Dodaj do ulubionych

rocznik 1971

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.06.04, 13:41
Czytałam ostatnio w jednej z poczytnych gazet artyku i losach pokolenia które
w 1989 roku rozpoczynało swoją "dorosłość". Postanowiłam rozwinąć ten temat.
Tak wyłącznie dla siebie... Napiszcie o sobie, co pamiętacie z tamtych
czasów, co robiliście przez te 15 lat.

33-latka
Obserwuj wątek
    • Gość: tomjk szkoda gadać IP: 195.205.180.* 25.06.04, 13:46
      Wystarczająco "dorośli" by odczuć satysfakcję na żałosny widok zdychającej
      komuny. Z pewnością za młodzi, by pójść za ciosem i skonsumować należycie
      zmianę systemu (na menedżerskie stołki załapali się ludzie parę lat od nas
      starsi). Dojrzali na czas, by frustrować się widokiem czerwonej hydry
      bezczelnie podnoszącej łeb. Doświadczeni przez życie na tyle, by specjalnie nie
      wierzyć w idealistyczny projekt pt. Unia Europejska. Wychowani w mrokach wojny
      polsko-jaruzelskiej przez generację "emigracji wewnętrznej" i zagrożeni teraz
      tą emigracją. Nieciekawie, nie?
      • Gość: matura'89 Re: szkoda gadać IP: *.brain.net.pk 07.07.04, 01:47
        Wychodzi nam bokiem brak "wydarzenia pokoleniowego" - w 81 byliśmy za młodzi na
        konspirację a w 89 mieliśmy maturę na głowie a nie budowanie kapitalizmu. A
        później (przynajmniej dla tych, którzy wylądowali na polibudzie) nie było czasu
        na kapitalizm, trzeba było zap... od sesji do sesji. Brak wspólnego mianownika.
        Ale nie narzekam - na wyścig szczurów jestem za stary, mam swoją stabilizację
        (żona, dziecko, dom, II próg podatkowy) i z życia jestem zadowolony. Wolę
        pojechać na działkę niż siedzieć w firmie 12h/d i 7 dni w tygodniu.
        • Gość: camel Re: szkoda gadać IP: *.dip.t-dialin.net 08.07.04, 08:24
          Nie bylo tak zle. Trafilismy akurat na piersze komputery i jak ktos chcial to
          mial szanse zablysnac na tym rynku. w 89 mialem juz wlasny komputer co bylo
          wtedy czyms rewelacyjnym. A to pomoglo w dlajszej karierze juz po maturze.

          camel
          • Gość: Jakub Re: do Camela IP: *.lublin.mm.pl 08.07.04, 11:03
            Piszesz: Nie było tak źle. W roku 89 miałem już pierwszy komputer. To pomogło
            w dalszej karierze już po maturze. To interesujace. Jakim cudem jako małolat
            stałeś się wlaścicielem tak rzadkiego i drogiego w tamtym czasie cacka.
            Spodziewam się, ze sponsorami byli rodzice, którzy wiedzę i fach zdobyli w
            czasie PRL i chyba dobrze im się wiodło. Prawdopodobnie byli zdolni, aktywni i
            umieli w tamtym czasie zdobyć sobie własciwe miejsce w życiu. Nie szukali azylu
            w "wewnetrznej emigracji". W tamtych czasach istniał tak zwany obowiazek pracy
            i tylko od przcownika zależała szansa wysuniecia się na pierwszy szereg. Tu nie
            ma podtekstu politycznego. Stwierdzam, że żaden lekarz po dyplomie nie imał się
            innego zawodu niz wyuczony. Co nie zmienia faktu że i w tamtym czasie zyli i
            funkcjonowali ludzie wybierający podstawy bytowania nie wymagajace zadnego
            zaangazowania i zero odpowiedzialności.
            • Gość: loki Re: do Camela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.04, 17:27
              Gość portalu: Jakub napisał(a):

              > Piszesz: Nie było tak źle. W roku 89 miałem już pierwszy komputer. To pomogło
              > w dalszej karierze już po maturze. To interesujace. Jakim cudem jako małolat
              > stałeś się wlaścicielem tak rzadkiego i drogiego w tamtym czasie cacka.


              Co ty bredzisz? W tym czasie było komputerów jak mrówek i to wcale nie takich
              drogich. Mój syn miał już w tym czasie drugi komp.



              > Spodziewam się, ze sponsorami byli rodzice, którzy wiedzę i fach zdobyli w
              > czasie PRL i chyba dobrze im się wiodło. Prawdopodobnie byli zdolni, aktywni
              i
              > umieli w tamtym czasie zdobyć sobie własciwe miejsce w życiu. Nie szukali
              azylu
              >
              > w "wewnetrznej emigracji". W tamtych czasach istniał tak zwany obowiazek
              pracy
              > i tylko od przcownika zależała szansa wysuniecia się na pierwszy szereg. Tu
              nie
              >
              > ma podtekstu politycznego. Stwierdzam, że żaden lekarz po dyplomie nie imał
              się
              >
              > innego zawodu niz wyuczony. Co nie zmienia faktu że i w tamtym czasie zyli i
              > funkcjonowali ludzie wybierający podstawy bytowania nie wymagajace zadnego
              > zaangazowania i zero odpowiedzialności.
              • Gość: matura'89 Do lokiego (i nie tylko) IP: *.brain.net.pk 08.07.04, 23:05
                1. Do lokiego: skoro Twój syn w 89 miał już drugi komputer to jak na ten wątek
                jesteś trochę za stary. Poza tym jeśli było jak piszesz to Twój syn miał to
                szczęście, że jego tatuś należał do zamożniejszych obywateli PRL/RP III w tym
                czasie. W 89 w mojej klasie były 2 pc-ty (o ile pmiętam AT) i może 2-3 amstardy
                i amigi. Zatem statystycznie rzecz biorąc komputery (a raczej ich posiadacze)
                byli w zdecydowanej mniejszości. I były tylko trzy magnetowidy..., na Top Gun i
                Top Secret chodziliśmy całą paczką do kumpla.
                2. Komputer nie był wtedy jeszcze żadnym wyznacznikiem atrkcyjności młodego
                człowieka na rynku pracy (bo go jeszcze nie było). Ja swój pierwszy własny komp
                (386DX) kupiłem (z pomocą oczywiście Rodziców) dopiero na studiach. A na
                studiach zajęć jako takich z kompem nie było wcale (pomijam wklepywanie wyników
                z laborek do programów w trybie znakowym).
                3. Moi rówieśnicy (1970), którzy po maturze trafili na studia nie załapali się
                na dziki kapitalizm i fortun nie zrobili. A po studiach byliśmy jednym z
                ostatnich roczników, który w miarę bez stresowo zdobył pracę lub założył
                własny "interes" i jakoś dajemy sobie radę - jedni lepiej inni gorzej ale
                zawsze do przodu :-). Na styropian byliśmy za młodzi i na początki kapitalizmu
                byliśmy także za młodzi (tylko trochę mniej) i bez doświadczenia.
                4. Do Jakuba: masz rację.
                5. PS. matura 1989 to generalnie rocznik 1970 (LO) i 1969 (technika) chyba, że
                ktoś miał "poślizg" :-). Poza tym ktoś gdzieś napisał, że matura 89 to była
                ostatnia komunistyczna matura - chociaż byliśmy pierwszym rocznikiem, który nie
                zdawał PNOS-u.
                • Gość: Jakub Re: Do lokiego (i nie tylko) IP: *.lublin.mm.pl 09.07.04, 09:18
                  I nie tylko. Dziekuję za poparcie mojego pogladu na rzeczywistość tamtego,
                  minionego czasu. Do oceny przeszłosci konieczna jest nie tylko wiedza, ale i
                  logika. Pozdrawiam.
                  • Gość: matura'89 Re: Do lokiego (i nie tylko) IP: *.brain.net.pk 09.07.04, 11:26
                    Jakub: Nie ma sprawy :-) i także pozdrawiam.
                • Gość: irekk Re: Do lokiego (i nie tylko) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.04, 20:38
                  3 magnetowidy w klasie to raczej w 85 lub 86-tym, ja komputerek miałem w 86-tym
                  roku
            • Gość: camel do Jakuba IP: *.dip.t-dialin.net 10.07.04, 15:48
              Jakub - nie trafiles.
              Cala sytucja byla duzo bardziej skomplikowana i zagmatwana, ale nie bede
              opisywal.
              Nie doszukuj sie podtekstow.

              camel
              • Gość: Jakub Re: do Jakuba IP: *.lublin.mm.pl 10.07.04, 17:58
                Wyobraźcie sobie, ze ja zdawałem maturę jeszcze nie komunistyczną bo w oparciu
                o przedwojenne podręczniki i wykłady przedwojennych nauczycieli. (45)
                • Gość: matura'89 Do Jakuba IP: *.brain.net.pk 11.07.04, 14:40
                  A ja do lokiego napisałem, że jest za stary na ten wątek. Głupio wyszło.
                  Przepraszam :-( Czuję się teraz jak uczeń przyłapany na pierwszych wagarach.
                  Wychodzi, że jesteś rocznik coś ok. 1926. Pozdrawiam i nisko się kłaniam.
                  • Gość: Jakub Re: Do Jakuba IP: *.lublin.mm.pl 11.07.04, 23:45
                    Nie 1926 tylko 1924. Serdecznie pozdrawiam mlodszych kolegów.
                    • Gość: Jakub Re: Do Maturzysty 89 r IP: *.lublin.mm.pl 12.07.04, 08:51
                      Miły maturzysto 89. Cieszy mnie mnie kontakt z kazdym zainteresowanym prawdą o
                      minionych czasach, o prawdziwych, a nie wydumanych warunkach w jakich żyli,
                      pracowali, tworzyli, zdobywali wiedzę, walczyli o niepodległość i postęp Polacy
                      dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Moimi rodzicami i wychowawcami byli
                      ludzie urodzeni właśnie w końcowych latach dziewietnastego wieku. Trzeba
                      szanować ludzi przeszłości, którzy budowali podwaliny pod obecną rzeczywistość.
                      Mój starszy brat w pierwszej klasie korzystał z łupkowej tabliczki i rysika.
                      Jeszcze żyje i pisze na komputerze.

                      POSTĘP

                      Była tabliczka i rysik,
                      z trudem zdobywana umiejętność kreślenia liter,
                      poznawanie słów, zdań i ich zawiłego sensu.
                      Potajemne odkrywanie dziejów swego Narodu.
                      Walka o prawdziwe, pełne treści słowa.
                      Zdobywanie w trudzie prawa
                      do samodzielnej myśli i czynu,
                      do trwania w pokoju.
                      Pokolenie pokoleniu przekazało swoje owoce
                      zmieniając rysik i tabliczkę w komputer.

