Dodaj do ulubionych

Anegdotka sylwestrowa

31.12.10, 16:41
============= ZA DŁUGIE ! ================== NIE CZYTAĆ !! =========

Parę dni przed sylwkiem. Bacówka w górach do której przez halny, walący prosto w ślepia śnieg i strome podejście, po iluś godzinach nierównej walki, przy akompaniamencie czułej, żołnierskiej liryki własnej, ledwo się wdrapaliśmy.

W środku 5-tka studenctwa z Krakowa z którą mimo odwiecznych waśni na trasie Legia-Wisła i kilku wiosen różnicy, zbrataliśmy się już w połowie 1-go stokanka. Spadliśmy im z nieba, bo właśnie kończyła im się wyżerka, a od 3 dni waliło tak, że racjonowali sobie nawet wyjścia do kibla, wyrąbując każdorazowo tunel w śniegu.

Upewnieni przez krakusów, że docierając do tego zadupia przed północą, żyjemy odtąd na kredyt, nie zwlekając, z zapałem impregnowaliśmy nasze wątłe, wycieńczone organizmy, gdy oto rozstąpiły się niebiosa i objawił się anioł. Mój początkowy sceptycyzm, z tytułu akompaniamentu skrzypiących schodów miast gregoriańskich chorałów, szybko jednak, w miarę bliższych oględzin, topniał.

Opadające na ramiona blond eony, jakby przed chwilą skończyły płakać - oczęta, intrygujące wklęśnięcia i burzące spokój, maskowane wyciągniętym do kolan swetrem wypukłości, aż nadto wyczerpywały moją definicję anielskiej konstrukcji.

Ostatecznym zaś dowodem jego niebiańskiej proweniencji, był fakt kompletnej abstynencji, mimo wodzenia na pokuszenie średnio co drugą kolejkę. Anioł przy tym, zdawał się nie mieć przydziału, bo przez dobry kwadrans żaden niebieski pryncypał się nie ujawnił.

Tając przed światem swe odkrycie, drżałem z obawy o konkurencyjną przewagę obdarzonego przez okrutną matkę naturę większym gabarytem kol.Okunia. Symulując nurka między kolana celem zdetonowania kolejnej Szarej Renety, chciałem dokonać rekonesansu jego zamiarów. Niestety, po raz kolejny nie doszacowałem proletariackiej czujności i psychoanalitycznego potencjału Okunia, który z lekkością motyla zarejestrowawszy mą niezdarną próbę, z miejsca wesoło zarechotał :

- I co Knur, mordo Ty moja, też byś coś wyrwał, cwaniaczku ?

- Wy....j Okuń, bo skopię i po ryju dam – nieśmiało próbowałem ratować nadszarpniętą reputację, ale i tak już wszyscy zdążyli się połapać

- Hehehe, dawaj, bo se krzywdę zrobisz – po ojcowsku i bez zbędnych wstępów Okuń wyrwał mi butlę, bezlitośnie pieczętując mą klęskę

Złoiłem mu za to dupę w trakcie nocnego brydżyka, skazując na powrót pociagiem w komnacie o jednym fotelu, co w obliczu niemal kompletu kibiców, przywróciło mi stan kruchej równowagi. Niestety, janiołek najwyraźniej nie odróżniał asa od pika, gdyż ożywiał się w kompletnie absurdalnych momentach rozdania, czym budził zresztą wesołość męskiej publisi.

W konkursie małpiej zręczności palców na 2 wiosła, z wyraźną satysfakcją zdublował mnie za to już w trzciej zwrotce Pompei, demonstracyjnie pastwiąc się przy tym nade mną, obnażając moje braki tyleż figlarnymi co kompletnie zbędnymi flażoletami (takie tam pstrykanie na 2 paluchy). Poprzysiągłem sobie w myślach, nie szarpnąć już do końca wyjazdu niczego ambitniejszego niż stolarz.

Tak mijały kolejne dni czy też noce, o których dowiadywaliśmy się głównie z trzeszczącego radia i od tych, których akurat przyparło. Aż w końcu, któregoś razu, z wypiekami na twarzy, z pięterka przyleciała koleżanka aniołka, krzycząc, jakoby rzężąco już resztką baterii radio upierało się, że za 3h powita '83-ci.

