ijaw
17.12.04, 02:11
Jeszcze w sprawie przemocy wobec kobiet - tematu, ktory wywołała minister
Środ. To wspaniały artykul, proszę przeczytać.
"On zaś będzie panował nad tobą
Sławomir Sierakowski * 16-12-2004 , ostatnia aktualizacja 16-12-2004 18:26
Dopóki politycy prawicy będą uzasadniać sądy, że "przemoc w rodzinie jest w
Polsce sprawą marginalną", troską o chrześcijański model rodziny, dopóty
Magdalena Środa będzie miała nie tylko prawo, ale i obowiązek mówić, że
istnieją pośrednie związki między religią a przemocą wobec kobiet
Święte oburzenie, jakie wywołały słowa Magdaleny Środy wśród prawicowych
publicystów i polityków, dziwi, bo teza pełnomocniczki do spraw równego
statusu kobiet i mężczyzn nie jest nowa. Pojawia się nie tylko wśród
feministek, ale także w debatach katolickich intelektualistów polskich i
zachodnich. Gdyby rozumowanie Środy nie było dobrym pretekstem do pokazania
się "dziarskich chłopców" z prawicy przed kamerami, nie wyszłoby nigdy poza
salę szwedzkiej konferencji.
System wartości tradycyjnie hierarchizujący role mężczyzny i kobiety jest
pierwszym w logicznym porządku powodem potencjalnej przemocy wobec kobiet. I
nie ma w tym nic dziwnego. To Kościół zresztą już wie i stara się choćby na
poziomie teologicznym zrównać obie role. Jednakże kluczowa i tak pozostaje
kultura dnia codziennego, a ta nie wygląda dobrze. "Katolicka Polska" jest
ciągle krajem przemocy wobec kobiet, a z tym walczyć ma pełnomocnik ds.
równego statusu.
Kobiety mają milczeć
Chcąc zrozumieć, czy istnieje zależność między przemocą i chrześcijaństwem,
dobrze zacząć od źródeł, pamiętając przy tym, że współczesne ich znaczenie
jest uzależnione od teologicznych interpretacji, a te bywają czasem bardzo
różne. Sięgamy zatem po Biblię. Na kartach Nowego Testamentu widzimy, jak
działalność Jezusa Chrystusa zmienia podejście do kobiet. On -mężczyzna -
przełamuje ówczesne standardy: spotykał się i rozmawiał z kobietami w
miejscach publicznych. Więcej - nie odtrącał kobiet, kiedy te chciały za nim
podążać, stając się jego uczennicami i pełnoprawnymi adresatkami Jego
przesłania. To kobiety pierwsze, nie przypadkowo zapewne, zostały
poinformowane o Jego Zmartwychwstaniu, by dalej przekazały tę wieść apostołom.
Okazuje się, że dla kobiety najważniejsza nie jest rodzina i wychowywanie
dzieci, ale - podobnie jak dla mężczyzny - wiara. To jedna strona medalu.
Druga jest niestety zupełnie inna. Gdy z uwagą wczytamy się w zamieszczone na
stronicach tej świętej księgi chrześcijaństwa antykobiece passusy widzimy -
np. w Księdze Rodzaju, że kobieta jest równorzędnym partnerem mężczyzny, ale
tylko do chwili zerwania zakazanego owocu. Potem jako o sprawczyni grzechu
pierworodnego mówi się o Ewie, czyli kobiecie "w ogóle", następująco: "obarczę
cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła
dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie
panował nad Tobą" (3,16). W późniejszych tekstach coraz silniejsza staje się
tendencja do przypisywania winy za grzech wyłącznie kobiecie: "To od kobiety
wywodzi się grzech i przez nią wszyscy musimy umrzeć" (Syr 25, 24). W Księdze
Sędziów (18,11-30) znajdujemy w końcu historię bezimiennej kobiety, która w
imię zasad gościnności wydana została przez męża zgrai mężczyzn. Ci przez całą
noc gwałcili ją, doprowadzając do śmierci. Jej mąż lewita chciał w ten sposób
uchronić swoich gości przed owymi napastnikami. Co więcej, ćwiartuje ciało sie
na dwanaście części, rozsyła je po całym Izraelu po to, by wywołać wojnę. Tak
przemoc została doprowadzona do granic możliwości. Nie należy sądzić -
komentuje tę historię polska teolożka Elżbieta Adamiak, autorka ważnej książki
teologicznej pod symptomatycznym tytułem "Milcząca obecność", że ktoś, pisząc
tę historię, myślał o kobietach, które będą to czytać. Przeciwnie: zakładał,
że kobieta jest własnością mężczyzny.
Pomyśli ktoś - wszak to Stary Testament, nie ma się czemu dziwić. Ale i w
Nowym spotkamy niepokojące sformułowania. Tym bardziej że wiążące się z tak
fundamentalną kwestią jak kategoria "obrazu Bożego". A - jak przekonuje
siostra Elizabeth Johnson w tekście z "Tygodnika Powszechnego" (nr 50 z 2002
r.) - "nie jest bez znaczenia, w jaki sposób symbol Boga funkcjonuje w
ludzkich umysłach. Jeśli ciągle myślimy o Bogu w formie męskiej, nie ulega
wątpliwości, przynajmniej dla mnie, że w ten sposób faworyzowani są
mężczyźni". W Liście do Koryntian św. Pawła czytamy: "Tak jak to jest we
wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach
milczeć; nie pozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo
nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich
mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu" (1Kor 14,34-36).
Na podstawie analogicznych słów, których znajdziemy w Biblii bez liku,
uznawano - przekonuje Adamiak - że wspólny obu płciom jest przejaw
nadprzyrodzonego imago Dei, natomiast doczesny dotyczy już tylko mężczyzn.
"Tak teologicznie uzasadniano porządek społeczny: mężczyzna jest człowiekiem
aktywnym i przeznaczonym do panowania, kobieta - istotą bierną i
podporządkowaną." - wyjaśnia Adamiak w jednej z rozmów z "Tygodnikiem" (nr 49
z 2002).
Grzech seksizmu
Prawdopodobnie jeszcze długo Kościół będzie musiał oczyszczać swoją pamięć i
swoje nauczanie z antykobiecych naleciałości. Rozmaici Doktorzy Kościoła i
święci mężczyźni niwerzadko widzieli w kobietach pośledniejszy gatunek.
"Kobieta jest nieudanym mężczyzną", "Z natury jest podległa mężowi, gdyż z
natury mężczyzna ma większe rozeznanie rozumu" (św. Tomasz z Akwinu), "Trwa
ciągle na tym świecie wyrok Boga przeciwko twojej płci. A więc z konieczności
żyjesz jako oskarżona. Ty jesteś komnatą diabła!" (Tertulian). Czy taki typ
nauczania poniżający wobec kobiet jest tylko wspomnieniem?
Powagę sprawy potwierdza Jan Paweł II, który w 2000 Roku Jubileuszowym w
bezprecedensowym dla Kościoła wyznaniu win i prośbie o przebaczenie za grzechy
popełniane w historii przez "synów Kościoła" wyraził także żal z powodu
dyskryminacji i poniżania kobiet. Wcześniej w "Liście do kobiet" z 1995 roku
napisał: "Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań,
które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały
życiową drogę kobiety zapoznanej w swojej godności, pomijanej i niedocenianej,
nieadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy.
(...) Ale jeśli, zwłaszcza w określonych kontekstach historycznych, obiektywną
odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym
ubolewamy."
W tym samym czasie Kongregacja Generalna Towarzystwa Jezusowego przyznawała
wprost: "Jesteśmy wszakże częścią tradycji społecznej i kościelnej, która
zawiniła wobec kobiet. Podobnie jak inni mężczyźni usiłujemy zwykle
przekonywać samych siebie, że problem nie istnieje. A jednak częstokroć - choć
być może nieświadomie - przyczyniliśmy się do powstania pewnej formy
klerykalizmu, który umacniał dominację mężczyzn, powołując się na wyraźną
jakoby aprobatę ze strony Boga."
Jednak - jak przekonuje siostra Johnson we wspomnianym tekście z "Tygodnika
Powszechnego" - "dyskryminacja nie ulotniła się wraz z aktami skruchy Jana
Pawła II i watykańskich hierarchów. Kobiety dalej są wyłączone zarówno z
uczestnictwa w kościelnych posługach (np. posługi diakonatu) czy pełni udziału
w systemie sakramentalnym, jak również - a może tym bardziej - z procesów
decyzyjnych, które kształtują dzisiejsze oblicze Kościoła. Nie trzeba być
przenikliwym obserwatorem życia kościelnego, by się o tej niesprawiedliwości
przekonać".
Ostatni dokument dotyczący kobiet wydany 31 lipca br. w Watykanie - „List do
biskupów Kościoła katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele
i świecie” - spotkał się ze stanowczą krytyką jeszcze innej teolożki
feministycznej Rosemary Radford Ruether, która napisała: „List jest adres