                      Uczę się nadal. Jest coś takiego co nazywa się Uniwersytet Trzeciego Wieku.
                      Dzieki tej nauce mogę korzystac z internetu. I dokonałem odkrycia: Internet
                      zaciera różnice miedzy pokoleniami. Poprostu mozna dzielić się doswiadczeniami,
                      wnioskami. Nie każdy z wcześniejszą data urodzenia jest ramolem. Trzymaj się.
                      • Gość: matura'89 Do Jakuba IP: 5.5R* / 212.253.2.* 12.07.04, 12:16
                        Dziekuję. Przypominasz mi mojego niestety już śp. Dziadka (r. 1921), który
                        nauczył mnie b. wielu rzeczy, był światłym człowiekiem, który miał wielki wpływ
                        na moje wychowanie (przedszkola mój organizm nie tolerował, siłą rzeczy
                        lądowałem najczęściej u dziadków). W 1977 lub 1978 (do tej pory pamiętam)
                        opowiadał mi o takich srebrnych płytach, które są opracowywane w laboratoriach
                        Philipsa, są wypalane laserem i na których można zapisać informację (a szczytem
                        marzeń był wtedy magnetofon). Który opowiadał mi o locie na księżyc, i o teorii
                        względności, i słuchał RWE. Niestety, internetu nie dożył.
                        Pozdrawiam, życzę dobrego zdrowia i pomyślnych egzaminów na studiach.
                        Matura'89
                        • Gość: Jakub Re: Do Maturzysty IP: *.lublin.mm.pl 12.07.04, 14:04
                          Napewno już jesteś po studiach. Jaki kierunek? Płyt o jakich piszesz nie
                          widziałem, natomiast porzystałem z radia kryształkowego ze słuchawkami. Mój
                          kolega w mojej obecności na bardzo prymitywnym aparacie telegraficznym nadawał
                          Morsem wiadomości do Londynu. Oczywiscie w czasie okupachi. Pierwsze kroki
                          człowieka na księżycu oglądałem w nocy, w czarno-białej telewizji na żywo, nie
                          reprint. W czasie okupacji uczyłem się prowadzić samochód Fiat 1100 - polskiej
                          produkcji. Samochód był "trefny", kupiony okazyjnie bardzxo tanio bo bez
                          dokumentów. Nie mozna było zatankować pod stacją, bo sprawdzali dokumenty.
                          Kupowaliśmy więc po kilka litrów do bańki. Mowiło się, ze na rozpałkę. Matura
                          tak późno, bo z okupacyjnym poślizgiem. Dziekuję, że podjąłeś korespondencję z
                          dziadkiem. Starych nie powinno sie wyrzucać za burtę, bo jeszcze mogą się
                          przydać. Choćby do uwaiarogodnienia faktów historycznych i to niekoniecznie
                          tych najwazniejszych. Pozdrawiam.
                          • Gość: matura'89 Do Jakuba IP: 5.5R* / 212.253.2.* 12.07.04, 23:23
                            Może zbyt kwieciście napisałem ale chodziło mi oczywiście (a raczej mojemu
                            Dziadkowi w połowie lat 70) o zwykłe (dzisiaj) płyty CD - ale wyobraź sobie jak
                            musiał się gimnastykować umysłowo, żeby 8-9 latkowi wytłumaczyć różnicę między
                            zapisem analogowym a cyfrowym i to w 1979 r. Zresztą sądzę, że i dla Niego
                            wtedy był to niezwykły wynalazek (CD) skoro do dzisiaj pozostały czarne płyty
                            Dziadka na prędkość 78 obr./min. O radiu kryształkowym też mi odpowiadał, i o
                            lądowaniu, i o tym jak żyło się przed wojną. Bo opowiadanie o tym jak żyło się
                            po wojnie nie nadawało się dla uszu dziecka :-).
                            Poza tym musimy pamiętać, że każdy z nas kiedyś dożyje starości (jeśli
                            dożyje...) i wtedy my będziemy świadczyć o naszej dzisiejszej współczesności.
                            Pozdrawiam.
                            • Gość: jedziesieje komputery i nie tylko IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.07.04, 00:00
                              w 1989 roku miałem już swój 3-ci komputer (Atari ST) i uczyłem się programować
                              w C (z książki). Wcześniej miałem Atari 800XL (z Peweksu za 115 USD), a jeszcze
                              wcześniej miałem możliwość bawić się komputerem Meritum (tak gdzieś od 1984
                              roku) u ojca na Polibudzie. Już wtedy były komputery i co najfajniejsze można
                              się było wszystkiego o nich nauczyć samemu kupując odpowiednie książki na ten
                              temat w księgarni naukowo-technicznej. Komputery poznawałem od ich narodzin i
                              przez pewien czas można było nadążać i wiedzieć wszystko o "informatyce". Dziś
                              to nie możliwe. Ale z mojej wczesnej edukacji komputerowej wyniosłem duże
                              zrozumienie dla podstawowych zasad działania tych urządzeń, którego brakuje
                              wielu osób odkrywających komputery dzisiaj, zaczynających od wierzchołka góry
                              lodowej. Oczywiście komputery w peweksie kupował mi ojciec, który na moje
                              komputery zarabiał kreśląć po godzinach dla wydawnictw. To tak apropos
                              komputerów, bo ktoś miał tu jakieś skrzywione pojęcie o nich.
                              Moje pokolenie miało bardzo przyjemne gierkowo-pierwszo-majowo-kolorowe
                              dzieciństwo pełne festynów, kiermaszy, pochodów, festiwali filmów radzieckich
                              (pamiętam, jak w 3 klasie podstawówki na film jak panicz dręczył chłopskie
                              dziecko), kolonie w wielkich firmowych ośrodkach wczasowych. Kryzysową późną
                              podstawówkę ale z darami od zaprzyjaźnionych demo-ludów (ruskie budziki z
                              cukierkami) i fajną muzyką na dyskotekach. Radia, które grają tzw. Oldies -
                              jadą teraz cały czas po Queenach, Limahlach i innych Eurythmicsach z lat 80tych.
                              Moje pokolenie wykształciło się też w skostniałych szkołach średnich, które
                              produkowały seryjnie kujonów i uczyły masy bezsensownych rzeczy:
                              Przysposobienia Obronnego, Wychowania Technicznego, biologii na poziomie
                              uniwersyteckim w klasie mat-fiz. Ja szkole średniej zawdzięczam permanentne
                              rozwolnienie, powracające do dziś sny o matematyku-psychopacie, którego
                              matematyka okazała się nic nie warta na moich studiach (musiałem uczyć się
                              matematyki od nowa - w liceum nie nauczono mnie myśleć).
                              Były też półdarmowe prawa jazdy, z egzaminami zdawalnymi za pierwszym razem.
                              Nie wiem co ludzie umieli wtedy po kursach, bo przez wszystkie zajęcia było 30%
                              jazdy i 70% czekania na instruktora, którego woziło się po całym mieście, żeby
                              załatwiał różne swoje sprawy.
                              Moje pokolenie załapało się na bezpłatną edukację w szkołach wyższych i to na
                              niezłym poziomie. W tamtych czasach można było od biedy studiować i nie musieć
                              przy tym zarabiać na utrzymanie. Można się było uczyć i zgłębiać interesującą
                              nas dziedzinę wiedzy. Na moich studiach mało kto myślał o tym z czego bedzie
                              żyć w przyszłości, za to chętnie ludzie oddawali się bez reszty nauce. Na moim
                              roku pracowali nieliczni. Większość utrzymywała się z datków rodziców. A ci co
                              zarabiali coś sami, wydawali większość na uciechy. Sczęśliwcom ustawieni
                              rodzice kupowali własne mieszkania. Szczęśliwcy ze szczęśliwców, po otrzymaniu
                              mieszkania w prezencie od rodziców szli do pracy na pierwsze lepsze ogłoszenie,
                              np w banku i dziś są dyrektorami działów itp i nie wiedzą co teraz zrobić z
                              pieniędzmi (trzecie mieszkanie? malediwy?) W sumie to chyba ostatnie pokolenie,
                              któremu dość lekko poszedł start w dorosłe życie.
                              Współczuje obecnym studentom, którzy muszą wybrać studia takie, jakie dadzą im
                              godziwe życie, a nie takie, które ich interesują. Którzy studiując muszą też
                              zarabiać na siebie (nikt już nie chce czystych absolwentów bez praktyki), a
                              jednocześnie mieć się na baczności, żeby dres nie wpierwolił i nie wyrwał
                              komórki. Ja na szczęścię jeżdżę już parę lat swoim samochodem
                              • Gość: Jakub Re: komputery i nie tylko IP: *.lublin.mm.pl 13.07.04, 09:40

                                /.../ <wcześniej miałem możliwość bawić się komputerem Meritum (tak gdzieś od
                                1984 roku) u ojca na Polibudzie. Już wtedy były komputery i co najfajniejsze
                                można się było wszystkiego o nich nauczyć samemu kupując odpowiednie książki
                                na ten temat w księgarni naukowo-technicznej. Komputery poznawałem od ich
                                narodzin i przez pewien czas można było nadążać i wiedzieć wszystko
                                o "informatyce". > /.../
                                /.../< Moje pokolenie miało bardzo przyjemne gierkowo-pierwszo-majowo-kolorowe
                                dzieciństwo pełne festynów, kiermaszy, pochodów, festiwali filmów radzieckich
                                pamiętam, jak w 3 klasie podstawówki na film jak panicz dręczył chłopskie
                                dziecko>/.../ ( Chyba był to przedwojenny film na bazie powieści Dołegi
                                Mostowicza pt Trzy serca),
                                <kolonie w wielkich firmowych ośrodkach wczasowych.> (obozy harcerskie na które
                                nieodpłatnie przyjmowano również dzieci i młodzież z trudnych warunków
                                materialnych, z domów dziecka, oraz z rodzin patologicznych - alkoholizm).
                                /.../> Moje pokolenie wykształciło się też w skostniałych szkołach średnich,
                                które produkowały seryjnie kujonów i uczyły masy bezsensownych rzeczy:
                                Wychowania Technicznego,( dziś maturzysta nie umie przyszyć sobie urwanego
                                guzika, nie umie porządnie wbić gwoździa, nie wie do czego służy strug (z
                                niemieckiego hebel).
                                </.../ biologii na poziomie uniwersyteckim w klasie mat-fiz.> (Przesada, ale
                                nie strata.) Ja szkole średniej zawdzięczam permanentne rozwolnienie,
                                powracające do dziś sny o matematyku-psychopacie,> (Matematyk z poczuciem
                                wyższości matematykii jej kapłanów to nie wyjatek)
                                /.../w liceum nie nauczono mnie myśleć/.../ ( A w domu?).
                                >/.../ Były też półdarmowe prawa jazdy, z egzaminami zdawalnymi za pierwszym
                                razem.>
                                Nie miałem zniżki na kurs jazdy motorem i samochodem. Na jazdy umawiałem się na
                                konkretna godzinę i miejsce spotkania. Motocykl WSK-Świdnik kupiłem na
                                książeczkę docelową, a samochód marki Syrena wygrałem na premiowna książeczkę
                                PKO
                                > Moje pokolenie załapało się na bezpłatną edukację w szkołach wyższych i to na
                                > niezłym poziomie. W tamtych czasach można było od biedy studiować i nie
                                musieć przy tym zarabiać na utrzymanie. Można się było uczyć i zgłębiać
                                interesującą nas dziedzinę wiedzy. Na moich studiach mało kto myślał o tym z
                                czego bedzie żyć w przyszłości, za to chętnie ludzie oddawali się bez reszty
                                nauce. Na moim roku pracowali nieliczni. Większość utrzymywała się z datków
                                rodziców. A ci co zarabiali coś sami, wydawali większość na uciechy.
                                Sczęśliwcom ustawieni rodzice kupowali własne mieszkania./.../ (Tak się składa,
                                ze moje pokolenie studiowało często utrzymując się samodzielnie. Na trzecim
                                roku roku asystentury, prace w biblotekach, laboratoriach, jakieś okazjonalne
                                prace, stypendia i dla zamiejscowych szansa na miejsce w akademiku(była ich
                                znikoma ilość), talony na bezpłatne obiady w akademickiej stołówce z której
                                również korzystali pracownicy naukowi łącznie z profesorami. Wszyscy wiedzieli,
                                że chcą pracować w wybranym zawodzie i wszyscy wiedzieli, że przca na nich
                                czeka i to nie "czy sie stoi, czy się leży" lecz były konkretne cele i zadania,
                                które trzeba było zrealizować. A płaca: "wedle potrzeb". Jeżeli potrzeby
                                wieksze to trzeba było podejmować dodatkowe prace. Stale słyszeliśmu, że
                                budujemu przyszłość naszym dzieciom, czyli następnym pokoleniom, bo im należy
                                się szczęśliwe dzieciństwo i że chcemy im dać to czego czego memu pokoleniu
                                historia zabrała, lub nie dała. Stąd wyrzeczenia mego pokolenia i troska o byt
                                i los następców)
                                </.../ Szczęśliwcy ze szczęśliwców, po otrzymaniu mieszkania w prezencie od
                                rodziców szli do pracy na pierwsze lepsze ogłoszenie,/.../ (Wygodniejsze blisko
                                domu, blisko rodziców. W razie potrzeby pomogą)
                                W sumie to chyba ostatnie pokolenie, któremu dość lekko poszedł start w
                                dorosłe życie.( Jezeli utrzymali swoją pozycję, a nie zostali wyrzuceni za
                                burtę bez szansy na nową pracę i bez mozliwości godnego utrzymania rodziny)
                                >/.../ Współczuje obecnym studentom, którzy muszą wybrać studia takie, jakie
                                dadzą im godziwe życie, a nie takie, które ich interesują. Którzy studiując
                                muszą też zarabiać na siebie (nikt już nie chce czystych absolwentów bez
                                praktyki), a jednocześnie mieć się na baczności, żeby dres nie wpierwolił i
                                nie wyrwał komórki. Ja na szczęścię jeżdżę już parę lat swoim samochodem.>
                                (Ja nie mam samochodu,ani zasobnego konta, a moje dzieci i wnuki nie mają
                                układów, ani pleców więc mają pod górkę. Rzeczywistość z reguły jest różna dla
                                różnych ludzi, chodź żyją w tych samych czasach.Życzę wszystkim młodym
                                autentycznych, niekomercyjnych przyjaźni i spełnienia marzeń.
                                Poprostu "szerokiej drogi". Na wszelkie pytania, oczywiscie w miarę możliwości
                                odpowiemi opowiem. dziadek Jakub
                                • Gość: matura'89 Re: komputery i nie tylko IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 13.07.04, 17:12
                                  1. Moje Przyjaźnie (przez duże P) są tylko i wyłącznie nie komercyjne i dają
                                  się policzyć na palcach właściwie jednej ręki. Komercyjne są tylko znajomości
                                  i "koleżeństwa" - jedne przychodzą inne odchodzą i nie ma co się nawet starać
                                  zapamiętać imion tych ludzi. A Przyjaźnie wyniosłem z czasów szkoły średniej i
                                  trwają do dzisiaj - już dobrze ponad 15 lat.
                                  2. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia - każdy tę samą rzeczywistość
                                  niestety inaczej postrzega, nawet jeśli jest się w tym samym punkcie
                                  czasoprzestrzeni (ale patrzy się pod innym kątem). Ale fakt faktem, że start w
                                  życie mieliśmy znacznie łatwiejszy niż współcześni maturzyści i znacznie
                                  łatwiejszy niż nasi (a przynajmniej moi) Rodzice. Było zdecydowanie w
                                  życiu "spokojniej" i "normalniej" (mówię tu o latach 90-00, kiedy większość z
                                  nas kończyła studia, podejmowała pracę, zkaładała rodziny etc.) - o wolność już
                                  nie musieliśmy walczyć a o długie i bogate CV jeszcze nie musieliśmy walczyć.
                                  3. Żyło się też kiedyś wolniej i miało się frajdę z innych, bardziej
                                  przyziemnych spraw (stałem kiedyś z moim Ojcem na zmianę kilka dni w kolejce po
                                  telewizor, jaka radość była po tygodniu jak można było obejrzeć wszystkie 2
                                  programy TVP na nowym nabytku, że nie wspomnę o świni od chłopa bitej "na lewo"
                                  w latach 80). I mimo wszystko z nostalgią wspominam moją młodość mimo iż nie
                                  posiadałem ani wideo, ani komputera, ani rodziny w USA :-)
                                • Gość: Radek Re: komputery i nie tylko IP: *.tu.ok.cox.net 15.07.04, 03:23
                                  > (Ja nie mam samochodu,ani zasobnego konta, a moje dzieci i wnuki nie mają
                                  > układów, ani pleców więc mają pod górkę. Rzeczywistość z reguły jest różna
                                  dla
                                  > różnych ludzi, chodź żyją w tych samych czasach.Życzę wszystkim młodym
                                  > autentycznych, niekomercyjnych przyjaźni i spełnienia marzeń.

                                  Z tym moze byc problem bo najnowsze pokolenie (generacja pokemonow)
                                  nasladuja "najlepsze" zachodnie wzorce: plytkie, interesowne przyjaznie, wyscig
                                  szczurow i komercyjne podejscie do zycia.
                      • Gość: umasumak Re: Do Maturzysty 89 r IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 11:59
                        Witaj! Ja co prawda jestem maturzystką 1990 r, ale też się dopiszę. Mam wielki
                        szcunek do ludzi takich jak Ty. Którzy nie zatrzymują się na czasach swojej
                        mlodości. Mam dziadka przy którym możesz się poczuć jak szczyl ( 1920 r),
                        zdawał maturę jeszcze przed wojną, lecz sposobu myślenia mógłby mu pozazdrościć
                        niejeden dwudziestolatek. Ostatnio był u mnie przy okazji chrzcin mojej
                        najmlodszej córki i zarządał żeby nauczyć go korzystania z internetu. Wyjechał
                        od nas z twardym postanowieniem że zainstaluje sobie go w domu. Z samym
                        komputerem ma do czynienia już od kilku lat, dostał go w prezencie od swoich
                        dzieci, które chciały mu usprawnić pisanie dzienników ( pisze je od 50 lat).
                        Przestawił się z pisania ręcznego na komputer w ciągu kilku dni. teraz pisze do
                        nas maile :)). Jest wspaniały.
                        Pozdrawiam i życzę długich lat radości korzystania z dobrodziejstw postępu :))

                        Umasumk
                        • Gość: matura'89 Re: Do Maturzysty 89 r IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 12:52
                          Pisałaś do mnie czy do Jakuba?
                          matura'89
                          • Gość: umasumak Re: Do Maturzysty 89 r IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 13:29
                            Faktycznie mogło to tak wyglądać jakby do Ciebie (pomijając fakt że jest tylko
                            rok różnicy miedzy nami :)). Pisałam do jakuba oczywiści :)). Pozdrawiam
                            • Gość: matura'89 Re: Do Maturzysty 89 r IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 21:09
                              Nic nie szkodzi, połapałem się :-)
                              Też pozdrawiam.
              • robisc Re: do Jakuba 13.07.04, 21:02
                Ha, ciekawa dyskusja. Co pamiętam z 89 r.? Szczęśliwe czasy nauki w ogólniaku -
                kumpli, nauczycieli. O narkotykach wówczas raczej nikt nie myślał, co najwyżej
                o piwie na które chodziliśmy na dużej przerwie. Aha, był to przecież rok
                osiemnastek, więc sie imprezowałao.