Oddając koleżance sprawiedliwość, należy przy tym zaznaczyć, że mogła być co najwyżej aniołkiem upadłym, musi po przyjęciu po plerach falistym mieczem od kol. archanioła Gie, który strącił Ją był z niebieskiego urwiska, najwyraźniej za uporczywe podprowadzanie mszalnego Szefowi wszystkich szefów.

Teza ta znajdowała oparcie w Jej silnej predylekcji do narzucania tempa obfitującej w witaminy pochodzenia monopolowego, konsumpcji. Wracając do tematu, rzucilim się w wir przygotowań sylwestrowych których trzon stanowiła skrupulatna inwentaryzacja odłożonych na czarną godzinę 3-ech flach gorzały i 2 - siary.

Spis z natury zakończył się spektakularnym sukcesem, co już samo w sobie było aż nadto wystarczającym powodem do uszczuplenia jego aktywów. Koleżanki najwyraźniej jednak czytały nas jak otwartą księgę, gdyż własnymi gołąbkami zastawiły dostęp do skrzyni, obawiając się niechybnej konieczności powitania Nowego Roku o suchym pysku.

Wrodzona szarmancja, zmusiła nas do poniechania działań wypełniających znamiona przymusu bezpośredniego, więc po pogodzeniu się z porażką, z towarzyszeniem głębokich westchnień, wymieniliśmy wzruszenia ramion, powracając do tasowania kart do kolejnego robra, celem zapełnienia czymś dojmującej pustki najbliższych 3h.

Rozsierdziło to Koleżanki, które w międzyczasie zdążyły się przyoblec w wieczorowe toalety, dopełniając najwyraźniej procedury sezonowego oprysku burżuazyjnymi wonnościami.
Prócz tego, posunęły się nawet, do zniesienia na dół patefonu kasetowego i pod pozorem szukania upojnych tang, walców i innych foxtrotów, pastwiły się nad nami, pod żenująco naciąganym zarzutem jakoby braku zainteresowania z naszej strony.

Rażącej jego niesprawiedliwości dowodził fakt, że prawie każdy z nas, będąc na dziadku, nieznacznie obcinał kol.Aniołek z góry do dołu, a trzymając się faktów - raczej z dołu do góry.
Im bliżej było 12-tej, tym wyraźniej atmosfera zaczynała się zagęszczać, co jaskrawo uwidoczniał brak jakichkolwiek kanapaków, pomimo równolegle z paliwem poczynionych czarnogodzinnych zapasów spożywczych.

Celem przezwyciężenia impasu, cedząc cicho przez zęby, wydelegowaliśmy kibiców do obtańcowania koleżanek, ustalając przy tym precyzyjny mechanizm ich (w sensie – kolegów, nie koleżanek) rotacji przy stoliku. Zaowocowało to pojawieniem się już wkrótce michy pełnej trocin pochodzenia pszenno-żytniego, sklejonych przywołującą odległe skojarzenia z paprykarzem szczecińskim - mazią, co jednakowoż powitaliśmy z pełną akceptacją, jako widomy dowód zawieszenia broni.

Kwadrans przed 12-tą, by nie sprawić zawodu koleżankom, odstrzeliliśmy się wszyscy na błysk, przywdziewając pieczołowicie chronione na tą okazję, wieczorowe swetry. Zgodnie z przewidywaniami, efekt był tak piorunujący że na ich widok trzeba Je było niemal cucić.

Ponieważ - co nas specjalnie nawet nie zdziwiło - obu talii po powrocie z pięterka już nie zastaliśmy, ustawiliśmy się w kolejce o charakterze taneczno-monopolowym. Kryterium kwalifikującym do wykonania ewolucji pod przywołującą miłe sercu skojarzenia nazwą - ‘bottom-up’, było ukończenie tańca z którąś z koleżanek, do czego wcześniej mało kto z grających się palił.

Zdemaskowany 1-szej nocy przez Okunia, nie chciałem nazbyt rączo cwałować do Aniołka, lecz gdy wybiła w końcu moja godzina, wytarłem w dżiny spotniałe z emocji grabki, wziąłem oddech i usiłując zapanować nad fruwającymi trzewiami - ruszyłem.

