strikemaster
29.04.11, 20:46
Dawno, dawno temu panował sobie patriarchat. Role były podzielone wg. płci. Baby miały swoje zasady, chłopy swoje, każdy znał swoje miejsce, a że, przypadkiem były to też czasy feudalizmu, czyli każdy był czyjąś własnością, a później wczesnego kapitalizmu, który pod względem tych zasad niewiele od poprzednika odbiegał, nikt się nie buntował, nie było takiej możliwości. Kobiety były oczywiscie stworzeniami niższej kategorii, mężczyźni, jako silniejsi fizycznie byli ważniejsi i lepsi pod każdym istotnym wtedy względem. Aż pojawily się feministki, wywalczyly dla kobiet różne prawa. Nie wszystkie jeszcze się udało zrównać z prawami mężczyzn ale to tylko kwestia czasu, jak kobiety znajdą sie w sytuacji od nas, mężczyzn lepszej. W wielu dziedzinach (choćby poruszana przeze mnie często dziedzina - ubiór) już są w sytuacji o wiele od nas lepszej. Dodatkowo wprowadzono w tamtym czasie demokrację i różne inne wynalazki zrównujące prawa ludzi. Nagle wszystkim zaczęło być wszystko wolno (oczywiście w granicach wolności innych jednostek). No i tu pojawił się problem, niektórzy nie chcą by było im wolno. Drążyłem temat dość długo, obserwowałem reakcje, i już chyba wiem, dlaczego my mężczyźni nie chcemy miec praw równych prawom kobiet (bo że nie chcemy jest chyba oczywiste). Dlaczego nie chcemy pracować w przedszkolach, dlaczego nie chcemy, by wolno nam było do pracy przychodzić w szortach czy innych kiltach. Powód jest prawdopodobnie taki, że uważamy sie za istoty wyższe, wyróżnione, a w świecie, w którym wszystko wolno to zakaz wobec kogoś obowiązujący jest wyróżnieniem. Zrównanie naszych praw z prawami kobiet spowodowałoby, ze stalibyśmy sie istotami gorszymi - zwykłymi babami, mówiąc potocznie, czyż nie? Czyż to zakazy (poza faktem, ze na razie nas w sprawach seksualnych nie zastąpiono) nie jest ostatnią ostoją męskości? (kobietom wszystko wolno, my jesteśmy lepsi, bo nam sie zakazuje)?