                A czego dziś dorobił się 33-latek? Żadnej błyskotliwej kariery, które stały sie
                udziałem ludzi o kilka lat starszych, którzy na początku lat 90-tych kończyli
                już studia. Ale nie mam co narzekać, już na 4 roku studiów dostałem dobrą
                pracę, która zdecydowała o moich losach. Dziś w Chrystusowym wieku mam 10-letni
                staż pracy i dyrektorską posadkę. Mam też wspaniałą rodzinę. I to mi wystarcza.
    • marekatlanta71 Re: rocznik 1971 13.07.04, 18:30
      1971 rok sie klania. Co pamietam z tamtych czasow?
      - kolejke do sklepu w ktorym rzucli kakao w granulkach. Zabraklo 2 osoby przede
      mna choc przy rozpakowywaniu samochodu policzylem i sprawdzilem ze wystarczy
      - wielki salon obuwniczy z pustymi polkami
      - zabawe w rzucanie sniezkami w jedyny w naszym miescie transporter opancerzony
      - M&M'y ktorych nie dostalem bo siostra zakonna uwazala mnie za diabla wcielonego.
      - pierwsze sklepy z "prawdziwymi" towarami - w Smyku na parterze sklep spozywczy
      z prawdziwym lososiem wedzonym
      - szalony kapitalizm poczatku lat 90'tych gdy kazdy mogl zostac CEO.

    • mockingbird Re: rocznik 1971 13.07.04, 18:59
      pamietam lato '93:
      taki okres w zyciu, kiedy wszystko jest jak powinno byc...
      i propozycje pracy same do ciebie przychodza...
      i jeszcze hossa na gieldzie :)))

      pzdr.
    • amarandyna Re: rocznik 1971 13.07.04, 19:22
      Pamiętam gumki do ścierania chińskie pachnące (obiekt pożadania), zeszyty na
      kartki i wyroby czekoladopodobne w opakowaniu zastępczym, niewolnicę Isaurę w
      TV (czarno-białym), beznadziejną podstawówkę, miłe liceum i nudne studia (wtedy
      jakoś była moda na kucie oraz szybkie wychodzenie za mąż i życie studenckie
      okazało się mitem). W sumie sporo się zmieniło, fakt ten bardzo mnie fascynuje.
      Nie zazdroszczę nowym generacjom, wyrastającym z MC Donaldem w tle. Okropność.
      My przynajmniej mieliśmy jeszcze jakieś złudzenia...
      • Gość: Rocznik 71 Re: rocznik 1971 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 23:27
        Rocznik nasz już dawno nazwano "ostatnim pokoleniem komuny", choć żeby urodzić
        się w 1971 roku i zdawać maturę w 1989r. trzeba było pójść rok wcześniej do
        szkoły (co było moim udziałem).

        Z faktu urodzenia się w 1971 roku można wyprowadzić pewne generalne pozytywy i
        negatywy.
        Pozytywy:
        1. Nie istnienie 'rat race' na studiach, brak prywatnych szkółek i w zasadzie
        powszechne studiowanie na st. dziennych w stylu jeszcze 'z poprzedniej epoki'
        tzn. wino, kobiety i śpiew okraszane nauką. Smak kompletnie nieznanego dziś
        życia studenckiego. Godziwe stypendia socjalne i za wyniki w nauce,
        umożliwiające przeżycie bez podejmowania pracy.
        2. Utrzymujące się do dziś wsrod tego pokolenia tradycyjne podejscie do zycia,
        bardziej z naciskiem na 'fun' i zycie towarzyskie
        Negatywy:
        1. Zbyt późne wejście zawodowe w lata 90-siąte, uniemożliwiające szybką
        karierę, co stało się udziałem kilka lat starszych kolegów ze studiów i
        niektórych równieśników, którzy przerwali studia na 1-2 roku lub ich w ogóle
        nie podjęli (pracując za to w otwieranych właśnie oddziałach światowych
        korporacji). Sporo frustracji wsrod niektorych z tego powodu
        • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 14.07.04, 00:47
          He he! - to ja jestem za stary (ale tylko trochę - grudzień '70, już za Gierka)
          ale za to matura zgodnie z planem w 89.
          Jeśli chodzi o powyższe:
          ad. 1. - tak
          ad. 2. - tak
          ad. 3. - tak. (PS. chociaż czy to jest negatyw to sprawa dyskusyjna - finansowo
          na pewno tak natomiast towarzysko-rodzinnie-wspomnieniowo to chyba mimo
          wszystko pozytyw, ja nie żałuję).
          Głupio wyszło ale wyszło 3x tak :-)
          Od siebie jeszcze dodam (zresztą powtórzę to co wcześniej już pisałem), że mimo
          otaczającej nas wtedy rzeczywistości moje lata nastoletnie i lata studenckie
          darzę wyjątkową sympatią i mimo braku internetu, pubów, wspólnej Europy i tym
          podobnych pierdół nigdy bym się z dziesiejszymi nastoletnimi nie zamienił.
          • Gość: Jakub Re: rocznik 1971 IP: *.lublin.mm.pl 14.07.04, 09:21
            Widzicie ile ciekawych rzeczy mozna dowiedzieć sie o rówieśnikach. Ale to nie
            wszystko. Brak danych o tych którzy nie załapali się na studia, których
            rodzice w zwiazku z likwidacj zakładów pracy stracili podstawę bytu rodzin,
            którzy na pewno nie maja dostępu nie tylko do internetu, ale nawet komputera, a
            moze nawet nie umieja korzystać z maszyny do pisania. Ci, którzy zgodnie z
            tradycja rodzinną planowali dla potomka karierę robotnika w fabryce
            produkujacej dziś juz niepotrzebne wyroby, albo górnika w zamknietej bo
            nieopłacalnej kopalni, nie mówiac o PGR-ach. Jak utrzymać się za 500.00 zł z
            rodzina. Jak zapłacić za czynsz, lekarstwa i nie tylko. Denerwuja nas rozbite
            przystanki autobusowe, wysmarowane, świerzo odnowione ściany budynków, agresja
            małolatów. Pamiętam taką organizację o nazwoe OHP. Teraz też taka istnieje, ale
            dawniej wygladała innaczej. Młodzież, która miała problemy rodzinne, problemy z
            zaniedbana nauką i brak celu mogła zgłosić się do OHP. Instytucjii
            skoszarowanej z wiktem i opierunkiem, z szansą na ukończenie szkoły podstawowej
            i zawodowej. Panował dryl wojskowy, wychowawcy wykształceni w wojsku cieszyli
            sie autotytetem. A ci młodzi zagubieni takiego autorytetu potrzebowali. Dziś
            autorytetem dla odtrąconych jest najsilniejszy i najsprytniejszy rozrabiaka,
            diler narkotyków, przestępca. Czy Wy młodzi, aktywni, na stanowiskach, macie
            pomysł na rozwiązanie tego problemu. Czy tylko budowanie nowych więzień i
            zaostrzanie kodeksu karnego? Ci opuszczeni stracili w tych zmarnowanych latach
            szansę nauczenia się zawodu, nauczenia godnego współżycia społecznego. Więc co?
            Za burtę? A może da się uratować tych najmłodszych bez szans materialnych, ale
            majacy przed sobą kapitał czasu. Liczę na Was Mądrych, Sprawiedliwych,
            Przewidujących, że uporządkujecie naszą zagmatwaną rzeczywistość. Że nasze
            państwo, nasz naród z ciągłego zmagania się "raz na wozie, raz pod wozem"
            wyjdzie na jakiś dłuższy czas "na prostą". czego z całego serca życzę Wam i
            sobie. Może dożyję. Pozdrawiam. Dziadek.
    • Gość: Emigrant wewn. Re: rocznik 1971 IP: *.gleisslutz.net / *.war.gleisslutz.com 14.07.04, 17:49
    • Gość: Emigrant wewn. Re: rocznik 1971 IP: *.gleisslutz.net / *.war.gleisslutz.com 14.07.04, 20:09
      Do krikri i wszystkich współpokoleniowców!!!

      Rocznik 1971 sie klania! Myślę, że jestesmy na swoj sposob szczegolni przez to
      wejscie w doroslosc okraglostolową.

      Wiek Chrystusowy za pasem, więc pora na podsumowanie.

      Pozwolę nie ferować sobie oceny całego pokolenia, lecz napisać indywidualnie, o
      sobie, w ten sposób chyba najlepiej przyczynię się do ukazania losów pokolenia.
      Każdy z nas ma bądź co bądź indywidualne doświadczenia.

      Moje doświadczenia ostatnich 20 lat są bardzo różne. Opiszę to krótko.
      Zdominowała mnie prowincja (lata 80).

      Lata osiemdziesiąte - na codzień pusto, szaro, nic się nie dzieje. Emigracja
      wewnętrzna w literaturę i turystykę była u mnie bardzo silna. Ucieczka w
      przyjaźń, grupę, gitara i piwo i takie właśnie klimaty. Bardzo dobrze pamiętam
      włóczenie się po górach, poezję śpiewaną - ucieczkę od miasta, szarości, nudy,
      a także drobnomieszczańskiej atmosfery rodziny, niestety. W górach czułem
      atmosferę jedności, przyjaźni, czegoś wyższego, choć po koniec lat 80-tych
      zaczynał się już "zachodni śmietnik" - durne naśladownictwo, tzn. te wszystkie
      metale, skini, punki itp. Potem już było tego coraz więcej.

      A przy tym pamiętam straszny syf w PTSM (Schroniskach Młodzieżowych), taniochę
      biletów PKP i noszone przez wszystkich miękkie, przyjemnie przylegające do
      ciała koszule flanelowe, noszone aż do przetarcia na łokciach i kołnierzach.

      Byłem w tej szczególnej sytuacji, że już w 1989 po raz pierwszy pojechałem do
      znajomych do RFN, nawiasem mówiąc ubrany w nową elegancką koszulę
      flanelową !!! , szpanerską w moim przekonaniu, która w Polsce była
      wyznacznikiem otwartości na przyjaźń, opozycji wobec PRL-u, po prostu wyrazem
      bycia "cool", choć wtedy się tak jeszcze nie mówiło). I w tej koszuli
      flanelowej poczułem się kimś gorszym, zabiedzonym, nie uczestniczącym w tamtym
      płynącym kolorowo strumieniu życia... Brr... to mi dało odczuć różnice w
      estetyce i . Znajomi się mnie chyba z lekka wstydzili, strasznie dołujące
      doświadczenie, tym bardziej, że w tej koszuli czułem się w POlsce super. To był
      MÓJ ubiór.

      Ale dało mi kopa na przyszłość. Wiedziałem, że Polska pójdzie w tym kierunku. I
      że nie chcę wyglądać, jak ubogi zabiedzony studencik. A może nie dość mocno
      uciekłem w emigrację wewnętrzną?

      W 1990 r. rozterki, co zrobić po maturze, gdzie zdawać itp. Wszędzie bryndza,
      szarość, zero szans na dobrobyt, dobrą pracę itp. i niepewność, co będzie za
      lat kilka w związku ze zmianą systemu. Ale pobyt w RFN dał mi dużo do myślenia.
      Tam ludzie żyli, a my wegetowaliśmy. I dlatego szybka decyzja - germanistyka.

      Już w ogólniaku poznałem moją przyszłą żonę i planowałem NORMALNY żywot, tzn.
      zwykła praca, rodzina, dom, samodzielność. Kasy nigdy nie miałem od rodziców
      zbyt wiele, więc b. intensywnie myślałem o niezależności finansowej.

      Najpierw chciałem być nauczycielem, aby wraz z żoną gdzieś w zapadłej dziurze
      dostać mieszkanko i uczyć po 20 godzin w szkole, mieć wakacje i tak sobie żyć,
      dorabiając tłumaczeniami i korepetycjami.... naprawdę nie chciałem wiele.

      I pamiętam szok początku lat 90-tych, gdy pensje nauczycielskie zaczęły
      drastycznie spadać. Początkowo jeszcze za Mazowieckiego były dość normalne, a
      potem na łep na szyję.....

      Studia na UWr. raczej kiepskie, wszyscy wykładowcy, kiepsko opłacani, olewali
      zajęcia na maksa i dorabiali na boku jak się tylko dało tłumaczeniami, więc w
      roku 1993 decyzja - w Polsce języka się nie nauczę, czyli wyjazd na rok na
      zachód na praktyczną naukę języka.

      Wtedy chyba jeszcze chyba nie w pełni zdawałem sobie sprawę, jak drastyczne są
      reformy Balcerowicza.

      W 1992 przebywałem ponad rok za granicą. Wewnętrzna zmiana, uwolniłem się może
      trochę od polskiej pseudokatolickiej zaściankowości, ale przede wszystkim
      krytycznie spojrzałem na ten cały pachnący zachód. On od spodu gnije.
      Konsumpcja go zrzera. Ale tam jest większa wolność w mentalności społecznej, u
      nas nie.
      Jak ja tam tęskniłem za polskimi górami!!! (dowiedziałem się o sobie tyle, że
      nie jestem kosmopolitą),

      W 1993 r. wróciłem do nieco innej Polski - były już nowe automaty telefoniczne
      i pierwsze komputery na PKP. A także pierwsze nowe gargamele. I upadki firm, i
      bezrobotni. WOlny rynek zaczął być wciskany w karby, podatek VAT itp.
      A komuna podniosła utrącony łep, co - o dziwo - pokryło się z silnym wzrostem
      gospodarczym, chyba ok. 6%.