CDN
Obserwuj wątek
    • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 31.12.10, 16:43
      Zdążyłem zrobić 2 kroki, gdy zza pleców rozległo się skandowane : ’10 ...9 ...8...’ i trzeba było w popłochu chwytać za kubasa. Zdążyliśmy dopełnić rytuału, gdy nagle drzwi się rostfierajo i staje w nich 2 szwejków z nartami w rękach.

      Miny lekko nam zrzedły, bo trwał jeszcze stan wojenny i nie dało się wykluczyć konieczności przeniesienia imprezy w zaciszne i przytulne, renesansowe wnętrza posterunku, ale szczęśliwie okazało się, że kolędnicy nawiedzili nas – jak to konfidecjonalnie ujęli - ‘całkiem nieoficjalnie’ i do tego stopnia bezinteresownie, że przed każdą kolejną lufą zaklinali się, że to ostatnia.

      W pewnej chwili, wyższy z nich spojrzał na kumpla z wyraźnym napięciem w oczach i zakrzyknął :
      - Stasiek ! Oni pewnie jeszcze ku..a nie wiedzo ! Odwołali stan wojenny !!

      - Pie....sz ! Ku...a ! Serio, czy nas w ch..a walisz ?! – ktoś z nas odniósł się do tej enuncjacji z niejakim sceptycyzmem, ale plutonowy w równie deklaratywnej formie potwierdził niusa, podobnie jak i indagowany na tą (czy ‘tę’ – Heliś ?) okoliczność Stasiek.

      - O ku...a, to zaraz Piotrka wypuszczą ! – krzyknął nie udzielający się dotąd specjalnie Pindor

      - I Zbyszka !! – krzyknął jakiś krakus

      - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!!!!!! zawyli wszyscy z radości i zaczęli rzucać się sobie w objęcia

      Nie zwykłem przepuszczać takich okazji, więc korzystając z ogólnej rozpierduchy przeflancowałem się w pobliże Aniołkówny i już po chwili Ją ściskałem, karmiąc nozdrza Jej aromatem. Niestety, podobnych cwaniaczków znalazło się więcej i po chwili trzeba było się z bólem odkleić.

      Łatwo się jednak nie poddałem. Kolejka doszła więc do mnie po raz drugi. Oboje ryknęliśmy ze śmiechu, po czym wprawdzie odstawiliśmy jeszcze kolejnego niedźwiedzia, ale sam koncept się jakby wyczerpał.

      Następnego dnia, z powodu pogody nie dało się jeszcze wrócić, ale wojacy przywieźli nam chleb i konserwy, co pozwoliło przetrwać kolejne 2 dni zawieruchy. Czyniłem co prawda jakieś manewry oskrzydlające, lecz nie udało się nawet zbliżyć do półdystansu, o rajdzie na tyły nawet nie wspominając.

      I tak, nadszedł dzień wyjazdu. Po cichu liczyłem jeszcze, że uda się pod byle zasmarkanym pozorem wyłudzić jakieś namiary, gdy w pewnej chwili któryś z krakusów spytał za co posadzili naszego Piotrka. Ktoś z nas odpowiedział, że za ulotki.

      - A Zbyszka ?

      - Chyba też, ale spytaj Aniołki to Ci powie dokładnie, bo to Jej facet

      EKG wypłaszczyło mi się na znacznie dłużej, niż ‘Ale wkoło jest wesoło’ - dobiegające z patefonu na pięterku.

      KONIEC :(
      • scorrus Re: Anegdotka sylwestrowa 31.12.10, 18:08
        Ty to masz ciekawe życie.
        Całe życie jakieś anegdoty Ci przytrafiają.
        :D
        • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 15:06
          Dzięki Scorruś, ale to wczesna kreda '82. Teraz - od wielkiego dzwonu
      • don.giovanni Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 13:30
        "Się z bólem odkleić." Dobre!
        • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 15:07
          Dzięki :) A ból był, bo Aniołek był baaardzo malowniczy
          • hardy1 Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 15:51
            ...ale przeżyłeś :D I to jest ważne - życie daje nam zawsze kolejną szansę ;)
    • zimna_alaska Re: Anegdotka sylwestrowa 31.12.10, 18:11
      he he, dobrze że już to czytalam bo dziś kiepsko by było, jeszcze nie zaczęłam pic a kac się czepił
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 15:10
        Heh, to ten kac pewnie taki więcej fantomowy ? ;)
    • lolcia-olcia Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 13:48
      Balti jak zawsze uczta dla ducha :) mimo ostrzeżeń przeczytałam całość ;p
      • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 15:11
        Dzięki Olciu :) I szczęśliwego nowego ! :)
        • szwagier_z_niemodlina Re: Anegdotka sylwestrowa 01.01.11, 17:11
          :-))

          Gyu, to twoj blog?
          Bede mial nastepny do sledzenia.

