mjot1
09.05.11, 20:30
Zwykły zdawałoby się to był dzień... I raptem niczym grom z jasnego nieba gruchnęło: Wiktoria! I radość wielka, spontaniczna, szczera poniosła się przez krainy obojga narodów hen aż tam za Dzikie Pola...
I jakoś tak niepostrzeżenie „Euro 2012” okazało się być celem naszym nadrzędnym i jedynym, naszą racją stanu, naszym „być albo nie być”, naszym zbiorowym wielkim patriotycznym obowiązkiem.
Naród cały zgodny jak nigdy jednym głosem niczym tłuszcza jął skandować: Igrzysk! Igrzysk!
Polityka i gospodarka, władze, urzędy i instytucje -wszystko wokół igrzysk kręcić się zaczyna.
Wszak życzeniem to jest narodu.
Zgodnie z naszą cechą narodową „zastaw się a postaw się” plany już nakreślono, budżety zatwierdzono. Przyszłość nasza świetlana, do której prostą szeroką autostradą podążymy to Stadion.
Dzicz starożytna żądała też i chleba, lecz nam światłym wystarczą przecie jeno igrzyska.
A gdy już na arenach pobudowanych za ostatni własny i unijny grosz igrzyska się odbędą...
Gdy już po znoju, na należnych za sukces organizacyjny laurach, spoczniemy...
To wówczas niechby i potop!
A ja malkontent pytam: czym (i w ogóle czy) byłby nasz kraj bez stadionów?
A ja jednostka wybitnie aspołeczna krzyczę: a na cholerę mi igrzyska?!
A ja obrazoburczo stwierdzam, że mi wystarczą kobiety wino i śpiew! bo bezmyślna ciżba mnie mierzi.