      Okres studiów (w moim przypadku b. długi - 1990-1999) to przede wszystkim
      troska, skąd wziąć kasę na studia, dorywcza praca i nauka, wyjazdy na wakacje
      do Reichu. Udało mi się uzyskać b. dobre wykształcenie, dwa fakultety, bardzo
      dobry język niemiecki, ale na Dolnym Śląsku w połowie lat 90-tych (podobnie jak
      i dziś zresztą) bardzo trudno było o dobrą pracę i o możliwości własnego
      biznesu.

      Ja byłem zmuszony dobrze zarabiać, bo od rodziców nic nie dostałem.

      Z niedowierzaniem usłyszałem kiedyś, że w Warszawie w połowie lat 90 było
      Eldorado, że pensje rzędu 3.000 PLN na rękę na początek to pestka. I po
      ukończeniu drugich studiów z dnia na dzień tu przyjechałem, w 1999 r. , jeszcze
      przed kryzysem na rynku pracy w 2000r. Jeszcze załapałem się na dobrze płatną
      pracę, lecz już nie jako CEO, lecz specjalista średniego szczebla. Moja żona
      podobnie.

      Początki - wiadomo - wynajmowana obskurna kawalerka, ślub, potem kupno własnego
      małego mieszkanka, następnie nieco większego. W międzyczasie pensja się
      podwoiła, mamy własne nowe 56-m mieszkanie bez kredytu, nowe auto, dziecko,
      powolne, lecz stałe perspektywy rozwoju materialnego. W sferze materialnej jest
      OK, muszę stwierdzić. Pod koniec roku wpadam w najwyższy próg, ale i tak
      uważam, że jestem z tej grupy mocno średniej.

      Niestety (a może na szczęście) umknął mi czas szalonych karier w stolicy.


      Jak oceniam te lata przełomu?
      Brakuje mi solidarności międzyludzkiej, jaką pamiętam z wyjazdów w góry w
      latach 80-tych. Moi znajomi albo stali się cynicznymi burżujami (kasa i tylko
      kasa się dla nich liczy), albo nie chcą się ze mną widzieć, bo razi ich mój
      sukces, bo sami kiepsko przędą. Jeden się stoczył, wielu ma niewielką
      stabilizację na państwowych posadkach (na prowincji wciąż są one
      intratne).Ogólnie wielu z moich znajomych - mówię o podwrocławskiej prowincji -
      rodzice pomogli na starcie, i tak jakoś łączą lepiej lub gorzej koniec z końcem.

      W ujęciu makro najgorszy jest u nas brak polskiej klasy średniej i skarlała
      coraz bardziej inteligencja, źle opłacani nauczyciele i lekarze. To najgorsze,
      co się stało. To o wiele gorsze, niż 20% bezrobocie.

      Czemu, do cholery, nie sprywatyzowano szkolnictwa i służby zdrowia???????

      Druga rzecz, o której warszawiacy nie wiedzą, to straszne różnice między
      prowincją i Warszawą. Ten kraj rozwarstwia się, nie tylko społecznie, ale
      przede wszystkim geograficznie. Warszawa, no może trochę Poznań, Gdańsk, a
      reszta to bida.

      Co do Unii Europejskiej to nie mam złudzeń. Nikt nam za darmo nic nie da.
      Może i gospodarczo będzie to dla nas korzystnie, ale jakim kosztem! Trudno nam
      będzie utrzymać własną tożsamość kulturową. Kultura umiera, konsum i
      amerykanizacja zabijają wszystko. Nie będzie łatwo. Oceniam, że za 5-8 lat nowe
      pokolenie zrobi straszny bunt (obecni maturzyści - trzymam za was kciuki) i
      wniesie nowy oddech w tę naszą transformację.

      Zostałem dalej emigrantem wewnętrznym, nie utożsamiam się z elitą stolicy, nie
      należę już do polskiej prowincji. Staram się najwięcej energii wkładać w moją
      rodzinę. Planuję drugie dziecko.

      Głosuję na Unię WOlności, Platformę Obyw.
      Boję się LPR.
      Boję się Leppera, ale też rozumiem jego wyborców.

      Co jeszcze?
      Tęsknię za koszulą flanelową i górami. Już myślę o emeryturze, i chcę kupić dom
      w Bieszczadach. Trochę mnie ta transformacja jednak kosztowała...

      • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 14.07.04, 23:58
        Wow! długie ale przeczytałem do końca. Jak to zwykle bywa nie wszystkie
        szczegóły sa tożsame z moją historią, moimi doświadczeniami i ocenami ale
        ogólny wydźwięk jest taki sam.
        Na dwie rzeczy zwróciłbym szczególną uwagę:
        > Brakuje mi solidarności międzyludzkiej, jaką pamiętam z wyjazdów w góry w
        > latach 80-tych. Moi znajomi albo stali się cynicznymi burżujami (kasa i tylko
        > kasa się dla nich liczy), albo nie chcą się ze mną widzieć, bo razi ich mój
        > sukces, bo sami kiepsko przędą.
        Niestety z tym się zgadzam, mam to samo na co dzień, nic dodać nic ująć.
        I drugi cytat:
        > W ujęciu makro najgorszy jest u nas brak polskiej klasy średniej i skarlała
        > coraz bardziej inteligencja, źle opłacani nauczyciele i lekarze. To
        najgorsze,
        > co się stało. To o wiele gorsze, niż 20% bezrobocie.
        I tu trafiłeś w sedno, dodałbym jeszcze od siebie postępującą deprecjację samej
        inteligencji - coraz mniej czasu (a może bardziej chęci) na teatr, koncert w
        filharmonii, książkę, samokształcenie, coraz większa obojętność na sprawy
        społeczno-polityczne (tu nawiązałbym do Jakuba - ilu z nas zastanawia się jak
        przeżyć można miesiąc za 500 czy nawet 1000 zł całą rodziną, skoro tyle mniej
        więcej wydaje się miesięcznie na paliwo??) - to są obserwacje z mojego
        podwórka - "paczki" znajomych po politechnice, w większości na stanowiskach
        kierowniczo-dyrektorskich lub przedstawicieli prywatnej przedsiębiorczości. A
        żeby było jeszcze śmieszniej (i smutniej) nikt nie chodzi już na żadne wybory -
        wychodzimy z założenia, że i tak to nic nie zmieni, trzeba dbać tylko o swoje 4
        litery i święty spokój (chociaż wynik UW w ostatnich wyborach jest tej tezy
        zaprzeczeniem, może to światełko w tunelu?).
        Pozdrawiam.
        PS.
        Koszulę flanelową wkładam czasami na działce i łza w oku się kręci....
    • Gość: km Re: rocznik 1971 IP: *.escom.net.pl 15.07.04, 07:37
      Zgłaszam się,nie czytałem postów poprzedników.Nadrobię.
      pzdr.,Krzysztof.
      • Gość: Jakub Re: rocznik 1971 IP: *.lublin.mm.pl 15.07.04, 08:17
        Jestem zafascynowany rzetelnością i szczerością Waszych wypowiedzi. Wątek
        bardzo ciekawy, tym bardziej że w całosci "na poziomie". Macie nie tylko
        wspomnienia, ale również doświadczenia. Piszcie dalej. postaram sie Wam
        towarzyszyć. Pozdrowienia.
    • Gość: TommyT Re: rocznik 1971 IP: 80.51.234.* 15.07.04, 10:21
      kłaniam się rówieśnikom,
      czytając wiele wypowiedzi praktycznie całkowicie się z nimi zgadzam, uważam, że
      moje dzieciństwo i młodość było bardziej prawdziwe niż to co przeżywają dzieci
      obecnie. Już tłumaczę o co mi chodzi. Jako dziecko cieszyłem się każdą zdobytą
      zabawką, samochodzikiem, pojedynczym żołnierzykiem, własnoręcznie zrobioną
      makietą, wyobraźnia nadrabiała to czego nie można było kupić. Potem w wieku
      nastoletnim, pamiętam nagrywane na koncertach kasety, nagrywane przez mikrofon
      na monofonicznym Kasprzaku RB3200 ( na licencji Grundiga, do dziś mam taki w
      dodatku działający ). Wydaje mi się, że o wiele bardziej cieszyły mnie rzeczy
      małe, obserwując współczesne dzieci ( mam własne i sporo w rodzinie) oraz
      młodzież, tu mam do czynienia z rozpiętością wieku od ok.18 do ok 25 lat,
      zauważam jak trudno jest ich zadowolić. Powszechna dostępność wszystkiego
      uzależniona jedynie finansami powoduje olbrzymie oczekiwania od życia i rodziny.
      Wracając do tematu, moje życie ułożyło się całkiem nieźle, mam rodzinę ,
      pracuję, ale udaje mi się cały czas zachować dystans do życia zawodowego i nie
      jest mi ono w stanie przesłonić przyjemności, czyli wypoczynku, spotkań
      towarzyskich, a przede wszystkim rodziny. pozdrawiam serdecznie
    • Gość: Monia Re: rocznik 1971 IP: *.uml.lodz.pl 15.07.04, 10:40
      Witam wszystkich rówiesników (i nie tylko). Przeczytałam wszystkie posty i
      dochodzę do wniosku, że mamy co wspominać i to w większości są miłe
      wspomnienia. Stwierdzam, że wyrośliśmy na porządnych ludzi. Mięliśmy
      okazję "liznąć" czasów komuny ale i w obecnej rzeczywistości potrafimy się
      odnaleźć.
      Ja osobiście z "tamtych" czasów pamiętam szyneczkę konserwową, pakowaną w małe
      kwadratowe paczuszki (tego smaku nigdy nie zapomnę), częste wyjazdy rodziców na
      Węgry i do Ruskich z 10 walizkami, z czego tylko 2 zawierały rzeczy osobiste,
      balonówy w kształcie kolorowych kulek przywożone z tychże Węgier.
      Później studia. Najfajniejszy okres w życiu. W latach 90 - 95 studiowanie
      polegało (przynajmniej w moim przypadku) na zabawie, wszelkich uciechach z
      przerwą na sesje. Tak przynajmniej było na Wydziale Prawa i dotyczyło
      większości ludzi z którymi dzieliłam ten "los".
      Pomimo dość beztroskiego życia studenckiego (nie musiałam pracować) wyszłam na
      ludzi. Może nie zrobiłam oszałamiającej kariery ale nie jest źle.
      Dziś jestem szczęśliwą mężatką, mam nadzieję niedługo matką, mam własne
      mieszkanie, samochód, psa i wielu fajnych znajomych, dla których tak jak dla
      mnie, lata 90 są miłym wspomnieniem.

      Pozdrawiam
      • Gość: TommyT Re: rocznik 1971 IP: 80.51.234.* 15.07.04, 11:07
        masz rację w większości to miłe wspomnienia, pamiętam także z okresu 'komuny',
        kartki i wszystko co z tym związane, wyroby czekoladopodobne i opakowania
        zastępcze, kolejki w sklepach, ale także podziemne wydawnictwa, bójki z milicją
        na Placu Dzierżyńskeigo i Starówce, rewizje na ulicy, a i miłe wspomnienie ze
        stanu wojennego, przy skoczni w Wawie stał Skot, a załoga była na tyle miłe, że
        pozwalała dzieciom dokładnie oglądać 'czołg', wchodzić do środka, wszystkiego
        dotknąć to było fajne.
        • bigstrand jakze rozne sa ludzi doswiadczenia 15.07.04, 12:57
          o komunie przed 89 nie ma co pisac bo wszyscy mniej wiecej wiedza jaka byla, choc ocena tamtych czasow znaczaco wplywa na nasze zdanie o czasach dzisiejszych, wystraczy tylko wspomniec o sfrustrowanych wyborcach Leppera czy LPRu z naszego pokolenia.
          tez urodzilem sie w 1971 i w 89 mialem juz prawo glosowania w wyborach ale olalem wybory bo mieszkalem w internacie 40km od domu i musialbym jechac te 40km by oddac swoj glos.
          po kiepskim liceum i szoku ekonomicznym zafundowanym w 90 roku przez balcerowicza w wyniku ktorego matka pielegniarka wychowujaca 3dzieci w tym jedno juz na studiach a ja sam wlasnie konczylem liceum zastanawiala sie dlugo czy bedzie ja stac na poslanie jeszcze jednego dziecka na studia. A ze piszacy te slowa jeszcze siano mial w glowie nie zdecydowal sie isc tak od razu na te studia bo raz ze kiepskie liceum nie nauczylo wiele a dwa ze nie bardzo wiedzialem co chce robic.
          W klasie nikt nie mial komputera a magnetowid to moze 1 lub 2 osoby
          Potem byla dwuletnia szkola pomaturalna, spodnie i buty kupowalem raz do roku. jakims cudem udawalo sie matce znalezc pieniadze dla mnie na stancje i wyzywienie w odleglym miescie. w tej szkole pierwszy raz zobaczylem PCta (timexy mialem w liceum)
          Stdia na polibudzie. Nie dostalem miejsca w akademiku bo podobno srednia wychodzila za duza, dostali je za to dzieci biznesmanow ktorzy wykazywali straty w prowadzeniu biznesu i ujemne dochody na glowe rodziny a do akademika przyjezdzali wlasnymi samochodami. czesc "normalsow" zanizala sobie dochody u ksiegowych firm w ktorych rodzice pracowali, moja matka jest uczciwa kobieta, nie robila takich numerow tylko placila mi za stancje, starsza sistra nadal studiowala, w dalszym ciagu para butow raz na rok i dzinsy jak juz sie dziury na kolanach porobily. Przez nieuwage stluklem okulary, matka dala mi 100 dolarow ktore trzymala od lat 70 a teraz ledwie starczyly na nowe okulary. Potem szczesliwie udalo mi sie zalapac na akademik. na 4roku slub, ale nie daltego ze mus, zaleta bylo otrzymanie pokoju malzenskiego w akademiku. Za pieniadze z prezentow slubnych kupujemy PCta (pentium 100) ale radosc!!! pierwsza upragniona rzecz!!! komputer!!! ale jazda...
          Pierwsza praca, zalapuje sie bez wiekszych problemow, nie znaczy ze bez staran. calkiem niezla sporo PLN zwlaszcza dla takiego golca jak ja. Pierwsze pieniadze (1300PLN) ida na lapowke dla oficera WP ktory szantazem wymusza je w zamian za "niepowolanie" do odbycia sluzby wojskowej. 5 latek w firmie bez mozliwosci awansu i rozwoju zawodowego, majac szefa alkoholika i chama, decyzja-zmiana pracy. jest 2000 rok- pracy nie ma. decyzja-praca za granica. 2001 praca w zawodzie za granica i trwa.... oby jak najdluzej
          glosuje (jak glosuje) na UW, gdybym byl w PL tez bym na nich glosowal,
          jestem zwolennikiem projektu zwanego Unia Europejska
          uwazam ze Kwasniewski jest lepszym prezydentem niz nim byl Walesa i ze jest lepszy od Krzaklewskiego (gdyby ten zostal)
          na teatr, ksiazki (czytalem pozyczane)nie bylo mnie stac, czasem tylko kino.
          i tak to wyglada
      • Gość: Mag71J Re: rocznik 1971 IP: *.toya.net.pl 19.07.04, 20:28
    • alexxx Re: rocznik 1971 15.07.04, 15:30
      A pamiętacie jeszcze takie rzeczy jak:
      - Lista Przebojów Programu Trzeciego
      - Donaldówa (dla niewtajemniczonych guma balonowa)
      - komisy z ciuchami
      - muzyka new romantic
      - oranżada w proszku :)
      - granatowe fartuchy w szkole
      - obuwie pt. juniorki
      - obowiązkowa fluoryzacja
      - płyty analogowe:):):)
      - "Aniołki Charliego" i "07 zgłoś się"
      - sok Dodoni w puszce (ohydny)
      - pańska skórka i wata cukrowa
      - cytroneta i Ptyś
      - spodnie "rurki" oraz "pumpy"
      - rowery Wigry III, Flaming i Pelikan
      - Hit kinowy pt. "Rój" (film był wstrząsający:):):):)
      - "Świat Młodych" i "Razem"

      Pozdrawiam:)

      • Gość: monia Re: rocznik 1971 IP: *.uml.lodz.pl 15.07.04, 15:54
        Pamiętamy!
        Do kolekcji dodam jeszcze:
        oranżada zamykana na korek połączony z butelką
        mleko na wycieraczce (roznoszenie mleka do domów)
        nagrywanie listy PR 3 na kasety (oczywiście ze sprzętem typu Grundig lub jak
        kto woli Kasprzak)

        Łza się w oku kreci:)
        • alexxx Re: rocznik 1971 15.07.04, 16:12
          monia,
          to mleko to z kolorowymi kapslami było - dwa kolory srebrny i złoty!!!

          Aaaa, zapomniałam jeszcze o nabojach do syfonów, książkach życzeń i zażaleń i
          dmuchanym ryżu.
          :)
      • Gość: TommyT Re: rocznik 1971 IP: 80.51.234.* 15.07.04, 16:17
        ... i jeszcze
        sobotni dziennik ludowy ( z plakatem )
        muzyczny non stop
        jogurty owocowe ( jeden smak )
        mleko i śmietankę w butelkach
        buty relaxy
        tureckie jeansy i sweterki
        jeansy piramidy
        smakołyk warszawski ( kto to pamięta, taki blok czekoladowo orzechowy )
        wódkę kupowaną pod sklepem
        pewexy i baltony
        pierwsze gwiezdne wojny i wejście smoka ( to był szał w kinach )
        kino Moskwa ( Wawa ) jeszcze działąjące
        psa huckelberry'ego w czasie zwierzyńca
        i kreskowego ludzika po antenie a przed telerankiem
        • marta33 Re: rocznik 1971 19.07.04, 22:08
          ten kreskowy ludzik to chyba ,balu balu,o ile dobrze pamietam.pozdrawiam
    • Gość: Oka Re: rocznik 1971 IP: *.bos.east.verizon.net 15.07.04, 15:55
      Oka z Bialegostoku, od 12 lat w Bostonie.
    • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 15.07.04, 18:00
      Ale jazda! Od wczoraj tutaj nie zajrzałem a wątek rozrósł się niesłychanie.
      Pozdrawiam wszystkich rowieśników a także składam ukłony dla p. Jakuba.
      Niektóre Wasze posty przypomniały mi rzeczy, o których zwyczajnie zapomniałem w
      natłoku spraw codziennych - sok dodoni, donaldy, relaxy itp., coś ścisnęło mnie
      w "dołku"... Na grundiga nagrywałem i z radia i przegrywałem czarne płyty z
      gramofonu. Dorzuciłbym jeszcze chińskie piórniki na magnes (w podstawówce),
      wyjścia do kina lektur szkolnych, do relaxów jeszcze dorzuciłbym sofix-y (ktoś
      to nosił?), dżinsy odra, a także Pespi w "kręconych" butelkach (chociaż to już
      zależało od miasta, o ile wiem w Wa-wie była coca-cola; skutek jest taki, że
      dzisiaj zawsze wybieram pepsi a nie colę :-), aha - i na I komunię św. dostałem
      m.in. "latającą bilę" - czy ktoś wie co to jest??
      A teraz poważnie - sądzę, że różnica między nami a dzisiejszymi nasto- i
      dwudziestokilkuletnimi polega nie na tym, że teraz jest Orbit a nie Donald,
      tylko na tym ,że Donald był wtedy wielkim wydarzeniam a Orbit dzisiaj jest
      powszedniością (oczywiście donald i orbit to tylko przykłady-symbole).
      Odczuwało się wartość rzeczy i radość z posiadania (a właściwie "zdobycia"
      czy "załatwienia") tak przyziemnych spraw jak schab b/k, telewizor, cytryny,
      szynka na święta etc. Cóż, życie bardzo się skomercjalizowało a najbardziej
      dotyka to tych, którym, w pojęciu społecznym, "nie wyszło" i załapali się np.
      500 zł zasiłku. Czasami zdarza się to także tym po studiach, z dwoma językami -
      ale nie potrafią się znaleźć w dzisiejszej rzeczywistości, nie potrafią się
      przestawić na codzienny wyścig z innymi (młodszymi) po stołek i szmal. A czy są
      wśród Was tacy, którym nie "wyszło"? którzy mają żal do losu, że urodzili się w
      70, 71, 72 a nie np. 80 czy 81?

      • Gość: em.wewn. Re: rocznik 1971 IP: *.gleisslutz.net / *.war.gleisslutz.com 15.07.04, 18:53
        A pamietacie to?

        MUZYKA:
        Różowe Czuby i Dentystę Sadystę
        Gaygę
        Szparkę sekretarkę Maryli Rodowicz
        Limahla
        Noc Komety Budki Suflera?
        Franek Kimono i King Bruce Lee karate mistrz?
        wojna pepersi contra fani lady punk
        fiuta Borysewicza

        KINO:
        Sztandarm w Nowym Jorku
        But Cassidy & Sudance Kid
        Człowiek-Mucha
        Siekierezadę w kinach (jeden z najlepszych polskich filmów lat 80) oraz
        Ostatni Dzwonek
        • Gość: Emig. wewn. Re: rocznik 1971 IP: *.gleisslutz.net / *.war.gleisslutz.com 15.07.04, 19:04
          i jeszcze oczywiście Telewizyjna Lista Przebojów i kultowe szmiry:

          Nie ma jak szpan - Kombi - słowa szpanować używa tylko chyba nasze pokolenie
          Univers - takie "hity" jak Dżony i Blues o wpół do piątej rano
          Oddział Zamknięty - ANdzia i Obudź się
          Wały Jagielońskie - Monika córka ratownika (i te dwie dłonie na teledysku!!!)

          w trójce:
          Klaus Mittwoch i Jezu jak się cieszę?
          a ktoś pamięta "Happy happy people" Yazzoo?
          M. Ostrowska - adriatyk ocean gorący i szklana pogoda?

          Co, kręci się łezka? Tak, już nigdy takiej wrażliwości jak w okresie dorastania
          nie będzie....

          Napiszcie, jakie przeboje i filmy lub książki z tego okresu zrobiły na Was
          największe wrażenie.
          • Gość: Radek Re: rocznik 1971 IP: *.2015.com 15.07.04, 21:11
            Muzyka: Manaam
            ksiazki Stanislawa Lema
            Koniec lat 80 i wydawnicwto Amber, powiescie Sci-Fi najwiekszych mistrzow tego
            gatunku.
          • Gość: monia Re: rocznik 1971 IP: *.uml.lodz.pl 16.07.04, 09:03
            Cześć, mam nadzieję, że ten wątek będzie kontynuowany jeszcze długo.
            Naprawdę przyjemnie poczytać o losach obcych sobie ludzi, a jednak tak bardzo
            bliskich.
            Po przeczytaniu waszych postów dochodzę do wniosku, że sporo z nas jednak
            wyjechało z Polski. Myślę, że w większości przypadków była to reakcja naszych
            rodziców na sytuację w kraju (może słuszna ...)

            Jeśli chodzi o muzykę z tamtych lat, to słuchaliśmy i słuchamy do dziś z mężem
            (też rocznik 1971):Depeche Mode, Yazzoo, Ultravox, Queen, The Police - nigdy
            się nie zestarzeją.Nie wiem czy zauważyliście, że w radiu i TV też chętnie
            wracamy do lat 80/90 -MTV clasic, radio GOLD FM (łódzka stacja)-ja tego ciągle
            słucham.

            Ciekawa jestem jakie miasto na tym forum ma największą reprezentację. Ja jestem
            z Łodzi, a Wy?
      • Gość: Marcin_Z Re: rocznik 1971 IP: *.stacje.agora.pl 15.07.04, 19:02
        Przeczytałem wszystko (ufffff), chociaż jestem rocznik '72, też mam podobne
        wspomnienia.
        Moja historia nieco się różni, niestety studia zacząłem ze względów finansowych
        4 lata po maturze (UW-wieczorowo), po trzech znów dłuższy przestój (również
        finanse), teraz wszystko wskazuje, że finanse na skończenie studiów mam jako
        tako zapewnione, więc jest OK.
        Ze swojego ogródka mogę dorzucić, że dane mi było zobaczyć metamorfozę pewnej
        dużej firmy z, powiedzmy, rodzinnej atmosfery (lipec'98) do psychozy strachu
        panującej wśród pracowników (lipiec'04).
        Trochę tak jak w naszym kraju.
        Owa firma zaczęła funkcjonować równo z wyborami czerwiec'89.
        Zdążyłem już zostać z niej zwolniony, ponownie zatrudniony (po 8 miesiącach)
        oraz po 1,5 roku ponownie zwolniony.
        Niestety nie mogę napisać, że mam się nieźle finansowo, ale nie narzekam - mam
        własne małe mieszkanie, jak na swój wiek bezawaryjny samochód - jest OK.
        Nie, nie mam żalu że urodziłem się w 1972, myslę sobie, że ludzie ktorzy
        mają "7" z przodu ('71,'72,'73..........'79) są dość specyficzną nacją - takie
        są moje doświadczenia - albo mam wyjątkowych znajomych.
        Moim zdaniem dzięki temu, że pamiętam jeszcze wydawanie prawie półrocznych
        oszczedności na jednego banana na Polnej na bazarze - łatwiej mi dojrzeć i
        zrozumieć mechanizmy powodujące, nie wiem, chyba rodzaj rozprężenia, czy też
        zatracenia moralnego dzisiejszych nasto-dwudziesto-latków.
        To chyba na razie tyle - przepraszam, jeżeli nieskładnie się wyrazilem - to mój
        przedostatni dzień (wieczór) we wspomnianej wcześniej firmie - ciężko mi
        pozbierać myśli.

        Pozdrawiam wszystkich
        Szczególny szacunek dla Pana "Dziadka" Jakuba.



        • Gość: Marcin_Z Re: rocznik 1971 IP: *.stacje.agora.pl 15.07.04, 19:19
          Nie wiem, czy ktoś z Was czytał polską wersję przygód Mikołajka?
          Serdecznie polecam, owa książeczka ma tytuł "Mikołajek w szkole PRL".
          Czytając ją, jak bym się cofnął do podstawówki - no i ubawiłem się setnie.

          Polecam.
          (niestety nie znalazłem jej w sieci)
          • aniak31 Re: rocznik 1971 15.07.04, 23:00
            Gość portalu: Marcin_Z napisał(a):

            > Nie wiem, czy ktoś z Was czytał polską wersję przygód Mikołajka?
            > Serdecznie polecam, owa książeczka ma tytuł "Mikołajek w szkole PRL".
            > Czytając ją, jak bym się cofnął do podstawówki - no i ubawiłem się setnie.
            >
            > Polecam.
            > (niestety nie znalazłem jej w sieci)

            a kto jest autorem tej książeczki ?
            daj jakieś bardziej szczegółóe namiary
            • Gość: Marcin_Z Re: rocznik 1971 IP: *.stacje.agora.pl 16.07.04, 10:37
              Proszę bardzo ;-)

              Kowalski Miłosz [pseud.]: Mikołajek w szkole PRL. (Przygody Mikołajka).
              Wwa: Ofic. Wydawn. Rytm 1986.
              A5, okł.kart., 53,[2] s., off. z masz., c. 300 zł.
              Rys.: Masław [pseud.]. Red. wyd.: Hanna Eger. U góry s. I okł.: Przygody
              Mikołajka - spolszczony tyt. cyklu francuskich książeczek R. Goscinnego i J. J.
              Sempé.

              Kowalski Miłosz [pseud.]: Mikołajek w szkole PRL. Wyd. 2.
              Londyn: Wydawn. Aneks 1987.
              ISBN 0 906601 44 4.
              - uw - MM

              Kowalski Miłosz [pseud.]: Mikołajek w szkole PRL. (Przygody Mikołajka).
              Gdańsk: Suplement 2 1987.
              A5, 53,[2] s., off. z oryg., c. 300 zł.
              Tyt. okł. Rys. Masław [pseud.]. Przedr. z wyd.: Londyn: Aneks 1987.

              Kowalski Miłosz [pseud.]: Mikołajek w szkole PRL.
              Gliwice: Niezal. Wydawn. "Wokół nas" 1989.
              A5, okł.kart., 56,[3] s., off. z oryg.
              Rys. Masław [pseud.]. Przedr. z wyd.: Londyn: Aneks 1987.

              Kowalski Miłosz [pseud.]: Mikołajek w szkole PRL.
              B.m.[Łódź]: Fakt 1989.
              A5, okł.kart., 56,[3] s., off. z oryg., [c. 1800 zł].
              Rys. Masław [pseud.]. Przedr. z wyd.: Londyn: Aneks 1987.

              To wszystko co znalazłem.
          • Gość: motylek Re: rocznik 1971 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.07.04, 23:13
            witam rówieśników
            jak miło Was spotkać i poczytać wspomnienia z naszej młodości które dla wielu
            małolatów brzmią dzisiaj jak "science fiction"
            urodziłam się w czerwcu
            maturę zdawałam w 1989
            pracę magisterską broniłam w 1994
            teraz mam kochaną i kochającą rodzinkę i potrafię się cieszyć z każdej miłej
            chwili

            jestem nauczycielką (dyplomowaną)- jeśli ktokolwiek oprócz nauczycieli wie o co
            chodzi - to powinien być z siebie dumny) bo po tej ostatniej reformie tak się
            porobiło że niektórzy starsi stażem nauczyciele do tej pory nie wiedzą o co
            chodziło ministrom;)
        • anetkarobert Re: rocznik 1971 15.07.04, 20:33
          Ja jestem rocznik 71, mój mąż 72. Pobraliśmy się dwa lata po mojej maturze.
          Były to lata dla nas najlepsze finansowo. Mąż bardzo dobrze zarabiał.
          Konsumowaliśmy. Kredyty, samochody, wycieczki, imprezy. I przejedliśmy
          wszystko. Tzn. w tej chwili mamy pełno kredytów i dużo znajomych.
          A nie było siedzieć na tyłku i odkładać kasę, żeby otworzyć coś własnego. Mój
          brat zachowywał się odwrotnie niż my, i teraz funkcjonuje tak jak powinno się.
          zaraz dokocze


          pamiętam hoffland i wycieczki z mamą do Wawy na zakupy.
          pamiętam tan wojenny, jak pojechaliśmy na wieś.
          kolejkę po banany i meble
          kolonie co roku

      • Gość: Jakub Re: rocznik 1971 IP: *.lublin.mm.pl 15.07.04, 19:08
        Jesteście fantastyczni. Mnie też się łza w oku kręci. Rozmowa z Wami odmładza
        mnie conajmniej o trzydziesci lat. Mój wnuk po maturze, po studium pomturalnym
        informatycznym, po wojsku, którego nie dało się uniknąć. Ale nic strasznego.
        Trenował tupanie, żonglerkę karabinem, sprzątanie, jakieś tam stanie na warcie.
        Szczęśliwie ma ten obowiązek z głowy. Najwieksza bieda że przestał umieć uczyć
        się. Nie zdał na dzienne, pójdzie na zaoczne. Za to moja wnuczka maturę zdała,
        a po niej z rekordową ilością punktów na dwie uczelnie. Na obu - jedna
        miejscowa, druga stołeczna przyjęta bez problemu. Czeka całą rodzinę finansowa
        droga pod górkę, bo jasna rzecz - wybrała Warszawę. Musimy się zmobilizować,
        bo przyszłość należy do młodych i trzeba im ten start ułatwić
      • Gość: Jakub Re: rocznik 1971 IP: *.lublin.mm.pl 15.07.04, 19:15
        Jesteście fantastyczni. Mnie też się łza w oku kręci. Rozmowa z Wami odmładza
        mnie conajmniej o trzydziesci lat. Mój wnuk po maturze, po studium pomturalnym
        informatycznym, po wojsku, którego nie dało się uniknąć. Ale nic strasznego.
        Trenował tupanie, żonglerkę karabinem, sprzątanie, jakieś tam stanie na warcie.
        Szczęśliwie ma ten obowiązek z głowy. Najwieksza bieda że przestał umieć uczyć
        się. Nie zdał na dzienne, pójdzie na zaoczne. Za to moja wnuczka maturę zdała,
        a po niej z rekordową ilością punktów na dwie uczelnie. Na obu: - jednej
        miejscowej, drugiej stołecznej przyjęta bez problemu.Jasna rzecz,że wubrała
        Warszawę, więc czeka całą rodzinę finansowa droga pod górkę. Musimy się
        zmobilizować, bo przyszłość należy do młodych i trzeba im ten start ułatwić.
        Pozdrawiam wszystkich co z sensem organizują Polskę XXI wieku.
        • Gość: madelaine Re: rocznik 1971 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.04, 22:35
          ja jestem bardzo bardzo młodziutka w porównaniu do Was wszystkich.. i
          niezmiernie miło czytało mi się te Wasze wspomnienia! Naprawdę, macie co
          wspominać. i zazdroszczę Wam tej radości z każdej posiadanej wtedy rzeczy, ja
          nie umiem tak.. życie rozpieściło mnie, choć nie pochodzę z zamożnej rodziny.
          I bardzo, bardzo podziwiam Jakuba i jego familię, że inwestują we wnuczkę..
          sama chcę studiować w Warszawie (Główna Szkoła Handlowa), ale rodzice
          przekreślili moje plany tłumacząc, że tam żyje się drożej i nie
          warto "przepłacać". W efekcie idę na WSM-kę w Gdyni [studia dzienne] i staram
          się zarobić wszelkimi możliwymi sposobami (ulotki, korepetycje, mycie garów w
          Hotelu Gdynia, pilnowanie dzieci, pisanie prac dyplomowych) aby tylko mieć
          pieniądze na drugi, zaoczny kierunek studiów.
          Bo wiem, że jeden kierunek nie da mi dziś pracy. Szczególnie na tak przeciętnej
          uczelni.
          Ubolewam też, że nie mogę uczyć się języka (znowu z powodu rodziców).
          Może to co napisałam brzmi egoistycznie i zarozumiale, ale jest mi przykro, że
          nie chcą we mnie zainwestować, a sami właśnie są w Chorwacji i jeżdżą toyotą.
          Naprawdę, zazdroszę wnuczce Jakuba. Wiele bym dała za takiego dziadka! :))
    • bf Rocznik... 1970; Matura 1989 16.07.04, 01:24
      A już miałem kłąść się spać, ale ten wątek tak mnie wciągnął, że dobrnąłem do
      końca.
      No i faktycznie, tak jak wielu z Was uważam, iż dzieciństwo mieliśmy świetne.
      Kolejka HO ze Składnicy Harcerskiej; wakacje z rodzicami na kempingach na
      Węgrzech i w Rumunii; doroczne festyny z kiermaszami, no i jak pamiętam to było
      to takie miłe życie (a szczególnie te chińskie piórniki na magnes i pachnące
      gumki do ścierania:-)). Nawet odważę się na herezję i powiem, że podobny klimat
      czuję teraz, a mieszkam w Szwajcarii, w takim malutkim miasteczku koło Lucerny.
      No właśnie, te moje 15 lat od matury w całkiem przyzwoitej klasie matematyczno-
      fizycznej do obecnego spokojnego życia u podnóża Alp?
      Po studiach - dziennych jak najbardziej; z bombowym życiem społecznym - udało
      mi się fajnie wylądować. Znalazłem pracę. "Za chlebem" przenieśliśmy się z żoną
      z naszego uniwersyteckiego Lublina do Warszawy. Ja również zobaczyłem, że
      wirzchołek biznesowy był już obsadzony naszymi kolegami, którzy zaczęli
      zarabiać kilka lat wcześniej. To jednak nie było problemem. Najpierw w jednej,
      potem w innej firmie potrafiłem znaleźć pasję w tym co robiłem. W międzyczasie
      miałem kilka wyjazdów ma seminaria do naszej korporacynej centrali do
      Szwajcarii. Ktoś tam zauważył błysk w moim oku, lub może mieli po prostu ssanie
      na "świeżą krew", więc od czterech lat szczęsliwie mieszkamy w tym pięknym
      miejscu. W ubiegłym roku urodziło się nam trzecie dziecko.
      Mieszkam wśród Szwajcarów, i moje dzieci chodzą tutaj do szkoły. Widzę u nich
      tą umiejętność cieszenia się drobiazgami. Być może dzięki temu, że w szkole nie
      widać różnic w zamożności dzieci to dzieciaki nie licytują się na ceny zabawek
      jakie mają w domu. Córka niedawno była u Komunii i dostała od nas w prezencie
      prenumeratę gazetki o zwierzętach oraz film DVD. Możliwe jest takie spokojne
      cieszenie się tym co jest ważne, a nie tym co jest drogie. To właśnie
      przypomina mi klimat z mojego dzieciństwa. Był wtedy jakiś taki "luzik
      materialny". Nikt w naszym otoczeniu nie był szczególnie bogaty, ale też nikt
      nie przymierał głodem.
      Rzecz jasna "luzik" skończył się wraz z latami siedemdziesiątymi; skończył się
      i już nigdy nie powrócił. Nawet pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy
      zarabiałem całkiem przyzwoicie i nie musiałem się martwić o bieżące wydatki, to
      wokół widziałem masę neurotycznego matarializmu. Ktoś mi bez przerwy czegoś
      zazdrościł, ktoś inny narzekał jak to jego nie stać, a mnie stać itd.
      Dopiero jak usiadłem na balkonie naszego mieszkania na spokojnej szwajcarskiej
      prowincji to zdałem sobie sprawę jak wyczerpujący jest klimat "wojny
      społecznej" w Polsce. Gdy opadło ze mnie napięcie życia na podwyższonej
      adrenalinie to docieniłem radość życia.
      Czyli w piętnaście lat po maturze, w dziesięć lat po obronie pracy magisterkiej
      mogę powiedzieć, że w moim dorosłym życiu poszczęściło mi się. Udało się
      zbudować rodzinę. Ponadtow wszedłem na rynek pracy w momencie, gdy ciekawe
      stanowiska średniego szczebla były wciąż do wzięcia i wykułem z tego sukces
      zawodowy ma miarę moich ambicji.
      A tak na koniec, dzieciństwo jest ponoć kluczowe w kształtowaniu osobowości.
      Nasze pokolenie miało fajne dzieciństo - może dlatego jest nam fajniej niż tym
      którzy pamiętają z dzieciństwa czołgi na ulicach...?
    • Gość: Maurice Re: rocznik 1971 IP: *.bchsia.telus.net 16.07.04, 05:32
      1989 - Rok wyjazdu z Polski (jako 18 latek)
      i najlepsza plyta lat 1980`s - Disintegration by The Cure

      Lat 1990`s niestety w Polsce nie spedzilem,ale wspomnienia z 1980`s pozostana
      mi jeszcze na dlugie dlugie lata (wyjazdy na maly handelek do
      Budapesztu,Berlina,wycieczki do Pragi - no i wspaniala muzyka Police,U2,The
      Cure,Joy Division,Dead Can Dance)
      • alexxx Re: rocznik 1971 16.07.04, 08:49
        A kto pamięta:
        - "KOSMOS 1999" i komandora Koeniga???
        Ulice wtedy pustoszały:)
        - dobranocki z "Barbapapą" i "Gąską Balbinką"
        - "Wideotekę"
        - Colombo i Kojaka
        - "Powrót do Edenu" (też było pusto na ulicach:)
        • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 09:16
          1. Do muzyki dorzucę jeszcze Dire Straits, Marillion (Fish oczywiście), wczesny
          Sojka, Sztywny Pal Azji (nieprzemakalni, póki młodość w nas - mam miękkie nogi
          do dzisiaj jak tego słucham), o Dead Can Dance już ktoś pisał -ja bym uogólnił:
          wytwórnia 4AD. A z głębokiego dziciństwa pamiętam Annę Jantar (nasz zalatany
          świat 70-tych lat..., tyle słońca etc.) i informację o katastrofie.
          Poza tym odczułem, że moja młodość definitywnie skończyła się 22.12.2001 -
          zmarł G.C., informacja była tak zaskakująca, że poczułem jakby coś "urwało" mi
          się w środku.
          2. bf napisał:
          "Był wtedy jakiś taki "luzik
          materialny". Nikt w naszym otoczeniu nie był szczególnie bogaty, ale też nikt
          nie przymierał głodem."
          Nikt nikomu nie zadzrościł bo w gruncie rzeczy nie było czego. W podstawówce
          najbogatszy był u nas syn ajenta stacji benzynowej, na wczasy do Bułgarii
          jeździł... ale "za karę" zawsze mu skóra od nadmiaru słońca z pleców
          schodziła :-)
          Odczuwam jeszcze jedno - brak możliwości dokonywania wyborów "ułatwiał"
          znacznie sprawę, uczelnie były państwowe, studia nie zależały (przynajmniej dla
          miejscowych) od zasobności rodziców lub swojej własnej pracy, można
          było "postudiować".
          Nie zamieniłbym lat 70-95 na nic innego.
          • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 09:23
            I jeszcze jedno - miło poczytać, że jednak ma się wspólny język ze swoimi
            rówieśnikami pomimo braku "wydarzenia pokoleniowego", że mamy te same (podobne)
            wspomnienia - nosiliśmy te same buty, piliśmy tę samą oranżadę (albo jedliśmy
            oranżadę w proszku), słuchaliśmy tej samej muzyki itp.
            A może to właśnie jest to "doświadczenie pokoleniowe"? Może to, że
            nic "ważnego" i przełomowego nas nie spotkało (albo inaczej - nie byliśmy w
            odpowiednim wieku, żeby odczuć przełomowe chwile bezpośrednio na własnej skórze)
            to jest właśnie to doświadczenie, które nas doświadczyło i jakoś nas łączy?
            Pozdrawiam wszystkich rówieśników, ukłony dla p. Jakuba.
            matura'89
            • chochlik5 Re:Do rocznika 1971 rocznik 1924 16.07.04, 11:08
              Gość portalu: matura'89 napisał(a):

              > I jeszcze jedno - miło poczytać, że jednak ma się wspólny język/.../
              (MIMO RÓŻNICY POKOLEŃ)
              > wspomnienia: te same buty, słuchaliśmy tej samej muzyki itp.
              > A może to właśnie jest to "doświadczenie pokoleniowe"? Może to, że
              > nic "ważnego" i przełomowego WAS nie spotkało, NIE BYLIŚCIE w
              > odpowiednim wieku, żeby odczuć przełomowe chwile bezpośrednio na własnej
              skórze i to jest właśnie doświadczenie, które WAS I MNIE jakoś łączy?
              MNIE, BO BYŁEM, A WŁAŚCIWIE BYŁAM I CHYBA NADAL JESTEM ŚWIADKIEM HISTORII
              JAKUB TO JA- chochlik. WSZYSTKO CO PISAŁAM TO PRAWDA. JEDYNĄ MISTYFIKACJĄ JEST
              ZMIANA PŁCI. NIE CHCIAŁAM WAS WYSTRASZYĆ. BARDZO INTERESUJE MNIE HISTORIA, ALE
              NIE TA PODRĘCZNIKOWA, NIE FAKTOGRAFIA, ALE TA, KTÓRA DOTYCZY OSOBISTYCH PRZEŻYĆ
              NA TLE ZMIENIAJĄCEJ SIĘ RZECZYWISTOŚCI. DAŁAM TEMU WYRAZ W MOJEJ KSIĄŻCE
              PT;"PÓKI PAMIEĆ DOPISUJE, PÓKI JESZCZE CZAS". TO AUTENTYCZNE WSPOMNIENIA DWÓCH
              POKOLEŃ ( w tym moje) NA PRZESTRZENI MINIONEGO WIEKU.
              Nakład pierwszego wydania z r 2001 wyczerpany. Jest juz drugie wydane w 2004r.
              Przepraszam za mistyfikację. Bardzo Was polubiłam. Świetnie się z Wami
              rozmawia. Miałam już szereg spotkań z młodzieżą od 5 klasy podstawowej, uczniów
              gimnazjum i liceum, do studentów pedagogiki, przewodników PTTK i osób zupełnie
              dojrzałych, a nawet przejrzałych takich jak ja. Serdecznie pozdrawiam
              Kim jestem? emerytką. Kim byłam? Odpowiedź w mojej książce. Podobno niezłe
              czytadło. Serdecznie pozdrawiam
    • Gość: Andrzej1971 Re: rocznik 1971 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.04, 10:53
      A ja ciągle szukam znajomych z podstawówki.
      Wrocław Jemiołowa SP 57 klasa C
      Może nie byliśmy jakoś strasznie zgrani, ale ciekawy jestem co robicie?
      Albo Wrocław LO nr1 Poniatowskiego klasa F?
      Mam kontakt z 1 człowiekiem z tej klasy.
      A co z resztą???
      Tyle było osób , a teraz 0 kontaktu.