          Coraz wiecej do czytania.
          A kiedy czas na realne zycie, kurcze?:-)
          • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 02.01.11, 00:57
            Hej Szwagruś :)

            > Gyu, to twoj blog?
            Ano, tak jakoś

            > Bede mial nastepny do sledzenia.
            DZIĘKI :) Na razie te które kiedyś już leciały, ale z czasem powrzucam coś nowego

            > A kiedy czas na realne zycie, kurcze?:-)
            Poproszę o łatwiejszy zestaw pytań :)
            • szwagier_z_niemodlina Re: Anegdotka sylwestrowa 02.01.11, 13:21
              To fajnie. Mowili ci tu ze powinienes to spisywac.

              Nas w tym samym czasie zatrzymal patrol ZOMO. Z kumplem my szli przez miasto noca, co kiedys na B. sie nazywalo. I kiedy zajrzeli nam w dowody osobiste, poczuli sie osobiscie urazeni tym zesmy z tym kolesiem urodzeni jednego dnia byli. W tym samym roku. Zaproponowali nam palowanie od razu w suce albo lepsze na komendzie. Wyjatkowe przezycie, musze przyznac, ta propozycja :-)
              • gyubal_wahazar Re: Anegdotka sylwestrowa 02.01.11, 14:42
                > poczuli sie osobiscie urazeni tym zesmy z tym kolesiem urodzeni jednego dnia byli.
                Piękne :)
                A to mnie się taki z grubsza dialog kojarzy (na szczęście wszystko rozeszło się w miarę po kościach) :

                - Taaaa. I mówicie Wahazar, że do takiej dobrej szkoły chodzicie. A mnie sie zdaje, że Wam się w tej waszej szkole nudzi
                - Ale skąd, panieee (nerwowa gonitwa po książce od PO, rozdział ‘Stopnie wojskowe’. W końcu educated guess) ... kapppitaanie
                - Nudzi, nudzi .... Jak gwiazdki od belki nie umicie rozróżnić, Wahazar, to znaczy, że sie nudzi
                - Obiecuję się podciągnąć
                - Podciągnąć mówicie ... Podciągnąć, to wy się Wahazar możecie, na gumie od majtek w leśnej latrynie. A ja nie wiem co mam z wami zrobić .....
                - Ale jaa ...
                - Ojciec z matko pewnie porządni ludzie. Całe życie charujo, by synalek mógł do dobrej szkoły chodzić, a wy wolicie dupy rżnąć i kamieniami rzucać. Jest tak Wahazar, czy nie jest tak ?!
                - Aleee ...
                - Mam racje czy nie ?!?!
                - Nnnooo to znaczyyy ...
                - No właśnie. No to teraz o dupach na 3 lata trzeba będzie zapomnieć
                - Aalee ..
                - I o kamieniach. Za to gwiazdkę od belki nauczycie się rozróżniać ... Ale to później. A wcześniej dwójke za chuliganke i stawianie oporu zaliczycie
                :)
                • twardycukierek Re: Anegdotka sylwestrowa 02.01.11, 16:51
                  - Podciągnąć mówicie ... Podciągnąć, to wy się Wahazar możecie, na gumie od majtek w leśnej latrynie.

                  Aaaa!!!! Baaaardzo się śmieję :DDD


                  A ja nie wiem co mam z wami zrobić .....

                  A ja wiem ;) :D
                  • szwagier_z_niemodlina Re: Anegdotka sylwestrowa 02.01.11, 17:40
                    Ech...
                    A ten sam koles kiedys stal pod pewna knajpa. Sam. Stal, to moze troche za duzo powiedziane. On stawial czola grawitacji i wykazywal niejaka precesje z nutacja.

                    Podszedl do niego patrol i nakazal mu sie rozejsc. Powodem bylo to ze tam nie wolno sie bylo gromadzic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka