no to skoro wszystko było tak jak piszesz to zaraz włażę pod
                                      Twój gościnny stół, odszczekuję, i przepraszam<

                                      :)) Damy nie włażą pod stół. Może mogłabyś poszczekać siedząc na
                                      kanapie?? :))) Dziękuję za przeprosiny, chociaz nie gniewam sie
                                      wcale:)

                                      >(Ale przeciw nazwaniu postępowania koleżanki Setha "szczytem
                                      chamstwa", z czym tak skwapliwie się zgodziłaś, protestować nie
                                      przestanę ;)))
                                      <

                                      No, może to nie był szczyt, ale pagórek na pewno:)
                              • lernakow Re: O żeszszzzzzz!! 14.03.10, 17:28
                                dritte_dame napisała:

                                > "Zamknięte" imprezy, najlepiej na terenie "gated communities",
                                > "ekskluzywność", forma ponad wszystko, sztywność, krawaty
                                > i hierarchia ale przy tym kompletne niezrozumienie własnej
                                > roli wobec innych osób w danej sytuacji społecznej
                                >
                                Nie wiem, czy zauważyłaś, ale jesteś mocno odosobniona w ocenie Setha i jego zrozumienia roli gospodarza.


                                > Gospodarz to gospodarz a nie nauczyciel ani wykidajło.
                                > Gospodarz jest gospodarzem wszystkich swoich gości,
                                > także tych trochę naciągających normy albo w konwenansach
                                > jeszcze niezbyt obeznanych i biegłych, dopóki czynnie i celowo
                                > nie obrażają innych gości i nie zagrażają im.
                                >
                                Ale nie wszyscy uznają ustalone arbitralnie przez Ciebie granice i reagują w innych miejscach.
                                • dritte_dame Re: ocena :) 14.03.10, 17:41
                                  lernakow napisał:

                                  > Nie wiem, czy zauważyłaś, ale jesteś mocno odosobniona w ocenie Setha i jego
                                  zrozumienia roli gospodarza.

                                  Zauważyłam :)
                                  Ale to nie ma znaczenia skoro w mej ocenie mam już towarzystwo samego Setha :))
                            • dritte_dame Re: izolować? 13.03.10, 17:03
                              lernakow napisał:

                              > a gdy nie skutkuje [...] to się izoluje (nie zaprasza więcej).
                              [...]
                              > teraz można ewentualnie [...] nie zapraszać.

                              Zapomniałeś tylko o drobiazgu: że to jest koleżanka z pracy, cenny specjalista, ofiarny pracownik i ważne ogniwo zespołu.

                              Zapraszanie na prywatnie opłacane kosztowne imprezy w czasie pozasłużbowym tylko części swojego zespołu nie jest jak mniemam idealną taktyką szefa na budowanie najkorzystniejszych dla niego relacji grupowych w firmie.

                              Nie jest nią także publiczne strofowanie z powodu małostek niektórych zaproszonych gości-współpracowników wobec pozostałych członków zespołu podczas takich "dziękczynnych" imprez.


                              Jawna część zaproszenie na ową imprezę prawdopodobnie brzmiała mniej więcej tak:

                              "W uznaniu wielkich profesjonalnych zasług wyświadczonych przez Pana/Panią dla dobra ukończonego właśnie z powodzeniem naszego najnowszego projektu, przyczyniającego się także do znacznego podniesienia mojej własnej pozycji zawodowej; a także aby wyrazić moją wdzięczność za wiele osobistych poświęceń dobrowolnie poniesionych w tym czasie przez Pana/Panią, które niewątpliwie dotknęły także Pana/Pani Rodzinę i inne osoby Jej bliskie;
                              Proszę o wyświadczenie mi zaszczytu przybycia na zorganizowane całkowicie na mój koszt pozasłużbowe spotkanie w ... dla miłego spędzenia wspólnego czasu i dania nam wszystkim możliwości bliższego wzajemnego poznania się także prywatnego i osobistego."

                              I ściśle na tym należało poprzestać.


                              Ale okazało się że zaproszenie miało niestety faktycznie jeszcze niejawny "ciąg dalszy":

                              "... proszę pamiętać o tym że na to spotkanie masz przybyć koniecznie samotnie i koniecznie ubrany/ubrana w sposób odpowiadający mojemu wyobrażeniu stroju odpowiedniego na taką okoliczność.
                              W przeciwnym wypadku nie zawaham się wytknąć ci uznaną przeze mnie niestosowność twego zachowania w sposób zauważalny dla wszystkich obecnych."
                              • lernakow Re: izolować? 14.03.10, 17:33
                                dritte_dame napisała:

                                > Zapomniałeś tylko o drobiazgu: że to jest koleżanka
                                > z pracy, cenny specjalista, ofiarny pracownik
                                > i ważne ogniwo zespołu.
                                >
                                > Zapraszanie na prywatnie opłacane kosztowne imprezy w czasie
                                > pozasłużbowym tylko części swojego zespołu nie jest
                                > jak mniemam idealną taktyką szefa na budowanie
                                > najkorzystniejszych dla niego relacji grupowych w firmie.
                                >
                                I to jest dobry moment, by rozważyć wszystkie za i przeciw i wybrać czy rezygnujemy z koleżanki w zespole, czy z imprez zespołowych, czy może z komfortu własnego i pozostałych zaproszonych na takich imprezach. W zależności od tego, jak cenna i niezastąpiona jest koleżanka odpowiedzi mogą być różne.
                          • matylda1001 Re: O żeszszzzzzz!! 13.03.10, 23:25
                            dritte_dame napisała:

                            > No, SZCZYT HIPOKRYZJI po prostu!!<

                            :)))Gdzie ta hipokryzja?
                      • angelfree Re: A moim zdaniem 12.03.10, 22:23
                        Zależy od kontekstu. Urządzalam urodziny, gdzie znajomi znajomych przyprowadzali
                        swoich znajomych. I nie mialam już wtedy szesnastu lat. Ale generalnie się
                        zgadzam, jeżeli gospodarz nie zaprosil, a chcielibyśmy z kimś przyjść, to należy
                        zapytać.
                  • Gość: gość Re: goście na imprezie. IP: *.chello.pl 11.03.10, 18:57
                    Jesteś jakaś głupia? Nie potrafisz czytać?
                  • matylda1001 Re: goście na imprezie. 11.03.10, 21:08
                    dritte_dame napisała:

                    >No właśnie. Najpierw zaprosił, a potem był zaskoczony że ma pokryć
                    koszty ich konsumpcji<

                    Chłopaka i jego siostry z dziećmi nie zapraszał. To nie byli jego
                    goście.

                    >A przyjaciół ma się "z dobrodziejstwem inwentarza".<

                    Raczysz żartować? A gdyby to "dobrodziejstwo inwentarza" liczyło
                    sobie dziesięć osób?

                    >Czyli: zapraszanie, choćby domyślne, w formie "bez osób
                    towarzyszących" jest [b ]grubym[/b] nietaktem.
                    (A jawne zapraszanie w takiej formie jest czymś jeszcze gorszym..)<

                    Owszem, ale w przypadku zaproszenia na wesele, albo uroczystość
                    podobnej rangi. Grubym nietaktem to wykazała się koleżanka stawiając
                    Setha w głupiej sytuacji.

                    > w restauracji fundator zwyczajowo płaci za wszystkich na weselach,
                    stypach <

                    Dodam, za wszystkich zaproszonych.
                    • angelfree Re: goście na imprezie. 11.03.10, 21:20
                      Wszystko się zgadza, ale wypraszanie gości z imprezy mile nie jest. Koleżanka
                      postawila go w trudnej sytuacji, ale on z niej nie wybrnąl elegancko.
                      Pytanie, co teraz zrobić i jak przywrocić dobrą atmosferę, bo przecież muszą
                      dalej pracować.
                      • matylda1001 Re: goście na imprezie. 11.03.10, 21:38
                        angelfree napisała:

                        >Wszystko się zgadza, ale wypraszanie gości z imprezy mile nie
                        jest.<

                        Toteż gosci nie wyprosił. Jedyną zaproszona była koleżanka, ale ona
                        sie obraziła i wyszła z własnej woli. Obraziła się ponieważ nie
                        zrozumiała swojego nietaktu, i nie rozumie w dalszym ciągu skoro
                        roztrząsa sprawe w gronie nieobecnych na przyjeciu współpracowników.

                        >Pytanie, co teraz zrobić i jak przywrocić dobrą atmosferę, bo
                        przecież muszą dalej pracować. <

                        Porozmawiac spokojnie z koleżanką i wytłumaczyć jej co zrobiła.
                        • angelfree Re: goście na imprezie. 11.03.10, 21:40
                          Nie zrozumie.
                        • piwi77 Re: goście na imprezie. 11.03.10, 21:42
                          matylda1001 napisała:

                          > Porozmawiac spokojnie z koleżanką i wytłumaczyć jej co zrobiła.

                          Porozmawiać, ale bez tłumaczenia, ogłosić stan zero i podać ręke na
                          zgodę. Może byc wino.
                          • Gość: Ruskij_Czeriep Re: goście na imprezie. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.03.10, 23:26
                            Wino? Co jeszcze? Może niech ostentacyjnie wręczy paniusi bukiet róż klęcząc...:)

                            A na poważnie - ja bym się nie przejął opinią osoby, która na zamkniętą kolację
                            do eleganckiej restauracji i towarzystwa "pod krawatem" przyprowadza 'pana' w
                            dresie i dalszą rodzinkę. To nawet nie jest brak taktu i finezji, a zwykłe
                            chamstwo.
                            Seth, za bardzo analizujesz całe zdarzenie i starasz się naprawić błąd, którego
                            nie popełniłeś, a panienka tylko wykorzystuje twoje poczucie winy i stara się
                            całą sytuację zmanipulować na jej korzyść.
                            • kol.3 Re: goście na imprezie. 14.03.10, 08:08
                              Dokładnie tak.
            • imponeross A powiedziales, ze zapraszasz bez osob towarzyszac 18.03.10, 08:03
              seth.destructor napisał:

              > Tak właśnie - wybrani goście mogli sobie pojeść i popić na mój
              > koszt. Jednak nie oznaczało to, że będę sponsorować kolację dla
              > całej ich lokalnej rodziny - inaczej zaprosiłbym ich z osobami
              > towarzyszącymi, nie?

              A powiedziales wczesniej kazdemu jasno, ze zapraszasz bez osob
              towarzyszacych? Jesli tak, to powinienes byl wziac na bok osobe,
              ktora przyszla z osobami towarzyszacymi, i powiedziec, ze zamawiaja
              na swoj koszt. A jesli nie, to powinienes byl zaplacic za
              wszystkich. Jak sie organizuje tego typu impreze to trzeba wziac
              ryzyko. Ja bym tam nigdy tego typu imprezy nie zrobil, bo to po
              prostu niemadre i nieszanowanie siebie samego - placic za innych z
              pracy. To co, oni nie dostaja wynagrodzenia? Nie moga za siebie
              zaplacic?
    • Gość: kieprze_paczynsch Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.03.10, 21:43
      Knajpa dla palących? Z wyszynkiem?
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 10.03.10, 22:53
        Niepalących. Z wyszynkiem. Droga.
        • Gość: jacuzi warrior Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: *.82-134-23.bkkb.no 11.03.10, 04:16
          powiadomic chlopaka kolezanki ze za jego siostre z rodzinka placi on
    • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 05:57
      seth.destructor napisał:

      > Co byście zrobili w takim przypadku?
      >
      Jakoś tak: "Słuchaj, nie jestem przygotowany na dodatkowe osoby. Może
      niech wezmą sobie dodatkowy stolik nieopodal, to i dzieciom będzie
      wygodniej i rachunki się nie pomieszają."
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 19:10
        Ech, to byłoby dobre wyjście. Szkoda, że na to nie wpadłem.
    • matylda1001 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 11:51
      seth.destructor napisał:

      > Co byście zrobili w takim przypadku?<

      Nie mam pojecia co bym zrobiła. Wiem, co powinnam zrobić, ale nie
      jestem aż tak asertywna, żeby tych ludzi nie przyjąć, wiec pewnie
      pogodziłabym sie z losem:) Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie aby
      ktoś z moich znajomych wykręcił taki numer. Ciekawa jestem jak Ty
      wybrnąłeś z tej sytuacji?
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 19:15
        Nie wybrnąłem. Zdenerwowałem się, wziąłem koleżankę na stronę,
        zacząłem czynić wyrzuty, w rezultacie się śmiertelnie obraziła i
        sobie poszli. Moi koledzy tam obecni uznali, że popełniła dużą gafę
        postępując w ten sposób - mogła chociaż powiadomić, że zamierza
        przyjść z osobami towarzyszącymi - wtedy impreza miałaby zupełnie
        inny charakter, w innym miejscu i każdy przyszedłby z kimś znajomym.
        W efekcie atmosfera w pracy się popsuła, gdyż koleżanka pożaliła się
        innym za potraktowanie takie i zbieram właśnie owoce własnych słów i
        irytacji...

        Szukam więc pomysłu, jak powinienem był się zachować i gdzie
        popełniłem błąd.
        • angelfree Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 19:34
          Tak jak napisalam - wziąć to na klatę i potraktować ich jak gości.
          Byleś gospodarzem.
        • agulha Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 20:28
          Myślę, że nie było dobrego wyjścia z sytuacji. Winna zamieszania była ona.
          Jeżeli sytuacja była dla niej jakaś nagła i nadzwyczajna (pożar w mieszkaniu
          siostry chłopaka), to raczej powinna była nie przyjść, niż ich przywlekać na
          kolację. Osoby, które traktują zaproszenie od prywatnej osoby (albo i od firmy)
          jako znakomitą okazję do nażarcia się i jeszcze umożliwienia nażarcia się całej
          rodzinie na cudzy koszt nie zasługują na znakomite potraktowanie. Co byłoby
          następnym krokiem? Przychodzenie z dziećmi do pracy? Wynoszenie kawy biurowej do
          domu? Ciekawe, w jaki ona sposób się "żali" - jak tłumaczy pojawienie się z
          czterema dodatkowymi, zupełnie niepasującymi do kontekstu osobami i to bez
          uzgodnienia i bez deklaracji, że to ona za nich zapłaci.
          • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 20:45
            Już tak nie demonizujmy tej koleżanki, jest zagranie nie było
            hitowe, ale od niego świat się nie zawalił. Poza tym w każdej
            sytuacji zawsze warto dostrzec pozytywy, przyszło więcej osób niż
            zapraszajacy się spodziewał, a zawsze lepsze to niż gdyby przyszło
            mniej.
        • matylda1001 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 20:57
          seth.destructor napisał:

          > Nie wybrnąłem<

          Twoi koledzy mają rację. To, co zrobiła koleżanka było sporym
          nietaktem. Zrozumiałabym jeszcze, że przyszła z tym swoim
          chłopakiem, faceci czasami bywają zazdrośni i lubia wiedziec jak ich
          kobiety spędzaja czas:) Jednak nawet w takiej sytuacji powinna jego
          obecnośc uzgodnić z Tobą wcześniej, a nawet zaproponować ewentualne
          pokrycie kosztów swojego (bądz co bądz) gościa. Tak, tą jedną osobe
          moglabym jeszcze tolerować, ale nie siostrę z dziećmi. Nie chodzi tu
          już nawet o pieniądze, ale o zasadę. Z kolei to, że koleżanka wylewa
          swoje żale na łono pozostałych współpracowników swiadczy o niej
          jeszcze gorzej. Zachowała się jak dzikus, zepsuła Twoją uroczystość,
          popsuła zabawę Twoim gościom, zlekceważyła Ciebie. Moim zdaniem
          powinna Cię przeprosić. Mam nadzieje, że ci, do ktorych się żali nie
          uznają Twojej winy.
          • abdullah_abdullah Re: Nieproszeni goście na imprezie. 12.03.10, 07:52
            to sie po prostu nazywa podejscie asertywne, najlepsze co mogles wybrac. dobrze
            zrobiles o ile nie zwyzywales kolezanki albo nie byles dla niej chamski, sama
            ostra "męska" rozmowa była ok.
    • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 11.03.10, 14:53
      Trudno. Nie widzę innej możliwości, jak dostawić kilka krzeseł,
      niech siadają, coś tam im zaproponować i kontynuować co zostało
      przerwane. Każde inne rozwiązanie to niepotrzebna eskalacja,
      wszystkim psujaca humor.
    • Gość: Ania Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.03.10, 13:10
      Miałam podobną sytuację ostatnio. Koleżanka na przyjęcie domowe
      zaprosiła mi jeszcze trzy inne. Jakoś to przeżyłam, ale wieczór nie
      był dla mnie miły.Całe szczęście, że jedzenia nie zabrakło, choć
      może lepiej byłoby gdyby zabrakło? Zastanawiam się teraz czy zerwać
      z nią kontakt, czy na jej domówkę zaprosić z kilka par, żeby
      zobaczyła jakie to miłe? Co o tym sądzicie? To nie jest jakaś bliska
      koleżanka, nie mam z nią też kontaktów zawodowych.
      • zwierze_futerkowe Re: Nieproszeni goście na imprezie. 12.03.10, 21:15
        Gość portalu: Ania napisał(a):

        > Zastanawiam się teraz czy zerwać
        > z nią kontakt, czy na jej domówkę zaprosić z kilka par, żeby
        > zobaczyła jakie to miłe?

        Ani nie zrywać całkowicie kontaktu (chyba że tak Cię wkurzyła, że właśnie tego
        chcesz), ani nie odpłacać pięknym za nadobne. Po prostu więcej jej nie
        zapraszać. Jeśli lubisz spędzać z nią czas, to możecie spotykać się na
        neutralnym gruncie.
        • pochodnia_nerona Re: Nieproszeni goście na imprezie. 13.03.10, 14:21
          Ja bym chyba sobie nie odmówiła tej przyjemności i odpłaciła pięknym za nadobne,
          tj. przyprowadziła jakichś kolegów ;-) Z tym, że to rodzi ryzyko, iż ta właśnie
          sytuacja wyda się jej normalna, więc będzie kontynuowała proceder ;-) Czasem są
          tacy nadmiernie towarzyscy osobnicy, którym wydaje się że impra bez kilku
          dodatkowych gości będzie sztywna, a im większy tłum, tym weselej :-) Po prostu
          różnica w mentalności.
          • Gość: Ania Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.03.10, 15:25
            Właśnie tego się obawiam, ona uzna, że to jest w porządku, a potem
            całą armię mi sprowadzi do domu. Chyba następnym razem, jak będzie
            chciała mi poprzyprowadzać swoich znajomych, zaproponuję spotkanie w
            knajpie z zastrzeżeniem, że każdy płaci za siebie.
    • hawela Re: Nieproszeni goście na imprezie. 13.03.10, 16:05
      Na boku powiedziałabym tej dziewczynie, że bardzo mi się to nie
      podoba. Ale nie wyprosiłabym
      • minniemouse BOTTOM line 14.03.10, 00:03
        na zakonczenie Savoir Vivre

        nie ulega watpliwosci ze kolezanka zachowala sie niezwykle nietaktownie przychodzac tak po luzacku i z nieproszonymi goscmi, jeszcze w dodatku na party raczej zdaje sie kameralne dla doroslych przytaszczyla dzieci - nie ma dwoch zdan bylo to tzw "buractwo",

        no ale dobre wychowanie i kultura wymaga w takiej sytuacji przelknac buraka i zrobic dobra mine do zlej gry.

        to nie pora na wyliczanki "a to bylo party dla okreslonej liczby gosci, a to byli nieproszeni goscie, a to nieubrani jak trzeba, a to niby co za obcy sie bawia na moj koszt" -

        co nalezalo zrobic to elgancko poprosic o dostawienie stolikow i pokrycie kosztow, niestety.

        W koncu kto popelnil razaca gafe tak bez sensu przychodzac widac bylo az nadto.

        A tak, ty juz i tak niesmaczna sytuacje zrobiles jeszce bardziej smierdzaca, jeszcze wiekszy problem, ktory teraz sie ciagnie jak...

        Gydbys pogodzil sie z sytuacja, extra wydatkiem, milczal jak grob,

        dzis bys zachowal sie elegancko, goscie mieliby udany wieczor, mile wspomnienia, i zadnych ciagnacych sie smrodow po katach o ktorych kazdy z gosci i ich znajomi teraz rozprawiaja i beda rozprawiam jeszcze kilka tygodni.


        jakby nie bylo taki jubileusz nie zdarza sie co chwila, wiec i wydatek nie zdarza sie co chwila, przezylbys wiec te extra kilka setek.

        Minnie
        • abdullah_abdullah Re: BOTTOM line 14.03.10, 04:56
          teraz rozumiem robienie przyjec za zaproszeniem, sprawdzanym przy wejsciu do
          lokalu - zrobic liste sprawdzana przez obsluge i nieproszeni dostaja kopa na wejsciu
        • kol.3 Re: NIE zgadzam się 14.03.10, 08:42
          Seth organizował przyjęcie "w wąskim gronie" i przyprowadzanie gości
          nieuzgodnionych spoza grona było skrajnym chamstwem, które mogło rozbić
          imprezę. Seth miał obowiązek zadbać o to, by jego goście nie byli w
          gronie intruzów i powinien był panią na boku poinformować o jej
          błędzie, a zaproszonym gościom powiedzieć, że ci państwo wpadli tylko
          na chwilę i nie mogą zostać. Fakt, że kobieta rozprawia o tym po
          kątach, świadczy wyłącznie o jej grubiaństwie.
          • angelfree Re: NIE zgadzam się 14.03.10, 08:52
            Zdarzają się sytuacje, z ktorych nie ma dobrego wyjścia. I tu idealnego też nie
            było, a w każdym razie Seth jej nie znalazl.
            Jestem pewna, że impreza byla popsuta, bylaby prawdopodobnie popsuta rownież
            wtedy, gdyby psuja zasiadla z rodziną przy stole.
            Wlaściwie uratować ją moglo - moim zdaniem - tylko serdeczne przyjęcie
            niezaproszonych gości, tak serdeczne, żeby wszystkim wydawalo się, że wszystko
            jest jak najbardziej OK, chociaż może inaczej niż mialo być w zamyśle.
            • kol.3 Re: NIE zgadzam się 14.03.10, 09:06
              Chamstwo trzeba tępić w zarodku, bo inaczej się rozpleni.
              • kol.3 Re: NIE zgadzam się 14.03.10, 09:09
                Gdyby zrobił jak radzisz, zaproszeni goście byliby zdezorientowani i
                mieliby mu za złe, że na zamkniętą imprezę sprowadził intruzów.
        • seth.destructor Re: BOTTOM line 14.03.10, 11:46
          Może. Jednak na dzień dzisiejszy to tyle wiadomo, że koleżanka zaprosiła swoją rodzinę na to przyjęcie tylko dlatego, że mogliby się za darmo najeść i napić - ktoś tu napisał o zacieraniu mentalnych łapek. Proponowała to bowiem także sublokatorom, ludziom zupełnie spoza firmy, oni jednak akurat nie mogli. Koleżanka zrobiła to dlatego, że zarabiam więcej, więc to oczywiste, jak sama powiedziała. Przykre.
          • dritte_dame Re: BOTTOM line 14.03.10, 15:14
            seth.destructor napisał:

            > Może. Jednak na dzień dzisiejszy to tyle wiadomo, że koleżanka zaprosiła swoją
            > rodzinę na to przyjęcie tylko dlatego, że mogliby się za darmo najeść i napić -
            > ktoś tu napisał o zacieraniu mentalnych łapek. Proponowała to bowiem także sub
            > lokatorom, ludziom zupełnie spoza firmy, oni jednak akurat nie mogli. Koleżanka
            > zrobiła to dlatego, że zarabiam więcej, więc to oczywiste, jak sama powiedział
            > a. Przykre.

            No to jeżeli otwarcie Ci potem powiedziała dokładnie to co powyżej napisałeś to teraz już wiesz dlaczego od począdku przestrzegałam Cię przed organizowaniem związanych z pracą zawodową imprez na całkowicie własny koszt w czasie pozasłużbowym.

            Po prostu dla pełnego towarzyskiego powodzenia tego rodzaju imprezy i dla bezpieczeństwa swojego portfela musisz już wcześniej bardzo dobrze znać cały swój zespół także od strony prywatnej.
            A Ty najwyraźniej jeszcze nie jesteś na tym etapie.

            Trochę jednak wątpię w to że koleżanka: "sama powiedziała" że "zaprosiła swoją rodzinę na to przyjęcie tylko dlatego, żeby mogliby się za darmo najeść i napić" "ponieważ zarabiasz więcej" ;)
            A swój post ułożyłeś w ten sposób, że można i tak go odczytać :)


            Tak więc, dopóki jeszcze nie znasz bardzo dobrze osobiście wszystkich swoich współpracowników, których chcesz zaprosić a zamierzasz koszty pokryć całkowicie prywatnie i chcesz uniknąć niespodziewanego nadmiaru gości to masz do wyboru następujące formy organizacyjne imprez:

            1) W czasie służbowym i na terenie firmy (o ile jesteś szefem władnym tak zadysponować). Zamawiasz catering - dostawę dań z zastawą i obsługą kelnerską.

            2) W czasie służbowym ale w lokalu poza firmą (znowu: o ile jesteś szefem władnym tak zadysponować). Wszyscy zaproszeni współpracownicy spotykają się w firmie i wspólnie wyruszają do lokalu na zewnątrz.

            3) Poza firmą, w czasie pozasłużbowym i bezpośrednio po zakończeniu pracy (w tym przypadku, wszechwładnym szefem już być nie musisz). Ponownie: wszyscy zaproszeni wspólnie wyruszają do lokalu na zewnątrz wprost z firmy.

            4) W czasie pozasłużbowym w lokalu poza firmą, prosząc na zaproszeniu o podanie ile osób łącznie z osobą zaproszoną przybędzie na spotkanie.
            Następnie, wszystkie bez wyjątku przybyłe osoby należy uprzejmie przywitać i ugościć, a jeśli zdarzy się "superata" gości to taką sprawę można (jeśli się zechce) omówić później (najlepiej, nie tego samego dnia) i w cztery oczy z osobą, która przyprowadziła większą ilość osób towarzyszących niż deklarowała, i koniecznie w taki sposób żeby nikt inny poza osobami rozmawiającymi nie zorientował się że taka rozmowa w ogóle miała miejsce. Należy też wprzódy dobrze przemyśleć co przez taką ewentualną rozmowę chcemy osiągnąć i ewentualną utratę czego ryzykujemy. Domaganie się lub nawet sugerowanie zwrotu dodatkowych kosztów raczej nie będzie długofalowo korzystnym podejściem.


            x) Zapraszanie współpracowników bez osób towarzyszących na zewnętrzną imprezę poza czasem służbowym jest dla szefa/kierownika/lidera zespołu niedopuszczalne - jeżeli celem imprezy ma być okazanie współpracownikom wdzięczność za współpracę, która samemu zapraszającemu przyniosła szczególne korzyści.

            Odpowiedź na pytanie "dlaczego" masz w treści zaproszenia, którą podałam w tym poście.

            "...a także aby wyrazić moją wdzięczność za wiele osobistych poświęceń dobrowolnie poniesionych w tym czasie przez Pana/Panią, które niewątpliwie dotknęły także Pana/Pani Rodzinę i inne osoby Jej bliskie..."
            • seth.destructor Re: BOTTOM line 14.03.10, 15:22
              No i wszystko na ten temat. Dziękuję.
              • dritte_dame Re: BOTTOM line 14.03.10, 16:35
                seth.destructor napisał:

                > No i wszystko na ten temat. Dziękuję.

                Miło mi jeśli mogłam służyć choć drobną pomocą :)

                Życzę Ci abyś miał w przyszłości jak najwięcej okazji do wyrażania swoim współpracownikom wdzięczności za ich wysiłki wspaniale promujące Twoją własną karierę! :))
                (I żebyś wkrótce osiągnął etap, na którym "pieniądze nie grają roli" :))


                A póki co, wobec już zaistniałych "zaszłości" zgadzam się całkowicie z radami Piwiego.
              • Gość: lena Re: BOTTOM line IP: *.icpnet.pl 14.03.10, 18:28
                Chyba zartujesz, naprawdę poważnie potraktowałeś te bzdurne rozważania?
                Koleżanka jest bezczelna, a zaproszeni goście przyszli do restauracji spotkać
                się w gronie znajomych, obce osoby mogłyby zepsuć im cały wieczór. Gospodarz ma
                dbać o dobre samopoczucie swoich gości, a nie wszystkich, którzy postanowili
                nadużyć jego gościnności i jeszcze nie widzą w tym nic złego. Proste.
            • dritte_dame Re: BOTTOM line, mała poprawka 14.03.10, 17:47
              dritte_dame napisała:

              > 3) Poza firmą, w czasie pozasłużbowym i bezpośrednio po zakończeniu pracy [...] wszyscy zaproszeni wspólnie wyruszają do lokalu na zewnątrz wprost z firmy.

              To w zasadzie też podpada pod (x).
              A to dlatego, że osoby bliskie osobie zaproszonej zostają w tym scenariuszu "przymusowo" pozbawione jej towarzystwa na czas dłuższy niż czas służbowy.
              (Pracownik ma do wyboru tylko: opuścić rodzinę na czas przyjęcia albo nie przyjąć zaproszenia. Rodzina nie może dobrowolnie zrezygnować z towarzystwa pracownika, przez własną rezygnację z zaproszenia na przyjęcie, ponieważ nie jest ani jawnie ani domyślnie zaproszona.)
              Przyjęcie dla zproszonego albo nie odbywa się wcale (bo zrezygnował) albo odbywa się kosztem prywatnego czasu rodzin i przyjaciół pracowników, ponieważ rodziny nie mogą wspólnie spędzić czasu z pracownikiem tak jak w czasie pozasłużbowym mają do tego prawo i jak chciałyby, według ich wspólnego uznania i wyboru.

              Czyli: gdy pracownik przyjmie takie zaproszenie to rodziny bez możliwości dobrowolnego zgodzenia się na to, tracą należące do nich prywatne towarzystwo pracownika dodatkowo, ponad ewentualny czas prywatny już utracony wcześniej gdy pracownik dniami i nocami harował nad właśnie ukończonym projektem.

              Tak że nie jest to rozwiązanie dobre, ale takie które też w miarę "gładko" pozwala zminimalizować szansę pojawienia się dodatkowych gości bez jawnego ogłaszania że ich sobie nie życzymy.
              • kol.3 Re: BOTTOM line, mała poprawka 14.03.10, 20:46
                Po co tworzysz sztuczne teorie, które nie przystają do zaistniałej
                sytuacji? Tu nie ma mowy o żadnej rodzinie. Koleżanka była zaproszona
                sama, "musiała" jednak przyjść z chłopakiem i z jego siostrą i z jego
                dziećmi, bo gdyby ich opuściła na godzinę więzi "rodzinne" by
                ucierpiały, no nie?
                Dziewczyna przyszła, wlokąc ogony i działając na sępa, a nuż się uda
                naciągnąć znajomego. Przypuśćmy, że Seth mając słabszy charakter
                dostawiłby krzesła i poświęcił parę setek więcej, jak to ktoś
                wspaniałomyślnie zasugerował. Koleżanka siedziałaby zwycięska, że
                udało się pożerować na czyjejś dobroci i słabości, Seth zdawałby
                sobie sprawę, że jest wykorzystywany i czułby się niekomfortowo,
                zaproszeni goście byliby zdegustowani obcym towarzystwem i tym, że
                nie można swobodnie porozmawiać, dwójka dzieci zepsułaby pewnie całą
                uroczystość na amen, a koleżanka obmyślałaby następny plan, bo skoro
                Seth raz dał się naciągnąć, to można próbować dalej.Prędzej czy
                później do konfrontacji z koleżanką i tak by doszło, lepiej, że
                zostało to załatwione na samym początku. Niesmak pozostał, trudno
                trzeba mieć grubszą skórę.
                • dritte_dame Re: BOTTOM line, mała poprawka 14.03.10, 22:37
                  kol.3 napisała:

                  > Koleżanka była zaproszona sama

                  I to jest właśnie przyczyna podstawowa ("root cause") całego powstałego później problemu. Niewyrobienie towarzyskie koleżanki i (być może) także pewne jej "cwaniactwo" dopiero się na tą przyczynę nałożyły.