      próbowałem dorwać gdzieś butelki z korkiem ceramicznym i gumką, oraz syfony na
      wymianę (takie ze szkła). Fajnie by wyglądały w kuchni. Tak swojsko!
      Jak za dawnych lat.
      Swoją drogą ciekawe, że kiedyś w sklepach piwo było tylko niepasteryzowane, a
      teraz wręcz odwrotnie.
      Wódka bałtyk, papierosy na metry, piwo z "okiem" i innymi dodatkami
      A teraz taki wybór, że nie wiadomo co kupić.
      • Gość: monia Re: rocznik 1971 IP: *.uml.lodz.pl 16.07.04, 11:08
        Gość: monia 16.07.2004 09:03 odpowiedz na list


        Cześć, mam nadzieję, że ten wątek będzie kontynuowany jeszcze długo.
        Naprawdę przyjemnie poczytać o losach obcych sobie ludzi, a jednak tak bardzo
        bliskich.
        Po przeczytaniu waszych postów dochodzę do wniosku, że sporo z nas jednak
        wyjechało z Polski. Myślę, że w większości przypadków była to reakcja naszych
        rodziców na sytuację w kraju (może słuszna ...)

        Jeśli chodzi o muzykę z tamtych lat, to słuchaliśmy i słuchamy do dziś z mężem
        (też rocznik 1971):Depeche Mode, Yazzoo, Ultravox, Queen, The Police - nigdy
        się nie zestarzeją.Nie wiem czy zauważyliście, że w radiu i TV też chętnie
        wracamy do lat 80/90 -MTV clasic, radio GOLD FM (łódzka stacja)-ja tego ciągle
        słucham.

        Ciekawa jestem jakie miasto na tym forum ma największą reprezentację. Ja jestem
        z Łodzi, a Wy?

        Pozdrawiam
        • alexxx Re: rocznik 1971 16.07.04, 11:59
          monia napisała:

          "...Nie wiem czy zauważyliście, że w radiu i TV też chętnie
          wracamy do lat 80/90 -MTV clasic, radio GOLD FM (łódzka stacja)-ja tego
          ciągle słucham..."

          i radia Pogoda:):):)

          Należy jeszcze dodać, że nie nadajemy sie do dyskoteki z racji tego, że
          się "na nowoczesnej muzyce nie rozumiemy" :):):)
          A dancingów już nie ma :):):)

          A historia, która mnie ostatnio rozbawiła do łez, to stwierdzenie
          osiemnastoletniego siostrzeńca mojego kolegi ze studiów, że tak w ogóle to
          jesteśmy starzy ale wyluzowani. ROTFL:)
          • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 (alexxx) IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 12:07
            Siostrzeniec ma rację - uważam tak jak on, jestem stary ale dzięki liźnięciu i
            najlepszego z ustrojów i najgorszego z ustrojów a tym samym poznaniu smaku
            kartek na mięso i bogactwa hiper super i innych marketów trzymam do dzisiejszej
            rzeczywistości dystans, chociaż zastanawiam się czy ktoś nie nazwie
            tego "tumiwisizmem" i obojętnością społeczną.
            • alexxx Re: rocznik 1971 (matura '89) 16.07.04, 13:13
              Trzymasz dystans, bo miałeś szczęście dorastać w chyba jednak
              przychylniejszych czasach. Kiedyś nie było wyścigu szczurów zaczynającego się w
              szkole podstawowej (dodam, że państwowej, bo innych nie było, nie było leczenia
              depresji u 10-latków z powodu 4-ki na świadectwie, nie było dysgrafii i
              dyskalkulii (wtedy nazywano to powszechnie nieuctwem i kazano brać się do
              nauki), nie było narkotyków w szkole, rodzice nie latali z obłędem w oczach po
              rozmaitych szkołach żeby załatwić dziecku miejsce, dzieci nie skaładały
              dokumentów do 15 szkół jednocześnie, nauczyciele mogli normalnie prowadzić
              lekcje (bez obawy, że postradają zdrowie lub życie), noramlny 7-8 latek
              wedrował sobie sam do szkoły i nikt go nie napadał (bo i po co - telefonu nie
              miał:)
              I związku z tym, że powyższego nie doświadczyliśmy wszyscy możemu czuć się
              wyluzowani - i właściwie całe szczęście:)
              • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 (matura '89) IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 21:09
                Zgadzam się całkowicie. Powiem więcej - ja chyba tak naprawdę nigdy się nie
                nauczyłem stresować, do dzisiaj. Wiadomo, życie niesie ze sobą różne nie
                przewidziane wydarzenia mniej lub bardziej obciążające psychikę człowieka ale
                jakoś, jak na razie, daję sobie z tym radę - może właśnie dlatego, że szkoła (i
                podstawowa, i LO, i studia) była (w porównaniu do szkoły dzisiejszej) tylko
                szkołą z fajnymi kumplami i głupimi nauczycielami i nie była areną codziennej
                walki o lepszy byt.
                I powtórzę raz jeszcze co już tutaj gdzieś napisałem - nie zamieniłbym moich
                lat szkolnych na żadne inne współczesne pomimo tylu "gadżetów" jakimi kusi
                współczesność.
                Pzdr.
        • Gość: matura'89 do: chochlik5 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 12:00
          Zmiana płci zupełnie mi nie przeszkadza, jestem tolerancyjny :-)
          Pozdrawiam Cię Chochliczko, idę do księgarni szukać książki.
          matura'89
      • bigstrand Re: rocznik 1971 16.07.04, 13:01
        co do butelek z korkiem ceramicznym to jeszcze ze 3 lata temu widzialem je na bazarze w Tomaszowie Lubleskim, jakas mala rodzinna "Wytwornia wod gazowanych" wyobrazcie sobie ze je jeszcze wtedy produkowala, tylko ciekawe skad brali butelki. Niewiem czy mozna je tam nadal dostac. Syfony na wymiane nadal mozesz kupic.
        A co do muzyki do dodam jeszcze Modern Talking... ostatnio chyba reanimowany tak mi sie wydaje.
        Musze przyznac ze czasy wiejskij podstawoki zdala od wydarzen ktorymi zyly wieksze miasta wspominam calkiem OK. Jak wprowadzali stan wojenny to sie cieszylem ze bedzie wolne od szkoly. No i rzeczywiscie czekalem w ten niedzielny poranek na teleranek w TV a zamiast niego obejrzalem jakiegos smutnego generala ktory mowil cos zupelnie niezrozumialego dla 10-latka. Nigdy nie uczestniczylem w zadnych manifestacjach, bo niby gdzie? W stanie wojennym nie widzialem czolgu ani nawet zolnierza bo co oni by mieli pacyfikowac w niewielkiej miejscowoci. Politycznie "dojrzalem" jakos na koniec liceum, jeszcze za komuny. Grono pedagogiczne bylo czerwone jak czerwony byla morda najwiekszego komucha, dziadka ktory uczyl "historii". Nie walczylem z nimi "o prawde" bo by mnie wzieli wyrzucili z budy i przeciez zaden komitet obrony by sie za mna nie wstawil. Za zaslugi w walce z komuna przypisuje sobie samozwanczo przyklejenie plakatu Solidarnosci przed czerwcem 89 na szkole, ku najwiekszemu wkorwieniu dyrekcji, ale o dziwo stara suka nie zerwala plakatu!!! Czula pismo nosem ze idzie nowe i ze trzeba bedzie z nowa wladza zyc w zgodzie.

        Kultowe filmy:
        Wejscie Smoka z Brucem Lee -obejrzalem niedawno- ale kicha
        Seksmisja -nadal w modzie i smieszny
        Wirujacy seks czyli "dirty dancing"
        Top Gun... epoka video startuje
        Commando
        itd
        • bf w mojej miescinie sa butelki z korkiem ceramicznym 16.07.04, 14:18
          Miasteczko nazywa sie Stans (w Szwajcarii) i produkuja tutaj napoj jablkowy w
          takich wlasnie butelkach.

          > co do butelek z korkiem ceramicznym to jeszcze ze 3 lata temu widzialem je na
          b
          > azarze w Tomaszowie Lubleskim, jakas mala rodzinna "Wytwornia wod gazowanych"
          w
          > yobrazcie sobie ze je jeszcze wtedy produkowala, tylko ciekawe skad brali
          butel
          > ki. Niewiem czy mozna je tam nadal dostac. Syfony na wymiane nadal mozesz
          kupic
          > .
          • chochlik5 Re: Od Jakuba do Matury 98 i nie tylko 16.07.04, 15:00
            Jezeli chodzi o syfony, to mam taki luksusowy bo opleciony siatką. Jeżeli
            znajdę ten zabytek w piwnicy to mogę przesłać z zaliczeniem kosztów przesyłki.
            Moja książkę można obecnie znaleźć tylko w Lublinie, albo bezpośrednio u mnie.
            Cena ksiązki - 20 zł. plus koszty przesyłki. Muszę się pochwalić że moi
            czytelnicy sa rozsiani nie tylko po całej Polsce. Książka trafiła do Stanów, do
            Londynu, do Baden-Baden, do Włoch, Francji i nawet Szwecji. Oczywiście w
            pojedyńczych egzemplarzach. Podałam swoje logo. Chcesz, przyślę, tylko podaj
            adres. A teraz motto zaczynajace moje jedyne zresztą dzieło:
            Kiedyś byłam kimś.
            To było wtedy, gdy mogłam zrobić coś dla Ciebie, dla Was i dla Innych,
            Gdy miałam do dania wszystko: czas, wiedzę, pieniądze i troskę.
            Gdy byłam skuteczna.
            Dziś jestem już stara .
            Mam tylko serce i mnogie skarby doświadczenia.
            Jeżeli chcesz, bierz je. Nie chowaj w sejfie, nie składaj w banku.
            Tylko rozdając możesz je pomnożyć.
            • Gość: aninim ksiazka jest tez w www.merlin.com.pl IP: *.agbms.ch / 157.161.177.* 16.07.04, 15:38
              ksiazka jest tez w www.merlin.com.pl
              • chochlik5 Re: ksiazka jest tez w www.merlin.com.pl 16.07.04, 22:16
                Gość portalu: aninim napisał(a):

                > ksiazka jest tez w www.merlin.com.pl
                Nie ma. Nie przekazałam jej do księgarni wysyłkowej. Rozprowadzam sama.
                • Gość: Jakub-chochlik Re: ksiazka jest tez w www.merlin.com.pl IP: *.lublin.mm.pl 16.07.04, 22:32
                  Podaję drugi adres: > platakis@lublin.mm.pl <
                • Gość: aninim Chyba jednak jest! Re: ksiazka jest tez w www.merl IP: *.plusgsm.pl 18.07.04, 11:46
                  Wlasnie sprawdzilem w Merlinie i wyglada na to, ze jest tam wciaz dostepna ksiazka z wydania z roku 2001 za 25 zlotych. Jesli mowimy o tej samej ksiazce ("Poki jeszcze...")
                  Prosze zobaczyc ponizszy adres:

                  www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.towar?oferta=213782&ret=wys55262423
            • andrzej1971 Re: Od Jakuba do Matury 98 i nie tylko 20.07.04, 16:07
              ja w sprawie syfonu
              Miałem na myśli taki szklany z ciemnego szkła ale przezroczysty
              do którego nie da się wkręcić nabojów tylko trzeba było oddać do kiosku na
              wymianę.
              Jak jeszcze go masz to jestem chętny
              Ile to może być zaliczenie pocztowe od około 1kg?
    • marekatlanta71 A s.p. Tomka Beksinskiego ktos pamieta? 16.07.04, 21:33
      Bo dla mnie on byl osoba ktora uksztaltowala moj gust muzyczny. Nie opusclbym
      nigdy jego audycji - "Romantycy Muzyki Rockowej Zapraszaja"...
      • l_nino Re: A s.p. Tomka Beksinskiego ktos pamieta? 22.07.04, 23:13
        Moje życie po jego śmierci już nigdy nie było takie samo.
      • behemot.to.kot Beksinski i nie tylko 23.07.04, 09:00
        marekatlanta71 napisał:

        > Bo dla mnie on byl osoba ktora uksztaltowala moj gust muzyczny. Nie opusclbym
        > nigdy jego audycji - "Romantycy Muzyki Rockowej Zapraszaja"...

        gust kształtował? - może nie aż tak bardzo, ale kilka płytek mi zostało w
        pamięci, najbardziej chyba "Viena" Ultravox.
        muszę pogrzebać, pewnie znajdę jeszcze trochę kaset nagrywanych wtedy
        z "romantyków" właśnie, z "wieczoru płytowego" (cholera, nie jestem pewien
        nazwy audycji - PRII niedziela wieczorem), no i w Zapraszamy do trójki
        serwowali płyty w dwóch częściach, po jednej stronie.
        pzdr
      • Gość: Dusza Re: A s.p. Tomka Beksinskiego ktos pamieta? IP: *.dip.t-dialin.net 22.10.04, 00:23
        Hi,
        co ja czytam?!
        W 1989 roku opuscilam kraj... Ja takze naleze do rocznika 1971, i wieczorami
        sluchalam m.in "Romantykow..." "WIeczoru z..." T. Beksinskiego, programow
        Niedzwiedzia, czy P. Kaczkowskiego. Dzieki T. B. poznalam Klan Of Xymox i inne,
        pokkochalam Floyd-ow dzieki Kaczorowi..., ale ze nie juz wsrod nas T.
        Beksinskiego, to mnie bardzo zakoczylo?! Co to sie dzieje, super ludzie
        odchodza...?
        moj Adres: Ch.M.Wieschalka@t-online.de
    • Gość: Jarry Re: rocznik 1971 IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 16.07.04, 22:02
      Cześć, tu Jarek Jaworski z Torunia! Też jestem 71 i to chyba jeden z pierwszych
      z Was - bo z 2 stycznia :))
      Na początku dyskusji jest pytanie co robiłem przez te lata od 1989? Odpowiem
      adresami stron:
      www.m3.art.pl
      www.humoria.pl
      www.1409.art.pl
      www.camerimage.pl
      www.toffi.filmforum.pl
      I jak tam ludzie w wieku Chrystusowym? Dobrze idzie?
    • amarandyna Łza... 16.07.04, 22:26
      ...się w oku kręci, jak czytam ten wątek. Kurczę, może forum rocznikowe
      założyć?
      • Gość: matura'89 Re: Łza... IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 16.07.04, 23:41
        A ja też się załapię? (jak już pisałem jestem grudzień'70)
        PS.
        przypomniały mi się jeszcze komiksy - Relax (z indoktrynującymi artykułami np.
        o milicji obywatelskiej:-(, Kajko i Kokosz, kpt. Żbik, Stawka większa niż
        życie, Tytus, ostatnia strona Świata Młodych....
        • behemot.to.kot i jeszcze... 23.07.04, 09:05
          Gość portalu: matura'89 napisał(a):

          > A ja też się załapię? (jak już pisałem jestem grudzień'70)
          > PS.
          > przypomniały mi się jeszcze komiksy - Relax (z indoktrynującymi artykułami
          np.
          > o milicji obywatelskiej:-(, Kajko i Kokosz, kpt. Żbik, Stawka większa niż
          > życie, Tytus, ostatnia strona Świata Młodych....

          Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa?

          a na okładce żbika hisotrie o ludziach odznaczonych medalem zqa ofiarność i
          odwagę pamiętacie?
          • Gość: matura'89 Re: i jeszcze... IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 23.07.04, 17:36
            Jasne, że pamiętamy.
            A na dodatek pamiętamy Skąd się bierze woda sodowa?
            Ależ wodzu! co wódz? To ja przepraszam.... :-))
      • kerebron Re: Łza... 17.07.04, 14:05
        Czy ty jesteś ta sama Amarandyna, w której królewicz Pantarkton nieszczęśliwie
        się byl zakochał, co konstrukcjonistę Trurla do użycia dzieciomiotu przywiodło?
        • amarandyna Apentuła niewdziosek 18.07.04, 20:57
          A jakże, a jakże. Choć biedny królewicz po leczeniu w Kobietronie już nie ten
          sam, bidulek, te magamory go wykończyły... :(
          Ps. Jak tam smoki urojone?
          • kerebron wzdyżmy wywiorstne samołóż... 18.07.04, 22:33
            Smoków urojonych już nie ma, bo Bazyleusz Emerdwański przeharboryzował je
            wszystkie do ujemnych, niegodziwiec. Za stary-m już, by wziąć się za to, ale
            liczę na uczniów moich ukochanych, konstrukcjonistów zacnych a benefaktorów
            niestrudzonych, Trurla i Klapaucjusza - niech oni się z łaydakiem onym rozprawią
            jak należy.
            • amarandyna Aż się bamba odmruczy... 19.07.04, 09:42
              • amarandyna ...i goła powróci. 19.07.04, 09:43
                A szkoda, szkoda, smoki urojone to jets to.
                • kerebron ...otatnie słowa są do rzeczy! 20.07.04, 13:09
                  :)
    • derduch Re: rocznik 1971 17.07.04, 07:12
      A zobaczcie sobie drodzy rówieśnicy ten link:
      www.aiw.cad.pl/kultowa.html
      • alexxx Re: rocznik 1971 19.07.04, 11:42
        derduch,

        strona jest SURER!
    • agentcooper Re: rocznik 1971 17.07.04, 09:44
      jak milo sie obudzic, usiac przy kompie i zobaczyc taki mily watek
      o........sobie :)Zeby sie nie rozpisywac zanadto - mimo wszystko uwazam ze
      nasze pokolenie (kwiecien 1971) mialo spokojnie szanse na "zalapanie sie" na
      robienie karier - faktem jest ze koncerny zachodnie pojawily sie 3-4 lata przed
      skonczeniem przed nas studiow i obecne pozycje GMow przypadly w udziale osob o
      te kilka lat od nas starszym, ale wiekszosc (przynajmnniej moich) znajomych ze
      studiow (SGH) czy liceum prowadzi teraz wlasne biznesy czy pracuje na srednich
      i wyzszych stanowiskach managerskich w niezlych firmach.
      Co do wspomnien - przede wszystkim muzyka sluchana praktycznie jedynie w Trojce
      (KAczkowski, Mann, Chojnacki, Wiernik, Beksinski) a takze w Rozglosni
      Harcerskiej czyli wszelkiego rodzaju alternatywa z roznymi smiesznymi polskimi
      zespolami wspominanymi juz wyzej (1000000 Bulgarians, Ziyo, Armia, Dezerter,
      Dzieci Kapitana Klossa, itd). Zgadzam sie z ktoryms z poprzednikow co do
      Disintegration The Cure - pamietam dokladnie dzien w ktorym udalo mi sie
      przegrac ta plyte w przegrywalni na Ursynowie (pamietacie takie firmy gdzie sie
      oficjalnie przegrywala plyty z cd), choc gdy sluchalem ja na walkmanie wracajac
      do domu autobusem 185 bylem z poczatku mocno rozczarowany. To takze festiwale
      rockowe jak Marchewka czy Robrege (do JArocina bylem troche za maly zeby
      jezdzic).
      Koniec lat 80tych to takze wyjazdy za grosze pod namiot pod MAzury czy w Tatry
      (Bukowina, Zakopiec) a takze pierwszy w zyciu wyjazd (to raczej polowa lat
      80tych) za granice do NRDowka, ktorym wydawal mi sie wtedy konsumpcyjnym rajem
      i nie wyobrazalem sobie ze moze byc jeszcze lepiej skoro w sklepie miesnym
      normalnie mozna kupic parowki.
      Z innych rzeczy ktore milo wspominam to gra w kapsle z kumplami po lekcjach,
      wyjazdy na magiczny bazar Rozyckiego (tam mozna bylo kupic "kultowe" wowoczas
      glany - rumunki), oczywiscie randki w Lazienkach czy Wilanowie (owczesna moja
      narzeczona mieszkala w Konstancienie takze petle autobusowa w Wilanowie
      poznalem jak wlasna kieszen ;)), ostatnie chwile chwaly polskiego pilkarstwa
      (mistrzostwa w Hiszpanii),instytucje konikow przed kinami (ach, jak fajnie sie
      ogladalo filmy z balkonu w kinie Moskwa) czy wreszcie to czego teraz chyba nam
      wszystkim brakuje najbardziej czyli dluuuuugie wakacje.
      Pozdrowienia dla wszystkich a szegolnie jesli trafi tu ktos z SP 212 i liceum
      Dobisza w Wwie.
      slowa uznania dla Pana Jakuba - tak 3mać !!!Pozdrawiam .
    • maciex2000 Re: rocznik 1971 17.07.04, 09:55
      cześć też jestem z 71. Zaraz po ogólniaku przeniosłem się do wwy i tak już
      zostało - życiorys jak każdego z mojego rocznika studiów na UW. W zasadzie bez
      zmartwień finansowych (wiadomo Warszawa, wiadomo transformacja, wiadomo studia
      prawnicze).Co z największym sentymentem wspominam to wczesne lata 90-te kiedy
      MZA w Warszawie nie nadążały za zmianami cen i bilety były przestemplowywane
      albo bilet ulgowy - studencki składał się z kilku o mniejszych nominałach.
      Co jeszcze - na pierwszy miesiąc studiów wziąłem z domu 20.000 zł - czy ktoś
      pamięta wartość tych pieniędzy??? Ledwo starczyło...
      Bardzo fajny wątek, pozdrawiam wszystkich.
      Maciek
      • Gość: Jakub Re: rocznik 1971 IP: *.lublin.mm.pl 17.07.04, 11:19
        Poczytajcie jaki spotyka urodzonych w 77r. Jakie wnioski?
    • Gość: Q Re: rocznik 1971 IP: *.kon.tvknet.pl / *.tvknet.pl 17.07.04, 15:42
      :))) No to czytając Wasze wpisy, wychodzi na to, że nasze pokolenie 71 poradziło sobie w nowej rzeczywistości :) Jestem z końca rocznika, listopad 1971 :) Pamiętam lata 80, 70 jak przez mgłę... Pamiętam zachwyt nad 1989 a wcześniej dziecięcą radość grudniowych dłuższych ferii w 1981... czekoladę czekoladopodobną, niezwykłą szarość i przygnębienie lat 80, przerywane paczkami od rodziny z Niemiec... Kulturowy szok wizyty w Niemczech, tych zachodnich rzecz jasna... Potem aktywne uczestnictwo w wydarzeniach 1989, ulotki, plakaty itp itd, potem matura :) wybór studiów, zaangażowanie polityczne przez całe studia... A po studiach praca, jak u większości w marketingu i reklamie :))) A teraz własny biznes, mieszkanie kolejny samochód, żona i wreszcie pany dotyczące potomka ;) czy naszemu pokoleniu się udało ?! Pewnie tak, nie mamy złudzeń, ciężko pracujemy, znamy tylko kapitalizm w polskim wydaniu... Ta nasza obecna Polska, III RP to nasz dom, z nią się utożsamiamy... Może skrzykniemy się wszyscy, zaczniemy od wymiany maili i taki internetowy klub 71 stworzymy ??? Pozdrawiam Wszystkich !
      • Gość: matura'89 Re: rocznik 1971 IP: 5.5R* / *.as2532.sol.superonline.com 17.07.04, 17:27
        Generalnie tak ale popadasz niestety w stereotyp:
        " A po studiach praca, jak u większości w marketingu i reklamie :))) "
        Z mojego roku nie znam nikogo, kto pracowałby w marketingu lub reklamie;
        przemysł, budownicwto, inwestycje, bankowość i własny biznes (produkcja,
        usługi, trochę "wolnych zawodów") - tak ale nie marketing i nie reklama.
        Jak dla mnie Twoja większość jest w mniejszości.
        Ja nawet nie znam nikogo kto pracuje (pracował) w marketingu lub reklamie.
        Osoby, które kończyły studia polietchniczne a szczególnie te kierunki, które
        przygotowywały do pracy w przemyśle tradycyjnym (mechanika, budownictwo,
        włókiennictwo, fizyka techniczna etc.) nie łapały się na reklamę, tam lądowała
        nadprodukcja ekonomistów, socjologów, filologów etc.
        Pozdrawiam.
      • agentcooper Re: rocznik 1971 18.07.04, 11:54
        Gość portalu: Q napisał(a):
        internetowy klub 71 stworzymy ???

        Dobry pomysł, mozna byłoby go założyć a przynajmniej u3mac to forum przy zyciu
    • Gość: belferka Re: rocznik 1971 IP: *.acn.pl 18.07.04, 10:37
      Hej, jestem duuuużo starsza, ale pamiętam moją ulubioną klasę 1 rocznik "71" w
      podstawówce na warszawskich bielanach. wszystkie dzieciaki w jednakowych
      zielonych fartuszkach(każda klasa miała inny kolor)i takie uśmiechnięte, śmiałe.
      RAz na miesiąc wycieczka do teatru, broń Boże nie na kukiełki! Dziś nie jeżdżę,
      rodziców moich uczniów na to nie stać, lub nie czują takiej potrzeby. Razem
      robiliśmy różne
      nie zawsze popularne wówczas na lekcjach, ale fajne rzeczy: a to pisaliśmy
      wiersze, a to listy z przedziwnymi apelami, no i ...pichciliśmy! Dziś w ogóle
      sobie tego nie wyobrażam: wszystkie dzieciaki w białych fartuszkach i chustkach
      na głowie kiszą kapustę robią sałatki, szykują desery na dzień matki. No i
      uczyli się, a ich rodzice byli naprawdę zainteresowani postępami w nauce robili
      plany na przyszłość już w 1,2,3 klasie Dziś zostały tylko wspomnienia i kronika
      klasy w szkolnym archiwum. Żal.
    • Gość: marta uparta Re: rocznik 1971 IP: 217.153.168.* 18.07.04, 20:23
      Ten rocznik to ja, chociaz maturę zdawałam juz w kapitaliźmie (1990). Jakos
      wtedy, mimo politycznego zaangażowania mojego taty, nie odczuwalam tego, że
      jestem świadkiem przełomu, upadku systemu itd. Cieszyłam się, że mogę kupić
      dezodorant i tureckie ciuchy od przedsiębiorczych handlarzy, upajalam się
      pierwszymi miłosnymi uniesieniami:)))) uważam że czasy te były piekne, tak jak
      zawsze piękna jest taka szczęnięca młodośc:)))
      Jestem nauczycielką i tak zycie mi się ułozyło, ze jestem nauczycielką w tej
      samej szkole (liceum) w ktorej uczyłam sie i w której zdałam maturę. Bardzo
      fajny układ, zwłaszcza że mogę wyobrazić sobie co te dzieciaki przeżywają i
      jakie maja problemy ( to specyficzna, artystyczna szkoła). Ale ich sytuacja, a
      moja 14 lat temu to zmiana o 180 stopni.
      Mam wrazenie, ze teraz większą rolę odgrywa pieniądz, bo kiedys finansowa
      niedola należała do ogolnie przyjętego stylu ( na okienku zamawialiśmy jedna
      herbatę na 6 osob w pobliskiej kawiarni) dzis się ja raczej skrzętnie ukrywa.
      Z drugiej trony szkola daje mozliwości jakich ja parenascie lat temu nie
      mialam - konkursy, stwarzanie możliwości zarobienia kieszonkowego, szukanie
      sponsorów itd.
      Uwazam, że teraz są moje najlepsze lata, i nie chciałabym mieć znowu 18 lat,
      ale czuje cos na kształt roztkliwienia, gdy trafię na jakąś starą fotografię,
      czy pamiątkę z tamtego okresu.
      • Gość: Jakub Do aninima Racja. sprawdziłam. ksiazka jest IP: *.lublin.mm.pl 18.07.04, 21:15
        Rzeczyewiście moja ksiazka jest w księgarni wysyłkowej. Nie wiedziałam, że
        przekazał ja wydawca pierwszego wydania. Pod tym samym nazwiskiem jest
        tlomaczona przez mego brata Kalevala. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka