Gość: zagubiona
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
14.03.05, 22:01
Mam 20 lat. Moi rodzice nie byli bardzo religijni. Mamę mało to interesowało,
tata znał bardzo dobrze Pismo św., ale sam nie był praktykujący, a kiedyś
przypadkiem usłyszałam, jak mówi, że nie wierzy w życie po śmierci. Mimo to
posyłali mnie na msze, do komunii i lekcje religii po to, żebym poznała
religię katolicką.
W końcu, jak miałam z 10 lat przestałam uczęszcz.. na msze (co tu dużo mówić -
z lenistwa), a lekcje religii mnie nudziły.
Później z powodu kilku wydarzeń w moim życiu zaczęłam głębiej zastanawiać się
nad wiarą. Pojechałam na pielgrzymkę, zaczęłam się przykładać do modlitwy
wieczornej, czytałam rozmaite artykuły, przeglądałam fora religijne,
przeczytałam wszystkie cztery ewangielie (dokładnie aż do bólu - łącznie z
robieniem notatek, czytaniem przypisów itd.), czytam dalej - teraz ST, jestem
oczarowana wprost tym, co tam znajduję.
I coś się stało. Wiem, że jestem grzeszna, że byłam w przeszłości, że mam za
co pokutować. Ale nagle stałam się świadoma wszechobecnego grzechu. I pal
licho, jeśli czytam głupie komentarze zupełnie obcych ludzi - ale jeśli ktoś
z moich znajomych deklaruje ateizm, pisze "jezus" używając małej litery, mówi
że religia katolicka jest głupia albo nudna, jeśli deklaruje poparcie dla
aborcji, jeśli wyzywa wszystkich księży od pedofilów itd., to ja nie mogę się
potem przez dłuższy czas pozbierać. Mam reakcje takie, jak gdybym cierpiała
na jakąś nerwicę lękową - kołatanie serca, ból brzucha, to się staje bardzo
męczące. Szczególnie, że słyszę argumenty, których ja sama kiedyś używałam, a
dziś wiem, że były bardzo błędne.
Poza tym stało się zupełną obsesją chociażby ułożenie wieczornej modlitwy.
Mam wrażenie, że jeśli opuszczę którąś modlitwę, szczególnie modląc się np.
o czyjeś zdrowie, to stanie się coś złego.
Najchętniej wszystkich bym nawróciła albo kazała choć wysłuchać moich racji.
Oczywiście nie uważam się za świętą - wiem, że jestem grzesznicą, mimo tego,
że wyspowiadałam się z całego życia wciąż mam poczucie ciążącego na mnie
moralnego brudu. Ale nie potrafię znieść zatwardziałości innych. Strasznie mi
to wszystko utrudnia życie. Nie wiem co z tym zrobić.