                  To nie była grupa całkowicie prywatnych znajomych, spotykająca się całkowicie prywatnie z całkowicie prywatnych pobudek.

                  Lider zespołu pracowniczego zapraszając współpracowników na imprezę w czasie pozasłużbowym w celu wyrażenia im swojej wdzięczności za współpracę, której poświęcili najprawdopodobniej nieodpłatnie (jak to profesjonaliści) także sporo swojego czasu nominalnie prywatnego kosztem rodzin, sympatii, znajomych, itp. nie powinien na taką "dziękczynną" imprezę zapraszać "samych" pracowników lecz zawsze prosząc o podanie w odpowiedzi na zaproszenie ile osób towarzyszących oni ze sobą przyprowadzą, jeśli przyjdą w ogóle.

                  Można też napomknąć mimochodem, że końcowa lista osób, które przyjęły zaproszenie będzie wszystkim, którzy przyjmą zaproszenie podana do wiadomości, wraz z ilością planowanych osób towarzyszących każdej osobie, dajmy na to po to - żeby wszyscy byli zorientowani i przygotowani na to jak liczna będzie to grupa :))

                  W takiej sytuacji przyzwoitość, a jeśli już nie ona to obawa przed ujawnieniem swego nezbyt pięknego charakteru powinna już na wstępie powstrzymać "cwaniaków" przed wpisaniem X+4 na listę, gdy wiadomo że typową spodziewaną odpowiedzią jest co najwyżej X+1.

                  A gdy do tego wszystkim wiadomo że impreza ze względu na jej miejsce może być istotnym prywatnym ciężarem finansowym dla fundatora to i tak znakomita większość dobrze wychowanych gości wpisze X+0 a ciężar wytłumaczenia rodzinom, sympatiom, znajomym, itp. dlaczego muszą ich jeszcze raz ze względów "półsłużbowych" w czasie prywatnym opuścić wezmą na siebie i na pewno spotka się to ze zrozumieniem.
                  Nikt załugujący na otrzymanie tego podziękowania nie zostanie wykluczony dlatego że nie został zaproszony. Jeśli nie przyjdzie, to dlatego że sam zrezygnuje z powodów dla siebie całkiem zrozumiałych.

                  > Przypuśćmy, że Seth [...]
                  > dostawiłby krzesła i poświęcił parę setek więcej, jak to ktoś
                  > wspaniałomyślnie zasugerował. Koleżanka siedziałaby zwycięska, że
                  > udało się pożerować na czyjejś dobroci i słabości

                  Niekoniecznie.

                  Po pierwsze, przy takiej organizacji zaproszenia, jaką podałam, bardzo wątpliwym jest że przybyła by w sile X+4.

                  Po drugie, gdyby podała X lub X+1 a faktycznie przybyła w X+4, to w widoczny sposób zademonstrowała by wszystkim swoją niesłowność i nieodpowiedzialność i intencję wykorzystania fundatora więc trudno by było mówić o jej zwycięskim siedzeniu.

                  Grając trochę "hardball" gospodarz mógłby wtedy rozłożyć ręce, szczerze się zmartwić i przeprosić że niestety nie może już teraz nic zrobić aby jakoś pomieścić i nakarmić nieoczekiwanych gości bo wszystkie sprawy organizacyjne już dopięto wcześniej biorąc pod uwagę liczbę gości początkowo deklarowaną (to nie bufet, wszystkie dania już indywidualnie zamówione i przygotowanie, przyrządzenie dodatkowych zajmie dłużej niż planowany czas przyjęcia..)
                  Takiego zagrania jednak nie polecam.


                  > Seth zdawałby sobie sprawę, że jest wykorzystywany i czułby się niekomfortowo

                  Jak właśnie napisałam wyżej, szansa tego byłaby mała, a nawet gdyby zagrażała to mógłby tego uniknąć w sposób dla siebie towarzysko komfortowy: robi co może ale okoliczności mu nie pozwalają :)

                  Ale nawet gdyby "sępów" przyjął, posadził i nakarmił to nieprawdą jest że:

                  > koleżanka obmyślałaby następny plan, bo skoro
                  > Seth raz dał się naciągnąć, to można próbować dalej.

                  Nazajutrz Seth mógłby z koleżanką porozmawiać prywatnie i bardzo dyskretnie, informując ją że sprowadzenie przez nią dodatkowych nieoczekiwanych gości sprawiło mu bardzo duży kłopot organizacyjny na imprezie i naraziło na nieoczekiwany wcześniej dodatkowy prywatny wydatek (można podać sumę). Może też powiedzieć jej, w formie dobrej rady osoby bardziej doświadczonej i zatroskanej o jej (koleżanki) dobro, że takie postępowanie nie jest dla koleżanki korzystne, jeśli zależy jej na zbudowaniu i utrzymaniu w firmie opinii o sobie jako o osobie słownej i odpowiedzialnej, na której można polegać. Na koniec powinien poprosić koleżankę o to, aby w przyszłości postarała się być nieco dokładniejszą w ocenie ilości gości, którzy będą z nią przybywać, tak aby w miarę możliwości nie występowały więcej różnice między ilością gości zadeklarowanych a ilością gości przyprowadzonych.

                  Sprawę ewentualnego zwrotu całości lub części dodatkowych kosztów Setha należy moim zdaniem po takiej rozmowie pozostawić sumieniu koleżanki.
                  Zna ona już dokładną sumę i wie że Seth czuje się skrzywdzony, a także może raczej być pewna tego że jeśli zaniecha wyrównania nadużycia albo co najmniej nie okaże przekonującej Setha skruchy i obietnicy poprawy to nie tylko jej goście ale i ona sama już raczej nie będą mieli więcej okazji do biesiadowania na Sethowy koszt ;)) i dodatkowo nie może ona z tego powodu objawiać publicznie jakiegokolwiek niezadowolenia gdyż Seth może przestać być dyskretny i też ujawnić swoje powody! ;)


                  > Prędzej czy później do konfrontacji z koleżanką i tak by doszło

                  Właśnie że nie :)

                  Myślę że zapraszając w taki sposób jak opisałam i następnie postępując w razie "niespodzianek" też tak jak opisałam można po pierwsze znacznie ograniczyć niebezpieczeństwo "niespodzianek" a po drugie, doprowadzić do odzyskanie strat i "cwaniaka" wychować a jeśli nie, to elegancko "odciąć od cycka" bez uciekania się do jakiejkolwiek widocznej konfrontacji.

                  Cel osiągniemy, a naszej irytacji (czyli oznaki słabości) nikt nie zauważy, (być może nawet włącznie z samą koleżanką ;))
                  • kol.3 Re: BOTTOM line, mała poprawka 14.03.10, 23:33
                    Kompletnie się nie zgadzam, bo na towarzyskie spotkania osób z pracy
                    przychodzi się bez drugiej połowy, która w takim środowisku
                    najzwyczajniej się nudzi. Normalnie ludzie raz na jakiś czas są w
                    stanie pobyć parę godzin bez współmałżonków i rodzina na tym nie
                    ucierpi.
                    Reszta to tylko fałszywe argumenty, którymi usiłujesz rozwodnić
                    problem. raczej się nie dogadamy.
                    Dobranoc.
    • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 07:51
      Horrendum, które mogło zepsuć atmosferę na amen, w końcu zbiera się
      grupa przyjaciół w swoim gronie, a tu przyprowadza się obce osoby i
      dzieci, no i narazić gospodarza na spore kłopoty finansowe.
      Niestety, takie sytuacje wymagają stwierdzenia, że ci państwo nie byli
      zaproszeni.
    • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 08:03
      Ponieważ wiele osób stara się usprawiedliwić zachowanie koleżanki,
      należy stwierdzić że chamstwo w narodzie kwitnie.
      Ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby organizator prywatnego przyjęcia
      w restauracji miał je psuć zaproszonym gościom tolerowaniem obecności
      osób z zewnątrz i dzieci (które na takim spotkaniu nie mają nic do
      roboty). Należało tych państwa dyskretnie spławić, a znajomość z
      koleżanką ciągnącą za sobą ogony bez żalu uznałabym za zerwaną.
      • Gość: jj Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: 83.1.16.* 14.03.10, 09:33
        > Ponieważ wiele osób stara się usprawiedliwić zachowanie koleżanki,
        > należy stwierdzić że chamstwo w narodzie kwitnie.

        Jestem absolutnie tego samego zdania. Czytam ten wątek i wprost nie
        mogę uwierzyć, ilu tu orędowników chamskiej koleżanki wlokącej na
        zamknięte imprezy ogony. Popisała się niewyobrazalnym wręcz
        buractwem. A że dziewucha ma jeszcze czelność obrabiać w pracy
        gospodarzowi siedzenie, należy uznać ją za przypadek nieuleczalny.
        Olać i omijać z daleka.
        • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 11:28
          Jestem pewna, że mnóstwo osób z pracy ocenia prawidłowo całą sytuację,
          a opowiadając o całym zajściu ta pani jeszcze bardziej się
          pogrąża.Swoją drogą zadziwiająca jest siła chamów, którzy zachowując
          się w sposób niecywilizowany potrafią ludziom kulturalnym zaszczepić
          poczucie winy i przekonanie, że powinni się wytłumaczyć z tego, że
          zachowali się normalnie.
      • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 11:33
        kol.3 napisała:

        > Ponieważ wiele osób stara się usprawiedliwić zachowanie koleżanki,
        > należy stwierdzić że chamstwo w narodzie kwitnie.

        Nie znalazłem ani jednego postu w tym wątku, w którym ktokolwiek
        usprawiedliwiałby akcję koleżanki setha.
        • kol.3 Re: Nożyce się odezwały 14.03.10, 11:55
          Ależ cała grupka ludzi łącznie z Tobą stara się wmówić Sethowi, że nie
          powinien robić problemu z chamskiego zachowania koleżanki tylko
          dostawić krzesła, żeby koleżance i jej rodzinie nie zepsuć dobrego
          samopoczucia. No horror!
          A już wywody pewnej pani świadczą o tym, że raczej nie ma pojęcia o
          definicji słowa dama.
        • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 12:03
          No np. Ty raczej zachowania koleżanki nie potępiałeś, że zacytuję Twój
          tekst:
          "Już tak nie demonizujmy tej koleżanki, jest zagranie nie było
          hitowe, ale od niego świat się nie zawalił."
          • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 12:24
            Brak potępienia nie jest jeszcze usprawiedliwianiem. Zresztą nawet
            gdzieś umieściłem, że jej akcja hitowa nie była. Trzeba po
            prostu wiedzieć, kiedy potępiać, kiedy nie. Robić należy to tylko
            wtedy, kiedy powstaje przy tym jakaś wartość dodana, choćby
            niemierzalna. Potępiać, gdy wynikają z niego wyłącznie szkody i to
            dla wszystkich uczestników, to sorry, ale ja sensu nie widzę.
            • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 13:01
              Proponowałeś aby Seth podał koleżance rękę (miał ją przeprosić?!) i
              postawił jej wino. Wartość dodana powstała i to wielka, ponieważ
              koleżanka i familią sobie poszła.
              A swoją drogą proponuję te eksperymenty towarzyskie wypróbowywać na
              sobie, kiedy trzeba będzie sięgnąć do własnego portfela, bo cudzym jak
              widać łatwo się dysponuje.
              Do widzenia.
              • angelfree Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 13:36
                Ja bym jej więcej nie zaprosiła. Nigdy.
                Natomiast w tej konkretnej sytuacji, staralabym się zachować twarz - trudno.
              • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 14:05
                kol.3 napisała:

                > Proponowałeś aby Seth podał koleżance rękę (miał ją przeprosić?!)
                > i postawił jej wino.

                O przeprosinach mowy nie było. Ale gdy tak obie strony będą sobie
                czekały na przeproiny, sytuacja zastygnie w obecnej postaci i wyjść
                z niej będzie coraz trudniej. Stan mamy taki - obie strony popełniły
                błąd, koleżanka, że sprowadziła nieproszonych gości, seth, że
                zareagował (został sprowokowany, prawda, ale to nie umniejsza jego
                błędu) zbyt ostro. Teraz obie strony, z której każda popełniła błąd,
                coraz bardziej utwierdza się w swoich racjach i zamierza czekać na
                ustępstwo drugiej strony, robiąc, zanim to nastapi, drugiej, złą
                opinię. Do czego to ma prowadzić? Moim zdaniem, ta strona, która
                jako pierwsza wyciągnie rękę do drugiej (bez przepraszania i
                nawracania do tamtego zdarzenia), zmaże swój błąd. Jako, że sethowi
                dobrze zyczę, radzę mu, aby on to uczynił. Wyjdzie z impasu z
                podniesioną głową, a do tego zakończy coś, co przecież jego też
                męczy. A wino? Nie znam sytuacji, aby wino kiedykolwiek odegrało
                niekorzystną rolę, więc dlaczego nie wino?
                • tytanya Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 14:12
                  Piwi, Seth nie ma sobie nic do zarzucenia.

                  Na miejscu dziewczyny spaliłabym się ze wstydu.
                  • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 15:20
                    Mam, mam, bo mogłem to inaczej rozegrać, nieprawdaż? Dritte dame
                    bardzo dobrze to wyraziła i mam nauczkę na przyszłość.
                    • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 16:05
                      Nieprawda, za dużo niepotrzebnych zaciemniających akademickich
                      rozważań, sytuacja towarzyska elementarnie prosta, i prosta zasada
                      życiowa, żeby nie przyprowadzać nieproszonych gości i nie przychodzić
                      nieproszonym. Przykre że dałeś sobie wmówić winę.
                    • tytanya Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 18:44
                      Jesteś porządnym człowiekiem i dlatego czujesz się niezręcznie.
                      Rozumiem to,ale w istocie, to Twoja koleżanka powinna się rumienić.
                    • matylda1001 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 21:57
                      seth.destructor napisał:

                      > Mam, mam, bo mogłem to inaczej rozegrać, nieprawdaż? Dritte dame
                      bardzo dobrze to wyraziła i mam nauczkę na przyszłość.<

                      Seth, niezły z Ciebie masochista;) Z godnością przyjmujesz razy
                      zadawane przez Damę, wręcz prosisz o nie. Może rzeczywiście kup to
                      wino i poproś kolezanke o wybaczenie. Tylko na wstepie zapytaj, czy
                      jedna butelka wystarczy, bo może bedzie chciała swój triumf
                      swiętowac w towarzystwie chłopaka, jego siostry i tych
                      współlokatorów, których ominęła impreza. Dla dzieciakow oczywiście
                      lody z bitą śmietaną;)
                      • dritte_dame "Masz bakałarzu.." :( 14.03.10, 23:43
                        matylda1001 napisała:

                        > Z godnością przyjmujesz razy zadawane przez Damę

                        Muszę zaprotestować przeciwko obrabianiu mi d.. ;)

                        Nie ma mowy o żadnych razach!
                        • dritte_dame Re: "Masz bakałarzu.." :( 14.03.10, 23:44
                          dritte_dame napisała:


                          > Nie ma mowy o żadnych razach!

                          Ani nawet o szczypaniu!
                          • matylda1001 Re: "Masz bakałarzu.." :( 14.03.10, 23:50
                            dritte_dame napisała:

                            > Nie ma mowy o żadnych razach!
                            >
                            > Ani nawet o szczypaniu!

                            :))) No już dobrze, niech będą buziaczki:)))
                      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 15.03.10, 19:41
                        Nie, no ja stoję na stanowisku, że mój błąd polegał na rozegraniu
                        rozmowy z koleżanką w restauracji. Mogłem inaczej to zaaranżować.
                        Fakt, że przyprowadziła obcych w celu wykorzystania sytuacji a i to,
                        że później obrabiała mi zadek w pracy robiąc z siebie ofiarę
                        chciwusa, sknery i wrednego kapitalisty wykorzystującego biednych
                        pracowników, etc, najzupełniej świadczy o tym, że nie zasługuje na
                        partycypowanie w innych przedsięwzięciach zespołu. Niestety, ona nie
                        chce tego zrozumieć.
                • Gość: jj Re: Nieproszeni goście na imprezie. IP: 83.1.16.* 14.03.10, 14:16
                  Rany! Co Ty wygadujesz??? Seth ma ją przepraszać?! Jedynym jego
                  błędem było to, że ją w ogóle zaprosił. Błąd niezawiniony, bo skąd
                  miał wiedzieć, że kobita posunie się do tak skandalicznego
                  zachowania. Powinien ją skreślić towarzysko raz na zawsze i zająć
                  myśli czym innym, bo to iddywiduum nie jest w ogóle warte, by się
                  nim zajmować.
                  • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 14:31
                    Gość portalu: jj napisał(a):

                    > Rany! Co Ty wygadujesz??? Seth ma ją przepraszać?!

                    Kolejny. Czy ja coś piszę o przepraszaniu? Raczej, że nie
                    przepraszać i na przeprosiny nie czekać. Czy tak trudno wyobrazić
                    sobie wyciągnięcie ręki na zgodę bez przepraszania? Czy to tak
                    rzadkie zjawisko w polskim przehonoryzowanym społeczeństwie?
    • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 23:27
      Obawiam się,że ja - dobrze wychowana - przywitałabym gości,
      zaprosiła do stołu, zapłaciła za nich ale z osobą która ich
      przyciągnęła już więcej nie współpracowała.
      W dzisiejszych czasach widzę takie zachowania niemające nic
      wspólnego z klasą, taktem i kulturą. Znam i omijam szerokim łukiem
      ludzi, którzy lubią pokazywać kogo to oni nie znają i w jakich to
      kręgach się nie obracają. No i pokazują to szwargowi w dresie.
      Podziwiam osoby które obcesowo takim pokazują jak oceniają ich
      zachowanie. Inaczej pewnie nie nauczy a nie wszyscy tak potrafią ...

      • dritte_dame Re: Nieproszeni goście na imprezie. 14.03.10, 23:40
        lena575 napisała:

        > Obawiam się,że ja - dobrze wychowana - przywitałabym gości,
        > zaprosiła do stołu, zapłaciła za nich

        Prawidowo :)


        > ale z osobą która ich
        > przyciągnęła już więcej nie współpracowała.

        Rzecz w tym, że w warunkach korporacyjnych najczęściej nie masz takiej możliwości.
        Kolegów z pracy i ich charakterów raczej się sobie samemu dowolnie nie wybiera.

        Lekki prostak może równocześnie być niezastąpionym dla nas współpracownikiem (na przykład: fachowym mentorem) przynoszącym znaczne korzyści naszej własnej karierze więc współpracować z nim nadal warto a i dopieścić od casu do czasu z zawodowej wdzięczności wypada i nie zaszkodzi.

        Trzeba sobie dyplomatycznie poradzić aby i nie stracić (za wiele) i korzystną współpracę jednak utrzymać.
        • minniemouse KOl 3 15.03.10, 02:22
          Kol 3, tepaku

          Nikt nie usprawiedliwia tej kolezanki ktora zespula Sethowi impreze, a juz na
          pewno nie ja, wyraznie napisalam ze wina byla wylacznie po jej stronie ze to ona
          zachowala sie po chamsku i to widzial kazdy i z daleka.

          ale to ze ktos zachowuje sie po chamsku to jeszcze nie znaczy ze nalezy
          chamstwem sie odplacac.
          ( tak tak wiem mam tu wlasny paragraf 22 :))

          najlepiej wszystko wytlumaczyla Dritte Dame,
          a Seth jest teraz bogatszy o jedno wiecej doswiadczenie jak urzadzac partie i
          jubileusze aby nie miec takich niespodzianek na przyszlosc


          a a ogole to mam pytanie SETH, no to gdybys mogl cofnac czas to jakbys sie
          teraz zachowal?


          Minnie
          • kol.3 Re: O, kolejne nożyce ! 15.03.10, 19:12
            Minnie, Ty coś wspominałaś o savoir vivre?
            • minniemouse Re: O, kolejne nożyce ! 16.03.10, 06:25
              Minnie, Ty coś wspominałaś o savoir vivre?

              tak, och ty tepaku, wciaz trzeba ci cos tlumaczyc :)

              Minnie
          • seth.destructor Re: KOl 3 15.03.10, 19:45
            Zrobiłbym imprezę w pracy po godzinach. Albo zaraz po pracy.
            • minniemouse Seth,destructor! 16.03.10, 06:30
              Zrobiłbym imprezę w pracy po godzinach. Albo zaraz po pracy.

              Seth,
              ale ja sie nie pytam co bys zrobil gdybys mogl od nowa zrobic cala impreze - ja sie pytam jak bys sie ponownie zachowal w tej samej sytuacji - czyli:
              ~ siedzicie juz w knajpie, i oto pojawia sie kolezanka z nieproszonymi goscmi w tym dwoma dzieciakami.


              a tak przy okazji - a widzisz Seth, a widzisz - twoja postawa, nawet jesli miales sluszne pretensje,
              w efekcie najgorzej obrocila sie przeciwko TOBIE.


              Minnie
              • seth.destructor Re: Seth,destructor! 16.03.10, 19:03
                Chyba najprościej byłoby dać napiwek właścicielowi restauracji i
                poprosić go o wyproszenie natrętów. Jakakolwiek moja osobista
                reakcja spotkałaby się z takim samym podejściem koleżanki, a z
                drugiej strony zgoda na jej warunki byłaby przykra dla pozostałych
                gości.
                • minniemouse Re: Seth,destructor! 16.03.10, 23:52
                  a z
                  drugiej strony zgoda na jej warunki byłaby przykra dla pozostałych
                  gości.


                  Mowisz ze gdyby potraktowac sprawe naturalnie, dostawic stolik jakby nigdy nic,
                  i kolezanka z towarzystwem by sie zwyczajnie dosiadla to reszta gosci by sie
                  czula zle 8i by byla niezadolona?
                  a moze boyfriend czy kto to tam by okazalby sie fajny i ta "gosciowa" tez,
                  klopot jedynie hmm z 'bachorami'....

                  Minnie
                  • dritte_dame Re: kłopoty, kłopoty... 17.03.10, 01:04
                    minniemouse napisała:

                    > a z
                    > drugiej strony zgoda na jej warunki byłaby przykra dla pozostałych
                    > gości.

                    >
                    > Mowisz ze gdyby potraktowac sprawe naturalnie, dostawic stolik jakby nigdy nic,
                    > i kolezanka z towarzystwem by sie zwyczajnie dosiadla to reszta gosci by sie
                    > czula zle i by byla niezadolona?
                    > a moze boyfriend czy kto to tam by okazalby sie fajny i ta "gosciowa" tez,
                    > klopot jedynie hmm z 'bachorami'....

                    "Bachory" też mogłyby okazać się fajne a jeśli rozbrykały by się zbytnio to nawet mogą być użyteczne :) bo wtedy można jawnie poprosić rodzica o opanowanie sytuacji - na przykład sugerując z uśmiechem że "Dzieci tak się wiercą i marudzą gdyż o tej porze na pewno są już bardzo zmęczone i chciałyby wrócić do domu..." :)).
                    Po takiej sugestii nikt przez dłuższy czas nie wytrzyma presji gromadzącej się nad nim opinii o nim jako o wrednym rodzicu męczącym dzieci! :)


                    A swoją drogą.. ciekawa to być musi kategoria restauracji, która za drobną opłatą wyprasza gości! ;))
                    A gospodarz przyjęcia będzie się tak temu po prostu przyglądał jak mu jakiś tam kelner gości wyprasza zamiast wziąć ich w obronę?
                    A co sobie wtedy inni goście o nim pomyślą?? ;))
                    • minniemouse Re: kłopoty, kłopoty... 17.03.10, 01:18
                      krotko mowiac Dritte Dame zebysmy nie wiem jak sugerowaly, kon jaki jest kazdy
                      widzi
                      Seth bedzie obstawal przy swoim zachowaniu i tyle.
                      :)

                      Minnie
                      • dritte_dame Re: kłopoty, kłopoty... 17.03.10, 04:09
                        minniemouse napisała:

                        > Seth bedzie obstawal przy swoim zachowaniu i tyle. :)

                        Albo może jednak z czasem stanie się prekursorem trochę innych zwyczajów niż te jeszcze powszechnie obowiązujące i uznawane za oczywiste i naturalne w Polsce?

                        Na tyle uznawane za oczywiste i naturalne że nawet rozsądny Lernakow się z nimi zgodził, zalecając natychmiastową konfrontację (w jego nomenklaturze: "edukację" ;)) i wytykając nam odosobnienie naszych opinii jako dowód ich niesłuszności :)

                        Nam to jednak "łatwo jest mówić" bo jak wiadomo "gra się tak jak przeciwnik pozwala" a w tym przypadku dla gospodarza przeciwnik to zarówno "intruz" jak i wszyscy pozostali goście, którzy grożą wyrobieniem sobie o gospodarzu złej opinii jeśli nie zdoła on zapewnić im miłego spędzdenia wieczoru zgodnie z zaproszeniem.

                        Wiele zależy od klasy tej grupy i tego środowiska.
                        Jeśli jest to "a bunch of empty suits" pod krawatami, zazdrosnych o swój status, który kojarzą z "ekskluzywnością" itp. oraz konfrontacyjnie nastawionych do wszystkiego co w ich mniemaniu może temu statusowi zagrozić to może być niełatwo.

                        Ktoś tu gdzieś w sąsiednim wątku niedawno napisał, i szukałam gdzie, ale mimo starań nie mogę znaleźć, że w Polsce przemoc jest niestety nadmiernie eksponowana przez media i przy tym nie spotyka się tamże z odpowiednio proporcjonalną do tej ekspozycji krytyką.
                        Skutek jest taki że ludzie dość powszechnie uważają stosowanie siły w stosunkach międzyludzkich za naturalne i zrozumiałe w bardzo licznych sytuacjach.


                        A pogonienie kogoś, nawet nieproszonego intruza, od własnego zastawionego na swój koszt stołu jest równocześnie i zastosowaniem siły i oznaką słabości (!).


                        Przez takie pogonienie daje się bowiem intruzowi i wszystkim świadkom do zrozumienia że jesteśmy słabi na tyle że intruz swoją akcją jest w stanie naszym interesom żywotnie zagrozić.

                        Prawo karmienia innych jest przywilejem jednostek silnych i dominujących w grupie.

                        Przywilejem obserwowanym także w świecie zwierzęcym i przez osobniki dominujące zazdrośnie strzeżonym.
                        Na przykład, ptak dominujący w stadzie często oferuje innym ptakom znalezione przez siebie kawałki pożywienia, ale gdy ptak "podrzędny" poważy się zaoferować kąsek dominującemu, to jest natychmiast goniony precz z wielkim krzykiem!

                        Oferowanie innym własnego pożywienia może być bowiem formą demonstracji własnej siły: "Patrzcie, jestem taki silny i wspaniały że nawet mogę sobie pozwolić nawet na oddanie wam bez szkody dla siebie żywności, którą sam znalazłem, a której wy stale poszukujecie z takim trudem!"

                        A wśród ludzi, poczynając od grup małych ku coraz większym:

                        Silni rodzice karmią słabe dzieci.

                        Silne organizacje i jednostki nie wahają się gościć na swój koszt niezbyt ściśle określonej z góry liczby gości. X+osoba(y) towarzysząca(e) często wystrcza i nikt nie liczy i nie wyprasza "towarzyszących".

                        Rozdawnictwo własnego majątku jest skuteczną metodą znacznego podniesienia swojego statusu społecznego, od plemion indiańskich zachodniego wybrzeża Kanady do Billa Gatesa i Warrena Buffetta.

                        (Tu niektóre ciekawostki z linka w powyższym akapicie: "The status of any given family is raised not by who has the most resources, but by who distributes the most resources. The hosts demonstrate their wealth and prominence through giving away goods.", i to: "Potlatching was made illegal in Canada in 1885 and the United States in the late nineteenth century, largely at the urging of missionaries ... " ;)) "The ban was only repealed in 1951.")

                        A sięgając do poziomu państwowego to mamy tu przykład pięćdziesięciu tysięcy dolarów oficjalnie przeznaczonych na pomoc dla słabego, zrujnowanego naturalnym kataklizmem Haiti przez kraj, którego tu nie nazwę ;) i grubo ponad dwustu milionów dolarów przeznaczonych na ten sam cel przez inny kraj, mający o 11% mniej ludności :))))

                        Czyli, jednym już na koniec zdaniem: "Jak cię widzą, tak cię piszą."

                        Jeśli chce się uchodzić za silnego i wspaniałego, to trzeba się tak zachowywać jak stać na to tylko silnych i wspaniałych, albo co najmniej zachować wszystkie zewnętrzne pozory tego że się tak właśnie zachowujemy :)
                        • dritte_dame Albo... 17.03.10, 04:25
                          dritte_dame napisała:

                          > Jeśli chce się uchodzić za silnego i wspaniałego, to trzeba się tak zachowywać jak stać na to tylko silnych i wspaniałych, albo co najmniej zachować wszystkie zewnętrzne pozory tego że się tak właśnie zachowujemy :)


                          Albo można zadowolić się tylko opinią silnego.

                          (Jeśli tylko na tyle nas stać i/lub tylko na tym nam zależy. ;D)
                          • minniemouse Re: Albo... 17.03.10, 21:01
                            czyli albo mozna byc silnym albo eleganckim, ale nie obydwa na raz? :)

                            hmm a mnie sie wydaje ze w PL zanikl rowniez zdrowy rozsadek.

                            przeciez sam Seth podaje ze teraz znajoma go obsmarowuje na lewo i prawo, czyli
                            jasne jest ze efektem JEGO wlasnego zachowania
                            jest ow niesmak i fetor ktory, ja przewiduje, jeszcze dlugo bedzie sie
                            snul,
                            pomimo ze gafe popelnila zasadniczo kolezanka.
                            Och Seth Seth kiedy ty to zrozumiesz... :)


                            a ktorego mozna bylo doskonale uniknac poprzez eleganckie "alez prosimy!' - tym
                            samym wychodzac wlasnie na tego silnego. czyli herosa.

                            dlaczego HEROSA - bo tylko macho heros potrafi elegancko udzwignac trud ciezkiej
                            i niemilej sytuacji = nieproszeni goscie, dodatkowe koszta $$$, swiadomosc ze
                            goscie wykorzystuja sytuacje, a wiec za jednym zamachem pokazujac wyraznie jakim
                            jestesmy wspanialym, zdecydowanym liderem. czyli nasz status = ho-ho-ho!!!!!!
                            i jak nawiazalam wczesniej a ty rowniez poczynilas interesujace obserwacje re:
                            dzieci,
                            ze
                            nie bylo powiedziane z gory ze boyfriend mialby okazac sie niemila osoba do
                            towarzystwa jak rowniez jego siostra.
                            wrecz przeciwnie, nie wiadomo czy nie okazaliby sie tzw dusza towarzystwa.

                            A na pewno wiele zalezy od tego jak gospodarz wprowadza nowych gosci w grono
                            siedzacych juz biesiadnikow - jezeli z szerokim usmiechem i rzesko mowi cos w
                            stylu" poznajcie sie z najsympatyczniejsza para w .., zrodlem najlepszych
                            kawalow jakie w zyciu uslyszycie ale to juz na deser" czy cos w tym stylu, to
                            trudno nie stworzyc pozytywnej atmosfery i milego nastawienia do nieoczekiwanych
                            gosci.

                            no a jesli sadza sie ich przy stole w wymownym grobowym milczeniu,
                            wykrzywiona wsciekle mina lub co gorsza burczac cos zimno pod nosem.....

                            Minnie
                            • seth.destructor Re: Albo... 17.03.10, 22:40
                              Nie sądzę. Z wypowiedzi moich znajomych, którzy zostali w
                              restauracji wynikało, że raczej mieliby żal do mnie, że sami nie
                              przyszli ze swymi rodzinami i sąsiadami. Więc zamiast jednej
                              obrażonej miałbym kilkoro więcej. Zwłaszcza, że ona jest raczej
                              nowa, więc takie uprzywilejowanie tym bardziej stawiałoby mnie w
                              głupiej sytuacji.
                              I tak źle i tak niedobrze.
                              A co do restauracji - to prowadzi ją mój dobry znajomy.
                              • dritte_dame Re: Albo... 18.03.10, 15:27
                                seth.destructor napisał:

                                > ona jest raczej nowa

                                "Nowemu" w grupie grupa powinna wybaczyć więcej niż każdemu z pozostałych swoich
                                członków, zanim nowy dostatecznie nie pozna subkultury tej swojej nowej grupy i
                                przez to przestanie być już nowym.

                                Nowy może mieć inne od Was przyzwyczajenia, które uchodziły za normalne w jego
                                poprzedniej grupie.
      • horpyna4 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 15.03.10, 13:09

        Lena dobrze mówi (pisze).

        Zrobiłabym tak samo (dobra mina do złej gry, zapłacenie za gości
        wciskających się na krzywy ryj), a potem panienkę traktowałabym jak
        trędowatą.
        Tylko kontakty zawodowe, ale już więcej żadnego zapraszania. Nawet
        na imprezy związane z firmą. Niech się potem zastanawia, dlaczego.
        A jakby spytała kiedyś wprost, rozżalona, to powiedziałabym jej bez
        owijania w bawełnę.
    • polska_potega_swiatowa to troche smutne... 15.03.10, 08:59
      Nie przejmuj sie nimi. Swoja droga to ja bym nie przyszedl na
      impreze na ktora niebylbym oficjalnie zaproszony. Czulbym sie jak
      nieproszony gosc, i to zupelnie popsulo by mi humor i apetyt, zdajac
      sobie sprawe caly czas ze gospodarz tej imprezy moze mylec o mnie
      jako o; "o kims ktory przyszedl sie narzrec za darmo" ... :)


      Poza tym nie chcialbym byc wyrzucony jako nieproszony gosc, wiec
      suma sumarum; kolezanka nie powinna przywlekac z soba chlopaka i tym
      bardziej jego rodziny. Z drugiej strony mysle ze po prostu im sie
      zbytnio nie powodzi, i liczyli wkoncu na odrobine luksusu. To smutne
      wciaz ta Polska rzeczywistosc....
    • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 12:46
      Czytam dobre rady jak to wizerunek Setha zyskałby, gdyby
      nieproszonych gości podjął z otwartymi ramionami. Jakim silnym i
      bogatym byłby przez to samcem. I jaki smród się za nim ciągnie, bo
      tego nie zrobił.
      I nie mogę nie wspomnieć, że wizerunek to nie jest jakiś jednolity
      status określany w sposób nieznoszący sprzeciwu przez forumowe
      koleżanki. Że Seth wskutek swych działań ma minus do wizerunku w
      oczach koleżanki z zespołu i plusy u pozostałych zaproszonych, którym
      oszczędził niezręcznej sytuacji (a co najmniej nie ma minusów u tych,
      którzy po przywitaniu bagażu koleżanki mieliby żal, że sami nie
      dostali przyzwolenia na sprowadzenie własnego towarzystwa). Że
      obrabianie mu tyłu przez koleżankę to znów minus w oczach
      popierających koleżankę (są tu tacy? w firmie pewnie też niewielu) i
      plusy u tych, którzy wspierają Setha. Gdyby przeliczyć to według
      proporcji, jakie pojawiły się na forum, to Seth per saldo zyskał na
      sumarycznej zmianie wizerunku, nawet jeśli lokalnie stracił. I tyle.
      • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:19
        lernakow napisał:

        > to Seth per saldo zyskał na sumarycznej zmianie wizerunku, nawet
        > jeśli lokalnie stracił. I tyle.

        Gdyby rezultatem opisanego wydarzenia były jedynie zmiany wizerunków
        tu i tam, to tak by to wyglądało. Niestety, do rezultatów należy
        dorzucić jeszcze uciążliwy konflikt w miejscu pracy, myślę, że
        istotniejszy niż żonglerka wizerunkami. Konflikt, który będzie miał
        tendencję do rozwoju. Przy życzliwym poklasku zarówno tych, u
        których wizerunek zyskał, jak i tych u których stracił. Biurowe
        igrzyska wszyscy lubią. Poza tymi co muszą lać się w ringu, sethem i
        jego koleżanką.
        • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:34
          piwi77 napisał:

          > Niestety, do rezultatów należy dorzucić jeszcze uciążliwy
          > konflikt w miejscu pracy,
          > (...)
          > Biurowe igrzyska wszyscy lubią.
          >
          Skoro wszyscy lubią, to chyba dobrze. Seth weźmie na klatę, a
          koleżanka może szybciej poszuka się w innym zespole.
          • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:41
            lernakow napisał:

            > Skoro wszyscy lubią, to chyba dobrze. Seth weźmie na klatę, a
            > koleżanka może szybciej poszuka się w innym zespole.

            Mam wrażenie, że lekceważysz bojową zdolność koleżanki setha.
            • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:53
              piwi77 napisał:

              > Mam wrażenie, że lekceważysz bojową zdolność koleżanki setha.
              >
              Być może. A trochę uważam, że im mocniej ona kopie, tym bardziej
              trafia we własny tyłek.
        • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:51
          Biurowe igrzyska można wyciszyć lub podgrzać. Takt i kultura z
          jednej strony kończy sprawę. Gdy jej nie ma z obydwu stron to
          igrzyska gotowe.
          Nie wszyscy to lubią. Wręcz perzeciwnie. I omijają szerokim łukiem
          nawet tego "mniej winnego" igrzysk bo obawiają sie rykoszetów. A w
          igrzyskach nie ma już mniej czy bardziej winnych.
          Szczerze powiedziawszy, na ogół w "rozgrywkach biurowych" omija się
          ludzi bez taktu i kultury bez względu na to czy to strona
          nierozumiejąca,ze tego nie ma czy też strona usiłująca ich podobnymi
          metodami wychowywać.
          • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 14:01
            lena575 napisała:

            > Nie wszyscy to lubią. Wręcz perzeciwnie. I omijają szerokim łukiem
            > nawet tego "mniej winnego" igrzysk bo obawiają sie rykoszetów. A w
            > igrzyskach nie ma już mniej czy bardziej winnych.

            W każdym razie, gdy konflikt rozgorzał już na dobre, nikt nie chce
            pamiętać kto go rozpoczął. Do publicznej biurowej świadomości z
            wolna, ale z czasem coraz silniej, przedziera się zupełnie inna nowa
            prawda, że winna jest strona słabsza, ma ona coraz mniej sekundantów
            i to ona skazana jest na porażkę. Choć bywają niespodziewane zwroty
            akcji.
            • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 14:29
              Efekt końcowy - jeśli seth zaprosi innym razem ludzi na oblewanie
              sukcesu, niewielu przyjdzie. Oby jeszcze z góry to powiedzieli
              wymawiając się czymś "naprawdę ważnym".
              • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 19:52
                Następnym razem zrobię imprezę rodzinną.
                • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 23:59
                  A co zrobisz, gdy ktoś przyprowadzi kogoś spoza rodziny ?
                  Niezaproszonego?
                  • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:31
                    Nic - użyłem skrótu myślowego.
      • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:24
        Mylisz się. Wizerunek człowieka na określonym poziomie nie zależy od
        oceny innych z różnych poziomów. Jest czymś obiektywnym, co ma
        człowiek wenątątrz siebie ... chyba,ze nia ma to wtedy (mu) zalezy.
        Czy jesli nie wdam się w pyskówkę z babą na placu targowym choć ona
        mnie zaczepia to będzie miało dla mnie znaczenie co pomyślą inne
        baby ? Czy jesli na brzydkie słowa nie zaregguje róznie chamskimi to
        starcę "na honorze" ?
        • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:40
          lena575 napisała:

          > Wizerunek człowieka na określonym poziomie nie zależy od
          > oceny innych z różnych poziomów. Jest czymś obiektywnym, co ma
          > człowiek wenątątrz siebie ... chyba,ze nia ma to wtedy (mu) zalezy.
          >
          Wizerunek mamy wewnątrz siebie? No cóż - wewnątrz siebie też. Mamy
          wizerunek we własnych oczach i nie odniosłem wrażenia, by Sethowi on
          ucierpiał. Oprócz tego mamy wizerunek w oczach innych. Dużo dużo
          takiego wizerunku. I o nim były wątki, do których się odnosiłem.

          > Czy jesli nie wdam się w pyskówkę z babą na placu targowym choć ona
          > mnie zaczepia to będzie miało dla mnie znaczenie co pomyślą inne
          > baby ? Czy jesli na brzydkie słowa nie zaregguje róznie chamskimi
          > to starcę "na honorze" ?
          >
          Z babą na placu targowym też można różnie postąpić. Jeżeli otaczają
          nas jej przyjaciółki o podobnym poziomie, to w zasadzie niezależnie
          od metody nie zyskamy niczego, na czym mogłoby nam zależeń. Ale
          sytuacja miała miejsce w zupełnie innym towarzystwie i inne były
          wizerunkowe konsekwencje różnych zachowań.
          Moim zdaniem Seth postąpił słusznie i gdybym był wśród jego gości na
          tej imprezie, to w moich oczach raczej urósłby niż zmalał. I
          rozglądając się po forum mam wrażenie, że nie jestem w tej ocenie
          odosobniony.
          • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 13:56
            Wręcz przeciwnie, uważam,ze sethowi wizerunek ucierpiał, i to - moim
            zdaniem - ucierpiał mu w towarzystwie, co skłoniło go do przemyśleń.
            Bo człowiek powienien podciągać innych do swojego poziomu a nie
            schodzić do poziomu innych. Jeśli łatwo schodzi do niskiego poziomu
            zachowań to znaczy,że ma to ledwie wyuczone ale jeszcze nawet nie
            wypraktykowane.
      • dritte_dame Re: saldo 18.03.10, 13:45
        lernakow napisał:

        > wizerunek to nie jest jakiś jednolity
        > status określany w sposób nieznoszący sprzeciwu przez forumowe
        > koleżanki.
        [...]
        > Gdyby przeliczyć to według proporcji, jakie pojawiły się na forum, to Seth per saldo zyskał na sumarycznej zmianie wizerunku, nawet jeśli lokalnie stracił.


        Masz oczywicie rację.
        Sama napisałam wcześniej że wszystko zależy od rodzaju środowiska, w którym działamy.

        Wszyscy piszemy przede wszystkim na podstawie swojego własnego doświadczenia a proporcje są takie jakie są gdyż Minnie i ja jesteśmy tu w mniejszości i okazuje się że nasze doświadczenia towarzyskie są już nieco inne niż piszącej tu większości.

        Rozumiem dlaczego Seth w swoim środowisku per saldo zyskał, ale w naszym takim samym działaniem zdecydowanie by per saldo stracił.

        A bierze się to jak myślę ze znacznie większej różnorodności etnicznej i kulturowej obecnego środowiska mojego i Minnie, która to różnorodność sprawia że do bezkonfliktowego funkcjonowania takiej społeczności wszyscy muszą stale unikać konfrontacji z powodu formalnych uchybień "grzecznościowych" gdyż nigdy nie ma gwarancji co do prawdziwych intencji tej drugiej strony.
        To co dla nas wygląda na uchybienie (na przykład: sprowadzenie całej swojej rodziny na prywatne przyjęcie, godzinne spóźnienie, obsłużenie kogoś w sklepie z powodów praktycznych poza kolejką, itp.), dla członka innej kultury moż być całkowicie dopuszczalne, naturalne, a nawet oczekiwane.
        U nas mogło by się a przykład okazać że ktoś przychodzący z większą grupą na nasze prywatne przyjęcie w istocie chciał nas wyróżnić i uhonorować przez tak szerokie podzielenie się z nami kręgiem swoich własnych znajomych i bliższe dopuszczenie nas do swojego życia prywatnego.

        I w sumie taka wynikająca z tej koniecznej ostrożności niekonfrontacyjność trochę bardziej mi odpowiada niż bezpardonowe odstrzeliwanie tych według nas "oczywiście niewychownych".


        No, ale w tym naszym obecnym kraju to my nawet mówimy "dziękuję" maszynom sprzedającym napoje, czipsy i batoniki! ;D;D
        • lernakow Re: saldo 18.03.10, 13:58
          dritte_dame napisała:

          > I w sumie taka wynikająca z tej koniecznej ostrożności
          > niekonfrontacyjność trochę bardziej mi odpowiada
          > niż bezpardonowe odstrzeliwanie tych według nas
          > "oczywiście niewychownych".
          >
          Piękna i kusząca wizja. Też bym tak chciał. A nie nadużywają tam tego
          u Was?

          > No, ale w tym naszym obecnym kraju to my nawet mówimy "dziękuję"
          > maszynom sprzedającym napoje, czipsy i batoniki! ;D;D
          >
          To akurat zrozumiałe. My im mówimy inne rzeczy, gdy zeżrą dwa złote,
          ale w sumie na jedno wychodzi - rozmawiamy z maszynami.
        • agulha "multi-kulti" 19.03.10, 01:09
          Mam niejasne wrażenie, że odnosisz się z wyższością do nas, którym nie jest dane
          żyć w środowisku różnorodnym kulturowo i etnicznie. Zwróć uwagę, jak stawiasz
          sprawę: MY (cywilizowana dritte_dame i Minniemouse - zdaje się, że chodzi Ci o
          Stany Zjednoczone, choć pewności nie mam) kontra Polacy, którzy w ciemnogrodzie
          żyją i nosa zeń nie wyściubiają. To tak na marginesie. Oczywiście, trafna jest
          Twoja obserwacja, że w środowisku różnym kulturowo nie jest łatwo oceniać cudze
          intencje czy dobre maniery - co wie każdy, komu kiedykolwiek było dane spożywać
          posiłek w małej odległości od Koreańczyków czy Wietnamczyków (chodzi mi o
          odgłosy). Ale czy nie dałaś sobie jednak trochę zamieszać w głowie tą polityczną
          poprawnością? Dlaczego uważasz, że różnorodność jest wartością, jest dobra? Czy
          pozwolisz, że wyznam, że niemal całkowita homogenność i jednolitość naszej
          populacji jest wartością przeze mnie cenioną? Im częściej po Europie podróżuję
          (poza Europę też się wypuszczam), tym bardziej sobie to cenię? Jedną z zalet tej
          jednorodności jest to, że my tu w Polsce możemy raczej bezbłędnie oceniać
          zamiary, zachowanie i intencje innych osób, innych Polaków. Przyjście w dresie
          niezaproszonym do restauracji, przez Polaka, w Polsce, ma zatem dość
          jednoznaczny wydźwięk.
          Maszynom nie mów "dziękuję", tylko postaraj się odżywiać nieco bardziej zdrowo.
          Sałatki, warzywa, a nie czipsy i batoniki :-).
          • minniemouse Re: "multi-kulti" 19.03.10, 04:01
            Przyjście w dresie
            niezaproszonym do restauracji, przez Polaka, w Polsce, ma zatem dość
            jednoznaczny wydźwięk


            WSZEDZIE ma jednoznaczny wydzwiek.

            Czy to Kanada czy USA na party nie przychodzi sie niezaproszonym a do tego na eleganckie party - w dresie.

            Ale przeciez nie zapominaj ze tu nie ma zadnych watpliwosci co do zachowania kolezanki - ze zachowala sie niewlasciwie, ba "po chamsku" i bezczelnie w dodatku a intencje jej gosci- zeby "najesc sie na krzywy ryj" - byly dla wszystkich jasne.
            tego przeciez nie debatujemy.
            debatujemy jak nalezalo sie zachowac lub raczej- jak kto by sie zachowal bo takie pytanie zadal Seth.

            a jakie byly konsekwencje zachowania Setha napisal sam Seth - "CRISIS".
            jak widzisz, jego postepowanie jednak stworzylo CRISIS nawet w Polsce, kraju gdzie intencje sa takie przejrzyste?...


            Minnie
          • dritte_dame Re: "multi-kulti" 19.03.10, 04:15
            agulha napisała:

            > Mam niejasne wrażenie, że odnosisz się z wyższością do nas, którym nie jest dane
            > żyć w środowisku różnorodnym kulturowo i etnicznie.

            Czyżbyś także cierpiała na deficyt poczucia własnej wartości? ;)

            Ja po prostu w takim środowisku żyć bardzo lubię.
            Nie ma chyba nic złego w dzieleniu się swoim i wrażeniami i zadowoleniem z tego, co się bardzo lubi??


            > Zwróć uwagę, jak stawiasz
            > sprawę: MY (cywilizowana dritte_dame i Minniemouse
            [...] kontra Polacy, którzy w ciemnogrodzie
            > żyją i nosa zeń nie wyściubiają.

            Zwróć uwagę na to, że to Ty twierdzisz że ja tak stawiam sprawę :)


            > - zdaje się, że chodzi Ci o Stany Zjednoczone, choć pewności nie mam)

            :)))

            Właśnie dowiodłaś swego zadziwiającego wprost braku zdolności obserwacyjnych.
            To by poniekąd tłumaczyło Twe dalsze zwierzenia że w różnorodności kulturowej nie widzisz niczego interesującego :)


            > Dlaczego uważasz, że różnorodność jest wartością, jest dobra?

            Dlatego że mam na codzień okazję i przyjemność obserwować jak korzystnie wpływa ona na odznaczającą się taką różnorodnością społeczność.

            W moim obecnym kraju osiedla się rocznie 1% nowych przybyszów, w stosunku do obecnej już tu ludności.
            Czyli: po dziesięciu latach co dziesiąta osoba widziana przeze mnie na ulicy jest tu "nowsza" ode mnie.
            Po dwudziestu latach - co piąta.

            Nowi przybysze, aby sobie w początkach tutejszego życia poradzić, muszą obdarzać zaufaniem tutejsze organizacje i ludzi już tu wcześniej osiadłych. "Nowi" są w znacznym stopniu zdani na ich "łaskę", na to, że "starzy" także obdarzą ich zaufaniem - przyjmą najróżniej wyglądających nieznajomych do pracy, wpuszczą do domów, pozwolą zaprzyjaźnić się dzieciom, szczerze i chętnie doradzą w najróżniejszych życiowych sprawach codziennych i nie wykorzystają ich początkowego niezorientowania na ich szkodę.

            I właśnie tak się dzieje.
            "Nowi" doświadczają tego zaufania i życzliwości, wyrastają w nim, i gdy już stają się "starymi" to je odwzajemniają i uważają za coś zupełnie naturalnego.

            A rezultaty?
            Na przykład: powszechny brak płotów odgradzających domy od ulic! :))
            (Jeśli już coś się w ogóle odgradza, to tylne ogródki ("backyards") między sąsiadami, ze względów praktyczno-estetycznych, dla trochę większej "prywatności" a nie dla ochrony.)

            No i w ogóle nigdzie nie widziałam tu jeszcze czegoś takiego jak kraty w oknach prywatnych domów lub specjalne "atestowane" drzwi "antywłamaniowe" :))
            (Nie to, że włamania się w ogóle nie zdarzają, ale nie zakłada się (i najczęściej, słusznie) że się zdarzą.)


            > Czy pozwolisz, że wyznam, że niemal całkowita homogenność i jednolitość naszej populacji jest wartością przeze mnie cenioną?

            Ależ oczywiście że pozwolę :)
            Popieram swobodę wyrażania wszelkich opinii, które nie szkodzą bezpodstawnie czyjemuś dobremu imieniu.


            > Jedną z zalet tej
            > jednorodności jest to, że my tu w Polsce możemy raczej bezbłędnie oceniać
            > zamiary, zachowanie i intencje innych osób, innych Polaków.

            Mam wrażenie, że najczęstszym rezultatem tej "bezbłędnej" oceny przez osoby wysoko ceniące sobie etniczną homogeniczność jest konkluzja że zamiarem innych Polaków jest głównie wykołowanie nas, oszukanie, obrażenie, zrobienie w ch.., w bambuko, itp.
            Wrażenie swe opieram na nieustającym dopływie informacji z prasy krajowej o podsłuchach, teczkach, lustracjach, zarzutach wobec Owsiaka, "kwitach", "hakach", wciąż nowych aferach i tak dalej, a także na tym jak ciągle jeszcze przebiega załatwianie spraw w urzędach, gdzie bez tony papierków i "podkładek" najczęściej ani rusz (choć widać że już idzie na lepsze..).

            Nawet ustawa "o ochronie danych osobowych", znakomicie utrudniająca moim tutejszym polskim znajomym odnowienie kontaktów ze swoimi dawnymi kolegami szkolnymi o czymś świadczy.
            Podczas gdy rejestr telefoniczno-adresowy mojego kraju jest bez problemów i po prostu dostępny wszystkim do użytku.

            Według mnnie, działa tu mechanizm: "Znam cię, jak zły szeląg!"
            (a więc "wiem", że niczego dobrego się po tobie nie mogę spodziewać, pamiętam niecne postępki twoich przodków do dziesiątego pokolenia wstecz i już nic w tym nie zmienisz)

            Zamiast: "Nie znam cię, a więc na dobry początek znajomości przyjmę że masz wobec mnie dobre intencje."
            (dopóki nie udowodnisz że jest inaczej)


            > Przyjście w dresie
            > niezaproszonym do restauracji, przez Polaka, w Polsce, ma zatem dość jednoznaczny wydźwięk.

            Sorry.. ale w omawianym przez nas przypadku "dresiarz" był zaproszony. Co prawda nie przez gospodarza bezpośrednio, ale jako osoba bliska gościowi bezpośrednio zaproszonemu miał moim zdaniem pełne prawo uważać że jest zaproszony domyślnie.
            W żadnej znanej mi kulturze Zachodniej nie zaprasza się ludzi na formalne przyjęcia "bez osób towarzyszących".


            > Maszynom nie mów "dziękuję", tylko postaraj się odżywiać nieco bardziej zdrowo.

            Doceniam Twoją o mnie troskę :)
            • dritte_dame Re: osoby towarzyszące 19.03.10, 04:37
              dritte_dame napisała:


              > W żadnej znanej mi kulturze Zachodniej nie zaprasza się ludzi na formalne przyjęcia "bez osób towarzyszących".

              A już szczególnie, nie zprasza się dam bez osób towarzyszących.

              Myślę że bierze się to z tego, że gospodarzowi dbałemu o dobro i bezpieczeństwo swoich gości nie wolno dopuścić do tego żeby zaproszona przez niego dama wracała po przyjęciu późną porą do domu samotnie.

              A więc: jeśli gospodarz sam nie zamierza lub po prostu nie jest w stanie odprowadzić damy osobiście to powinien być wdzięczny nawet "dresiarzowi" że go w tym obowiązku może wyręczyć.
              • angelfree Re: osoby towarzyszące 19.03.10, 09:31
                > dritte_dame napisała:
                >
                >
                > > W żadnej znanej mi kulturze Zachodniej nie zaprasza się ludzi na formalne
                > przyjęcia "bez osób towarzyszących".
                >
                > A już szczególnie, nie zprasza się dam bez osób towarzyszących.
                >
                > Myślę że bierze się to z tego, że gospodarzowi dbałemu o dobro i bezpieczeństwo
                > swoich gości nie wolno dopuścić do tego żeby zaproszona przez niego dama wraca
                > ła po przyjęciu późną porą do domu samotnie.
                >
                > A więc: jeśli gospodarz sam nie zamierza lub po prostu nie jest w stanie odprow
                > adzić damy osobiście to powinien być wdzięczny nawet "dresiarzowi" że go w tym
                > obowiązku może wyręczyć.


                A co, jeśli dama jest samodzielna, dorosla i stać ją na taksówkę?
                • dritte_dame Re: osoby towarzyszące 19.03.10, 13:06
                  angelfree napisała:

                  > A co, jeśli dama jest samodzielna, dorosla i stać ją na taksówkę?

                  No to co?

                  Wolno jej powiedzieć żeby na pewno nikogo ze sobą nie przyprowadzała? :)
                  • angelfree Re: osoby towarzyszące 19.03.10, 13:11
                    > A już szczególnie, nie zaprasza się dam bez osób towarzyszących.

                    Ale mam nadzieję, że bez towarzystwa taka dama jednak zostanie zaproszona ; )
                    • dritte_dame Re: osoby towarzyszące 19.03.10, 13:26
                      angelfree napisała:

                      > > A już szczególnie, nie zaprasza się dam bez osób towarzyszących.
                      >
                      > Ale mam nadzieję, że bez towarzystwa taka dama jednak zostanie zaproszona ; )

                      Owszem, ale gospodarz nie proponując jej przybycia w towarzystwie powinien mieć pewność że jest ona zdeklarowanym singlem.

                      W takim przypadku przez grzeczność nawet nie powinien on proponować jej przybycia w towarzystwie ale jednak powinien mieć taktowne oko na jej aranżacje powrotu do domu.

                      Trochę "napita" dama bywa jednak wieczorami na miejskich ulicach narażona na różne atrakcje, przed którymi nieszczególnie ją chroni to że jest samodzielna i dorosła.

                      Może uda się ją zachęcić aby drogę do domu odbyła w towarzystwie innych wychodzących właśnie gości, którzy akurat mają "po drodze" i też chętnie przystaną na taką kontynuację miłego towarzystwa?

                      A może można zamówić usługę znajomego, godnego zaufania taksówkarza?
              • luksusowa.narzeczona Re: osoby towarzyszące 23.03.10, 00:23
                > dritte_dame napisała:
                >
                >
                > > W żadnej znanej mi kulturze Zachodniej nie zaprasza się ludzi na formalne
                > przyjęcia "bez osób towarzyszących".


                w takim razie nie znasz wysp brytyjskich, tam wlasnie tak jest :)
            • agulha Re: "multi-kulti" 19.03.10, 18:21
              Wiesz, ale używasz argumentów "ad personam". O tym braku zdolności
              obserwacyjnych. To był chyba pierwszy post w tej dyskusji, gdzie dałaś
              podpowiedź co do tego, w jakim kraju mieszkasz. Nie śledzę Twojej aktywności na
              innych forach. Notabene, w tym kraju jeszcze nie byłam - aczkolwiek mam tam
              dobrego znajomego, który dużo mi pisał na jego temat. Nie powiem, jest zadowolony.
              Nie twierdzę, że różnorodność kulturowa nie jest INTERESUJĄCA, ale że nie jest
              przeze mnie pożądana w moim własnym kraju. Nie jest przeze mnie uważana za
              pozytywną. Napatrzyłam się i nasłuchałam we Francji, Szwecji, Austrii, Wielkiej
              Brytanii, Niemczech, no i nie podoba mi się i już. Chodzi mi oczywiście o te
              większe różnice, a nie tak sympatyczne odmienności, jak Kaszubi, prawosławni
              Białorusini z okolic Białegostoku czy Tatarzy z Bohonik (naprawdę
              przesympatyczna pani nam pokazywała meczet). Chętnie jadę i oglądam sobie te
              odmienne kultury w miejscu, skąd pochodzą. Podróże są moją pasją. Nie tylko po
              Europie. A Ty, ile znasz tych "kultur zachodnich"? Także podróżujesz i
              pomieszkujesz w innych krajach Pierwszego Świata, czy ograniczasz się tylko do
              tego jednego?
              A w ogóle może wskazane byłoby, gdybyś na dobre zintegrowała się ze swoim nowym
              krajem i przestała oglądać wstecz, czytając prasę krajową i krajowe fora.
              • dritte_dame Re: "multi-kulti" 19.03.10, 19:34
                agulha napisała:

                > Wiesz, ale używasz argumentów "ad personam". O tym braku zdolności
                > obserwacyjnych. To był chyba pierwszy post w tej dyskusji, gdzie dałaś podpowiedź co do tego, w jakim kraju mieszkasz.

                Przecież taka podpowiedź jest już od bardzo dawna w każdym moim poście! :)
                Popatrz na moją sygnaturkę :)
                A ta moja uwaga była raczej wyrazem szczerego zaskoczenia i rozbawienia że jednak da się tej podpowiedzi nie zauważyć.


                > Nie śledzę Twojej aktywności na innych forach.

                Nie ma potrzeby. Od dość dawna już na żadnym innym otwartym forum nie piszę.
                To jedno to i tak jest już wystarczający "time sink" ;(


                > Nie twierdzę, że różnorodność kulturowa nie jest INTERESUJĄCA,
                > ale że nie jest przeze mnie pożądana w moim własnym kraju. Nie jest przeze mnie uważana za pozytywną.

                Czy gdy piszesz że "nie uważasz jej za pozytywną" to chcesz wyrazić że jest Ci ona obojętna czy raczej że uważasz ją za szkodliwą?


                > Napatrzyłam się i nasłuchałam we Francji, Szwecji, Austrii, Wielkiej
                > Brytanii, Niemczech, no i nie podoba mi się i już.

                Europa, Europa, ...

                Ja sama też miałam okazję w przeszłości być potraktowana jako właśnie trochę podejrzana "różnorodność" w niektórych krajach, które powyżej wymieniłaś, przez ludzi, którym zapewne nawet taka mała różnorodność jak moja nie podobała się, i już.

                No i nie podobało mi się to i już.

                Dlatego nie osiadłam tam, choć miałam możliwość i jedni zachęcali, ale jednak ci inni...


                > Chodzi mi oczywiście o te większe różnice

                A w szczególności o które?..


                > A w ogóle może wskazane byłoby, gdybyś na dobre zintegrowała się ze swoim nowym krajem i przestała oglądać wstecz, czytając prasę krajową i krajowe fora.

                Dlaczego? :))
                Integracji nie mylmy z asymilacją.

                Poza tym, napisałam przeciez że ja świetnie się czuję w różnorodności.
                Naprawdę nie mam żadnego problemu z wyborem i z byciem bi- państwową.
                I do tego uważam że mam do tego nadal pełne także moralne prawo - na przykład do brania udziału także w polskich wyborach władz politycznych.
                (Kiedyś już sprawę prawa do głosowania baaardzo wyczerpująco uzasadniałam na forum, więc gdy będzie trzeba to odkopię..)
                • dritte_dame Re: "multi-kulti" 19.03.10, 20:08

                  > > A w ogóle może wskazane byłoby, gdybyś na dobre zintegrowała się ze swoim nowym krajem i przestała oglądać wstecz

                  Tylko że tu takie "nieoglądanie się wstecz" jest praktycznie nieosiągalne gdyż przeważające siły i oficjalne państwowe i społeczne przeciwdziałają takiemu nieoglądaniu się! :))
                  My tu nie rozumiemy dlaczego miało by to być pożądane.
                  ("Tam na dole" to może rozumieją, ale to trochę inny kraj ;))

                  To właśnie ci co się oglądają dali ostatnio 200+ milionów dla Haiti, i są szczęśliwi że mogli, a ogromna większość z nich to nie byli haitańscy emigranci.

                  Gdy moje dzieciaki poszły do podstawówki to nauczyciele nastawali na to żeby im dokładnie powiedziały jak naprawdę należy wymawiać ich obco brzmiące imiona i potem wszyscy się tej wymowy nauczyli i taką stosowali.
                  Do "zangielszczania" swoich imion imigranckie dzieci w szkołach są zniechęcane.

                  Tu wręcz jakoś nie wypada być "tylko stąd" :))
              • minniemouse Re: "multi-kulti" 19.03.10, 21:05
                ". O tym braku zdolności
                > obserwacyjnych. To był chyba pierwszy post w tej dyskusji, gdzie dałaś
                > podpowiedź co do tego, w jakim kraju mieszkasz.


                Agulho, Dritte Dame ma w sygnaturce na niebiesko, wiec raczej mocno wyrozniajace
                sie, "O Canada" - kliknij to zobaczysz cos ciekawego :)
                skladam na karb migreny, nadmiernej excytacji i pospiechu przeoczenie tak
                oczywstego clue,
                mnie tez sie takie rzeczy zdarzaja :)

                Nie twierdzę, że różnorodność kulturowa nie jest INTERESUJĄCA, ale że nie jest
                > przeze mnie pożądana w moim własnym kraju. Nie jest przeze mnie uważana za
                > pozytywną. Napatrzyłam się i nasłuchałam we Francji, Szwecji, Austrii, Wielkiej
                > Brytanii, Niemczech, no i nie podoba mi się i już.


                Francja, Szwecja, Austria, UK i Niemcy to kraje znane ze swojego obrzydliwego
                nacjonalizmu i co z tego wyniklo - obrzydliwy rasizm i dyskryminacja, o
                wszyscy dobrze wiemy - a zwlaszcza MY Polacy.

                Miszkajac prawie juz 30 lat w Kanadzie a przedtem 25 w PL i troche w Niemczech
                mam porownanie.
                ZDECYDOWANIE wole Kanadyjski multikulturaklizm ktory pozwala kazdemu
                czlowiekowi byc czlowiekiem.

                I o ile czytajac argumenty D-D wcale nie mialam wrazenia ze sie wywyzsza,
                bynajmniej nie dlatego ze tez jestem stad,
                tak z przykroscia i wielkim zdziwieniem musze wyznac ze czytajac twoje mam
                wrazenie ze jestes taka wlasnie nacjonalistka, a do tego patronizujaca:

                tak sympatyczne odmienności, jak Kaszubi, prawosławni
                > Białorusini z okolic Białegostoku czy Tatarzy z Bohonik (naprawdę
                > przesympatyczna pani nam pokazywała meczet)


                mam wrazenie ze dla ciebie prawoslawni Bialorusini a Tatarka z Bohonik to
                jakies przesympatyczne owszem ale tylko okazy do ogladania, nigdy do spoufalenia
                sie.

                mam nadzieje ze sie gleboko myle.

                Minnie
                • agulha Re: "multi-kulti" 20.03.10, 08:19
                  Do niezauważenia Kanady w sygnaturce przyznaję się - spostrzegłam wczoraj. Inna
                  rzecz, że taka sygnaturka świadczy raczej o fascynacji danym krajem, co
                  niekoniecznie musi oznaczać zamieszkiwanie w nim. Migreny akurat przez ostatnie
                  dni nie miałam - dziękuję, pozwoliłaś mi uświadomić to sobie, faktycznie zwykle
                  to codziennie mnie głowa boli, ale teraz akurat był spokój ;-).
                  Co ja na to poradzę, że pani z Bohonik była sympatyczna i że mój pobyt tam był
                  tak króciutki, że ona dla mnie była po prostu wolontariuszką-przewodniczką
                  turystyczną. Nie okazem jakimś, ale nie przyjaciółką, tak jak nie jest moją
                  przyjaciółką moja fryzjerka albo pani w sklepie. Prawosławnego Białorusina
                  akurat nie znam żadnego, nie znam też Ormian ani Tatarów, za to znam ewangelików
                  z Cieszyna, zielonoświątkowców, Żydów (chociaż niereligijnych). Normalni ludzie
                  i współobywatele.
                  Odrębności większe, to - mówiąc brutalnie - zasłanianie twarzy i uniemożliwianie
                  identyfikacji, pobieranie zasiłków jako sposób na życie (nie mylić z
                  korzystaniem ze swojego prawa w razie przejściowych kłopotów), żądanie
                  wprowadzania szczególnych zasad dla swojej grupy (inne stroje w szpitalu,
                  zwolnienie z obowiązku uściśnięcia dłoni zwierzchnikowi przy promocji),
                  zabijanie własnych córek, jeżeli próbują żyć tak, jak otoczenie, próby
                  wymuszania rezygnacji z własnej tradycji przez kraj przyjmujący (zakaz szopek
                  bożonarodzeniowych). Albo dla odmiany tępienie używania słów "ojciec i matka" i
                  żądanie zastąpienia ich "rodzic 1 i rodzic 2". Co jeszcze? Palenie samochodów w
                  przypadku każdych zamieszek (i wywoływanie tych zamieszek) - specialite de la
                  maison pewnych kręgów etnicznych. Inne kręgi etniczne, te ze skośnymi oczami na
                  przykład, jakoś nie są z tego znane. Kanada jest specyficzna, bo trudno tu mówić
                  o kulturze rodzimej, własnej, tradycyjnej - no chyba, że o First Nations, które
                  w większości wymordowano albo sprowadzono do roli okazów właśnie (tak, wiem,
                  wiem, ostatnio to się zmienia - po prostu oni nie są już niebezpieczni).
                  Wszyscy inni są agresorami, nieprawdaż? Zważywszy na to, ile jest na świecie
                  ludnych krajów, gdzie ludziom jest gorzej niż u nas, nie jestem za tym, żeby
                  pozwolić osobom z tych krajów na nieograniczone sprowadzanie się do nas i
                  narzucanie nam swoich obyczajów. Odwrotnie też nie było słusznie (kolonializm),
                  a że w tej chwili mowa jest o tym, a nie tym drugim kierunku migracji, wynika
                  stąd po prostu, że Europejczycy akurat teraz nie migrują masowo do Tunezji,
                  Egiptu, Pakistanu itp. Ani Amerykanie i Kanadyjczycy nie wyjeżdżają masowo na
                  Ukrainę i Syberię. W Kanadzie nie wiem, jak jest, ale chyba z Ameryki Północnej
                  pochodzi ten dowcip: "Przedsiębiorca zatrudniał 4 pracowników : kobietę,
                  Murzyna, inwalidę i zdrowego, młodego, białego mężczyznę. Pewnego dnia zebrał
                  załogę i powiedział :-Przykro mi ale muszę zredukować zatrudnienie o jedną
                  osobę.- Kobieta: "Tylko spróbuj mnie zwolnić ty, seksistowski szowinisto,
                  zobaczysz, jak ci damy popalić!"-Murzyn: " Przecież wiesz, że zwolnienie mnie to
                  byłby przejaw rasizmu, nie odważysz się."-Inwalida: " Nie możesz mnie zwolnić,
                  Związek Niepełnosprawnych wytoczy ci proces, puści cię z torbami!"- wszyscy
                  spojrzeli na młodego, białego mężczyznę. Ten uśmiechnął się i powiedział:-"
                  Wiecie, niedawno odkryłem, że jestem gejem... ".
      • dritte_dame Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 14:59
        lernakow napisał:

        > I nie mogę nie wspomnieć, że wizerunek to nie jest jakiś jednolity
        > status określany w sposób nieznoszący sprzeciwu przez forumowe
        > koleżanki.

        Ale zwróć też uwagę na to, jakie Seth stawia w poście założycielskim pytanie:

        "Co byście zrobili w takim przypadku?"
        (A nie: "co ja powinienem był zrobić?")

        No to piszemy, co my byśmy zrobiły, i dlaczego. :)
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 19:55
        Wiesz, konflikt obecnie przycichł, koleżanka sama się przeniosła
        gdzie indziej, co uprościło mi życie, bo naprawdę korciło mnie, by
        ją przenieść, gdyż tworzyła złą atmosferę przez te gadanie. Na
        szczęście wziąłem na przeczekanie i życie toczy się dalej.
        • minniemouse Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 22:34
          Nie sądzę. Z wypowiedzi moich znajomych, którzy zostali w
          restauracji wynikało, że raczej mieliby żal do mnie, że sami nie
          przyszli ze swymi rodzinami i sąsiadami.


          Seth alez z ciebie naiwniak, no nie moge.
          chyba nie wyobrazasz sobie ze po tym wszystkim ktokolwiek ci powie prawde, ze:
          "a, trzeba bylo juz sobie darowac i zostawic kolezanke z jej chlamem, w koncu nic takiego sie nie stalo"

          wiadomo ze kazdy ci teraz bedzie kadzil i argumetnowal jak moze ze "slusznie zrobiles" a zwlaszcza ten co sie zalapal w twoje dobre laski,
          bo nie wiadomo czy nie przypadkiem takze nie bedzie musial sie nagle przeniesc, odgornie lub z wyboru
          bo podobnie jak kolezanka nie bedzie mogl wytrzymac napietej atmosfery.

          A ty najwyrazniej nadal nie widzisz jak daleko siegnely konsekwencje twojego wyboru:

          - na imprezie byl bardzo bardzo BARDZO niemily moment,
          - wszyscy goscie byli nieprzyjemnie poruszeni
          - kolezanka i jej goscie byli potraktowani bardzo nieprzyjemnie
          ` twoje dobre imie zostalo nadszarpniete
          - w efekcie teraz jest stek plotek i urazow
          - napieta atmosfera w pracy
          - atmosfera tak napieta ze kolezanka w koncu sie zwalnia
          - wszystko to z pewnoscia nie uchodzi uwadze szefow
          - zamiast samych milych wspomnien z jubileuszu, rozne swary, dasy, niesnaski i plotki

          podkreslam jeszcze ze moze ta praca, dokladnie stanowisko, mialo dla niej (kolezanki) wielkie znaczenie, ale tak jej popsules uklady ze emocjonalnie nie wyrabiala.

          a wszystko przez to nie zdobyles sie na odrobine tolerancji - RAZ.

          a teraz zastanowmy sie co by sie stalo jakby kolezanka zostala?

          NIC bo gosci bylo duzo, kazdy mial dla siebie towarzystwo,
          goscie by pojedli, POPILI a przy alkoholu zawsze czlowiek sie relaksuje wiec tak czy siak sie bawi.


          Minnie


          Warto przeczytac na forum Migrena:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
          • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 22:44
            Ona się nie zwolniła, ale zmieniła zespół. I zwróć uwagę, że ona
            sama wyszła, ja nie zdążyłem jej z tej restauracji wyrzucić. I nie
            wygląda to aż tak czarno, jak to opisujesz.
            • minniemouse Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 23:17
              Seth, to sa twoje wlasne slowa:

              No właśnie tego nie zrobiłem i jest crisis.

              Zastanow sie, przed kims sie wlasciwie tlumaczysz, przed blizej nieokreslonymi forumowiczami, czy raczej przed samym soba :)

              Minnie
              • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:35
                Jeden crisis więcej, jeden mniej. Próbowałem wyjaśnić sytuację i
                tyle.
          • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 07:08
            minniemouse napisała:

            > A ty najwyrazniej nadal nie widzisz jak daleko siegnely
            > konsekwencje twojego wyboru:
            >
            Na szczęście tak daleko sięgnęły one tylko w Twojej fantazji. Relacja
            Setha jest inna, ale co on tam wie - przecież tylko był na miejscu i
            jest na co dzień w zespole, nie to co Ty.
    • kol.3 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 18:39
      Dla mnie cała ta historia zahacza nie tyle o sv i normy współżycia,
      ile o psychologię. Niewychowana jak już się wszyscy zgodzili
      koleżanka przyszła do restauracji ciągnąc za sobą znajomych, chcąc
      narzucić Sethowi ich towarzystwo, konieczność ugoszczenia i
      zapłacenia. Gdyby Seth się zgodził na ich towarzystwo oznaczałoby to
      zwycięstwo chamowatej koleżanki i zdominowanie Setha, który miałby
      poczucie, że jest wykorzystywanym jeleniem, a koleżanka miałaby
      poczucie że wykorzystuje jelenia i wszystko idzie pod jej dyktando.
      Nie można pozwolić by chamy nami kierowały, dlatego należało
      koleżankę wyprosić i zdusić w zarodku jej ciągoty do prowadzenia
      Setha na sznurku.
      Jeżeli Seth ma jakikolwiek wyrzuty sumienia, to należałoby zapytać o
      jego charakter o jego kręgosłup, o to czy nie daj Boże jest na
      kierowniczym stanowisku, i czy się w ogóle na to stanowisko nadaje,
      skoro ma wątpliwości co do tego, że powinien kontrolować swojego
      życie, a nie chodzić pod dyktando jakiejś wątpliwej osobistości.
      • dritte_dame Re: stanowisko 18.03.10, 18:54
        kol.3 napisała:

        > Jeżeli Seth ma jakikolwiek wyrzuty sumienia, to należałoby zapytać o jego charakter o jego kręgosłup, o to czy nie daj Boże jest na
        > kierowniczym stanowisku, i czy się w ogóle na to stanowisko nadaje,

        No cóż, z tego co piszesz Kol.3, widzę że raczej nie nadajesz się na kierownicze stanowisko w organizacji, w której ja obecnie pracuję.
        • kol.3 Re: stanowisko 18.03.10, 20:57
          Uważasz, że Twoja opinia o czymkolwiek decyduje?
          Domyślam się że pracujesz w Ministerstwie Ględzenia.
          • dritte_dame Re: stanowisko 18.03.10, 21:34
            kol.3 napisała:

            > Uważasz, że Twoja opinia o czymkolwiek decyduje?

            Zwracam tylko uwagę na to, że w sprawnie działającej dużej międzynarodowej organizacji człowiek do tego stopnia niewłaściwie oceniający sytuację i na tyle niepewny swojej wartości że może nią zachwiać tak błahy wywołany przez podwładnego incydent:

            "Gdyby ... się zgodził na ich towarzystwo oznaczałoby to
            zwycięstwo chamowatej koleżanki i zdominowanie ..., który miałby
            poczucie, że jest wykorzystywanym jeleniem
            , a koleżanka miałaby
            poczucie że wykorzystuje jelenia i wszystko idzie pod jej dyktando."

            albo w ogóle nie został by szefem albo by został wkrótce przez swoich szefów "zdjęty" gdyż jego cechy charakteru będą widoczną przeszkodą na drodze do osiągnięcia przez jego zespól wymaganych rezultatów.
            • dritte_dame A dodatkowo... 18.03.10, 21:58

              ... nadmierna obawa o to "co inni goście powiedzą i jak się będą czuli" świadczy o niedostatku cech przywódczych.

              Przywódca powinien umieć sprawić aby cała jego grupa poczuła się komfortowo także mimo powstania nieoczekiwanej sytuacji potencjalnie ten komfort zaburzającej.
              • seth.destructor Re: A dodatkowo... 19.03.10, 16:39
                Na szczęście nie jestem jakimś tam superważnym managerem, nie
                zajmuję się zarządzaniem ludźmi, więc nie mam co się tym przejmować:)
                • dritte_dame Re: A dodatkowo... 19.03.10, 17:33
                  seth.destructor napisał:

                  > Na szczęście nie jestem jakimś tam superważnym managerem, nie
                  > zajmuję się zarządzaniem ludźmi, więc nie mam co się tym przejmować:)

                  Moja uwaga była ogólna i skierowana do Kol.3

                  Nie zakładam że zaraz okazałeś nadmierną obawę o odczucia innych gości, a odczucie takiej obawy w ogóle jest zrozumiałe. Jej całkowity brak byłby równie zły jak nadmiar.

                  A zarządzać ludźmi nie wszyscy muszą lubić i dobre organizacje mają różne ścieżki awansu do satysfakcjonującego poziomu niewymagające konieczności posiadania "ludzi pod sobą".

                  Ja też ludźmi zarządzać nie lubię, no i chyba na całe szczęście dla wszystkich tych moich nieistniejących podwładnych! ;)))
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 19:58
        Gdybym szybciej myślał, to przynajmniej dałbym jej porządny powód do
        nazywania mnie skąpiradłem. A tak nie zasłużyłem, o.
        • lena575 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 00:10
          Moja mama zawsze mówiła,że sytuacji w której nie wiesz co zrobić
          pomyśl z perspektywą - co o tym co tu i teraz będziesz mysleć za 5-
          10 lat. Mnie to sprawdza się przez całe moje życie.
      • minniemouse Re: Nieproszeni goście na imprezie. 18.03.10, 22:56

        > Dla mnie cała ta historia zahacza nie tyle o sv i normy współżycia,
        > ile o psychologię. Niewychowana jak już się wszyscy zgodzili
        > koleżanka przyszła do restauracji ciągnąc za sobą znajomych, chcąc
        > narzucić Sethowi ich towarzystwo, konieczność ugoszczenia i
        > zapłacenia


        Tak masz racje Kol3

        to zahacza o psychologie i dzieki twojemu wywodowi jest teraz dla mnie jasne ze jestes czlowiekiem o wyjatkomo malym poczuciu wlasnej wartosci
        ze twoje self- esteem jest pratycznie zerowe

        dlatego jestes tak powtornie zazdrosny o kazdy przejaw przewagi sily i wladzy,
        i dlatego tak zajadle bedziesz zwalczal kazdego kto w twoim mniemaniu chce ciebie "dominowac",
        bo trzeba zaczac od tego ze ty na takim etapie rozwoju emocjonalnego nie jestes w stanie rozroznic na czym tak naprawde dominacja polega.

        Otoz Kol3 gdyby dominant Seth zgodzil sie na towarzystwo chamowatej kolezanki to wcale nie oznaczaloby "zwyciestwa chama" i "zrobienie z niego jelenia" - to tylko tobie twoje niskie poczucie wlasnej wartosci tak krzyczy "jelen! jelen!" - w rzeczywstosci Seth by bardzo dobrze trzymal lejce w rekach i dobrze rzadzil
        gdyby zadecydowal ze bedzie tak jak ON CHCE - a by zechcial zeby kolezanka usiadla z nimi.

        poniewaz sa jeszcze inne okolicznosci ktore trzeba wziac pod uwage, jak np co wymaga Savoir Vivre, co wymaga dobro calej grupy, co wymaga dobro np dzieci, moze byly glodne i zmeczone,
        moze dla Setha i dobra pozycji w jego pracy lepiej by bylo zeby pozwolil kolezance sie jednak dosiasc - jak slusznie Dritte Dame zauwazyla moze jego szefowie widza i oceniaja jego postepek?,
        a moze zwyczajnie warto pokazac ze sie jest zyczliwym czlowiekiem?

        przykro mi ze masz tak niskie poczucie wlasnej wartosci ze najwyrazniej nie zdajesz sobie sprawy ze w pierwszym rzedzie nalezy postawic SOBIE pytanie "jak mam ochote sie zachowac? jak JA chce zeby bylo?"

        dlatego ze nawet taka automatyczna reakcja:
        należało
        > koleżankę wyprosić i zdusić w zarodku jej ciągoty do prowadzenia
        > Setha na sznurku.


        to jest w dalszym ciagu bezmyslna automatyczna rekacja podyktowana przez kolezanke,
        nie majaca nic wspolnego z tym co TY rzeczywscie bys chcial.

        Minnie
        • lernakow Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 07:10
          minniemouse napisała:

          > w rzeczywstosci Seth by bardzo dobrze trzymal lejce w rekach
          > i dobrze rzadzil gdyby zadecydowal ze bedzie tak jak ON CHCE
          > - a by zechcial zeby kolezanka usiadla z nimi.
          >
          Ale nie zechciał. Gdyby więc tak zrobił, to nie robiłby tak, jak on
          chce, tylko tak, jak Ty chcesz i jak koleżanka chciała.
          • minniemouse Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 21:19
            Na szczęście tak daleko sięgnęły one tylko w Twojej fantazji. Relacja
            Setha jest inna, ale co on tam wie - przecież tylko był na miejscu i
            jest na co dzień w zespole, nie to co Ty.


            Seth po rozmowie z D-D sam przyznal ze po jego decyzji nastapil kryzys.
            nastapilo nieprzyjemnie zamieszanie, kolezanka sie obrazila, potem odeszla z zespolu, wszyscy goscie jakby nie bylo byli poruszeni a na koniec pozostal niesmak i plotki.
            ja poza tym przeciez nie twierdze ze jest to wydarzenie na range swiatowa. ale w swoim malym zakresie, konsekwencje postepku Setha nie byly wcale takie male.
            wystarczajco powazne aby szukac arbitracji na forum.

            > Ale nie zechciał. Gdyby więc tak zrobił, to nie robiłby tak, jak on
            > chce, tylko tak, jak Ty chcesz i jak koleżanka chciała.


            Alez ty nie rozumiesz o co chodzi. Seth w dalszym ciagu zrobilby jak ZECHCIAL gdyby wpierw sie zastanowil co chce zrobic.
            i jesli byloby to zaproszenie kolezanki do stolu to bylaby to jego decyzja, nie jej.

            Natychmiastowe odmowienie kolezance byloby bowiem bezmyslna, odruchowa reakcja, jak wyprostowanie kolana po puknieciu mloteczkiem.
            W tym wypadku bylaby to nie swiadoma decyzja Setha a wlasciwie decyzja kolezanki- to ona by zadecydowala na NIE, przez wywolanie przekory, nic wiecej.

            Minnie
      • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 10:07
        kol.3 napisała:

        ...

        Mocne słowa pod adresem koleżanki setha, niewychowana,
        wątpliwa osobowość
        , itd. Ocena pochopna, bo przecież nic o niej
        nie wiemy. Mamy jedynie relację setha, jednej, osobiście w konflikt
        zaangażowanej, strony.
        • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:41
          Mądrze. Ja raczej oceniam jej zachowanie, a nie ją. Ona dobrze
          pracuje, inaczej bym jej nie zaprosił.
          • piwi77 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:51
            Jasne, że to nie było poddawanie Twoich słów pod wątpliwość.
            Chodziło o to, że relacja strony zaangażowanej, jakby nie starała
            się być obiektywna, zawsze coś tam przemilczy a coś doda. To
            nieuchronne, bo emocje to ludzka rzecz. Ale nie mam wątpliwości, że
            tak to właśnie odebrałeś.
    • squirrel9 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:35
      Sytuacje niespodziewane mówią o nas bardzo dużo, czasem wszystko.
      Najlepiej gdy sporo spraw sie sypie, gdy trudnosci gonia trudności.
      Tak bywa i w towarzyskich i słuzbowych sprawach, tak bywa w pracy
      nad jakimikolwiek projektami. I trzeba umieć, jeśli już się jest
      szefem, nie popadać w ekstremanlne nastroje, mieć perspektywę,
      dystans i działając na rzecz grupy działać na korzyść każdego.
      Dla mnie opisana sytuacja, w sumie błaha, takich w życiu może trafić
      się sporo, pokazała człowieka małostkowego, dętego, i choć bez kasy
      to starającego "się pokazać", bez klasy. Jako "szef",
      małoprzewidujący. Bo kto u licha zapraasza grono ludzi do
      restauracji z wyliczoną gotówką albo pustką na koncie! Taki, które
      się chce pokazać. Zamówił sam jedzenie? była karta? gdyby ktos
      zamówił dużo, wypił jeszcze wiecej to co? też by go wyprosił?
      Po takiej "pokazówce", żenującej do potęgi, nigdy nie dałabym się
      takiemu komuś zaprosić z obawy by nie być świadkiem takiego
      zachowania. Bo jak ktoś nie ma klasy a chce się "zastawić" to byle
      incydent (co byłoby gdyby np. światło zgasło, ktos oblał go
      przysłowiowym barszczykiem to możnaby być świadkiem zachowań jakch
      świadkiem pewnie byśmy nie chcieli. Nie mówiąc o tym,że sami
      gdybyśmy zrobili gafę to nuworysz by nie przepuścił.
      • seth.destructor Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 16:48
        Nie zrozumiałeś. Nie jestem przełożonym moich gości. To nie ta
        relacja. I w sumie chodzi mi o złamanie reguły jaką jest komunikacja
        międzyludzka. Gdyby koleżanka powiadomiła mnie, że np. jest taka
        sytuacja, że ma gości i czy mogą oni przyjść z nią, to raczej bym
        się zgodził.
        • minniemouse Re: Nieproszeni goście na imprezie. 19.03.10, 20:41
          Nie zrozumiałeś. Nie jestem przełożonym moich gości. To nie ta
          relacja. I w sumie chodzi mi o złamanie reguły jaką jest komunikacja
          międzyludzka. Gdyby koleżanka powiadomiła mnie, że np. jest taka
          sytuacja, że ma gości i czy mogą oni przyjść z nią, to raczej bym
          się zgodził.


          ha, kiedy to wlasnie ta 'zlamana komunikacja miedzyludzka',
          w postaci niespodziewanej sytuacji jak np nieoczekiwane zjawienie sie
          nieproszonych i do tego niestosownie ubranych gosci stanowi pewnego rodzaju
          sprawdzian kim naprawde jestesmy, na co naprawde nas stac.
          pod tym wzgledem z przykroscia musze stwierdzic ze sporo racji ma ten lub ta
          kto napisal/a
          ze nie nalezy zapraszac do lokalu z "napietym" portfelem i tylko po to aby
          "pokazac sie", zoladkujac sie o byly dodatkowa zlotowke i nieproszonego goscia...

          Minnie
        • squirrel9 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 21.03.10, 00:35
          A cóż to u licha ta "załamana reguła którą jest komunikacja
          międzyludzka"? Wyłącznie dziwoląg językowy.
          Dla mnie ty złamałeś reguły komunikacji międzyludzkiej.
        • polska_potega_swiatowa Impreza Seth'a to znaczy Seth placi :) 29.03.10, 08:28
          Jest taka zasada, ludzie ktorzy nie maja kasy z reguly zapraszaja
          gosci do domu, jesli przyjdzie wiecej niz planowano, zawsze mozna
          powiedziec, ze wystawiamy na stol cokolwiek zostalo przygotowane,
          zadna strata czy ktos zje wiecej czy mniej.

          Natomiast jesli zapraszasz ludzi do drogiej restauracji, to juz nie
          masz kontroli nad sytuacja. W/g mnie trzeba powiedziec ze to jest
          wspolny wypad do restauracji, a nie np "Impreza Seth'a" wtedy ludzie
          mysla ze Seth placi...

          Nie wiem jak w Polsce, mieszkam od dawna w USA, tutaj czesto
          wychodzi sie wspolnie w weekendy na obiad, jesli ktos nie powie
          oficjalnie ze stawia to jest zawsze 50/50.

          Natomiast jesli to byla twoja impreza to wynika z tego ze ty
          placisz...
          • angelfree Re: Impreza Seth'a to znaczy Seth placi :) 29.03.10, 09:01
            O rany, przeczytaj caly wątek.
            Seth nie ma wątpliwości, kto placi, kiedy ON zaprasza. Chodzi o to, że goście
            przyprowadzili swoich gości, nie byl na to przygotowany, sytuacja go zaskoczyla
            i nie wybrnął z niej, jak należy.
            Teraz jest już czlowiekiem doświadczonym.
            • polska_potega_swiatowa Re: Impreza Seth'a to znaczy Seth placi :) 29.03.10, 09:51
              Chyba wniosek jest taki ze gdy ma sie ograniczony budzet to nalezy
              unikac takich sutuacji, gdzie swoboda w wydawaniu pieniedzy jest
              wskazana. Ktos zamozny powiedzialby po prostu, nie ma problemu,
              myslac swoje...ze ktos na chama sie zaprosil.

              W USA, kilka lat temu manadzer ( wiek 25 lat) z mojej pracy
              oznajmil, ze owszem zeni sie weekend, ale sorry nie moze sobie
              pozwolic na zaproszenie ludzi z pracy bo "kazdy talerz/ koszt
              zaproszenia 1 osoby kosztuje $39 USD".
              To ja akurat rozumiem, i mysle ze to dobre rozwiazanie. Seth jesli
              jest na budzecie to powinien powiedziec ze stac go tylko na
              zaproszenie tylu i tylu ludzi.
    • minniemouse Re:Agulha... 20.03.10, 22:55
      Pomijajac to ze ktos nakaramil cie masa bardzo powierzchownych, skrajnych
      sterotypow
      to mam pytanie- a co to ma wspolnego z faktem ze tak czy siak
      na calym swiecie zasady Savoir Vivre'u
      wymagaja aby

      a/ osoby zaproszone przestrzegaly etykiety czyli w tym wypadku kolezanka nie
      powinna byla sprowadzac nie zaproszonych oficjalnie przez Setha gosci
      b/skoro juz ich przyprowadzila, to eleganciej bylo na miejscu Setha bez
      mrugniecia okiem zaprosic gosci do stolu.

      bardzo mi przykro, ale taki jest po prostu Savoir Vivre.

      Minnie
      • Gość: Jan Brzechwa Re:Agulha... IP: *.147.176.152.nat.umts.dynamic.eranet.pl 28.03.10, 15:40
        tyle postów a juz lata temu J.Brzechwa dał odpowiedź co znaczy dobre wychowanie w takiej sytuacji :

        Proszę pana, pewna kwoka
        Traktowała świat z wysoka
        I mówiła z przekonaniem:
        "Grunt to dobre wychowanie!"
        Zaprosiła raz więc gości,
        By nauczyć ich grzeczności.
        Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
        W progu garnek stłukł kopytem.
        Kwoka wielki krzyk podniosła:
        "Widział kto takiego osła?!"
        Przyszła krowa. Tuż za progiem
        Zbiła szybę lewym rogiem.
        Kwoka gniewna i surowa
        Zawołała: "A to krowa!"
        Przyszła świnia prosto z błota.
        Kwoka złości się i miota:
        "Co też pani tu wyczynia?
        Tak nabłocić! A to świnia!"
        Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
        Siąść cichutko w drugim rzędzie,
        Grzęda pękła. Kwoka wściekła
        Coś o łbie baranim rzekła
        I dodała: "Próżne słowa,
        Takich nikt już nie wychowa,
        Trudno... Wszyscy się wynoście!"
        No i poszli sobie goście.
        Czy ta kwoka, proszę pana,
        Była dobrze wychowana?
        • minniemouse Re:Agulha... 29.03.10, 03:29
          Czy ta kwoka, proszę pana,
          Była dobrze wychowana?


          swietne :D

          a tak, pamietam wierszyk. moral wspanialy. i co ty na to Seth :D

          Minnie
    • angelfree Re: Nieproszeni goście na imprezie. 29.03.10, 09:10
      Quady, skutery śniezne, skutery wodne...
      Głupawa muzyczka na stokach narciarskich...
      Nienawidzę tego. Jesteśmy cywilizacją halasu.
      • angelfree Re: Nieproszeni goście na imprezie. 29.03.10, 09:11
        Przepraszam, to mialo być w wątku o quadach, nie wiem czemu tutaj mi się wpisalo ; )
    • rocky-1 Re: Nieproszeni goście na imprezie. 30.03.10, 14:43
      Hmm, trudna sprawa, sam nie wiem, jakbym z tego wybrnął, dziwie się
      tylko że ta twoja znajoma postawiła Cie w takiej
      sytuacji, ,najlepszym wyjściem byłoby chyba dać jej dyskretnie do
      zrozumienia, w jak niekomfortowej sytuacji Cie postawiła, może by
      się zorientowala i sama jakoś zareagowala...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka